Czego uporczywie powracające pogłoski o syjonistach kupujących ziemię uczą nas o antysemityzmie?

Od Zachodniego Brzegu przez Tunezję i Turcję aż po Europę: jak antysemickie teorie spiskowe nieustannie odradzają się w nowych postaciach (Zdjęcie z artykułu “THE FIRST ALIYAH 1882–1903)


Czego uporczywie powracające pogłoski o syjonistach kupujących ziemię uczą nas o antysemityzmie?

Elder of Ziyon


Pod koniec XIX i na początku XX wieku Żydzi legalnie nabywali ziemię w Palestynie, znajdującej się najpierw pod panowaniem osmańskim, a następnie pod mandatem brytyjskim, często płacąc za nią znaczne sumy. Zakupy te pomogły stworzyć fundamenty państwa żydowskiego.

Fakty te nie budzą wątpliwości. Ich osobliwa interpretacja leży u podstaw konfliktu arabsko-izraelskiego.

Dla antysyjonistów był to grzech pierworodny. Legalność transakcji nie ma znaczenia: pragnienie Żydów, by powrócić do swojej historycznej ojczyzny, wówczas słabo zaludnionej, było i nadal jest przedstawiane jako kradzież, czystka etniczna i coś jeszcze gorszego.

Na przestrzeni dziejów Żydów fałszywie oskarżano o najpotworniejsze zbrodnie: mordy rytualne, zatruwanie studni, spiskowanie w celu podporządkowania sobie nie-Żydów. Kiedy jakieś nowe zjawisko zaczyna być uznawane za zbrodnię – jak niewolnictwo w XIX wieku – Żydom nieodmiennie przypisuje się winę również za nie, czasem nawet z mocą wsteczną.

Od czasu odrodzenia Izraela oskarżenia te, jeśli już, tylko przybrały na sile. Izrael oskarżano o kradzież ziemi, kolonializm, apartheid, nielegalną okupację, agresję, eksterminację, ludobójstwo i niemal każde inne zło, jakie można sobie wyobrazić.

Antysyjoniści twierdzą, że nie są antysemitami. Jednak już samo prześledzenie historii tego, jak interpretują rzeczywiste lub wyimaginowane zakupy ziemi przez Żydów – od XIX wieku po dzień dzisiejszy, na całym obszarze Lewantu i poza nim – pokazuje, że ich zarzuty opierają się na antysemickich założeniach. Usuńmy antysemityzm, a oskarżenia te stracą wszelki sens; to nienawiść do Żydów stanowi ich ukryty fundament argumentacyjny.

Dziś na całym świecie zakup nieruchomości przez Żydów często interpretuje się jako element spisku mającego na celu przejęcie kontroli nad dotychczasowymi mieszkańcami i podporządkowanie ich sobie.

W rzeczywistości taka teoria spiskowa nie wymaga nawet, by jakikolwiek Żyd rzeczywiście kupił ziemię. Wystarczy pogłoska, że Żydzi ją kupują. Albo że ktoś rozważa sprzedaż ziemi Żydowi. Albo nawet podejrzenie, że niezidentyfikowany nabywca może potajemnie działać jako podstawiona osoba reprezentująca Żydów. Nie potrzeba ani rzeczywistego żydowskiego kupca, ani sfinalizowanej transakcji, ani jakichkolwiek dowodów nieprawidłowości. Teoria spiskowa sama dostarcza wszystkiego, czego brakuje.

Myślicie, że przesadzam?

Oto krótka historia pogłosek o Żydach kupujących ziemię oraz reakcji, jakie wywoływały one w świecie arabskim i muzułmańskim, a następnie również na Zachodzie, docierając nawet do „postępowej” specjalnej sprawozdawczyni ONZ.

Palestyńczycy: sprzedaż ziemi Żydom może być zdradą

Palestyńczycy uważają zakup ziemi przez Żydów za źródło wszystkich swoich problemów, nawet jeśli to właśnie ich przodkowie często byli sprzedającymi. Historia ta posłużyła jednak również do usprawiedliwienia traktowania samego aktu sprzedaży ziemi Żydom jako przestępstwa.

W maju 1997 roku minister sprawiedliwości Autonomii Palestyńskiej Freih Abu Middein ogłosił, że Palestyńczykom sprzedającym ziemię Żydom może grozić kara śmierci. Autonomia Palestyńska zamierzała powołać się na starsze prawo jordańskie, penalizujące sprzedaż ziemi Izraelczykom. Amnesty International poinformowała, że po oświadczeniu Abu Middeina dwóch palestyńskich handlarzy ziemią zostało zabitych, a trzeci zaginął.

Nie ograniczało się to do epoki Arafata. W 2014 roku Mahmud Abbas zmienił palestyński kodeks karny, przewidując co najmniej pięć lat ciężkich robót za próbę sprzedaży ziemi „wrogiemu państwu” lub jego obywatelom oraz dożywotnie więzienie połączone z ciężkimi robotami w przypadku sfinalizowania transakcji. Wcześniejsi urzędnicy Autonomii Palestyńskiej mówili wprost o sprzedaży ziemi Żydom, a nie tylko Izraelczykom.

Badanie akademickie z 2025 roku, przeprowadzone przez prawnika Haima Sandberga, dokumentuje liczne postępowania karne, wyroki od pięciu lat więzienia po dożywocie, a także jeden wyjątkowy przypadek orzeczenia kary śmierci, której jednak nigdy nie wykonano.

Prywatna transakcja między dobrowolnie działającymi sprzedającym a kupującym jest więc traktowana jako potencjalny akt zdrady narodowej.

Jordania: Żydzi nadchodzą po Petrę

Jordańskie obawy przed wykupywaniem ziemi przez Żydów doprowadziły do powstania kilku niezwykłych teorii spiskowych. W 1973 roku Jordania uchwaliła ustawę przewidującą karę śmierci za sprzedaż nieruchomości obywatelom Izraela.

Według Human Rights Watch Jordania uchyliła to prawo w trakcie procesu pokojowego z Izraelem. Nie położyło to jednak kresu paranoi.

W 2016 roku jordańskich parlamentarzystów zaniepokoiła bezpodstawna pogłoska, jakoby Izraelczycy kupowali ziemię wokół Petry, słynnego stanowiska archeologicznego. Niektórzy deputowani otwarcie domagali się zakazu sprzedaży ziemi Żydom, a nie tylko obywatelom Izraela. Jordański parlament ograniczył następnie możliwość nabywania i dzierżawienia nieruchomości w regionie Petry, odpowiadając na żądania, by Izraelczykom wprost zakazać nabywania tam ziemi.

Krążyły również pogłoski, że Żydzi potajemnie umieszczają wokół Petry sfabrykowane żydowskie zabytki, przygotowując grunt pod przyszłe roszczenia terytorialne – tym razem nie poprzez zakup ziemi, lecz za pomocą fałszywej archeologii. U podstaw tych obaw leżało przekonanie, że Żydzi wykorzystują turystykę, archeologię i rynek nieruchomości jako narzędzia skoordynowanego planu zawłaszczenia jordańskiego terytorium. Pisałem o tym w 2016 roku, zwracając uwagę, że sam język używany przez parlamentarzystów ujawniał, jak łatwo sprzeciw wobec izraelskiej własności nieruchomości przeradzał się w sprzeciw wobec własności żydowskiej.

Następnie, w 2017 roku, Jordania ogłosiła wielki projekt urbanistyczny pod nazwą Nowy Amman.

Niemal natychmiast zaczęły krążyć pogłoski, że Żydzi potajemnie wykupują tam ziemię za pośrednictwem Europejczyków i izraelskich Arabów działających jako pośrednicy. I tym razem były one całkowicie bezpodstawne. Według ówczesnych doniesień projekt nie miał nawet zagranicznych inwestorów.

Ale dla tych, którzy w tę pogłoskę wierzyli, wszystko układało się w logiczną całość. Żydzi kupowali ziemię w Palestynie, ostatecznie powstał Izrael, a teraz Żydzi rzekomo kupowali ziemię w Jordanii. Oczywiście historia musiała się powtarzać.

Żadne dowody nie były potrzebne. Wystarczyło, że w pogłoskach pojawiali się Żydzi.

Irak: pogłoska, która doprowadziła do fatwy wzywającej do zabijania Żydów

W czerwcu 2003 roku, krótko po obaleniu Saddama Husajna, w Iraku rozeszły się pogłoski, że Żydzi i Izraelczycy potajemnie wykupują cenne nieruchomości, w tym hotele, budynki handlowe i ziemię w pobliżu ważnych miejsc kultu religijnego.

23 czerwca Al Jazeera opublikowała artykuł zatytułowany „Izraelski atak na irackie nieruchomości”. Opisywano w nim żydowskich inwestorów, którzy rzekomo oferowali ogromne sumy za irackie nieruchomości, posługując się arabskimi i zagranicznymi pośrednikami w celu ukrycia swojej tożsamości. Nie podano żadnych nazwisk. Iracka firma oskarżona o zakup dwóch hoteli w imieniu żydowskich interesów publicznie zaprzeczyła jakimkolwiek związkom z Żydami lub Izraelczykami.

Artykuł przedstawiał nawet uzasadnione roszczenia majątkowe irackich Żydów, wypędzonych z kraju w latach pięćdziesiątych, jako element rzekomo podejrzanej działalności. Już sama możliwość powrotu Żydów w celu odzyskania ich własności była interpretowana jako część niebezpiecznego zagranicznego spisku.

Cztery dni później, 27 czerwca, Al Jazeera poinformowała, powołując się na Reutersa, że wpływowy szyicki duchowny, ajatollah Kazem al-Haeri, wydał fatwę stwierdzającą, iż wolno przelać krew każdego Żyda kupującego nieruchomości w Iraku.

Teorie spiskowe w rodzaju „Żydzi kupują nieruchomości, aby przejąć władzę” nie są jedynie zabawnymi historyjkami, z których możemy szydzić. Jeśli zakłada się, że Żydzi jako zbiorowość próbują zagarnąć terytorium, pojedynczy Żyd kupujący dom może zostać potraktowany jak wrogi żołnierz w wyimaginowanej wojnie. Oskarżenie nie musi być prawdziwe, by ktoś został zabity.

Tunezja: Żydzi rzekomo wykupują Dżerbę

Zupełnie nowa odsłona tej historii pochodzi z Tunezji, gdzie krąży pogłoska, że Żydzi potajemnie wykupują nieruchomości na wyspie Dżerba, będącej siedzibą jednej z najstarszych nieprzerwanie istniejących społeczności żydowskich na świecie.

Według tych oskarżeń zamożni cudzoziemcy oferują za nieruchomości trzy- lub czterokrotność ich wartości rynkowej, szczególnie w pobliżu zabytkowej synagogi Al-Ghriba. Zakupy te mają rzekomo stanowić część izraelskiego planu rozszerzenia żydowskiej kontroli nad wyspą.

W artykule opublikowanym 14 października 2026 roku w Tunisie Telegraph ustalono, że źródłem pogłoski były media społecznościowe, a na jej poparcie nie przedstawiono absolutnie żadnych dowodów. Ale same fakty nie mają szans w starciu z kłamstwami.

Tunezyjski pisarz Fawzi bin Yunus bin Hadid opublikował w Rai al-Youm artykuł ostrzegający, że Izrael wykorzystuje kryzys gospodarczy Tunezji do nabywania ziemi na Dżerbie i przygotowywania osadnictwa syjonistycznego. Wezwał mieszkańców Dżerby, by kategorycznie odmawiali sprzedaży ziemi jakimkolwiek Żydom lub syjonistom spoza Tunezji, niezależnie od okoliczności. Domagał się również nadzorowania nawet tych Żydów, którzy już mieszkają w Tunezji, aby upewnić się, że nie pomagają osobom z zewnątrz w nabywaniu nieruchomości.

Ten ciąg wydarzeń jest zdumiewający. Nie byłoby niczego złego w kupowaniu ziemi na Dżerbie przez Żydów, gdyby w ogóle było to dozwolone. Tymczasem pogłoska o czymś, co nie jest nawet w najmniejszym stopniu niemoralne, zostaje przekształcona w oskarżenie wymierzone w obecnych żydowskich mieszkańców Dżerby. Antysyjonizm i antysemityzm są tu ze sobą splecione.

Elie Trabelsi, którego ojciec stoi na czele żydowskiej społeczności Dżerby, odpowiedział z oburzeniem, że żydowskie rodziny posiadają tam ziemię od stuleci i nie prowadzą potajemnego handlu nieruchomościami w celu stworzenia jakiegoś nowego projektu terytorialnego. Ale dlaczego tunezyjscy Żydzi mieliby w ogóle tłumaczyć się z wyimaginowanych transakcji nieruchomościami?

Bez antysemityzmu nic z tego nie ma sensu. Antysemityzm jest niezbędny, aby ta „logika” sprawiała wrażenie spójnej.

Turcja: obsesja nieustannie narasta

Te same pogłoski krążą w Turcji od dziesięcioleci.

Turecka wersja tej teorii często wiąże się z koncepcją „Wielkiego Izraela”, który miałby rzekomo rozciągać się od Nilu po Eufrat. Ponieważ część południowo-wschodniej Turcji należała pierwotnie do Hetytów, w Turcji uważa się, że zachłanne izraelskie pragnienie ekspansji sięga poza obecne granice państwa. Mapy tego rzekomo wymarzonego „Wielkiego Izraela” są często publikowane w tureckich mediach.

A w jaki sposób Izrael miałby rzekomo przygotowywać się do realizacji tego planu?

Oczywiście poprzez potajemne kupowanie ziemi.

Już w 1998 roku turecki parlamentarzysta Abdulkadir Öncel skierował do rządu oficjalne zapytanie, czy Izrael nabywa nieruchomości w okolicach Şanlıurfy za pośrednictwem ukrytych transakcji, realizując swoje rzekome ambicje terytorialne. Rząd poprosił o dodatkowe informacje na temat domniemanych nabywców, ale najwyraźniej nigdy ich nie dostarczono.

W 2004 roku tureckie media ponownie rozpowszechniały oskarżenia, jakoby Izraelczycy wykupywali ogromne połacie gruntów rolnych w południowo-wschodniej Turcji. Urzędnicy prowadzący rejestry gruntów informowali, że rzeczywista skala własności nieruchomości należących do obywateli Izraela była znikoma w porównaniu z rozmiarami przedstawianymi w oskarżeniach, a istnienia zorganizowanego izraelskiego programu wykupu ziemi w tym regionie nie wykazano.

Teoria spiskowa jednak przetrwała. W grudniu 2023 roku turecki parlamentarzysta Ömer Karakaş oświadczył w parlamencie, że Żydzi kupują tysiące akrów tureckiej ziemi w ramach skoordynowanej operacji. Następnie całkowicie zatarł różnicę między Izraelczykami a Żydami: „Nie mówię o Izraelczykach”. Twierdził, że Żydzi mieszkający na całym świecie systematycznie wykupują tureckie terytorium. Wprost porównał ten wyimaginowany żydowski wykup ziemi do wczesnych zakupów gruntów przez Żydów w Palestynie i stwierdził, że Turcja będzie musiała ponownie podbić te tereny.

Strach rozprzestrzenił się również na kontrolowany przez Turcję Cypr Północny. W grudniu 2023 roku Cyprus Mail udokumentował, jak tureckie i turecko-cypryjskie media oskarżały żydowskich właścicieli nieruchomości o przygotowywanie syjonistycznego przejęcia kontroli nad tym obszarem. Niektóre gazety twierdziły, że dziesiątki tysięcy Żydów kupiły ogromne połacie ziemi, podczas gdy aktywiści upubliczniali tożsamość żydowskich właścicieli nieruchomości i organizowali protesty przed ośrodkiem Chabadu.

W tym przypadku na okupowanym przez Turcję Cyprze rzeczywiście działają izraelscy inwestorzy. Stanowią oni jednak tylko jedną z wielu grup inwestorów zagranicznych. Turecki minister spraw zagranicznych Hakan Fidan odpowiedział, że obywatele Izraela zajmują dopiero dwunaste miejsce wśród narodowości ubiegających się o zakup nieruchomości na Cyprze Północnym, a od 2000 roku złożono nieco ponad 200 takich wniosków.

Podobne oskarżenia w Ameryce

Nie jest to zjawisko występujące wyłącznie w świecie arabskim czy muzułmańskim.

W amerykańskich miejscowościach ortodoksyjnych Żydów kupujących domy oskarżano o planowanie przejęcia całych gmin, między innymi w Jackson i Toms River w stanie New Jersey. W Nowym Jorku, New Jersey i Montrealu, a także w innych miejscach, nawet budowa eruwu – niemal niewidocznej granicy religijnej, która pozwala praktykującym Żydom przenosić przedmioty w szabat – wywoływała obawy przed żydowską dominacją terytorialną. W kilku przypadkach władze stanowe i federalne interweniowały przeciwko dyskryminacyjnym próbom uniemożliwienia Żydom osiedlania się w danych społecznościach lub zakładania instytucji religijnych.

Rzekomym celem nie zawsze jest stworzenie kolejnego państwa żydowskiego. Czasami chodzi podobno o przejęcie kontroli nad radą szkolną, podporządkowanie sobie władz lokalnych lub wyparcie dotychczasowych mieszkańców. Ale leżące u podstaw podejrzenie jest dobrze znane: Żydzi nie mogą po prostu chcieć mieć domów, szkół i synagog. Za ich działaniami musi kryć się coś bardziej złowrogiego: spiskują, mają niecne zamiary, a sama ich żydowskość dostarcza ludziom schematu myślowego pozwalającego zakładać, że wszystko, co robią poszczególni Żydzi, jest w rzeczywistości częścią spisku obejmującego większy, scentralizowany, wszechpotężny żydowski podmiot.

Francesca Albanese przenosi teorię spiskową do Europy – i zmienia zarzucane przestępstwo

Szczególnie odrażającą odmianę tej teorii spiskowej rozpowszechniła na początku tego miesiąca nie kto inny jak specjalna sprawozdawczyni ONZ Francesca Albanese.

12 października Albanese udostępniła nagranie AJ+ dotyczące izraelskich inwestycji w nieruchomości w krajach europejskich. Jak informowałem w zeszłym tygodniu, dodała do niego następujący komentarz:

Przyjrzyjcie się uważnie. Cypr, Grecja, Serbia, południe Włoch. Globalizacja apartheidu, cegła po cegle. Jedno zamknięte osiedle po drugim.

W arabskich i tureckich wersjach tej teorii spiskowej Żydzi kupujący ziemię rzekomo przygotowują się do skolonizowania kolejnego kraju, powtarzając historyczny przykład Palestyny.

Albanese zmienia charakter oskarżenia. W jej chorym umyśle izraelscy inwestorzy kupujący i zabudowujący nieruchomości w Europie mają rzekomo eksportować apartheid.

W jaki dokładnie sposób? Tego nie wyjaśnia, a antysemickie założenia kryjące się za jej wpisem nie wymagają od niej żadnego wyjaśnienia. Oczywiście, jeśli Izraelczycy lub Żydzi kupują nieruchomości, musi to służyć eksportowaniu apartheidu, bo przecież tym właśnie się zajmują. Mnóstwo innych inwestorów z różnych krajów lokuje kapitał w określonych częściach Europy, zwłaszcza na obszarach turystycznych. Ale kiedy robią to obywatele Izraela, nie może chodzić po prostu o inwestycje poszczególnych izraelskich Żydów. Musi to być element spisku mającego szerzyć na świecie zepsucie i zło.

Bez wyjściowego założenia o żydowskim złu jej wpis nie ma sensu. Przy takim założeniu staje się całkowicie logiczny. U podstaw nadal leży przekonanie, że działalność gospodarcza Żydów lub Izraelczyków nigdy nie jest po prostu tym, czym wydawałaby się w przypadku kogokolwiek innego. Musi służyć jakiemuś większemu, złowrogiemu celowi.

A oskarżenie to nie pochodzi od jakiegoś nieznanego teoretyka spiskowego piszącego do lokalnej gazety, lecz od przedstawicielki Organizacji Narodów Zjednoczonych zajmującej się prawami człowieka. Choć po cichu usunęła swój wpis, pokazuje on, w jaki sposób myśli – i jak, jej zdaniem, myślą również jej odbiorcy.

„Protokoły mędrców Syjonu” są wspólnym mianownikiem

Co łączy wszystkie te historie?

Każda z nich opiera się na zestawie ukrytych założeń dotyczących Żydów, które osoby rozpowszechniające te opowieści spodziewają się podzielać ze swoimi odbiorcami.

Pierwsze założenie głosi, że Żydzi działają jako jeden zbiorowy podmiot. Poszczególni Żydzi, obywatele Izraela, organizacje syjonistyczne i izraelski rząd traktowani są jak wymienne elementy jednego ogólnoświatowego przedsięwzięcia. Żyd próbujący kupić dom w kraju muzułmańskim nie jest po prostu osobą kupującą dom. Zakłada się, że działa w imieniu jakiegoś większego żydowskiego projektu politycznego.

Ironia polegająca na tym, że grupa tak skłócona wewnętrznie miałaby być w stanie uzgodnić cokolwiek, całkowicie umyka zwolennikom teorii spiskowych.

Drugie założenie mówi, że ten zbiorowy żydowski cel jest zawsze złowrogi. Żydzi nie chcą po prostu posiadać nieruchomości, budować domów, inwestować pieniędzy czy podtrzymywać wspólnot religijnych. Zawsze musi kryć się za tym jakiś podstęp. Chcą dominować, wykorzystywać, wypędzać lub uciskać innych ludzi.

Trzecie założenie głosi, że Żydzi sprytnie ukrywają swoje działania i zamiary. Jeśli zidentyfikowany Żyd kupuje ziemię, jest to bezpośredni dowód spisku. Jeśli nabywca nie jest Żydem, musi działać jako podstawiona osoba reprezentująca żydowskiego kupca. Jeśli zaś w ogóle nie można wskazać żadnego nabywcy, dowodzi to, jak zręcznie Żydzi ukrywają swoje operacje.

Czwarte założenie mówi, że żydowskie pieniądze i wpływy mają nadzwyczajną potęgę. Zamożne żydowskie grupy interesów mają rzekomo zdolność koordynowania transakcji nieruchomościami na różnych kontynentach, a jednocześnie ukrywania swojej tożsamości, manipulowania rządami i przygotowywania przejęcia terytoriów. Nie wiadomo, w jaki sposób zakupy nieruchomości przez Żydów miałyby doprowadzić do utraty części suwerennego terytorium przez Jordanię, Turcję czy Tunezję, ale to już szczegóły: Żydzi z pewnością dawno wszystko sobie obmyślili.

Nie są to żadne nowości w historii antysemityzmu. Wszystkie cztery założenia stanowią fundament „Protokołów mędrców Syjonu”, osławionego antysemickiego fałszerstwa, które głosiło, że Żydzi potajemnie współpracują, aby kontrolować świat. „Protokoły” przedstawiały wyobrażoną, zjednoczoną żydowską zbiorowość, wykorzystującą bogactwo, oszustwo i zakulisowe wpływy do podporządkowywania sobie społeczeństw nieżydowskich. Teorie spiskowe dotyczące wykupywania ziemi wyobrażają sobie dokładnie taką samą zbiorowość działającą na rynku nieruchomości.

Zachodni antysemici mogą twierdzić, że są zbyt wyrafinowani, by dosłownie wierzyć w „Protokoły”, ale podświadomie przyswoili sobie te cztery założenia: bez nich teorie te brzmiałyby jak czyste szaleństwo. Bez wcześniejszego przekonania, że Żydzi potajemnie koordynują działania mające szkodzić innym, dlaczego ktokolwiek miałby wyciągać wniosek, że pogłoska o transakcji nieruchomościowej na Dżerbie oznacza izraelski plan podboju Tunezji? Dlaczego nowa inwestycja budowlana pod Ammanem miałaby budzić podejrzenia o istnienie ogólnoświatowego żydowskiego spisku? Dlaczego osiedle mieszkaniowe na Cyprze miałoby być uznawane za dowód apartheidu?

Pogłoski te mają realne konsekwencje. Fatwa zezwalająca na odebranie życia każdemu żydowskiemu nabywcy nieruchomości lub osobie, która mu ją sprzedaje, nie jest zagrożeniem czysto teoretycznym. Oskarżanie żydowskich inwestorów o szerzenie apartheidu na całym świecie może z łatwością doprowadzić do uchwalenia przepisów wymierzonych wyłącznie w Żydów albo sprytnie zamaskowanych tak, by osiągnąć właśnie ten cel. (Izraelscy Arabowie również są obywatelami „wrogiego państwa”, ale Autonomia Palestyńska skonstruowała przepisy w taki sposób, by mogli oni kupować mieszkania na obszarach znajdujących się pod jej kontrolą, podczas gdy Żydzi nie mogą nabywać nieruchomości na tych samych terenach).

Zwykli ludzie, słysząc o planowanej inwestycji na rynku nieruchomości, mogliby zapytać, kim są inwestorzy, czy projekt ma zapewnione finansowanie, na co pozwalają przepisy dotyczące zagospodarowania przestrzennego oraz czy lokalni mieszkańcy odniosą korzyści, czy poniosą straty. Ktoś, kto akceptuje te antysemickie założenia, może całkowicie pominąć takie pytania. On już wie, a jego docelowi odbiorcy również wiedzą. W pogłoski nie wierzy się dlatego, że dowody są przekonujące. Wierzy się w nie dlatego, że potwierdzają to, co ludzie już wcześniej myśleli o Żydach.

To nie pogłoski tworzą antysemityzm. To antysemityzm sprawia, że szalone, bezpodstawne pogłoski w ogóle wydają się wiarygodne.

„Protokoły mędrców Syjonu” zostały zdemaskowane jako fałszerstwo ponad sto lat temu. Jednak światopogląd, na którym się opierały, nadal żyje – i dziś wciąż się rozprzestrzenia.


Link do oryginału:

Elder’s Substack
What do perennial rumors of Zionists buying land teach us about antisemitism?
In the late nineteenth and early twentieth centuries, Jews legally purchased land in Ottoman and British Mandate Palestine, often at considerable expense. Those purchases helped lay the foundations for the Jewish state…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Hezbollah Turns to Brazilian Criminals to Expand Its Terror Operations Across Latin America


algem.png

Ailin Vilches Arguello


A man gestures the victory sign as he holds a Hezbollah flag, on the second day of the ceasefire between Israel and Iran-backed group Hezbollah, in Tyre, southern Lebanon, Nov. 28, 2024. Photo: REUTERS/Aziz Taher

Hezbollah, the Iranian regime’s chief proxy force in the Middle East, is turning to a new pool of recruits in Latin America, moving beyond its traditional recruitment networks as it expands its regional footprint and deepens its illicit operations across the Western Hemisphere.

According to a new report by the Washington Institute for Near East Policy, a US-based think tank focused on Middle East policy, Lebanon-based Hezbollah is seeking to recruit convicted criminals, particularly in Brazil, by exploiting their financial hardships and resentment toward the justice system — a shift experts say could help the Iranian-backed terrorist group maintain plausible deniability and distance itself from its illicit operations.

In a joint effort with Israeli intelligence services, Brazilian authorities uncovered a Hezbollah-linked recruitment and funding network through Operation Trapiche, an anti-terrorism investigation launched in November 2023 that exposed efforts to establish clandestine operational capabilities across Latin America and expand the group’s infrastructure throughout the region.

Under Hezbollah’s emerging strategy, individuals with no prior ties to the terrorist organization are recruited in Brazil, sent to Lebanon for training, and then allegedly tasked with surveilling synagogues, Israeli diplomatic missions, and prominent Jewish community figures upon their return.

Lucas Gualtieri, a Brazilian federal prosecutor specializing in organized crime and author of the report, argues that this new strategy could help Hezbollah conceal its role in potential attacks by recruiting individuals driven by financial incentives rather than ideological allegiance, allowing the terrorist group to portray its operations as isolated criminal acts.

“The point of hiring such men is deniability — an attack executed by local ex-convicts could read as a hate crime by fringe extremists rather than an operation directed from Beirut,” Gualtieri writes in the report. “Hezbollah’s need for deniability is even stronger now that it is calibrating its exposure after three years of highly damaging operations by Israel.”

Operation Trapiche recently led Brazilian authorities to arrest Lucas Passos Lima, an alleged Hezbollah recruit, whose trip to Beirut reportedly involved weapons-handling training and the acquisition of surveillance equipment to support the group’s clandestine operations in Latin America.

Investigators revealed that Lima allegedly filmed three synagogues, a Jewish cemetery, the Israeli embassy, and a rabbi in the Brasília region after making two trips to Lebanon in 2023.

The newly released report also sheds light on the financial networks allegedly sustaining Hezbollah’s recruitment efforts, pointing to Brazilian tobacco businesses suspected of financing recruits’ trips to Beirut for training in clandestine communications, alongside the use of cryptocurrency transactions to fund these operations.

Brazilian authorities have recently charged São Paulo broker Dante Felipini with money laundering and terrorism financing, accusing him of establishing multiple digital wallets to channel funds to Hezbollah and Iran’s Islamic Revolutionary Guard Corps (IRGC).

Under Brazilian law, financial gain does not preclude a terrorism charge when an individual knowingly participates in a terrorist operation — an interpretation experts say could broaden the scope of prosecutions targeting criminal networks working on behalf of foreign terror groups.

Gualtieri warns that the central challenge for regional governments is identifying Hezbollah-linked networks before they can carry out attacks, emphasizing the need for tighter financial oversight, greater scrutiny of shell companies, and closer monitoring of cryptocurrency transactions to disrupt the Islamist group’s recruitment and funding operations.

“Hezbollah’s innovation in Brazil was to buy what it used to bring: local executors, local revenue, and commercial laundering. Each purchase was meant to leave nothing traceable back to Beirut,” he writes in the report.

For years, Hezbollah’s operations in South America have been largely concentrated in Colombia and the Tri-Border Area — where Paraguay, Argentina, and Brazil intersect and illicit activity has long thrived — an especially notable hotspot for organized crime across


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Rząd Niemiec nie przewidział w budżecie pieniędzy dla polskich ofiar III Rzeszy


Rząd Niemiec nie przewidział w budżecie pieniędzy dla polskich ofiar III Rzeszy

lep/ ap/ ktl/


Rząd Niemiec nie przewidział w budżecie pieniędzy dla polskich ofiar III Rzeszy. Fot. PAP/Paweł Kula

Polacy będący ofiarami niemieckiej okupacji znajdują się często pod koniec życia w trudnych warunkach materialnych. Rząd Niemiec, pomimo obietnic zbadania takiej możliwości, nie przewidział w projekcie budżetu na 2027 r. środków na humanitarną pomoc dla nich – przypomina dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

„W projekcie budżetu na rok 2027 niemiecki rząd ponownie nie przewidział pieniędzy dla żyjących w Polsce ofiar III Rzeszy” – pisze Stefan Locke w środę na łamach „FAZ”. Jak podkreślił, nawet pozytywnie nastawieni do tej sprawy posłowie Bundestagu uważają, że zmiany przed ostatecznym uchwaleniem budżetu są raczej nieprawdopodobne.

„Nie chodzi o odszkodowania, ale o pomoc humanitarną – cytuje dziennik Jakuba Dekę, przewodniczącego Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie.

Locke wyjaśnia, że Fundacja posiada archiwum zawierające informacje o wszystkich polskich ofiarach nazistowskiej wojny i okupacji. „FAZ” przypomina, że po zjednoczeniu kraju, w 1990 r. niemiecki rząd przekazał Polsce jednorazowo 500 mln marek jako „gest wobec ofiar”.

„Pieniądze szybko się skończyły” – pisze „FAZ”. Każda z 800 tys. ofiar otrzymała kilkaset marek, przy czym byli więźniowie obozów koncentracyjnych otrzymali wyższe wypłaty, niż byli robotnicy przymusowi.

W 2000 r. pół miliona Polaków otrzymało świadczenia z Fundacji Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość. Byli więźniowie obozów po 15 tys. marek, robotnicy przymusowi w przemyśle 4400 marek, a robotnicy rolni – 2200 marek. Beneficjenci świadczeń musieli zrezygnować z dalszych roszczeń – zaznaczył Locke.

„Dzisiaj nie chodzi o roszczenia. Ci ludzie widzą w nas organizację pomocową, ponieważ trudno im wyżyć z niskich emerytur” – cytuje ponownie Dekę „FAZ”.

Jego zdaniem jedną z przyczyn biedy jest praca przymusowa. Wiele osób nie mogło chodzić do szkoły, studiować lub wyuczyć się zawodu. „Widzimy, że tym biednym, chorym i samotnym ludziom trochę więcej pieniędzy ułatwiłoby ostatnie miesiące życia” – mówi szef Fundacji Pojednanie.  

„FAZ” przypomina, że niemiecki rząd zapowiedział w 2025 r., iż „zbada możliwość” wsparcia dla tej kategorii ofiar. Premier Donald Tusk oświadczył wówczas, że jeżeli Niemcy nie podejmą szybko decyzji, to rząd rozważy, czy Polska z własnych środków pomoże ofiarom.

Locke zwraca uwagę, że na początku tego roku mowa była kwocie 10 tys. złotych rocznie na osobę, „ale i z tego nic nie wyszło”.  

Zwlekanie z humanitarnym gestem jest „zawstydzające i niedopuszczalne” – cytuje polsko-niemiecką Grupę Kopernik „FAZ”. „Nie tracimy nadziei, chociaż widzimy, że szanse są niewielkie” – mówi Deka. „Dopóki żyją ofiary, będziemy apelować o pomoc dla nich” – zapewnia szef Fundacji w rozmowie z „FAZ”. (PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Czy wolność i demokracja mogą się obronić?


Czy wolność i demokracja mogą się obronić?

Andrzej Koraszewski


Opóźniony o dwa lata film Konrada Szołajskiego wjeżdża na ekrany niektórych naszych kin. Film traktuje o rosyjskich osiągnięciach na polu wpływów na nasze umysły. Był już pokazywany w kilku krajach, do nas dociera dopiero teraz. Tytuł „Plac zabaw Putina”. Zacznijmy jednak od czegoś zupełnie innego – czytam w angielskojęzycznym magazynie, że trzecia wojna światowa trwa już od pewnego czasu, że jest sojusz państw totalitarnych, Chin, Rosji, Iranu (Turcji, Kataru i kilku innych) przeciw zachodniej demokracji. Frontów jest kilka – wojna ekonomiczna, w której przewaga Zachodu topnieje z każdym dniem; wojna kinetyczna tocząca się blisko nas w Ukrainie, ale również na Bliskim Wschodzie i w wielu miejscach w Afryce; wojna demograficzna z zalewem nielegalnych (a czasem całkiem legalnych) imigrantów, a wreszcie wojna propagandowa, w której kraje totalitarne odnoszą osłupiające sukcesy. Konrad Szołajski próbuje się zorientować jak działają agenci rosyjskiego wpływu w byłych demoludach. Jak słusznie zauważa w tym filmie zaangażowany pisowski socjolog – nie wiemy ile nie wiemy. Nie trzeba profesorskiego tytułu, żeby dojść do tak genialnego wniosku, więc reżyser próbują się czegoś dowiedzieć od dziennikarzy śledczych, pracowników wywiadu, polityków i zwykłych ludzi. Odkrywa, że w różnych miejscach byłej radzieckiej strefy wpływów sympatycy Rosji powtarzają słowo w słowo te same argumenty. W Ukrainie faszyści, ta wojna to nie nasza sprawa, Rosja ma prawo (mieć granice gdzie chce).

Film moim zdaniem świetny i mimo, że dociera do nas z tak znacznym opóźnieniem nie tylko nie stracił aktualności, ale nabrał mocy.

Nad Wisłą harce Putina interesują nas rzecz jasna bardziej niż katarskie pieniądze inwestowane w amerykańskie i europejskie uniwersytety, niż dylematy zachodnich polityków związane z napływem muzułmańskich imigrantów, niż wojna ekonomiczna z Chinami, czy powrót radzieckiego antysyjonizmu przez Londyn i Paryż z petrodolarowym finansowaniem.

Nasze poglądy nigdy nie są tak do końca nasze, bo skądś musimy je pobrać, a z natury rzeczy wolimy dawać wiarę tym, które są bliższe naszemu sercu. Tak więc agenci wpływu, to ci działający jako pracownicy obcego wywiadu, ale wspomagani przez ludzi ideologicznie przekonanych i pożytecznych idiotów, którzy nie zawsze wiedzą, w którym uchu im dzwoni.

Tymczasem instytucje demokratyczne chwieją się w posadach, wolność słowa wydającego się cierpieć na zespół Tourette’a i to nie tylko z powodu Tik-toka i sztucznej inteligencji, ale również z powodu tego, że młode pokolenie dostaje dziś znacznie więcej kalorii niż wiedzy. Tu i ówdzie spotykamy bijących na alarm, ale możliwości mobilizacji chętnych do obrony wolności i demokracji wydają się nad wyraz ograniczone. Politycy myślą zgodnie z kalendarzem wyborczym, społeczeństwo karmione jest dezinformacją produkowaną przez harcowników zatrudnionych w plemiennych redakcjach agitacji i propagandy. Pozostaje nadzieja na błąd Hitlera. Władcy totalitarnych krajów mają to samo marzenie – każdy z nich jest chorobliwie przekonany, że świat powinien należeć do niego. Liczenie na to, że skoczą sobie do gardeł, zanim zbiorowym wysiłkiem pogrzebią eksperyment z demokracją wydaje się być frywolne, no ale niechaj żywi nie tracą nadziei.

Tak, czy inaczej, jeśli będziecie mieli okazję, obejrzyjcie film Konrada Szołajskiego. Warto.

A gdzie ten film można będzie zobaczyć?

Można wejść na Filmweb – link tutaj

https://www.filmweb.pl/film/Plac+zabaw+Putina-2024-10053097/showtimes

Będą także pokazy specjalne z udziałem Konrada Szołajskiego:

Lublin Chatka Żaka 21.10 – godzina 18.00

https://www.facebook.com/share/1DK7bs4NAw/

Łódź Uniwersytet 23.10 – 15.00

„Plac zabaw Putina” – pokaz filmu i dyskusja na Wydziale Filologicznym UŁ”

https://www.uni.lodz.pl/aktualnosc/szczegoly/plac-zabaw-putina-pokaz-filmu-i-dyskusja-na-wydziale-filologicznym-ul


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Iranian Regime Profits From Human Trafficking, Report Finds


Iranian Regime Profits From Human Trafficking, Report Finds

Ailin Vilches Arguello


People walk by a mural depicting Iran’s late Supreme Leader Ayatollah Ali Khamenei, on a street in Tehran, Iran, Aug. 13, 2026. Photo: Majid Asgaripour/WANA (West Asia News Agency) via REUTERS

In yet another example of Iran’s human rights abuses, the regime is weaponizing human trafficking to fund its regional proxy wars, profiting from the abuse of women, children, and at-risk migrants while forcing marginalized populations into combat to help finance and sustain its network of terrorist groups, a new report has found.

The Jerusalem Center for Security and Foreign Affairs (JCFA), an Israeli research institute focused on security and foreign policy, released a new analysis last week detailing how Iran’s Islamic Revolutionary Guard Corps (IRGC) exploits women, children, undocumented migrants, and refugees to bankroll its regional ambitions and sustain its proxy forces.

“Until the global community treats the IRGC not just as a geopolitical adversary, but as a criminal enterprise deeply reliant on the financial proceeds of human misery, the regime will continue to monetize vulnerability to fund its survival and project its power,” Ella Rosenberg, a senior research fellow at JCFA, writes in the report. 

According to JCFA’s analysis, Iran’s anti-trafficking laws give the country grounds to claim compliance with international standards, despite failing to provide adequate protections for victims and refusing to ratify the United Nations’ 2000 Protocol to Prevent, Suppress, and Punish Trafficking in Persons.

Experts warn that the IRGC, a military force charged with defending Iran’s authoritarian regime internally and expanding its Islamist revolutionary ideology externally, profits directly from human trafficking, with sex trafficking — including the exploitation of women through regime-sanctioned temporary marriages — serving as a major source of income.

Given the IRGC’s control over border security and its oversight of internal checkpoints and airports, the report argues that trafficking networks operating within Iran and across its borders into neighboring countries, including Iraq, could not operate on such a large scale without the force’s complicity.

JCFA identifies Iran as a source, transit hub, and destination for the sex trafficking of women and girls, pointing to widespread poverty, entrenched corruption, and economic mismanagement as driving factors that make vulnerable populations more susceptible to exploitation.

Analysts warn that Iran’s Civil Code further exposes minors to sexual exploitation by setting the legal marriage age for girls at 13 and allowing younger girls to marry with parental consent and court approval — leaving children vulnerable to abuse and increasing their risk of becoming victims of human trafficking.

Sex trafficking is only one part of the broader operation, with the JCFA report finding that the IRGC’s Quds Force, which is responsible for overseeing the regime’s operations and terrorist proxies abroad, systematically traffics undocumented migrants, refugees, and children to help finance and sustain the regime’s proxy wars across the Middle East.

Exploiting vulnerable populations to fuel its military ambitions, the IRGC coerces Afghan and Pakistani refugees into combat through deception, financial pressure, and threats of deportation, while forcing Iranian children as young as 12 into military indoctrination and combat-support roles in violation of international law.

Rather than paying and deploying trained IRGC personnel, the regime uses people who receive little or no compensation, treating them as disposable. Experts argue that this system reduces military costs by billions of dollars, freeing up funds for the IRGC’s domestic corporate monopolies, as well as regional terrorist financing networks.

Another major source of revenue for the Iranian regime comes from exploiting migrants fleeing Pakistan and Afghanistan, who face extortion, debt bondage, and forced labor by smuggling networks that pay protection money to the IRGC.

JCFA warns that despite hundreds of US and EU sanctions targeting Iran’s nuclear program, ballistic missiles, terrorism, and domestic repression, human trafficking remains largely overlooked, leaving a critical loophole that allows the IRGC to continue profiting from the exploitation of vulnerable people.

Now, experts are calling on the United States and the European Union to overhaul their sanctions strategies by explicitly targeting the IRGC’s human trafficking operations and treating them as predicate financial crimes.

“The failure to aggressively sanction the IRGC … for human trafficking allows a designated terrorist organization to operate a highly profitable, state-sponsored transnational crime syndicate with near-total impunity,” the report says.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com