Jesteśmy świadkami procesu, który można określić jako postępującą de-judaizację Treblinki [Grabowski i Janicka]

Dr hab. Elżbieta Janicka i prof. Jan Grabowski protestują w Obozie Zagłady w Treblince, 8 czerwca 2026 r. fot. Jan Grabowski, archiwum prywatne


Jesteśmy świadkami procesu, który można określić jako postępującą de-judaizację Treblinki [Grabowski i Janicka]

Jan Grabowski Elżbieta Janicka


Jeśli pozwolimy, by zniekształcenia historii zakorzeniły się w takich miejscach jak Treblinka, otworzymy drogę dla dalszego jej negowania i wypaczania Zagłady – czytamy w oświadczeniu odczytamym dziś na terenie obozu zagłady w Treblince.

Przeciwko zakłamywaniu Zagłady w Treblince

Nasz protest w Treblince wynika z niezgody na zniekształcanie i zacieranie prawdy historycznej w jednym z najważniejszych miejsc Zagłady. Treblinka nie jest abstrakcyjnym symbolem — to miejsce, w którym naziści zamordowali 900 000 Żydów, a tysiące kolejnych cierpiały i ginęły z ich rąk w warunkach skrajnego okrucieństwa. Każda próba zaciemniania tej rzeczywistości podważa zarówno rzetelność historyczną, jak i odpowiedzialność moralną. 

Jesteśmy świadkami procesu, który można określić jako postępującą de-judaizację Treblinki. Przejawia się ona w takim przedstawianiu historii, które umniejsza lub pomija centralne znaczenie żydowskiego losu. W szczególności ukazywanie Treblinki I (obozu pracy) — jako miejsca chrześcijańskiego męczeństwa zniekształca stan badań. O ile wśród ofiar tego obozu byli także Polacy i Romowie, to zdecydowaną większość więźniów i ofiar Treblinki I stanowili Żydzi — około 10-12 000 osób, wobec kilkuset ofiar polskich. Pomijanie tego faktu lub odwracanie tej proporcji nie jest kwestią interpretacji, lecz fałszowaniem historii.

Równie niedopuszczalny jest pomnik wzniesiony w 2021 roku przez Instytut Pileckiego, upamiętniający Polaka, który rzekomo zginął za to, że – jakoby z altruizmu – podawał wodę Żydom przewożonym na śmierć. Narracja ta promuje obraz altruizmu, który nie znajduje potwierdzenia w dowodach historycznych. Wręcz przeciwnie, zeznania żydowskich ocalałych ujawniają haniebną praktykę: wodę sprzedawano po wygórowanych cenach, czerpiąc zyski z ludzkiego cierpienia. Wznoszenie na piedestał nieudokumentowanej historii heroizmu, przy jednoczesnym lekceważeniu zeznań ocalałych i głosów Polaków, którzy się z nimi zgadzają, grozi zastąpieniem udokumentowanej historii wygodnym mitem.

Nasz protest dotyczy także nowo wzniesionego pomnika na terenie Treblinki I, upamiętniającego „49 osób nieznanej narodowości i wyznania”. Również napisy informacyjne w tym miejscu nie wspominają o żydowskich ofiarach. Odmawianie żydowskiej tożsamości najliczniejszej grupie ofiar Treblinki I przejawia się ponadto w zapełnieniu tamtejszego Miejsca Straceń krzyżami, i to wobec znaczenia krzyża w historii antysemityzmu oraz osiągniętej przed laty – w Muzeum Auschwitz-Birkenau – zgody co do usunięcia symboli religijnych z miejsca kaźni Żydów.

Protestujemy również przeciwko dalszej obecności na terenie obozu zagłady Treblinka II napisów upamiętniających zniszczenie takich społeczności żydowskich jak Radziłów czy Jedwabne. Żydowscy mieszkańcy tych miejscowości zostali zamordowani w tychże miejscowościach — przez swoich polskich sąsiadów — a nie w Treblince. Pamięć o ich losie jest konieczna, jednak ich upamiętnianie w tym miejscu w taki sposób prowadzi do zacierania historycznych realiów i zaciemniania rzeczywistej geografii oraz mechanizmów Zagłady.

Wreszcie sprzeciwiamy się wznoszonej „Ścianie Imion”. Jak dobrze wiadomo historykom, zdecydowana większość Żydów zamordowanych w komorach gazowych Treblinki nigdy nie została ujęta na listach deportacyjnych, a w wielu przypadkach ich tożsamości nie da się odtworzyć. Współczesne próby tworzenia list ofiar nie dają się pogodzić z rzeczywistym stanem wiedzy historycznej, pozwalają za to tuszować realia Zagłady w Polsce. Upamiętnienie musi pozostać wierne zarówno skali, jak i charakterowi zbrodni, oraz granicom naszej wiedzy.

Nie negujemy cierpienia nieżydowskich ofiar ani nie sprzeciwiamy się narracji inkluzywnej. Jednak inkluzywność nie może odbywać się kosztem prawdy. Rzetelność historyczna wymaga jasnego wskazania, kim były ofiary, dlaczego zostały wybrane, jak i przez kogo zostały zamordowane. Treblinka powinna przede wszystkim pozostać miejscem, które wiernie oddaje zagładę życia żydowskiego.

Jeśli pozwolimy, by zniekształcenia historii zakorzeniły się w takich miejscach jak Treblinka, narazimy na szwank nasze zbiorowe rozumienie Zagłady i otworzymy drogę dla dalszego jej negowania i wypaczania. W imię społecznej odpowiedzialności nauki i elementarnej sprawiedliwości wzywamy do poszanowania historii opartej na źródłach, szacunku dla świadectw ocalałych oraz jednoznacznego uznania żydowskich ofiar, których los stanowi istotę znaczenia tego miejsca.

Treblinka, 8 czerwca 2026

Prof. Jan Grabowski

Dr. hab. Elżbieta Janicka


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Renewing Military Strikes Against Iran Is the Only Way to End Its Nuclear Ambitions


Renewing Military Strikes Against Iran Is the Only Way to End Its Nuclear Ambitions

Con Coughlin


  • American military historian Victor Davis Hanson… suggested that Iran’s excuses might actually be an ever-extending “good cop-bad cop” routine, whereby the good cops, the negotiators, make acceptable proposals — to be shot down immediately by the bad cops, General Ahmad Vahidi and other members of Iran’s ruling Islamic Revolutionary Guard Corps (IRGC).
  • Above all, Hanson stressed, the current rulers appear determined to remain in power at any “level” to be able to claim victory over Trump and the American “Great Satan.”
  • [T]he intransigence of Iranian leaders could ultimately persuade him that, in order to ensure the Iranians have no chance of resuming their nuclear and ballistic missile programme, he has no alternative but to resume military action against the regime.

American military historian Victor Davis Hanson… suggested that Iran’s excuses might actually be an ever-extending “good cop-bad cop” routine, whereby the good cops, the negotiators, make acceptable proposals — to be shot down immediately by the bad cops, General Ahmad Vahidi and other members of Iran’s ruling Islamic Revolutionary Guard Corps (IRGC). Pictured: Vahidi on October 27, 2020. (Photo by Office of the Supreme Leader of Iran)

In the seemingly endless to and fro over the Trump administration’s attempts to negotiate a peace deal with Tehran, the one red line upon which there can be no hint of compromise is US President Donald J. Trump’s insistence that the ayatollahs will never be allowed to acquire nuclear weapons.

While speculation continues to mount that a deal to end the three-month conflict between Iran and the US is in the offing, it is clear that Iran is still resisting demands that it surrender the estimated 970 pounds of enriched uranium — whose main utility is for the production of nuclear warheads.

Trump’s insistence that he would not sign any deal that enabled Tehran to continue work on its nuclear programme was very much in evidence following a meeting of senior administration officials in the Situation Room last week to discuss the draft Memorandum of Understanding that has been drawn up between Washington and Tehran.

Claims that the final stages of a deal are being negotiated have already prompted the price of oil to fall below $100 a barrel in recent days, amid hopes that the months-long closure of the Strait of Hormuz, which has adversely impacted the global economy, is coming to an end.

Despite the mounting optimism a deal could soon be concluded, it is clear that Trump still remains sceptical about the deal, and remains concerned that the Iranians are indulging in their long-established custom of playing for time in the hope that they can secure a better deal.

In a sign of Trump’s deepening frustration with the process to sign a deal, whereby the two sides would observe a 60-day ceasefire while other issues, such as the nuclear programme, are finalised, the president took to social media to reaffirm his key red lines.

In a post on Truth Social, Trump had said Iran “must” open the Strait of Hormuz, agree they will never have a nuclear weapon and that Tehran’s stockpile of highly enriched uranium should be “DESTROYED”.

A White House official confirmed the president’s determination to hold for a deal that ends Iran’s nuclear ambitions once and for all, commenting that Trump “will only make a deal that is good for America, satisfies his red lines, and makes sure Iran can never possess a nuclear weapon.”

Treasury Secretary Scott Bessent also insisted that Trump would not agree to any deal unless Iran reopens the Strait of Hormuz, gives up highly enriched uranium and agrees not to pursue a nuclear weapon.

As he considers his next steps, Trump will also need to take into account the recent warning made by General Jack Keane (ret.) during a recent interview with Fox News that Iran has a history of making deals and then not abiding by them, as happened after Tehran signed then US President Barack Obama’s flawed JCPOA “nuclear deal” in 2015.

Despite agreeing to freeze its nuclear programme, the regime continued to conduct research on producing weapons-grade enriched uranium.

To ensure Iran cannot engage in similar tactics in the event of a new deal being signed with the Trump administration, the president has asked his negotiating team to make a number of important changes to the clauses regarding Iran’s nuclear programme.

In its current form, the Memorandum of Understanding merely includes a vague commitment from Iran that it will not pursue a nuclear weapon, an undertaking that hardly inspires confidence that Iran is serious about ending its nuclear ambitions for good.

A senior Trump administration official told Axios that Trump had asked his team to amend the timetable of the nuclear talks, in which the US seeks to remove about 10 warheads’ worth of highly enriched uranium that Iran has amassed. Trump wants “more specifics about how the US gets the material and the timing,” the official was quoted as saying.

The material is thought to have been buried after the US hit key Iranian nuclear sites during the June 2025 Israel-Iran war.

According to the official, the Iranians would need about three days to get back to Trump because “they’re literally in caves and they’re not using email.”

Washington is “willing to wait so the president gets what he asks for,” the official said. “It could be a week. It could be less. It could be more. At the turn of the week, we hope to have something.”

American military historian Victor Davis Hanson, however, regretting that the US has already lost two months, suggested that Iran’s excuses might actually be an ever-extending “good cop-bad cop” routine, whereby the good cops, the negotiators, make acceptable proposals — to be shot down immediately by the bad cops, General Ahmad Vahidi and other members of Iran’s ruling Islamic Revolutionary Guard Corps (IRGC).

Above all, Hanson stressed, the current rulers appear determined to remain in power at any “level” to be able to claim victory over Trump and the American “Great Satan.”

Other issues that are said to be holding up the negotiations are disputes over Iranian attempts to control shipping in the Strait of Hormuz, as well as Tehran’s insistence that a ceasefire in Lebanon be included in any deal to end the Iran war.

The prospects of any deal being concluded quickly, though, remain open to question in view of statements made by Iranian officials, who insist that the Memorandum of Understanding contains no demands for Tehran to make nuclear concessions, nor a commitment for Tehran to reopen the Strait of Hormuz.

With the American president continuing to insist he is under no pressure to reach a deal with Tehran, the intransigence of Iranian leaders could ultimately persuade him that, in order to ensure the Iranians have no chance of resuming their nuclear and ballistic missile programme, he has no alternative but to resume military action against the regime.


Con Coughlin is the Telegraph‘s Defence and Foreign Affairs Editor and a Distinguished Senior Fellow at Gatestone Institute.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


British Museum Confirms New Date for Jewish Culture Month Event Initially Postponed Amid Fears of Protests


British Museum Confirms New Date for Jewish Culture Month Event Initially Postponed Amid Fears of Protests

Shiryn Ghermezian


May 6, 2026, London, England, United Kingdom: General view of the British Museum. Photo: ZUMA Press Wire via Reuters Connect

The British Museum has rescheduled a Jewish Culture Month event initially postponed due to concerns that the gathering would be disrupted by protesters.

A lecture on the ancient history of Israel and Judah was originally scheduled to take place on Thursday at the museum’s BP Lecture Theatre, but the museum canceled the event less than 24 hours before it was set to begin.

Ticketholders were informed that the event was being postponed due to “security concerns,” and the museum then announced on Thursday that a new date has been confirmed for the lecture, which will now take place “early next month.” The talk will be given by Dr Paul Collins, the keeper of the museum’s Middle East department, who will examine the history of the ancient kingdoms of Israel and Judah through artifacts held by the museum.

“Booking details will be published on our website shortly. We expect strong demand and will also offer a livestream to make the event accessible to a wider audience,” the museum said in a statement. “A respectful and secure environment for our visitors, speakers, and colleagues remain our highest priority, and we are working closely with all relevant teams to ensure robust arrangements are in place, as would be expected for an event of this nature.”

“Exploring and understanding history lies at the heart of the British Museum’s mission,” the museum added. “We are proud to work with faith, community, and national organizations across a wide range of subjects and perspectives, and this event is no exception.”

The lecture was organized as part of the United Kingdom’s first ever Jewish Culture Month, which runs from May 16-June 16.

In a statement on Wednesday, the British Museum said that in days leading up to Thursday’s event, they were told a “significant proportion” of the registered attenders were “individuals intending to deliberately disrupt the event, preventing others from participating in good faith and undermining the purpose of the program.”

“The British Museum fully recognizes the importance of lawful protest and freedom of expression in a democratic society. Equally, we have a responsibility to ensure that events hosted within the museum can proceed safely, securely, and without intimidation for speakers, staff, and visitors alike,” the institution explained. It then stated that after discussing the matter with organizers and security partners, a “joint decision” was made to postpone the event “to a later date when it can take place in an environment that properly safeguards both the audience experience and the integrity of the program itself.”

“This decision was made to protect the event — not to diminish it,” the museum noted. It also said it will continue to support Jewish Culture Month “and remain committed to providing a space where history, culture, and scholarship can be explored openly, respectfully, and without disruption.”

Jewish Culture Month is a project of the Board of Deputies of British Jews. The organization said on Thursday it welcomed the British Museum’s update about a new date for the lecture. When the event was initially postponed by the museum, the Jewish group said it was “highly regrettable that individuals had sought to deliberately disrupt a Jewish culture month event celebrating Jewish cultural heritage.”

“We will not allow the actions of extremists to prevent the British public from enjoying these events,” the group added.

The British Museum did not publicly name who was planning to disrupt the lecture, but Jewish News reported that members of Jewish Artists for Palestine were among those registered to attend the event. After the museum canceled the gathering, Jewish Artists for Palestine released a statement in which members asked, “What is the purpose of holding a talk on such a controversial topic if not to invite questioning and debate?”

“That the British Museum deems such a debate a security concern points to the event as a pro-Zionist propaganda exercise,” the anti-Israel group claimed. “This was never meant to be a legitimate opportunity to engage the public in their work.” The activists called on the museum to “refuse to participate in the weaponization of archaeology practiced by the Israeli state” and to drop the British oil and gas giant BP as a sponsor of the museum because of the company’s alleged “complicity in genocide and ecocide.”

The museum’s initial decision to postpone the lecture was criticized by many observers in the UK, including Shadow Attorney General Lord Wolfson.

“The British Museum has canceled a Jewish Culture Month event on Ancient Israel and Judah due to ‘security concerns.’ If publicly-funded institutions cannot host such events without folding to pressure, serious questions arise about that funding,” he said. “I’ve no doubt that everyone has acted in good faith. But this is the wrong decision, at the wrong time, and sends precisely the wrong message,” he added.

The Jewish Leadership Council said “extremists and agitators who cannot see past their hatred should not be allowed to force British Jews to live smaller lives in this country, nor prevent us from sharing our culture and heritage with the wider British public. We fully support the efforts by the British Museum and Board of Deputies to ensure this important event can be rearranged.”

“The Prime Minister recently talked about how Jewish people are being bullied out of the arts: now we’re seeing it at the country’s leading museum,” said the British charity Campaign Against Antisemitism. “We are still waiting for some brave institution to stand up and say that the Jew-hating mob will not win in their space. One wonders if there are any still left in modern Britain.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


List otwarty do Adama Michnika


List otwarty do Adama Michnika

Andrzej Koraszewski


Przypominam tekst mojego listu do Adama Michnika z sierpnia 2012 roku, czy stracił aktualność? Pod pewnym względem tak, dziś sytuacja jest znacznie gorsza.


Drogi Adamie!

Wracają lata trzydzieste i powraca klarowna dychotomia, albo jesteśmy po stronie łajdactwa, albo mówimy głośno NIE dla planów ludobójstwa, NIE dla obłędu antysemityzmu. Dla uczciwego człowieka nie ma tu niczego pośredniego. Nie wystarczy tu troskliwa pamięć o tych, których już nie ma, nie wystarczy sprzeciw przeciw antysemityzmowi kibiców czy internautów, nie ma miejsca dla formułek o rozłożonej winie. Podobnie jak w latach trzydziestych, albo należymy do tych, którzy żądają numerus clausus i ławkowego getta, albo stajemy razem z tymi, którym obiecuje się zagładę. Nie ma trzeciej drogi i nic tu nie zmienią okazjonalne bąknięcia, że ta czy tamta wypowiedź zapowiadających ludobójstwo jest być może nazbyt drastyczna, lub że jakaś karykatura nazbyt przypomina karykatury ze Stürmera.

Podejrzewam, iż uznasz moje stwierdzenie, że powróciły lata trzydzieste z ich antysemickim obłędem za przesadzone. Argumenty na rzecz tej tezy muszę z konieczności podawać w wielkim skrócie.

Okrzyk: „To nie antysemityzm tylko antysyjonizm” doskonale pamiętamy obaj z czasów Twojego relegowania ze studiów i pierwszego aresztowania. Dziś ten okrzyk wydaje się być hasłem ONZ, Unii Europejskiej i wielu rządów państw europejskich, Amnesty International, pism takich jak brytyjski „Guardian”, wielu Kościołów.

Zacznijmy od ONZ w latach 2002-2012 ta organizacja mająca dążyć do pokojowego rozwiązywania konfliktów wydała 435 rezolucji potępiających Izrael, 5 Koreę Północną, 4 Sudan. Jako historyk i człowiek, który poświęcił swoje życie obronie praw człowieka, masz prawdopodobnie wątpliwości, czy te proporcje odzwierciedlają problemy tego świata.

Kiedy i jak antysemityzm zaczął się ponownie wkradać do światowej polityki? Kiedy jako „antysyjonizm” stał się ponownie szacownym poglądem? Kiedy pod płaszczykiem udawanego współczucia dla Palestyńczyków stał się akceptowaną w towarzystwie formą poparcia dla ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej?

Obaj wiemy, że antysemityzm nie zniknął wraz z upadkiem Trzeciej Rzeszy. Stał się zaledwie niemodny. Holocaust nie przeszkadzał Brytyjczykom w ostrzeliwaniu statków wiozących uciekinierów z Europy. Nie przeszkodził im również w biernym i czynnym przygotowaniu armii arabskich do zagłady palestyńskich Żydów w 1948 roku. Mordy ocalałych Żydów polskich w Kielcach, Częstochowie i wielu innych miejscach były przy tym niemal niewinnym epizodem.

Napadnięty w dniu ogłoszenia niepodległości Izrael przetrwał napaść połączonych armii sąsiadów, co przy wielokrotnej przewadze w liczebności wojsk i uzbrojenia wydawało się cudem. Żydzi wbrew planom ich sąsiadów, na które było ciche przyzwolenie Zachodu, żyli nadal. Wywoływało to nie tylko arabską irytację. Antysyjonistyczne głosy w zachodnim świecie słychać było bardzo wyraźnie w końcu lat czterdziestych i w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Ta niechęć Zachodu do tego, że ci Żydzi nadal żyją, była tak wyraźna, iż Stalin zwęszył tu okazję do wstawienia nogi na Bliski Wschód. Przez kilka lat Związek Radziecki był głównym opiekunem Izraela w ONZ, a obóz socjalistyczny głównym dostawcą broni do tego kraju.

W tym czasie Zachód stworzył interesujący problem uchodźców palestyńskich. Arabowie, których armie najeźdźcze zachęcały do opuszczenia swoich domów na tydzień, póki nie oczyści się całej Palestyny z Żydów, w liczbie około 700 tysięcy znaleźli się w Jordanii, Libanie, Syrii, Egipcie i kilku innych krajach. Organizacja Narodów Zjednoczonych ustanowiła specjalną agencję, której zadaniem było pomaganie tym uchodźcom. Ta agencja nigdy nie protestowała przeciw pozbawieniu palestyńskich uchodźców wszelkich praw, przeciw trzymaniu ich przez pokolenia w obozach dla uchodźców, przeciw nadaniu uchodźcom palestyńskim osobliwego prawa do bycia uchodźcą przez wiele pokoleń. Przyjęta przez ONZ definicja uchodźcy jest klarowna. Uchodźcą jest się tylko do czasu zabezpieczenia normalnego życia. Dlatego Polacy, którzy przybyli z Kresów przestawali być uchodźcami w momencie, w którym mieli schronienie i możliwość podjęcia pracy. Czy wyobrażasz sobie powojenną Europę z polskimi uchodźcami trzymanymi przez dziesięciolecia w obozach, czy z niemieckimi wypędzonymi trzymanymi do dziś w obozach? Palestyńczycy żyją do dziś w obozach dla uchodźców, w większości krajów są pozbawieni prawa do nabycia domu, prawa do pracy, prawa do wykształcenia, prawa do swobody podróżowania. Współczujący Palestyńczykom mieszkańcy Zachodu z reguły nie wspominają losu, jaki zgotowały im państwa, które ich przyjęły, i nigdy nie zgłaszają pretensji do ONZ i rządów zachodnich za świadome i celowe podtrzymywanie piekła palestyńskich uchodźców.

Na czym zatem polega współczucie dla Palestyńczyków? Pozwolisz, że przedstawię to w najbardziej drastyczny sposób, otóż bardzo często jest to współczucie, że Żydzi utrudniają Palestyńczykom zabijanie Żydów. Słyszymy gromkie protesty, że okupujący oddzielają się murem od okupowanych, że w Izraelu Arabowie mający prawo do reprezentacji politycznej, do pracy w każdym zawodzie, pełny dostęp do oświaty, do niecenzurowanej prasy, którzy mają prawo do nabywania własności i wykonywania każdego zawodu (włącznie z pracą sędziego Sądu Najwyższego, dyplomaty reprezentującego kraj za granicą, czy oficera armii) są obywatelami drugiej kategorii, a Izrael nazywany jest krajem apartheidu.

Czy nie dziwi Cię to, Adamie, że ci sami ludzie są całkowicie obojętni na los Palestyńczyków w obozach dla uchodźców w krajach arabskich, na fakt pozbawienia ich elementarnych praw ludzkich, na to, że są świadomie i z premedytacją wykorzystywani jako mięso armatnie w konflikcie islamu z Żydami?

Czy zatem konflikt palestyńsko-izraelski jest rzeczywiście głównym problemem Bliskiego Wschodu, czy pozwalamy się okłamywać? Arabowie nie zgodzili się na utworzenie państwa palestyńskiego w 1947 roku, nie utworzyli na Zachodnim Brzegu państwa palestyńskiego w latach 1948-1967, odmawiają jego utworzenia dziś. Gaza jest dziś całkowicie samorządną enklawą, Zachodni Brzeg ma niespotykaną w dotychczasowych dziejach autonomię „terytoriów okupowanych”.

Zarówno w rządzonej przez Hamas Gazie, jak i w Autonomii Palestyńskiej są obozy dla uchodźców z obywatelami już nie drugiej, a piątej kategorii, o których prawa Zachód nigdy się nie upominał.

Palestyńczycy są więźniami arabskiego antysemityzmu. Tresowani do nienawiści, szczuci do nienawiści i kochani wyłącznie jako mordercy Żydów.

W innym liście otwartym (reakcji się nie doczekałem) proponowałem Lechowi Wałęsie, żeby zgłosił do Pokojowej Nagrody Nobla kandydaturę wspaniałego palestyńskiego lekarza z Gazy, autora książki Nie będę nienawidził, pewnie o nim nigdy nie słyszałeś, „Gazeta Wyborcza” nigdy o nim nie pisała. [ 1 ] Nawet dla Smoleńskiego byłoby to zbyt trudne.

A więc, czy konflikt izraelsko-palestyński jest centralną kwestia Bliskiego Wschodu, czy tym problemem są ci, którzy chcą, żeby Palestyńczycy zostali na zawsze więźniami muzułmańskiej nienawiści?

Postawmy to pytanie inaczej, czy dla muzułmanów wojna z Izraelem jest wojną religijną i czy chrześcijański Zachód (wraz z jego lewicą laicką) opowiedział się w tej wojnie po stronie wyznawców Allaha?

Dla założyciela Bractwa Muzułmańskiego Hassana al-Banny to pytanie byłoby absurdalne. Dla niego było oczywiste, że sprawa Izraela to wojna z Żydami, która może się skończyć tylko po zabiciu ostatniego Żyda.

Co mówią jego następcy? Naczelny kapłan tego Bractwa mówił, że kolejny Holocaust będzie z ręki wiernych. Przeczytaj co mówił:

30 stycznia 2009 r.:

Szejk Jusuf Al-Karadawi:
Na przestrzeni dziejów Allah zsyłał na [Żydów] ludzi, którzy karali ich za ich zepsucie. Ostatnią karę wymierzył im Hitler. Dzięki wszystkiemu, co im uczynił – mimo że oni tę sprawę wyolbrzymiają – potrafił przywrócić ich na właściwe miejsce. Była to boska kara dla nich. Jeśli Allah pozwoli, następnym razem kara spadnie na nich z rąk wierzących.

[…]

28 stycznia 2009 r.:

Na zakończenie mojego przemówienia chciałbym powiedzieć, że jedynym, czego pragnę, jest to, aby w miarę jak zbliża się koniec mojego życia, Allah dał mi sposobność udania się do ziemi dżihadu i oporu, nawet jeśli miałbym jechać na wózku inwalidzkim. Będę strzelać do wrogów Allaha, Żydów, a oni rzucą we mnie bombą, i tak zakończę życie męczeństwem. Chwała Allahowi, Panu Światów. Pokój i błogosławieństwo Allaha dla was.

Memri, Karadawi.

Może wolałbyś usłyszeć podobne wypowiedzi z ust obecnego przewodnika generalnego Bractwa Muzułmańskiego? Obsługująca ten region Marta Urzędowska z pewnością oszczędzi Ci tak drastycznych rzeczy, by nie zakłócać obrazu umiarkowanego Bractwa Muzułmańskiego.

Kusi mnie, żeby dać tu linki do pięciu, czy dziesięciu filmów z wypowiedziami kapłanów i polityków, ale muszę zachować umiar, powiem tylko, że zwrot „O Allahu, zabij ich co do jednego” powtarza się w nich z wielką regularnością.

Czy pamiętasz Adamie obrzydliwą atmosferę w Polsce po wojnie sześciodniowej na Bliskim Wschodzie? Władysław Gomułka zżymał się na tych, którzy odważali się wyrażać radość z powodu tego, że Żydom po raz kolejny udało się uniemożliwić próbę wymordowania ich. Czy pamiętasz jego wykrzywioną twarz, krzyczącą „Polak ma tylko jedną ojczyznę”. Antoni Słonimski odpowiedział na to z gorzką ironią: „Rozumiem, ale dlaczego to musi być Egipt?”

Czy zadałeś sobie kiedyś trud prześledzenia arabskiej propagandy w dniach poprzedzających tę wojnę? Sytuacja międzynarodowa odwróciła się, Związek Radziecki zbroił Egipt, Syrię, Irak i kilka innych krajów. Francja odważnie dostarczała broni Izraelowi.

Czy w obliczu otwarcie zapowiadanej zagłady pojawiły się na Morzu Śródziemnym jakieś amerykańskie lotniskowce, a może Brytyjczycy postawili Egiptowi ultimatum, może ONZ wzmocnił swoje siły pokojowe na Synaju? Nic z tych rzeczy, Związek Radziecki zagrzewał do wojny, reszta świata przyglądała się z zaciekawieniem.

A co zapowiadano? Spójrz na trzy karykatury z krajów arabskich opublikowane w przeddzień tej wojny:

http://i.racjonalista.pl/img/strony/65.jpg
http://i.racjonalista.pl/img/strony/64.jpg
http://i.racjonalista.pl/img/strony/69.jpg

Czy znasz słowo nakba, Adamie? To ciekawe arabskie słowo, oznacza ono klęskę i uczucie upokorzenia po nieudanej próbie wymordowania Żydów. To ważne słowo Adamie, osobliwy klucz do dzisiejszego świata. Po każdej nieudanej próbie wymordowania Żydów rośnie uczucie upokorzenia i natychmiast rozpoczynają się przygotowania do następnej takiej próby.

„Gazeta Wyborcza” prezentuje premiera Netanyahu jako polityka żądnego krwi, stojącego na drodze do pokoju. Nie pamiętam, żeby ta gazeta cytowała kiedykolwiek powtarzane przez niego słowa: „Kiedy Arabowie odłożą broń, następnego dnia będzie pokój, kiedy Izraelczycy odłożą broń, następnego dnia przestaną istnieć”. Pamiętasz może, kto te słowa powiedział przed nim?

Czy te słowa ilustrują rzeczywistość, czy są, jak to ładnie nazywają dziennikarze Twojej gazety „retoryką”?

Świat islamu jest podzielony, liczba muzułmańskich ofiar z rąk muzułmanów liczy się w milionach ludzkich istnień. Świat islamu „łączy” tak naprawdę tylko jedna sprawa, wściekły, obłędny antysemityzm. Kiedy gniew ludu obraca się przeciw dyktatorowi, padają zarzuty, że był kryptosyjonistą i współpracował z Izraelem. Musiałeś widzieć karykatury Mubaraka i Kaddafiego z gwiazdą Dawida na czole, syryjska opozycja zarzuca Assadowi współpracę z Izraelem, a Assad zarzuca syryjskiej opozycji, że jest wspierana i zbrojona przez Izrael. Iran zarzuca krajom arabskim, że są uległe wobec Izraela i próbuje pozyskać zwolenników w tych krajach, przekonując, że dla nich wymordowanie Żydów jest świętym obowiązkiem. Szalony świat, w którym nieliczni liberałowie próbują wzywać do opamiętania. Czy ktoś ich słyszy? Czy to na nich koncentrujemy naszą uwagę?

I znów gorzka uwaga — nie pamiętam, żeby „Gazeta Wyborcza” zechciała udzielić swoich łam tym autorom opozycji egipskiej, irańskiej, libańskiej czy tureckiej, którzy nawołują do opamiętania.

Co się stało? Dlaczego niemal cała zachodnia inteligencja zaczęła opowiadać się po stronie otwartych, nie kryjących swoich zamiarów zwolenników ludobójstwa? Dlaczego ambicją zachodnich intelektualistów stała się otwarta lub dyskretna obrona Hamasu, Hezbollahu, Bractwa Muzułmańskiego, irańskich dyktatorów i każdego kto deklaruje gotowość wymordowania Żydów?

Twoi dziennikarze nie są w żaden sposób oryginalni, maszerują w karnym szeregu idących za obowiązującą dziś w świecie modą. Jest oczywiście różnica między Kostkiem Gebertem a Robertem Stefanickim, ale są to drobne różnice stylu i osobistej kultury. Duch jest ten sam jaki widzimy w BBC, w „Guardianie”, w wielu gazetach francuskich, holenderskich, czy belgijskich. Tego ducha bodaj najlepiej oddaje tytuł informacji w „Gazecie Wyborczej” o zamachu terrorystycznym na granicy egipsko-izraelskiej. Tytuł waszej notki brzmiał: „Izraelski samolot zaatakował pojazd, który wjechał od strony Egiptu”. Islamiści zaatakowali egipski posterunek graniczny, zamordowali 16 żołnierzy egipskich, ukradli dwa wojskowe pojazdy, którymi próbowali wjechać na teren Izraela, a Twoja gazeta pisze: Izraelski samolot zaatakował pojazd, który wjechał od strony Egiptu!

Odpowiesz, że w kolejnych dniach naprawiono ten błąd informując obszernie o tym incydencie. Adamie, ja piszę o duchu informowania o konflikcie, który z wielu powodów zdominował umysły współczesnego świata.

Jednym z najbardziej antysemickich miast dzisiejszej Europy jest Malmõ. Mieszkający w tym mieście Żydzi pospiesznie pakują walizki, szukając innego miejsca na ziemi ze względu na zagrożenie życia. Szwedzka prasa donosi o tym niechętnie, władze odwołują spotkania z izraelskim sportowcami, doniesienia na temat konfliktu na Bliskim Wschodzie często są tu takie, że artykuły Stefanickiego, Zawadzkiego czy Urzędowskiej należałyby do wyjątkowo obiektywnych.

Kiedy w 1971 roku przyjechałem na dworzec w Malmõ witał nas tam Natan Tenenbaum z zabawnym transparentem: „Wychodźstwo Starozakonne wita ostatniego arianina Rzeczpospolitej”. Zostawiałem za sobą zatęchła atmosferę polskiego antysemityzmu, który w tamtych czasach miał ohydną gębę najwyższych władz państwowych.

Szwecja tamtych czasów nie tylko wolna była od antysemityzmu, ale wyznaczała wzory moralne, jako kraj otwierający swoje granice dla prześladowanych.

Z pewnym zażenowaniem reagowałem, kiedy nazywano mnie uchodźcą politycznym. Nie byłem zdecydowany na otwartą walkę i ewentualne więzienie, nie byłem również gotowy na konformizm wobec tamtych władz w Polsce. Wyjechałem, bo chciałem żyć normalnym życiem. Na Ciebie i innych patrzyłem z niekłamanym podziwem i uważałem, że moim obowiązkiem jest poświęcenie części tego mojego normalnego życia w Szwecji na informowanie świata o waszych działaniach i o waszych losach. Po szwedzkiej stronie cudownych partnerów znalazłem w Amnesty International. Tamtej Szwecji już nie ma. Drogi moich dawnych przyjaciół poszły w różne strony. Jeden z nich widząc na tablicy ogłoszeniowej spółdzielczego domu towarowego dumny napis, że spółdzielnia bojkotuje żydowskie (przepraszam, izraelskie) towary, robi wściekłą awanturę, była przyjaciółka próbuje nas przekonać, że Izrael jest państwem apartheidu, mającym tysiące więźniów politycznych i że jest największym zagrożeniem dla pokoju na świecie.

Próbuję zrozumieć co się stało, jak ludzie, w których inteligencję i uczciwość nie mogę wątpić, wylądowali wśród sympatyków morderców i zwolenników ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej?

Nie mam na to pytane jednoznacznej odpowiedzi, ale bez wątpienia częścią wyjaśnienia jest skradziony autorytet moralny. ONZ miała być w założeniach autorytetem moralnym tego świata. Antoni Słonimski był przedstawicielem Polski kiedy kładziono powojenne zręby tej organizacji. Jego teksty z tamtego okresu tchną pięknym, naiwnym romantyzmem. Założyciel Amnesty International chciał tak niewiele, aby świat dowiadywał się o prześladowaniach tych, których uwięziono za ich poglądy, dziś ta organizacja wykorzystuje nagromadzony autorytet dla otwartego popierania terrorystów. Założyciel Human Rights Watch wycofał z niej swoje nazwisko i założył nową organizację, ponieważ ludzie, którzy przejęli założoną przez niego organizację, sprzeniewierzyli się jej pierwotnym celom.

Mam wrażenie, że wielu uczciwych ludzi pogubiło się w tym wszystkim ufając skradzionym autorytetom moralnym. Jednym z moich wielkich zawodów jest BBC, korporacja, która przez dziesięciolecia tworzyła standardy dziennikarskiej rzetelności. (Złośliwa anegdota głosiła, że Orwell nigdy na własne oczy nie widział żadnego totalitarnego kraju, ale pracował w BBC, więc miał doświadczenie z pierwszej ręki.)

Jednym z najważniejszych źródeł autorytetu moralnego „Gazety Wyborczej” były i nadal są życiorysy jej założycieli. W czasach gdy świat ponownie stanął na rozdrożu, lament nad losem umarłych nie zastąpi uczciwości intelektualnej wobec żywych.

W ubiegłą sobotę przesłałem Ci mail, w którym pisałem:

Drogi Adamie,
Wczoraj czołowe postaci Iranu zapowiedziały szybką likwidację Izraela, Sekretarz Generalny Hezbollahu oświadczył, że jego organizacja jest zaopatrzona w broń, która umożliwi śmierć dziesiątków tysięcy mieszkańców Izraela. Informacje o tym publikowałem wczoraj. Dziś New York Times poinformował o tym w notce na dalszych stronach, BBC, Guardian wcale, Ban Ki-Moon wspomniał, czytelnik „Gazety” nie miał szans się o tym dowiedzieć. Czy zapowiedź szybkiego ludobójstwa jest warta wspomnienia? Czy zniekształcenia informacji na temat konfliktu na Bliskim Wschodzie, które znajdujemy w „Gazecie Wyborczej” są groźniejsze niż te na stronach lewaków i neonazistów? Moim zdaniem tak. Uczciwy człowiek Wam wierzy. Tych zniekształceń jest u Was niestety bardzo dużo, w postaci przemilczeń, w postaci jednostronnej informacji ludzi, którym się wydaje, że jeśli dają informacje islamistów i zrównoważą ją informacją z Haaretz, to już są uczciwi.
Gdybyś chciał się dowiedzieć co się stało wczoraj w Teheranie to z Twojej gazety tego się nie dowiesz.
Otworzyłem dziś „Gazetę” i znalazłem Twój tekst o godności. Jak zawsze ciekawy, a jednak wolałbym, żeby najlepsza gazeta w tym kraju była lepszym źródłem informacji o świecie.
Serdeczne pozdrowienia

Andrzej

P.S. Już po napisaniu tego listu dniu przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” artykuł Roberta Stefanickiego pod znamiennym tytułem: „Wystraszony Iran chce nastraszyć Izrael”. Wytłuszczony początek głosi:

Istnienie Izraela to obraza dla ludzkości — twierdził prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad. Irańscy przywódcy zaostrzają retorykę w odpowiedzi na groźby ataku, którymi szermują politycy z Izraela. Komentatorzy twierdzą jednak, że ta wojna nie wybuchnie.

W dalszej części artykułu autor cytuje niektóre wypowiedzi irańskiego prezydenta określającego Żydów jako „skorumpowaną nieludzką mniejszość sprzeciwiającą się wszystkim boskim wartościom”, stwierdzającego, że „stawianie czoła istnieniu tego sztucznego tworu syjonistycznego jest równoznaczne z obroną praw i godności wszystkich istot ludzkich”. Autor cytuje również słowa Najwyższego Przywódcy Alego Chameinego, że syjonistyczna rakowata narośl pozostaje największym problemem wszystkich muzułmanów i niebawem zniknie z pejzażu regionu.

Och, to stały rytuał, uspakaja nas dziennikarz „Gazety Wyborczej” i nie warto by było zwracać na te słowa uwagi, gdyby nie rosnące napięcie między Iranem a Izraelem.

Czy nie sądzisz, drogi Adamie, że mieszkańcy Izraela, którzy trzykrotnie bronili się przed ostateczną zagładą z rąk połączonych armii państw arabskich, mieszkańcy tego kraju liczącego niespełna 8 milionów ludności, na który tylko w tym roku spadło blisko 400 rakiet, którzy codziennie słyszą wezwania do anihilacji swego istnienia, mogą mieć na ten temat inne zdanie i że jest to dziennikarstwo, delikatnie mówiąc, łajdackie?

Czytajmy jednak dalej. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” daje odpór (pamiętasz jak modne było to słowo w Polsce w 1968 roku w kręgach moczarowskich siepaczy?). Stefanicki pisze:

„Bloger w USA opublikował izraelskie plany zaatakowania Iranu: wojna zacznie się od cyberataku, następnie pociski balistyczne uderzą w irańskie instalacje nuklearne i centra dowodzenia, izraelskie myśliwce dokończą dzieła”. I następnie ten dziennikarz dodaje: „Zdaniem komentatorów publikacja była kontrolowanym przeciekiem z Jerozolimy”.

Ten tajemniczy bloger to Richard Silverstein, dość dobrze znany ze swoich antyizraelskich wystąpień, który wiele razy podawał kłamliwe informacje. Ta zaś oparta była na swobodnych dywagacjach innego blogera i nie miała nic wspólnego z żadnymi „przeciekami z Jerozolimy”. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” miałby przynajmniej dość przyzwoitości, żeby podać źródło. Użyj jednak wyobraźni, czy sądzisz, że władze Izraela chciałyby puszczać tak doskonałe plany, zdradzając swoją wyuzdaną taktykę? Jeden żałosny kłamca podpiera się innym żałosnym kłamcą i Twoja gazeta to publikuje.

Zostawmy Roberta Stefanickiego, wszystkie głosy na temat tego konfliktu są w „Gazecie” w podobnym duchu. Niemal wszystkie prezentują konflikt na Bliskim Wschodzie tak jakby były tam dwie strony, krzywdzeni muzułmanie i krzywdzący ich Żydzi. Palestyńczycy będący największą ofiarą współczesnego antysemityzmu, są dziś nosicielami najpotężniejszego ładunku nienawiści. Te różnice są jednak na granicy błędu. Głęboko niechętny stosunek do Żydów w Autonomii wynosi 97 procent, w Jordanii 97 procent, w Egipcie 95. Tylko izraelscy Arabowie mniej chętnie nienawidzą Żydów (35 procent). Trudno się dziwić Palestyńczykom, ich życie od kołyski jest przygotowaniem do roli morderców.

Kończąc ten list chciałbym Ci pokazać krótki film z Iranu. Na tym filmie podczas wiecu nienawiści do Izraela, duchowny wzywa do wojennego okrzyku Allahu Akbar. Tłum milczy, tłum nie daje się podbechtać, w końcu przekazująca to na żywo telewizja puszcza muzykę.

Być może Adamie pora wsłuchać się w milczenie tego tłumu.

Drogi Adamie,

Nie wiem, czy kiedykolwiek przeczytasz ten list. Atmosfera lat trzydziestych powróciła i znów na prawo i lewo widzimy obłędną gębę morderczego antysemityzmu. Obrońcy osobliwej moralności próbują nas przekonać, że maleńki Izrael jest supermocarstwem zagrażającym światu. Egipski pisarz, żałuje, że jest już stary i nie może sam stanąć do walki, ale przekonuje, że strata dziesięciu milionów Egipcjan nie byłaby zbyt wielka, żeby uwolnić świat od Żydów.

On i wielu innych wierzą, że z pomocą Allaha, któregoś dnia to się wreszcie uda. Wątpię w pomoc Allaha, ale pomoc Zachodu dzielnie zbrojącego coraz liczniejsze armie arabskie jest widoczna gołym okiem. Pomoc tych, którzy otwarcie lub dyskretnie opowiadają się po stronie nienawiści, widoczna jest dla nielicznych. Najbardziej przekonujące są skradzione autorytety moralne, te bowiem przekonują ludzi uczciwych, kierujących się szlachetnymi intencjami.

Czy ludzie tacy jak Ty zdążą się ocknąć i czy usłyszymy ich głos? Nie wiem. Trudno w tej sprawie o optymizm. Musiałem jednak ten list napisać.
*Pierwsza publikacja w portalu “Racjonalista” , 22 sierpnia 2012r.


Uzupełnienie

Odpowiedzi od Adama Michnika nigdy nie dostałem, ale wiem, że ten list krążył wśród dziennikarzy “Gazety Wyborczej”. Napisał do mnie Mariusz Zawadzki przekonując mnie, że jego łajdactwo to czysta cnota. Miałem również długą i początkowo przyjazną wymianę zdań z Pawłem Smoleńskim, przyjazny ton się skończył, kiedy napisał obrzydliwy tekst po śmierci Ariela Szarona.

Żyjemy w czasach, w których brunatna fala wzrasta, a zwyczajna uczciwość staje się czymś w niektórych kręgach zgoła wstydliwym.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Lebanon Finally Says It Out Loud: Lebanon Does Not Belong to Iran, Iran Is the Problem


Lebanon Finally Says It Out Loud: Lebanon Does Not Belong to Iran, Iran Is the Problem

Khaled Abu Toameh


  • “You are not trying to help us; the people of Lebanon are paying the price for your own interests…. Our interests do not align with yours…. This is not your country, it is our country.” — Lebanese President Joseph Aoun, directly addressing Iran’s regime; CNN, June 5, 2026
  • Aoun’s remarks amount to a public admission that Hezbollah has effectively created a state within a state, one that decides when Lebanon goes to war and when it agrees to a ceasefire, regardless of the wishes of the elected government of the Lebanese people.
  • “Spare our South, and cease treating it and its people as mere bargaining chips to improve your negotiation terms…. this war is not ours, that it is not fought for us, but on our soil and at the expense of our people.” —Lebanese Prime Minister Nawaf Salam, June 5, 2026.
  • The Lebanese leaders are finally saying publicly what many observers have argued for years: Hezbollah is not defending Lebanon. It is defending Iran’s regional interests.
  • The tragedy of Lebanon closely resembles the tragedy of the Gaza Strip.
  • The Palestinians in Gaza are paying the price for decisions made by Hamas, another Islamist terrorist organization acting in accordance with Iran’s broader regional agenda.
  • All terrorist roads lead first to Tehran.
  • Without Iran’s interference in Lebanese and Palestinian affairs, both peoples would likely be focused on building their economies, strengthening their institutions, and improving the lives of their citizens instead of enduring endless cycles of war and destruction.
  • [Iran’s] goal is always the same: expand Iranian influence while keeping the region in a permanent state of confrontation.
  • The ceasefire agreements brokered by the Trump Administration were also supposed to strengthen Lebanese sovereignty and curb Hezbollah’s military power.
  • Why, then, is Hezbollah still armed? Why does it continue to decide matters of war and peace? Why is the Lebanese government still unable, or unwilling, to assert full authority over its territory?
  • The same questions apply to Hamas. Why is Hamas still in control of large parts of the Gaza Strip? Why is the Trump Administration’s “Board of Peace” still talking about the disarmament of Hamas instead of insisting upon it? Why do mediators continue to negotiate with terrorist organizations that openly reject disarmament?
  • Washington needs to demand the immediate and unconditional disarmament of Hezbollah and Hamas — terrorist organizations that seek Israel’s destruction. The Trump Administration would greatly help its agenda if it insisted that the Lebanese government alone exercise control over decisions of war and peace. It would help to stress that no sovereign state can tolerate an armed militia operating outside government authority.
  • So long as Hezbollah and Hamas remain armed and in power, and the Islamic Revolutionary Guard Corps remains ruling Iran, there will be no lasting peace or stability in the Middle East. All three remain deeply committed to their jihad (holy war) against Israel and are prepared to pursue it indefinitely.
  • Lebanon’s leaders have finally identified the problem. The question is whether they have the courage, and the whole-hearted, committed support of the United States to back it up.

Aoun and Prime Minister Nawaf Salam are openly acknowledging that Iran, through its proxy Hezbollah, has hijacked Lebanon’s sovereignty, transformed the country into a battlefield, and dragged its people into repeated wars with Israel. Pictured: Aoun (R) and Salam at a cabinet meeting in the presidential palace near Beirut, on February 11, 2025. (Photo by Anwar Amro/AFP via Getty Images)

For years, many Lebanese politicians avoided publicly confronting the obvious truth: Iran, through its proxy Hezbollah, has hijacked Lebanon’s sovereignty, transformed the country into a battlefield, and dragged its people into repeated wars with Israel.

Now, perhaps for the first time in such direct and uncompromising language, Lebanon’s President Joseph Aoun and Prime Minister Nawaf Salam are openly acknowledging what many Lebanese have known for decades.

Their statements are significant because they expose the central role played by the Iranian regime and Hezbollah in destroying what was once one of the most prosperous and stable countries in the Middle East.

Aoun accused Iran of using Lebanon as a “bargaining chip” in its conflict with the United States and demanded that Tehran stop interfering in Lebanese affairs. Addressing the Iranian regime directly, Aoun declared:

“You are not trying to help us; the people of Lebanon are paying the price for your own interests…. Our interests do not align with yours…. This is not your country, it is our country.”

Aoun also rejected Hezbollah’s claim to speak on behalf of Lebanon and said that Hezbollah Secretary-General Naim Qassem “does not represent the Lebanese people.”

The Lebanese president emphasized that his people are exhausted by the endless conflict initiated by Hezbollah: “The Lebanese are fed up with the war between Israel and Hezbollah.”

He revealed that Lebanese from various religious communities, including Shiites, had told him they were tired of Hezbollah’s wars.

Aoun’s remarks amount to a public admission that Hezbollah has effectively created a state within a state, one that decides when Lebanon goes to war and when it agrees to a ceasefire, regardless of the wishes of the elected government of the Lebanese people.

Salam was equally blunt.

Speaking at the launch of a United Nations humanitarian appeal, Salam called on Iran to stop exploiting Lebanon for its own regional ambitions:

“Spare our South, and cease treating it and its people as mere bargaining chips to improve your negotiation terms. We are a nation that refuses to become a mailbox for others’ messages or an open arena for their wars. Lebanon is no one’s pawn on a table, and the South is no one’s reserve front.”

Perhaps most remarkably, Salam openly acknowledged that Iran’s rejection of a ceasefire agreement exposed the true nature of the conflict:

“[T]he Lebanese were stunned yesterday to find the Iranian Revolutionary Guard as the first to reject it, before any other party. This is yet another confirmation that this war is not ours, that it is not fought for us, but on our soil and at the expense of our people.”

Those words represent a devastating indictment of Hezbollah and its Iranian sponsors.

For years, Hezbollah has justified its military activities by claiming to “defend Lebanon.” Yet Lebanon’s own prime minister is now effectively saying publicly that Hezbollah’s war serves foreign interests, not Lebanese ones.

The Lebanese leaders are finally saying publicly what many observers have argued for years: Hezbollah is not defending Lebanon. It is defending Iran’s regional interests.

The consequences have been catastrophic.

Once known as the “Switzerland of the Middle East,” Lebanon has become a failed state plagued by economic collapse, political paralysis, corruption, and recurring warfare.

Hundreds of thousands of Lebanese civilians have paid a heavy price for Hezbollah’s decisions. Entire communities have been displaced. Homes have been destroyed. Businesses have collapsed. Families have lost loved ones.

“The Lebanese people,” Aoun noted, “have placed on me the task of ending the war, and they do not deserve to see their homes destroyed every five or ten years.”

The tragedy of Lebanon closely resembles the tragedy of the Gaza Strip.

Just as Hezbollah serves as Iran’s proxy in Lebanon, Hamas serves as Iran’s proxy among the Palestinians. Like Hezbollah, Hamas receives funding, weapons, training, and political backing from Tehran. Like Hezbollah in Lebanon, Hamas launched a war that brought devastation upon its own people in the Gaza Strip.

After Hamas’s October 7, 2023 massacre in Israel, the Gaza Strip suffered unimaginable destruction and humanitarian hardship. The Palestinians in Gaza are paying the price for decisions made by Hamas, another Islamist terrorist organization acting in accordance with Iran’s broader regional agenda.

All terrorist roads lead first to Tehran.

Without Iran’s interference in Lebanese and Palestinian affairs, both peoples would likely be focused on building their economies, strengthening their institutions, and improving the lives of their citizens instead of enduring endless cycles of war and destruction.

The Iranian regime has consistently used its proxies to spread instability throughout the Middle East: Hezbollah in Lebanon, Hamas and Palestinian Islamic Jihad in the Gaza Strip, the Houthis in Yemen, and Shiite militias in Iraq and Syria.

The goal is always the same: expand Iranian influence while keeping the region in a permanent state of confrontation.

The statements of Aoun and Salam, however, raise a serious question. If Lebanon’s leaders recognize that Iran and Hezbollah are responsible for much of their country’s suffering, why have they not acted decisively against Hezbollah?

United Nations Security Council resolutions have long called for the disarmament of all militias in Lebanon.

The ceasefire agreements brokered by the Trump Administration were also supposed to strengthen Lebanese sovereignty and curb Hezbollah’s military power.

Why, then, is Hezbollah still armed? Why does it continue to decide matters of war and peace? Why is the Lebanese government still unable, or unwilling, to assert full authority over its territory?

The same questions apply to Hamas. Why is Hamas still in control of large parts of the Gaza Strip? Why is the Trump Administration’s “Board of Peace” still talking about the disarmament of Hamas instead of insisting upon it? Why do mediators continue to negotiate with terrorist organizations that openly reject disarmament?

Complaining about Iranian interference alone will not restore Lebanon’s sovereignty or bring stability to the Gaza Strip.

The Trump Administration would do itself a great service if it could recognize that the source of much of the region’s instability remains the Iranian regime and its proxies. Washington needs to demand the immediate and unconditional disarmament of Hezbollah and Hamas — terrorist organizations that seek Israel’s destruction. The Trump Administration would greatly help its agenda if it insisted that the Lebanese government alone exercise control over decisions of war and peace. It would help to stress that no sovereign state can tolerate an armed militia operating outside government authority.

Aoun is right when he says that Lebanon does not belong to Iran. The challenge now is to translate these words into action.

So long as Hezbollah and Hamas remain armed and in power, and the Islamic Revolutionary Guard Corps remains ruling Iran, there will be no lasting peace or stability in the Middle East. All three remain deeply committed to their jihad (holy war) against Israel and are prepared to pursue it indefinitely.

Lebanon’s leaders have finally identified the problem. The question is whether they have the courage and the whole-hearted, committed support of the United States to back it up.


Khaled Abu Toameh is an award-winning journalist based in Jerusalem.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com