
Paryski ratusz oklaskuje Palestynę ma stojąco
Anna Grabowska (Anne Goldschmid)
Rada Paryża przyjęła uchwałę o przyznaniu honorowego obywatelstwa cywilnym mieszkańcom Gazy oraz Judei i Samarii, czyli obszaru najczęściej określanego w języku międzynarodowym jako Zachodni Brzeg Jordanu, a także palestyńskim dziennikarzom pracującym w strefach konfliktu. Dokument 2026 DGRI 31 został przez miasto opakowany jako “akt pokoju”. Jakże pięknie, Paryż w ogóle ma wielki talent do pięknych słów, zwłaszcza wtedy, gdy można je wygłosić tysiące kilometrów od własnego bałaganu.
Jednak po zdjęciu ozdobnego papieru zostaje politycznie ustawiona i selektywna uchwała. Warto zapoznać się z tekstem, mówi on o palestyńskich cywilach, Gazie, Judei i Samarii, dziennikarzach, prawach człowieka, katastrofie humanitarnej i odpowiedzialności Izraela. Co prawda wspomina 7/10 oraz terrorystyczne ataki Ham*su, lecz zaraz potem przesuwa ciężar całej opowieści w jedną stronę. Izrael według obowiązującej mody zostaje głównym oskarżonym. Palestyńczycy występują w dokumencie jako cierpiąca zbiorowość. Ham*s jest tylko brzydką plamą na dywanie w salonie – odnotowaną, po czym przykrytą kolorową ściereczką.
A Ham*s plamą na dywanie nie jest. Rządzi Gazą od 2007 roku, zbudował sobie aparat władzy w formie przemocy, kontroli i propagandy. Rozpoczął tę fazę wojny 7 października masakrą izraelskich cywilów, porwaniami, gwałtami, torturami i demonstracyjnym okrucieństwem. Wysuwa własną własnej ludność przed siebie, używając jej cierpienia jako politycznego paliwa, a jej śmierci jako argumentu przeciw Izraelowi. Wyrzucenie Ham*su z centrum opowieści o Gazie nie świadczy o delikatności, lecz o wyborze. Rada Paryża mogła przyjąć formułę obejmującą wszystkie cywilne ofiary tej wojny, czyli: izraelskich cywilów zamord*wanych 7/10, zakładników Ham*su, palestyńskich cywilów ginących w Gazie, dziennikarzy, dzieci, rodziny, ludzi wciągniętych w konflikt przez terrorystów i fanatyków. Taki wniosek również pojawił się w porządku obrad. Byłby jednak trudniejszy i mniej podatny na propagandowe zawłaszczenie. Rada wybrała gest bardziej efektowny.
Na sali była ambasador Palestyny we Francji. Według relacji prasowych została długo oklaskiwana. Ten obraz właściwie sam pisze akt oskarżenia. Proszę sobie wyobrazić – Paryski ratusz, elegancka ceremonia, długie brawa i gładkie słowa o pokoju. A w tym samym czasie od dwóch tygodni Francuzi wychodzą na ulice po gwał*ie i zabó*stwie Lyhanny, jedenastoletniej dziewczynki, której państwo nie ochroniło. Przed sądami, przed Ministerstwem Sprawiedliwości, w białych marszach, z gniewem wobec systemu, który miał sygnały, nazwiska, akta i przede wszystkim czas. Zabrakło mu tylko tego drobiazgu, bez którego państwo ze wszystkimi swoimi procedurami zostaje maszyną do produkowania spóźnionych komunikatów: działania.
Lyhanna została zgwał*ona i zamor*owana. Główny podejrzany, Jérôme Barella, nie spadł z nieba jak samotny potwór z policyjnego komunikatu. Francuskie media odtwarzają dziś wcześniejsze sygnały, skargi, alarmy, zaniechania i informacje krążące między instytucjami. Wcześniej matka innej dziewczynki, Rosy, złożyła skargę o gwał*y na małoletniej. Dziewczynka była przesłuchiwana, matka alarmowała. Przez 9 miesięcy podejrzany nawet nie został przesłuchany! Do francuskich służb trafiały także alerty z amerykańskiego Narodowego Centrum ds. Dzieci Zaginionych i Wykorzystywanych, znanego jako NCMEC. Przechodziły przez OFMIN, francuską policyjną jednostkę specjalizującą się w zwalczaniu przemocy seksualnej wobec małoletnich.
A więc Francja miała wszystko, co może mieć nowoczesne państwo: procedury, wydziały, kompetencje i całe to biurokratyczne umeblowanie, na którym urzędowy język siada z miną kogoś bardzo zajętego. Zabrakło decyzji, skuteczności i odruchu, który powinien być pierwszy, zanim zacznie się szukać właściwego formularza: jak by tu chronić dziecko.
Po śmierci Lyhanny ruszyła dobrze znana maszyneria spóźnionego państwa. Kontrole, zapowiedzi, inspekcje, wyjaśnienia, i komunikaty. Francja odzyskała głos wtedy, gdy dziecko już milczało. To jeden z najbardziej obrzydliwych mechanizmów instytucjonalnej kompromitacji: żywe dziecko nie przebija się przez procedury, martwe dziecko uruchamia konferencje prasowe.
I w tej właśnie rzeczywistości Rada Paryża produkuje symbol o Palestynie. Taka to hierarchia ważności.
Trudno o bardziej bezwstydne ustawienie ostrości. To prawda, że Palestyńscy cywile cierpią i dziennikarze w strefach wojny ryzykują życie. Nikt tu nie robi teatralnych uników. Jednak gdy lokalna władza odkrywa w sobie powołanie do globalnej wzniosłości, podczas gdy pod własnym oknem krzyczy sprawa zamord*wanego dziecka, to sama obnaża rozkład własnych instytucji. Po odnalezieniu ciała dziewczynki organizowano białe marsze i manifestacje przeciwko politykom i systemowi. Ludzie chcieli usłyszeć, dlaczego państwo, które miało sygnały, skargi, alerty i nazwisko podejrzanego, nie zadziałało. W tym samym czasie paryski ratusz urządzał swoją elegancką scenę współczucia: długie oklaski dla ambasador Palestyny i uchwała, w której Ham*s szybciutko znika w cieniu, izraelscy cywile stają się kłopotliwym dopiskiem a palestyńskie cierpienie zostaje przerobione na materiał do miejskiej autoprezentacji.
Francja lubi pouczać świat i często robi to z rozmachem. Ale państwo, które pragnie przemawiać w imieniu praw człowieka na Bliskim Wschodzie powinno najpierw umieć ochronić dziecko przed własnym drapieżnikiem. Samorząd znajdujący energię na symboliczne obywatelstwa dla odległych populacji mógłby znaleźć odrobinę zimnej odwagi wobec własnych instytucji. Paryżanie nie wybrali Rady Paryża do rozdawania światu certyfikatów czułości. Wybrali ją do zajmowania się miastem – bezpieczeństwem, szkołami, administracją i realnym życiem. Jeżeli radni mają nadmiar współczucia, mogą zacząć od francuskich dzieci. Jeżeli mają nadmiar odwagi, mogą domagać się rozliczenia prokuratur, policji, szkół, OFMIN i całego łańcucha, który zamienił ochronę dziecka w labirynt papierów. Jeżeli mają nadmiar czasu, mogą przestać urządzać spektakle o Gazie i spojrzeć na sprawę Lyhanny bez ochronnych rękawiczek.
Honorowe obywatelstwo dla palestyńskich cywilów nie ochroni ani jednego dziecka we Francji a owacje w ratuszu nie przykryją faktu, że system zawiódł tam, gdzie zawieść nie miał prawa. Słowa o pokoju nie zmienią tego, że dokument Rady Paryża został politycznie przechylony, a jego wielkoduszność okazała się zaskakująco wybiórcza. I żeby było jasne: ten tekst nie powstaje z pozycji prawicy. Krytyka lewicy, która urządza dziś teatr czułości wobec Palestyny i potrafi wygumkować Ham*s z obrazu wojny, nie oznacza zachwytu nad drugim obozem. Zdjęcia Bardelli z Nawrockim, Bosakiem i Kaczyńskim nie są żadnym kontrapunktem wobec skompromitowanej lewicy. Są drugim skrzydłem tej samej europejskiej katastrofy politycznej.
Jedni oklaskują Palestynę w paryskim ratuszu. Drudzy pozują z wielkimi słowami o prawie, sprawiedliwości, narodzie i wartościach, choć ich partie mają za sobą tyle brudu, że trudno udawać zachwyt nad świeżo wyprasowanym komunikatem prasowym.
Nie mam obowiązku wybierać między egzaltacją lewicy a cynizmem prawicy. Jestem proizraelska, ale nie jestem zakładniczką ani francuskiej ani polskiej prawicy. Wiem, skąd pochodzi partia Le Penów, i nie zapomnę tego tylko dlatego, że dziś mówi ciszej i ładniej się uśmiecha. Wiem też, co przez lata polska prawica robiła z prawem, instytucjami i słowem “sprawiedliwość”.
Mamy obrazek: Paryż oklaskuje Palestynę. Polska prawica fotografuje się z francuską prawicą. W tym samym czasie Francja sprząta po śmierci kolejnego dziecka, którego nie umiało ochronić własne państwo.
Piękny tydzień dla wszystkich zawodowych obrońców wartości. Jeden wart drugiego.
Sur ce, bon week-end!
Źródła:
https://www.paris.fr/…/la-citoyennete-d-honneur-de…
https://a06-v7.apps.paris.fr/…/odjcp/DoDownload.jsp…
https://www.leparisien.fr/…/trahison-ou-engagement-pour…
https://www.lemonde.fr/…/killing-of-lyhanna-what-we…
https://www.tf1info.fr/…/affaire-lyhanna-rien-n-a-ete…
https://www.lemonde.fr/…/affaire-lyhanna-jerome-barella…
https://notesfrompoland.com/…/french-nationalist…/
P.S. Od redakcji „Listów z naszego sadu”
Czytając tekst napisany w Paryżu możemy się zastanawiać w Dobrzyniu nad Wisłą, jak też mogłaby jakaś pani Holland, czy inna artysta znad Wisły pokazać się na francuskich salonach z jakimiś wątpliwościami, że może ten Izrael nie jest jakimś ludobójczym państwem i nie popełnia zbrodni wojennych broniąc się przed dziesiątkami tysięcy rakiet wystrzelonych przez pokojowych Palestyńczyków motywowanych religią pokoju. Pani Holland i jej podobni muszą przecie szczerze wierzyć, by nie zamknięto przed nimi tak ważnych dźwierzy.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com






