
Izrael potępia ludobójstwo Ormian
Benny Morris
Tureckie wojsko prowadzi Ormian na miejsce kaźni. Źródło: Holocaust Encyclopedia
Trzy tygodnie temu, naprawiając utrzymującą się od lat „niesprawiedliwość”, Izrael oficjalnie uznał „ludobójstwo Ormian”. Przez dziesięciolecia izraelscy komentatorzy i politycy lewicy naciskali na kolejne rządy, aby to uczyniły, jednak bezskutecznie – kolejne gabinety konsekwentnie przedkładały stosunki Izraela z Turcją ponad tę kwestię. To właśnie osmańscy władcy Turcji oraz ich republikański następca, Atatürk, zamordowali w latach 1894–1924 ponad milion Ormian z Azji Mniejszej, z czego większość w latach 1915–1916, podczas I wojny światowej. Turcja – wbrew niemal jednomyślnej opinii historiografii zachodniej (choć nie tureckiej) – od zawsze stanowczo zaprzecza oskarżeniom o ludobójstwo, twierdząc, że jej ormiańska ludność „zdradziła” państwo, współpracowała z alianckimi przeciwnikami Turcji i wznieciła bunt na tyłach frontu. Większość zachodnich historyków uznaje to w dużej mierze za nieprawdę, choć przyznaje, że tu i ówdzie niewielkie grupy Ormian pomagały aliantom. Jednak zdecydowana większość Ormian została wymordowana przez armię turecką, żandarmerię, policję oraz ludność cywilną, pędzona niczym owce na rzeź.
Przez dziesięciolecia Izrael wysoko cenił swoje relacje z Turcją, która była pierwszym – i przez wiele lat jedynym – państwem muzułmańskim uznającym państwo żydowskie i mającym z nim stosunki dyplomatyczne (od 1949 r.). W 1980 r. oba kraje podniosły rangę swoich relacji do poziomu ambasadorów. W kolejnych dekadach kwitła współpraca gospodarcza, rozwijała się izraelska turystyka do Turcji, izraelski przemysł zbrojeniowy modernizował tureckie myśliwce i czołgi, a służby wywiadowcze obu państw wymieniały się informacjami. Izraelskie Siły Powietrzne prowadziły nawet szkolenia w tureckiej przestrzeni powietrznej, a nowy przywódca Turcji, Recep Tayyip Erdoğan, złożył oficjalną wizytę w Jerozolimie w 2005 roku.
Od tego momentu stosunki zaczęły się jednak pogarszać. Erdoğan, sunnicki islamista, w ostatnich miesiącach oskarża Izrael o popełnianie „ludobójstwa” podczas wojny w Strefie Gazy i porównuje premiera Benjamina Netanjahu do Hitlera.
Komentatorzy twierdzą, że pogorszenie relacji było skutkiem rosnącej religijności Erdoğana oraz wcześniejszej wojny Izraela z islamistycznym Hamasem w Gazie w latach 2008–2009. Erdoğan, premier, a następnie prezydent Turcji nieprzerwanie od 2003 roku, jest obecnie jednym z głównych patronów Hamasu. Działacze tej organizacji przebywający w Turcji, pod ochroną tureckich służb bezpieczeństwa, kierują komórkami terrorystycznymi na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu. Izrael wielokrotnie potępiał oskarżenia Erdoğana o „ludobójstwo”, podczas gdy sam zaprzeczał rzeczywistemu ludobójstwu z przeszłości Turcji.
Po ogłoszeniu przez izraelski rząd decyzji o uznaniu ludobójstwa minister spraw zagranicznych Turcji Hakan Fidan – często wymieniany jako prawdopodobny następca 70-letniego Erdoğana – oświadczył, że Izrael stał się „ciężarem, którego ludzkość nie jest już w stanie dłużej znosić”, co izraelscy urzędnicy zinterpretowali jako pośrednie wezwanie do likwidacji państwa Izrael.
Mimo to oba państwa nie zerwały dotąd stosunków dyplomatycznych. Według niepotwierdzonych informacji Fidan miał nawet kilka dni temu potajemnie odwiedzić Izrael, aby złagodzić napięcia z Jerozolimą.
Izraelscy komentatorzy uważają jednak, że Erdoğan, dążący do przywrócenia Turcji pozycji regionalnego hegemona, jaką cieszyła się w czasach Imperium Osmańskiego, buduje sieć sojuszy z sunnickimi państwami muzułmańskimi, która w przyszłości może zagrozić Izraelowi. Autor porównuje to do działań Iranu, który poprzez wspieranie szyickich ugrupowań, w tym Hezbollahu i jemeńskich Hutich, przez ostatnie lata stopniowo zaciskał wokół Izraela „pętlę”, co doprowadziło do izraelskich kampanii przeciw Hezbollahowi w latach 2024–2025 oraz przeciw samemu Iranowi w latach 2025–2026. W ostatnim czasie poprawiły się również stosunki Turcji z Pakistanem i Arabią Saudyjską.
Zdaniem Izraela największym zagrożeniem jest patronat Turcji nad Syrią, rządzoną od grudnia 2024 roku przez Ahmeda al-Szaraę, byłego oficera Al-Kaidy, który dowodził sunnickimi siłami rebelianckimi obalającymi wspierany przez Iran reżim Asada. Bezpośrednio po przejęciu przez niego władzy w Damaszku Izrael zbombardował syryjskie systemy obrony przeciwlotniczej oraz liczne bazy wojskowe. Obecnie Izrael obawia się, że Turcja, która odegrała znaczącą rolę w obaleniu Asada, zamierza odbudować syryjską obronę przeciwlotniczą – sieci radarowe i baterie rakiet przeciwlotniczych – co po ich rozmieszczeniu ograniczy swobodę działania izraelskiego lotnictwa nad Syrią. Ma to dla Izraela kluczowe znaczenie, ponieważ jego lotnictwo niemal codziennie wykorzystywało przestrzeń powietrzną Syrii podczas ataków na irańskie obiekty nuklearne, dowództwo oraz instalacje wojskowe i przemysłowe w kampaniach z czerwca 2025 roku oraz z okresu luty–kwiecień 2026 roku. W Jerozolimie niepokój budzą również wspólne działania Syrii i Turcji przeciw Kurdom w północnej Syrii oraz turecka interwencja u Donalda Trumpa przeciw wykorzystaniu Kurdów do obalenia władz w Teheranie. Podobnie oceniana jest turecka pomoc udzielana Hamasowi w Gazie. Jak dotąd Izraelowi udało się jednak uniemożliwić rozmieszczenie tureckich wojsk lub „doradców” w podzielonej Strefie Gazy.
Dodatkowym źródłem obaw są publiczne wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa, który nazwał Erdoğana „wielkim przyjacielem” i rozważa sprzedaż Turcji amerykańskich myśliwców F-35 – najbardziej zaawansowanych samolotów bojowych na świecie i podstawowego wyposażenia izraelskiego lotnictwa. Połączenie odbudowanej syryjskiej obrony przeciwlotniczej, być może nawet obsługiwanej przez tureckich żołnierzy, z tureckimi siłami powietrznymi wyposażonymi w F-35 (obok posiadanych już około 270 F-16) mogłoby zagrozić dominacji Izraela w przestrzeni powietrznej regionu. Turcja zabiega także o amerykańskie silniki do planowanej floty własnych myśliwców TAI TF KAAN.
Jak dotąd Trump nie zapewnił Erdoğana o sprzedaży F-35, choć podczas konferencji prasowej po spotkaniu w Ankarze w ubiegłym tygodniu Erdoğan stwierdził, że Trump obiecał mu już „pięć” samolotów, nie precyzując jakiego typu. Kilka lat temu Turcja znajdowała się wśród państw przewidzianych do otrzymania F-35, jednak po zignorowaniu amerykańskich ostrzeżeń i zakupie rosyjskich systemów przeciwlotniczych S-400 została z programu usunięta.
Netanjahu publicznie potępił perspektywę tej transakcji i prywatnie próbuje przekonać Trumpa do wycofania się z niej. Śmierć amerykańskiego senatora Lindseya Grahama, zdecydowanego zwolennika Izraela, osłabiła jego działania lobbingowe. Trump może ostatecznie spełnić życzenie swojego „przyjaciela” Erdoğana, jednak faktyczne dostawy F-35 do Turcji prawdopodobnie zajmą jeszcze wiele lat. Będzie również zapewne potrzebował zgody Kongresu, a zarówno Demokraci, jak i Republikanie nie darzą Erdoğana szczególną sympatią z uwagi na jego autorytarny sposób sprawowania władzy. Mimo to izraelscy generałowie są głęboko zaniepokojeni możliwym rozwojem wydarzeń.
Nie wszyscy byli zadowoleni z izraelskiej decyzji dotyczącej oficjalnego uznania ludobójstwa Ormian. Rząd Azerbejdżanu potępił ją jako „niedopuszczalną”, wskazując na rzekome zbrodnie Ormian popełnione przeciw Azerom w ciągu ostatniego stulecia. Także rząd Armenii zachował dystans, pośrednio sugerując, że izraelski krok miał charakter oportunistyczny.
Stosunki izraelsko-ormiańskie od dawna pozostają chłodne. Armenia posiada ambasadę w Tel Awiwie, natomiast Izrael reprezentowany jest w Erywaniu przez ambasadę w Gruzji. Armenia tradycyjnie stara się zachowywać równowagę między Izraelem a Palestyńczykami. Niedawno uznała „Państwo Palestyńskie” i pośrednio potępiła izraelskie naloty na Iran. W ostatnich latach Armenia dąży również do poprawy relacji zarówno z Turcją, jak i z Azerbejdżanem, ograniczając eksponowanie kwestii ludobójstwa.
Jednocześnie Azerbejdżan i Izrael utrzymują bardzo dobre, wielowymiarowe relacje. Większość ropy naftowej importowanej przez Izrael pochodzi podobno z Azerbejdżanu, a Izrael dostarcza Azerom uzbrojenie, w tym systemy obrony przeciwlotniczej. Według doniesień Izrael posiada także w Azerbejdżanie elektroniczne stacje nasłuchowe skierowane przeciw Iranowi. Podczas ostatnich starć izraelsko-irańskich Azerbejdżan zachowywał oficjalną neutralność, mimo że Iran wystrzelił w kierunku jego terytorium jeden lub dwa pociski, prawdopodobnie jako sygnał ostrzegawczy. Zachodnie media informowały również, że Izrael rozmieścił w Azerbejdżanie oddziały komandosów przeznaczone do ewakuacji pilotów na wypadek zestrzelenia izraelskich samolotów nad Iranem.
Azerowie są muzułmańskim narodem tureckim, silnie związanym z Turcją. Twierdzą, że w 1918 roku wspierani przez Rosję Ormianie zamordowali w Baku tysiące Azerów. Następnie, według późniejszych relacji, Azerowie wspierani przez Turcję dokonali masakry dziesięciu tysięcy lub więcej Ormian w samym mieście i jego okolicach. W ostatnich dekadach Azerbejdżan i Armenia stoczyły dwie wojny – pierwszą w latach 1992–1994, wygraną przez Armenię, oraz drugą w 2023 roku, zakończoną zwycięstwem armii azerskiej wyposażonej w izraelskie drony. Azerbejdżan przejął wówczas sporny, zamieszkany przez Ormian Górski Karabach i w praktyce doprowadził do ucieczki około 100 tysięcy jego mieszkańców do Armenii.
Podobnie jak Izrael, Grecja (oraz grecka część Cypru) z nieufnością patrzy na neoosmańskie ambicje Erdoğana. W ostatnich latach wysocy tureccy politycy wielokrotnie grozili inwazją na greckie wyspy na Morzu Egejskim, podobnie jak Turcja dokonała inwazji na Cypr w 1974 roku.
Choć Grecja zachowała powściągliwość wobec izraelskiego uznania ludobójstwa Ormian, greccy badacze stwierdzili, że Izrael powinien był przy tej okazji potępić również „ludobójstwo Greków”. Greccy historycy od dawna twierdzą, że w latach 1914–1924 Turcja wymordowała obok Ormian także nawet milion Greków z Azji Mniejszej oraz setki tysięcy chrześcijańskich Asyryjczyków. Historycy asyryjscy mówią o ponad pół milionie Asyryjczyków zabitych przez Turków. (Syntetyczne omówienie zniszczenia chrześcijańskich społeczności w Turcji w latach 1894–1924 można znaleźć w książce Benny’ego Morrisa i Drora Ze’eviego The Thirty-Year Genocide (Harvard University Press, 2019).)
W oczach części Izraelczyków Turcja staje się obecnie „nowym Iranem” – demonicznym zagrożeniem przyszłości. Na poziomie retoryki oba państwa niewątpliwie zmierzają ku konfrontacji, a powszechnie uważa się, że Erdoğan szczerze nienawidzi Izraela i chciałby doprowadzić do jego zniknięcia. Dotychczas powstrzymywała go kalkulacja, że otwarty atak na Izrael zaszkodziłby jego relacjom z Waszyngtonem. Jednak narastający rozdźwięk między Trumpem a Netanjahu oraz szeroko komentowana zażyłość Trumpa z Erdoğanem – którą wielu w Jerozolimie tłumaczy raczej względami gospodarczymi niż rzeczywistą sympatią – mogą skłonić tureckiego przywódcę do podjęcia bardziej konkretnych działań przeciw Izraelowi. Niedawna wypowiedź tureckiego ministra spraw wewnętrznych Mustafy Çiftciego: „Tak jak byliśmy świadkami wyzwolenia Damaszku i Aleppo [spod rządów Asada], tak pewnego dnia zobaczymy wyzwolenie Jerozolimy i miejsca te ponownie będą nasze”, wywołała alarm w izraelskich kręgach rządowych. Jak dotąd Erdoğan powstrzymuje się jednak od zerwania stosunków dyplomatycznych z Izraelem.
Link do oryginału:
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com









