Bachmann: Za sprawą rządu Izraela już nie sposób ustalić, co jest antysemityzmem

Strefa Gazy. Kobieta z dzieckiem próbuje się schronić w czasie izraelskiego nalotu na dzielnicę Ridwan w mieście Gaza, 23 października 2023 r. (Fot. Ali Jadallah/Anadolu/Getty Images)


Bachmann: Za sprawą rządu Izraela już nie sposób ustalić, co jest antysemityzmem

Klaus Bachmann


[ webmaster: Wyborcza siega az do Niemiec, aby na nowo obsmarowac Izrael, wlasne antysemickie talenty nie wystraczaja. Nie bylo ludobujstwa w Hiroshimie ani w Nagasaki. Nie bylo w Dreznie, ale te same lewicowe karly ktore kiedys krzyczaly “religia opium narodow” dzis wciskaja nam Islamska ideologie otepienia Hamasu z Gazy.
Nikt NIE udowodnil jak dotad “Ludobojstwa” w Gazie, ale co drugi antysemita o tym krzyczy.  Wiele artykulow o wojnie Izrael z Libanem ale ani slowa o okupacji Syryjskiej Libanu 1976 – 2005]


Proizraelskie grupy lobbingowe, think tanki i influencerzy mogą się wysilać, jak chcą, ale Izrael nie pozbędzie się już etykietki “ludobójstwa”.

Okopy są wykopane, obie strony mają sporo amunicji i jasny obraz wroga: kto wymienia wyraz “Izrael” w jednym zdaniu ze słowem “ludobójstwo”, ten jest antysemitą; kto zaczyna swój wywód od 7 października i “prawa Izraela do samoobrony”, zaprzecza ludobójstwu w Strefie Gazy.

“Hasbara” przeciwko “propagandzie Hamasu”. Pola do kompromisu nie ma, bo w walce o prawdę kompromisu być nie może.

Tę logikę można stosować do wszystkich listów otwartych na ten temat, do wszystkich apeli, wezwań do protestu i manifestacji od Londynu po Berlin, Nowy Jork, Paryż i teraz też Polskę.

Walka dotarła też do nas, okopy, amunicja i fanatyzm walczących są podobne, tylko antagoniści inni. Natężenie emocjonalne tych tekstów jednak sugeruje, że tu wcale nie chodzi o prawdę, lecz o tożsamość walczących, dla których stosunek do konfliktu na Bliskim Wschodzie jest papierkiem lakmusowym, czy ktoś stoi “tam, gdzie ZOMO”, czy “tam, gdzie »Solidarność«”.

Nie chodzi o prawdę, nie chodzi w ogóle o Bliski Wschód, chodzi o stosunek Polaków do innych Polaków, o “naszą” i “ich” przeszłość. Nic tego lepiej nie pokazuje niż “List ludzi kultury” i reakcje jego najzagorzalszych krytyków.

Im list ten jawi się jako powtórka antysyjonistycznej kampanii późnych lat 60. Oskarżenie Zjednoczonych Emiratów Arabskich o ludobójstwo w Sudanie – gdzie one popierają Rapid Support Forces – takich wybuchów emocji nie powoduje.

Oskarżeniami Demokratycznej Republiki Konga o ludobójczą politykę wobec rwandojęzycznej ludności jej wschodnich prowincji (ani też oskarżeniami Konga wobec Rwandy) nikt w Polsce się nie przejmuje.

Oba te konflikty trwają co prawda dłużej niż wojna o Gazę i spowodowały więcej ofiar, ale ich nie da się odnieść do niedawnej przeszłości czy do wewnętrznych podziałów Polski.

Ludobójstwo i jego negacja

Najważniejszą bronią w tej walce jest zarzut ludobójstwa. Nie ma żadnych racjonalnych przesłanek ku temu, aby uważać ludobójstwo za gorszą zbrodnię niż zbrodnie wojenne albo zbrodnie przeciwko ludzkości.

Ludobójstwo w Srebrenicy trwało kilka dni i spowodowało około 8 tys. ofiar, podczas gdy “zwykłe zbrodnie wojenne” w Syrii trwały 13 lat i pociągnęły za sobą mniej więcej pół miliona ofiar. Tam stosowano broń chemiczną wobec ludności cywilnej, a ofiary umierały w potwornych mękach.

Palestyńczycy wracający do zniszczonego przez wojnę obozu dla uchodźców w Dżabaliji na północy Strefy Gazy, 19 stycznia 2025 r. Fot. Omar Al-Qattaa/AFP/East News

Ale i tak światowa opinia publiczna uważa ludobójstwo za swoistą królową wszystkich zbrodni; zarzut ludobójstwa przekształca każdy konflikt między dwiema stronami w nierówną walkę niewinnej zbiorowej ofiary z nikczemnym zbiorowym katem.

Reputacja jakiejś grupy, jakiegoś narodu albo państwa jako “ofiary ludobójstwa” gwarantuje uwagę, uznanie, respekt, moralną przewagę nad sprawcami i tymi, “którzy nic nie robili, aby temu zapobiec”, czasami nawet możliwość dochodzenia reparacji i prawo do wysuwania innego zarzutu, który w podobny sposób nie występuje w przypadku zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości

Chodzi o zarzut negacjonizmu: kto podaje w wątpliwość, że dane wydarzenie miało miejsce, było ludobójstwem, albo opisuje lub nazywa je łagodniej, niż ofiary to robią, spotyka się z moralnym, politycznym, dyplomatycznym ostracyzmem, a często nawet z zarzutami karnymi.

Prawo co prawda zna też zakaz zaprzeczenia innym ciężkim zbrodniom, ale w sferze publicznej tylko negacjonizm wobec ludobójstwa przyciąga uwagę.

Dlatego zarzut ludobójstwa jest tak ważny w obecnym sporze o konflikt na Bliskim Wschodzie. Jedni mają go niemal nieustannie na ustach, wywołując wrażenie, jakoby był już ostatecznie udowodniony i jakoby wątpliwości stanowiły przypadki negacjonizmu.

Nawet gorzej: kto nie potępia “ludobójstwa w Gazie”, ten jest izraelskim propagandystą. W pierwszym apelu “ludzi kultury” do minister Marty Cienkowskiej “ludobójstwo” pojawia się aż cztery razy, w drugim, który jest reakcją na niego – ani razu.

Ten sam schemat można obserwować w debatach online, podczas rytualnych manifestacji i kontrmanifestacji w Berlinie, Londynie i Paryżu. “Ludobójstwo” działa nie jak koncepcja z Międzynarodowego Prawa Karnego, lecz jak krzyk bojowy, dzięki któremu członkowie zwaśnionych obozów rozpoznają szybko i sprawnie, kto jest sprzymierzeńcem, a kto wrogiem.

To, czym jest ludobójstwo, nie odgrywa tu żadnej roli. Ludobójstwo jest tu tylko narzędziem do narzucania narracji, zdobycia przewagi w krajowej i globalnej walce o emocje, która obecnie toczy się na X, Instagramie, TikToku i Facebooku.

Czy Holokaust był ludobójstwem?

W tej walce istnieją dwie skrajne argumentacje. Jedna z nich stawia poprzeczkę bardzo wysoko: ludobójstwem jest tylko to, co jakiś międzynarodowy trybunał prawomocnie uznał za ludobójstwo.

Argument ten ma sporo zalet: jest niezwykle precyzyjny i łatwy do zweryfikowania. Problem polega na tym, że nawet Holokaust nie spełnia tych kryteriów, bo Trybunał Norymberski nie znał jeszcze pojęcia ludobójstwa.

Oskarżeni tam – i przed trybunałem w Tokio – mieli zarzuty zbrodni wojennych, spisku przeciwko pokojowi i zbrodni przeciwko ludzkości. Holokaust został tam uznany za zbrodnię wojenną, jeśli dotyczył Żydów bez obywatelstwa niemieckiego, a za zbrodnię przeciwko ludzkości – jeśli niemieckich Żydów.

PublikujRafał Lemkin swoją koncepcję wymyślił właśnie dlatego, że wyniszczenie całych grup etnicznych i narodowych nie było jeszcze kodyfikowane.

Zgodnie z tak wysoką poprzeczką ani rzeź Ormian w Turcji, ani eksterminacja Afrykanów w Darfurze nie są ludobójstwami. Ludobójstwo na Jezydach w Iraku też jest tylko ludobójstwem w świetle wyroków kilku europejskich sądów krajowych – żaden sąd międzynarodowy o tym nie orzekał. W sprawie ludobójstwa na Ormianach mamy rezolucje wielu parlamentów, ale one nie są wiążącym prawem. Tylko kilka krajów penalizuje zaprzeczanie ludobójstwu na Ormianach.

W sprawie Darfuru Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) wydał nakazy aresztowania za ludobójstwo wobec sudańskich polityków i wojskowych, ale jak dotąd nikt nie został skazany.

W ten sposób mielibyśmy właściwie tylko dwa przypadki ludobójstwa w historii świata – ten w Rwandzie w 1994 roku i ten w Srebrenicy rok później. Nawet o ludobójstwie Niemiec na Herero i Nama na terenie dzisiejszej Namibii mowy być nie może, mimo że przedstawiciele niemieckich rządów przyznają się do niego. Ale żadnego wyroku międzynarodowego trybunału na ten temat nie ma.

Zaletą ustawienia poprzeczki tak wysoko jest przede wszystkim to, że Izrael wychodzi z tego bez szwanku. Nie ma wyroku, który skazałby Izrael za ludobójstwo. MTK nie oskarżył dotychczas żadnego izraelskiego polityka o ludobójstwo.

Premier Beniamin Netanjahu i były minister obrony Yoav Gallant mają nakazy aresztowania za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości, ale nie za ludobójstwo. Podobnie zresztą jak rosyjscy wojskowi i politycy, wobec których istnieją nakazy aresztowania.

Dotychczasowe decyzje Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS) dotyczące Strefy Gazy mają jedynie charakter środków tymczasowych, ale nie rozstrzygają i jeszcze przez kilka lat nie będą rozstrzygać o meritum zarzutów, jakie Republika Południowej Afryki wysuwa przeciwko Izraelowi.

To samo dotyczy zresztą Rosji: żadnemu rosyjskiemu politykowi ani wojskowemu nie postawiono dotychczas zarzutu ludobójstwa. Jeśli można mówić o ludobójstwie tylko po międzynarodowym wyroku przeciwko danemu państwu albo jego politykom i wojskowym, to taki zarzut obecnie nie jest uzasadniony  ani wobec Izraela, ani wobec Rosji.

Jak epatowanie ludobójstwem prowadzi do jego relatywizacji

Druga skrajna strategia polega na bardzo niskim ustawieniu poprzeczki dla ludobójstwa: każda większa masakra staje się wtedy ludobójstwem. Izrael (albo Rosja) bombardują miasta, bardzo dużo ludzi ginie – mamy ludobójstwo.

Problem w tym, że wtedy dzieje się bardzo dziwna rzecz: pojęcie się kompletnie dewaluuje i relatywizuje, w podobny sposób jak obecnie określenie “antysemityzm”. Kiedyś oznaczało to nienawiść wobec Żydów, przypisanie im takich samych cech niezależnie od tego, gdzie żyją, jakie mają obywatelstwo, czy są religijni lub nie.

Dla antysemity wszyscy Żydzi są tacy sami, mają – obojętnie, co faktycznie robią – złe cechy, zawsze trzymają się razem i spiskują przeciwko nam. Przy czym antysemici sami i kompletnie arbitralnie decydują o tym, kto jest Żydem i kto jest “nasz”. Dzięki temu “Żydów” jako zbiorowego aktora na świecie można jednocześnie winić za kapitalizm, liberalizm, komunizm i socjalizm.

Dziś już nie sposób ustalić, co jest antysemityzmem. Na skutek propagandy rządu Izraela każdy, który krytykuje jego politykę, staje się antysemitą. W ten sposób w tym samym worku znajdują się politycy jak Grzegorz Braun, prezydent RPA Cyril Ramaphosa, sędziowie i oskarżyciele MTK, agendy ONZ, a nawet niektórzy intelektualiści żydowscy z izraelskimi paszportami, którym nie po drodze z obecnym rządem Izraela.

Kiedy kilka lat temu na łamach prasy, w telewizji albo w portalach społecznościowych pojawił się zarzut antysemityzmu, to zazwyczaj wiedziałem, co on obejmuje. Dziś w Niemczech obcokrajowiec ubiegający się o azyl albo obywatelstwo może dostać odmowę, jeśli nie “uznaje prawa Izraela do istnienia jako państwo”, nie wystarczy, jeśli na ten temat nie ma opinii. Musi “uznać”. A organizacje, które nie mają pozytywnego nastawienia wobec Izraela, tracą dotacje.

Kilka tygodni temu rząd kraju związkowego Hesji przedstawił w Bundesracie (który ma inicjatywę ustawodawczą) projekt ustawy penalizującej “publiczne zaprzeczenie prawa Izraela do istnienia”.

Kiedy dziś ktoś komuś zarzuca “antysemityzm” – obojętnie, czy w USA, w Niemczech, czy w Polsce – to nie wiem, czy winowajca malował gwiazdy Dawida na szubienicy na elewacjach jakiegoś budynku, rzucił koktajlem Mołotowa w okna synagogi, zarzucił Izraelowi ludobójstwo czy po prostu uważa, że Netanjahu powinien zostać aresztowany, kiedy przyleci do Polski.

Określenie “antysemityzm” przestało cokolwiek znaczyć. Ludobójstwu grozi to samo, jeśli każde większe okrucieństwo tak określamy.

Ludobójstwo bez żadnych ofiar śmiertelnych

W międzyczasie również do dziennikarzy, aktywistów i lobbystów dotarła świadomość, że to wcale nie liczba ofiar decyduje o tym, czy jakaś masakra jest ludobójstwem, lecz zamiar sprawców.

Mniej znanym faktem jest to, że można zostać skazanym za ludobójstwo, nie zabijając ani jednej osoby. Ludobójstwo to bowiem każdy z pięciu czynów wymienionych w Konwencji w sprawie ludobójstwa i w Statucie Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Tylko jeden z nich dotyczy „zabijania członków” grupy narodowej, rasowej, etnicznej lub religijnej. Pozostałe dotyczą wyrządzania „poważnych szkód fizycznych i psychicznych”, „narzucania warunków życia, które mogą doprowadzić do całkowitego lub częściowego zniszczenia grupy”, „uprowadzania dzieci z grupy” oraz „uniemożliwiania urodzeń w grupie”. Wszystkie te przestępstwa można popełnić bez zabijania kogokolwiek, a część nawet bez przemocy.

Jeśli robi się to z zamiarem „całkowitego lub częściowego” zniszczenia grupy rasowej, narodowej, etnicznej lub religijnej, popełnia się ludobójstwo – nawet jeśli nikt przez to nie umiera.

Wszyscy, którzy ostatnie miesiące i lata spędzili z kalkulatorami w ręku przed ekranem laptopa, skrupulatnie obliczając stosunek zabitych kobiet i dzieci do wojowników Hamasu, mogli to sobie darować: obojętnie, jaka relacja im wychodzi, wynik i tak nie daje odpowiedzi na pytanie: Czy Izrael dopuścił się ludobójstwa?

Argumenty, które ciągle powracają w sieciach społecznościowych – że Izrael nie mógł popełnić ludobójstwa w Strefie Gazy, bo w przeciwnym razie wszyscy Palestyńczycy byliby martwi – w ogóle nie mają sensu. Izrael może tam popełnić ludobójstwo, nawet jeśli nie zginie przy tym ani jeden Palestyńczyk.

Dla influencerów, lobbystów i blogerów, którzy chętnie powołują się na prawo międzynarodowe, nie znając go, jest jeszcze więcej złych wiadomości. Prawo międzynarodowe czasami uznaje za przestępstwo czyny, nawet jeśli nie mają one żadnych konsekwencji.

Ogłoszenie, że „nie będzie się brało jeńców”, jest karalne nawet wtedy, gdy armia mimo to bierze jeńców. A przestępstwo „podżegania do ludobójstwa” można popełnić nawet wtedy, gdy w rezultacie do ludobójstwa w ogóle nie dochodzi. Wystarczy, że podżeganie ma miejsce podczas konfliktu zbrojnego.

Dowodów na to jest aż nadto, sami politycy izraelscy wygłosili takie mowy publicznie, a Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości uwzględnił część już w uzasadnieniu środków tymczasowych, które nałożył na Izrael. Od tego czasu pojawiły się kolejne wypowiedzi.

Na przykład pod koniec kwietnia 2024 roku minister finansów Becalel Smotrich wezwał do „całkowitego zniszczenia Strefy Gazy” i kilku palestyńskich osad. 6 maja tego roku zażądał „skoncentrowania ludności najpierw w strefie humanitarnej”, a następnie deportowania jej do krajów trzecich. Nawet jeśli nie kryje się za tym zamiar ludobójstwa, stanowi to „podżeganie” do kilku czynów stanowiących „zbrodnię przeciwko ludzkości” (deportacja i pozbawienie wolności).

Podobnie jest zresztą z zakazem “głodzenia ludności cywilnej”, którego naruszenie może być zbrodnią wojenną (podczas konfliktu zbrojnego), zbrodnią przeciwko ludzkości (jeśli takiego nie ma) albo nawet elementem ludobójstwa.

Jest to karalne nawet wtedy, gdy nikt faktycznie nie głoduje na przykład dlatego, że ludzie mają jeszcze zapasy. Izraelscy politycy publicznie zapowiedzieli wstrzymanie pomocy humanitarnej, aby spowodować powstanie ludności Gazy przeciwko Hamasowi, i potem wstrzymali tę pomoc.

Protest przeciwko ochronie zbrodniarzy wojennych, zorganizowany na Wiejskiej oraz al. Ujazdowskich Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Można jednak – choć dopiero od niedawna – zgłosić do tej argumentacji dwa duże „ale”. Od rozpadu gabinetu wojennego w czerwcu 2024 roku rząd Netanjahu jest bowiem uzależniony od głosów małych partii Ben-Gvira i Smotrich. Bez nich rząd upadnie. Są niezastąpieni i dyktują rządowi kierunek działania, mają więc znacznie większy wpływ na prowadzenie wojny, niż wynikałoby to z ich formalnych pozycji w rządzie.

Po drugie, brak dowodów na zamiar popełnienia ludobójstwa nie chroni ich przed oskarżeniami o podżeganie do ludobójstwa.

Skazany za ludobójstwo, którego nie było?

Można bowiem podżegać do ludobójstwa nawet bez jego faktycznego popełnienia, na przykład, gdy z przyczyn niezależnych od podżegacza do ludobójstwa nie dochodzi. Wystarczy, że w ramach zbrojnego konfliktu wzywa się bezpośrednio i publicznie do „częściowego lub całkowitego zniszczenia grupy”. Wypowiedzi obu ministrów bez problemu spełniają te kryteria; obaj włączyli je do publicznych przemówień, które wygłosili przed swoimi zwolennikami.

To jednak nie wszystko. Izrael ratyfikował Konwencję w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa”. Tylko dzięki temu Republika Południowej Afryki mogła „pozwać Izrael przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości za ludobójstwo”, jak donosiły media.

Nie jest to jednak do końca zgodne z prawdą. RPA pozwała Izrael za „naruszenie konwencji”, która nie tylko zakazuje ludobójstwa, ale także wymaga od państw zapobiegania ludobójstwu i karania za nie, a także zakazuje podżegania do ludobójstwa. Skarga nie dotyczy indywidualnych oskarżonych, ale obowiązków państwa.

Nie ma tu już znaczenia, czy ten, kto wzywał do wyniszczenia innej grupy “w części lub całości”, ma również władzę, by to zrealizować. Przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości nie są oskarżeni ani Smotrich, ani Ben-Gvir, lecz państwo Izrael. A ono ma obowiązek podjąć całą listę działań, które nakazał MTS w swoich decyzjach tymczasowych, aby zapobiec ludobójstwu: dopuścić więcej pomocy humanitarnej, jedzenia, wody, elektryczności i leków – wszystko to, co izraelski rząd potem zignorował.

Jeśli przy tej okazji ktoś pyta, dlaczego MTS nie potępił Hamasu, nie nakazał mu nic, to odpowiedź jest prosta: Hamas nie jest państwem. Jego liderów nie trzeba sankcjonować, oni już żyją pod sankcjami. A jako zbrojna milicja (według prawa międzynarodowego) albo terroryści (według Izraela) nie podlegają rygorom, jakie obowiązują państwa i nie mogą ani skarżyć, ani zostać pociągnięci do odpowiedzialności przed MTS. MTK zaś wystosował kilka nakazów aresztowania przeciwko ich liderom.

Klaus Bachmann
Klaus Bachmann – dziennikarz, publicysta, historyk, politolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Autor wielu książek i prac naukowych, m.in. „Polska kaczka w europejskim stawie. Polskie szanse i wyzwania po przystąpieniu do UE” i „Długi cień Trzeciej Rzeszy”.

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel Vows to Remain in Southern Lebanon as Hezbollah Expects Cash Infusion From Trump’s Iran Deal


Israel Vows to Remain in Southern Lebanon as Hezbollah Expects Cash Infusion From Trump’s Iran Deal

Ailin Vilches Arguello


Men carry Hezbollah flags while riding on two wheelers, at the entrance of Beirut’s southern suburbs, in Lebanon, Nov. 27, 2024. Photo: REUTERS/Thaier Al-Sudani

Israel has vowed not to withdraw from southern Lebanon, even as the newly signed US-Iran memorandum of understanding reshapes regional dynamics and declares a “termination of military operations” in the country, with Hezbollah expecting a sharp rise in political leverage and a significant boost in funding.

On Thursday, Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu said that while Israel values its close partnership with the United States, the country is determined to secure the safety of communities along its northern border amid the persistent and escalating threat posed by the Iran-backed Lebanese terrorist group Hezbollah.

“The struggle is not over yet and additional challenges still lie ahead,” Netanyahu said during a dedication ceremony of Route 60. 

“We will restore security to the north,” he continued. “That means maintaining the security zone in southern Lebanon and remaining there for as long as Israel’s security requires it. This buffer zone separates Hezbollah terrorists from our citizens and our homes.”

The United States and Iran digitally signed a memorandum of understanding on Wednesday, bringing the agreement into immediate effect and formally launching a process aimed at ending the war.

The 14-point memorandum calls for an immediate and permanent end to the war across all fronts, including Lebanon, with both sides pledging not to carry out hostile actions, threaten force, or interfere in each other’s internal affairs.

In Lebanon, Israel has been fighting the Iran-backed terrorist group, which opened fire on the Jewish state in early March, days after the joint US-Israeli military campaign began against the Iranian regime.

For weeks now, Israeli and Lebanese officials have been engaged in US-mediated efforts to end the conflict, with the next round of direct talks scheduled to take place in Washington next week.

US President Donald Trump has sharply criticized Israel’s military campaign against Hezbollah, further straining relations between the two longtime allies.

“I think we can act a little more moderately regarding Lebanon. Bibi and I have differences of opinion on the issue — maybe we shouldn’t knock down a building every time someone from Hezbollah enters it,” Trump said this week during the G7 summit in France.

“Israel could have done a better job on the issue of Hezbollah. I’m not saying they shouldn’t defend themselves — but they certainly could have done a better job on the issue,” he continued. “There are people there living their lives, and buildings are collapsing on them or right next to them. Would you want to live there? It’s so unfair, especially in Beirut.”

Hezbollah notoriously exploits civilian sites across Lebanon to house its weapons and operation centers.

As of now, the Israeli military remains deployed along the Yellow Line in southern Lebanon and is expected to stay there for at least the next 60 days, as Tehran and Washington negotiate a final agreement.

Challenging the newly signed US-Iran pact, Israel published a map on Thursday outlining an expanded military control zone in southern Lebanon, reaching toward the Hezbollah stronghold of Nabatieh north of the Litani River, with Israeli officials warning they do not rule out carrying out attacks beyond the designated area if necessary.

Even with the US-Iran ceasefire in place, Hezbollah has continued attacking Israeli positions in southern Lebanon this week, including with explosive drones that have killed and wounded Israeli troops.

In a televised address on Wednesday, Hezbollah leader Naim Qassem hailed the memorandum of understanding as a “great victory,” describing it as a “turning point” for Lebanon.

“No yellow zones, ​no red zones, and no green zones. Israel must leave, and it will leave,” the terrorist leader said.

According to Qassem, the group has received assurances from Iran that Israeli forces will be withdrawn from Lebanon in the next phase of Tehran’s talks with Washington, with the pullout expected to stem from continued diplomacy following the signing of the memorandum rather than being a precondition for it.

“There will be no nuclear deal between Iran and the United States unless the Israelis withdraw,” he said.

The Iranian proxy also expects to receive a major political and financial boost in Lebanon, with Tehran pledging increased funding once US sanctions are eased and frozen Iranian assets begin to be released under the terms of the agreement.

However, a US official said Washington had told Iran that “funds will not be unfrozen if they are going to any terror organization.”

“The MOU also incentivizes Iran to keep proxy groups in check, as if they fail to do so, they will be unable to access any benefits of the agreement,” the official said.

According to the US Treasury Department, Iran continued financing Hezbollah despite years of sweeping US sanctions, transferring roughly $1 billion to the group during the first 10 months of 2025.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Vance slams Israeli critics of Iran deal, says they need to ‘wake up and smell the reality’


Vance slams Israeli critics of Iran deal, says they need to ‘wake up and smell the reality’

JNS


“If I was in the cabinet of the Israeli government, I might not be attacking the only powerful ally that I have anywhere left in the entire world,” the vice president told reporters.

U.S. Vice President JD Vance at a Memorial Day ceremony at Arlington National Cemetery Amphitheater in Virginia, May 25, 2026. Credit: Daniel Torok/White House.

U.S. Vice President JD Vance had sharp words on Thursday for Israeli critics of the Trump administration’s peace deal with Iran, accusing them of being ungrateful to the United States.

Speaking to reporters during a White House press briefing, Vance said that he was skeptical of reports that Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu was “fuming” over the agreement before sharply criticizing members of the Israeli cabinet who have made negative public remarks.

“That’s not reflective of the conversations that I’ve had with him, but maybe he’s saying something to somebody else that he’s not saying to me,” Vance said of Netanyahu. “What I will say, and this does bother me, is that you’ve seen people within Bibi’s cabinet who have come out and attacked the deal, and in some ways, very personally attacked the president of the United States.”

“My message to them would be twofold: One, Donald J. Trump is the only head of state in the entire world who is sympathetic to the nation of Israel at this moment in time, and he happens to be the head of state of the world’s superpower,” Vance said. “If I was in the cabinet of the Israeli government, I might not be attacking the only powerful ally that I have anywhere left in the entire world.”

Israeli Finance Minister Bezalel Smotrich and National Security Minister Itamar Ben-Gvir are among the Israeli officials who have publicly come out against the U.S.-Iran Memorandum of Understanding, with Ben-Gvir writing that Israel would not be bound by the deal.

Ben-Gvir posted an image of Vance on social media on Thursday, saying the United States ought to have dealt with “the Nazis of the 21st century,” referring to Iran, “just as the United States dealt with the Nazis of the 20th century.”

Vance credited Netanyahu with avoiding personal attacks on Trump, but reminded the Israeli cabinet that “two-thirds of the defensive weapons that have protected your homeland have been built by American hands and paid for by American tax dollars.”

He stated that “the problem for Israel is not Donald J. Trump, and anybody in Israel who thinks their biggest problem is the president of the United States needs to wake up and smell the reality of the situation that country is in.”

The vice president spent most of Thursday’s press conference describing and defending the MoU, which a senior U.S. official read aloud in a background press briefing, but which has not yet been officially published.

Trump signed the MoU at the Palace of Versailles on Wednesday after the conclusion of a G7 summit, and Iranian state media released images of Iranian President Masoud Pezekhian holding up his signature on the deal on Thursday.

Vance said the 60-day clock to reach the “final deal” described in the MoU began on Thursday, ahead of an expected signing ceremony and talks between the United States and Iran this weekend in Geneva.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Sondaże opowiadają zupełnie inną historię o izraelskich Arabach


Sondaże opowiadają zupełnie inną historię o izraelskich Arabach

First One Through


Przez lata jednym z najczęściej wysuwanych wobec Izraela oskarżeń był zarzut „apartheidu”. Międzynarodowe organizacje pozarządowe regularnie się nim posługują, a aktywiści na kampusach powtarzają go bez końca. W znacznej części zachodniej debaty publicznej twierdzenie to nie jest już traktowane jako argument podlegający dyskusji, lecz jako ustalony fakt.

Oskarżenie to niesie ze sobą bardzo konkretną sugestię: że arabscy obywatele Izraela stanowią trwale segregowaną i uciskaną grupę, zasadniczo wykluczoną ze społeczeństwa, w którym żyją, oraz że Izrael jest rasistowskim, nieliberalnym państwem.

Jednak dane sondażowe napływające z samego Izraela przedstawiają obraz diametralnie odmienny. Nie jest to obraz prosty. Nie jest to obraz utopijny. Jest natomiast znacznie bardziej ludzki i skomplikowany.

Przez dziesięciolecia znaczna część świata mówiła o izraelskich Arabach, nigdy tak naprawdę ich nie słuchając. Zachodni aktywiści posługują się językiem rewolucji. Międzynarodowe organizacje pozarządowe mówią językiem trwałego ucisku. Protestujący na kampusach używają pojęć takich jak „dekolonizacja”, „opór” i „prawo powrotu”. Założenie jest zawsze takie samo: izraelscy Arabowie są postrzegani jako trwale wyobcowana społeczność, oczekująca ostatecznego demontażu państwa żydowskiego.

Tymczasem rzeczywiste wyniki badań opinii publicznej wśród izraelskich Arabów coraz wyraźniej wskazują na coś zupełnie innego.

Najnowsze dane pochodzą z badania przeprowadzonego w maju 2026 przez Program Współpracy Żydowsko-Arabskiej im. Konrada Adenauera przy Uniwersytecie Telawiwskim. Badanie wykazało, że 75,8% arabskich uczniów ostatnich klas szkół średnich w Izraelu popiera wolontariat w ramach cywilnej służby narodowej niezwiązanej z bezpieczeństwem. Jeszcze bardziej uderzające jest to, że 77,2% popierało udział arabskich partii politycznych w izraelskich koalicjach rządowych, a znaczna część badanych opowiadała się za wchodzeniem do koalicji obejmujących całe spektrum polityczne, a nie wyłącznie sojusze lewicowe. Ponad połowa respondentów deklarowała silne poczucie przynależności do Państwa Izrael.

Nie jest to profil sondażowy społeczności przygotowującej się do powstania. Jest to profil społeczności coraz bardziej zainteresowanej uczestnictwem obywatelskim, integracją i praktycznym współistnieniem.

Jeszcze większe znaczenie niż same liczby ma kierunek zmian. W 2010 r. poparcie dla służby narodowej wśród arabskiej młodzieży wynosiło zaledwie 43%. W ciągu piętnastu lat niemal się podwoiło. Nie jest to statystyczne odchylenie. To ewolucja społeczna.

Potem nadszedł 7 października.

Gdyby modna rewolucyjna narracja była prawdziwa, można by oczekiwać, że po masakrze dokonanej przez Hamas i następującej po niej wojnie w Gazie arabscy obywatele Izraela ulegną radykalizacji. Tymczasem badania Uniwersytetu Telawiwskiego z 2024 r. wykazało, że 57,8% izraelskich Arabów stwierdziło, iż wojna w rzeczywistości wzmocniła poczucie „wspólnego losu” Arabów i Żydów będących obywatelami Izraela.

Być może jest to najważniejszy wynik sondażowy okresu po 7 października.

Ponieważ pozostaje on w bezpośredniej sprzeczności z koncepcją apartheidu, która dominuje w zachodnim dyskursie. Systemy apartheidu zazwyczaj nie prowadzą do wzrostu poczucia wspólnego obywatelskiego losu w czasie wojny. Niezależnie od napięć i nierówności istniejących w Izraelu, sondaże coraz wyraźniej sugerują, że sami izraelscy Arabowie nie postrzegają swojej przyszłości przede wszystkim przez pryzmat trwałej separacji.

Sondaże opowiadają również bardziej subtelną historię na temat tzw. „prawa powrotu”, być może najbardziej emocjonalnie naładowanej kwestii w całym konflikcie. Zachodni aktywiści często przedstawiają postulat umożliwienia milionom potomków Palestyńczyków osiedlenia się na terytorium samego Izraela tak, jakby był on powszechnie akceptowany zarówno przez Palestyńczyków, jak i izraelskich Arabów.

Sondaże sugerują coś innego.

We wrześniu 2024 wspólne badania Uniwersytetu Telawiwskiego oraz Palestyńskiego Centrum Badań Politycznych i Sondaży wykazało, że 72% izraelskich Arabów popiera rozwiązanie dwupaństwowe. Wynik ten był znacząco wyższy niż wśród izraelskich Żydów, a nawet wyższy niż wśród Palestyńczyków mieszkających na terytoriach palestyńskich.

Ma to ogromne znaczenie, ponieważ autentyczny model dwupaństwowy w sposób dorozumiany odrzuca maksymalistyczną interpretację „prawa powrotu”, która prowadziłaby do demograficznego zaniku Izraela jako państwa z żydowską większością. To samo badanie wykazało, że jedynie niewielkie mniejszości popierały rozwiązania jednopanstwowe oparte na dominacji jednej strony nad drugą lub eliminacji drugiej strony.

Innymi słowy, sondaże coraz wyraźniej wskazują, że izraelscy Arabowie odróżniają poparcie dla palestyńskich aspiracji narodowych od poparcia dla całkowitej likwidacji Izraela.

To rozróżnienie jest niemal całkowicie nieobecne w zachodnim dyskursie aktywistycznym.

Izraelscy Arabowie nadal wyraźnie identyfikują się z Palestyńczykami pod względem kulturowym i emocjonalnym. Pozostają też zdecydowanie krytyczni wobec wielu polityk izraelskiego rządu. Badanie Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym z marca 2025 wykazało bardzo niski poziom zaufania izraelskich Arabów do premiera Benjamina Netanjahu i jego rządu.

Jednak niezadowolenie z rządu nie przełożyło się na szerokie poparcie dla Hamasu ani dla rewolucyjnej konfrontacji. Wręcz przeciwnie. Kolejne badania prowadzone od 7 października pokazują znacznie większe obawy przed niestabilnością, przemocą między społecznościami i zakłóceniami gospodarczymi niż entuzjazm dla walki zbrojnej. Najważniejszymi priorytetami wskazywanymi w powtarzających się sondażach są bezpieczeństwo publiczne, możliwości ekonomiczne, edukacja, mieszkalnictwo, infrastruktura oraz ograniczenie przestępczości z użyciem przemocy w społecznościach arabskich.

Społeczności przygotowujące się do rewolucji nie umieszczają konsekwentnie policji lokalnej, jakości szkół, inwestycji infrastrukturalnych i mobilności ekonomicznej wśród swoich najważniejszych priorytetów. Obywatele – tak.

Sondaże coraz częściej pokazują, że izraelscy Arabowie brzmią mniej jak zachodni radykałowie kampusowi, a bardziej jak obywatele starający się poprawić codzienne życie swoich rodzin.

Dlatego właśnie wzrost pragmatycznego udziału Arabów w izraelskiej polityce ma tak duże znaczenie. Politycy tacy jak Mansour Abbas reprezentują coś, co wielu obserwatorom z zewnątrz nadal trudno zrozumieć: rosnącą gotowość izraelskich Arabów do działania w ramach izraelskich instytucji politycznych, zamiast ich całkowitego odrzucania.

.
Ówczesny premier Izraela Naftali Bennett (po lewej) ściska dłoń lidera Zjednoczonej Listy Arabskiej Mansoura Abbasa podczas posiedzenia Knesetu w Jerozolimie, Izrael, 13 czerwca 2021 r. — AP/Archiwum

Nie oznacza to, że napięcia zniknęły. Indeks Demokracji Izraelskiej za 2025 r., opracowany przez Izraelski Instytut Demokracji, wykazał, że izraelscy Arabowie nadal zgłaszają istotne przejawy dyskryminacji i wskazują relacje żydowsko-arabskie jako najgłębszy podział społeczny w kraju. Jednak także w tym przypadku kluczowe znaczenie ma to, czego izraelscy Arabowie coraz częściej oczekują jako rozwiązania tych problemów. Sondaże sugerują, że zdecydowana większość nie chce likwidacji Izraela, lecz poprawy swojej pozycji w jego ramach.

To zasadnicza różnica.

Rozbieżność staje się jeszcze wyraźniejsza, gdy porówna się wyniki badań opinii wśród izraelskich Arabów z wynikami badań prowadzonych przez Palestyńskie Centrum Badań Politycznych i Sondaży wśród Palestyńczyków ze Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu.

.

Tabela ukazuje głęboki rozdźwięk między izraelskimi Arabami a Arabami palestyńskimi, a także między ideologicznym aktywizmem za granicą a rzeczywistością życia w samym Izraelu.

Aktywiści skandujący „globalizować intifadę” wyobrażają sobie nieustanną walkę. Tymczasem sondaże coraz częściej wskazują na współistnienie połączone z frustracją oraz integrację połączoną z odrębnością kulturową.

Dlatego też inny niedawny trend w zachodnich mediach wydaje się coraz bardziej oderwany od rzeczywistości: nacisk na zastępowanie określenia „izraelscy Arabowie” terminem „palestyńscy obywatele Izraela”, jak gdyby ten drugi w pełni oddawał sposób, w jaki ta społeczność postrzega samą siebie.

Ci obywatele są niewątpliwie Arabami. Są też niewątpliwie związani kulturowo i emocjonalnie z szerszą historią palestyńską. Jednak badania coraz częściej pokazują, że postrzegają siebie również jako uczestników izraelskiego życia obywatelskiego, izraelskich instytucji, izraelskiej polityki, izraelskiego systemu edukacji i izraelskiej gospodarki. Głosują w izraelskich wyborach, coraz częściej popierają udział w koalicjach rządowych, coraz częściej wspierają służbę narodową i coraz częściej wyrażają poczucie przynależności do samego państwa.

Zachodni aktywiści posługują się językiem permanentnej rewolucji i niekończącego się „oporu”. Sondaże pokazują natomiast, że izraelscy Arabowie mówią językiem obywatelskiej przynależności, współistnienia, szans, bezpieczeństwa i praktycznej rzeczywistości.

Izraelscy Arabowie stanowią 21% ludności Izraela. Od 1948 r. ich liczba rosła szybciej niż liczba izraelskich Żydów. I coraz bardziej czują się u siebie w Państwie Żydowskim.


Link do oryginału: https://primarybowman.com/2026/05/13/the-polls-tell-a-very-different-story-about-israeli-arabs/?utm_source=substack&utm_medium=email

First One Through, 13 czerwca 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


US Releases Full Iran Memorandum as Trump Warns Deal Remains Conditional


US Releases Full Iran Memorandum as Trump Warns Deal Remains Conditional

Ailin Vilches Arguello


US President Donald Trump attends a working lunch with the leaders of G7 and the Middle East during the G7 summit, in Evian-les-Bains, France, June 16, 2026. Photo: REUTERS/Christian Hartmann/Pool

The United States on Wednesday published the full text of its memorandum of understanding with Iran, ending days of speculation over the undisclosed agreement as US President Donald Trump cautioned that military action could resume if Tehran fails to comply with its commitments.

Once the agreement is signed in Switzerland on Friday, the United States and Iran will begin a 60-day negotiating process focused on turning the ceasefire into a permanent peace agreement and establishing new restrictions on Tehran’s nuclear activities.

“This is fundamentally an agreement that allows us to open the Strait of Hormuz immediately, commit the Iranians to destroying the nuclear dust, and then gives us a dial where if the Iranians dial up their good behavior, we respond by dialing up the kind of economic and sanctions relief that can make them a more prosperous country,” a senior US official said.

However, Trump warned that the agreement reached with Tehran remains only a preliminary framework, noting that Washington is prepared to resume military action “if they don’t behave.” 

“No, it’s not final. It’s a memorandum of understanding, and if I don’t like it, we’ll go back to shooting at them, dropping bombs on their head,” Trump said during a press conference at the G7 summit in France, alongside Egyptian President Abdel Fattah al-Sisi.

Based on the official version released by Washington, the 14-point memorandum lays out a framework for ending hostilities between the United States, Iran, and their respective allies, including Israel, while setting the stage for negotiations on a comprehensive final agreement.

The document calls for an immediate and permanent end to the war across all fronts, including Lebanon, with both sides pledging not to carry out hostile actions, threaten force, or interfere in each other’s internal affairs.

In Lebanon, Israel has been fighting the Iran-backed terrorist group Hezbollah, which opened fire on the Jewish state in early March, days after the joint US-Israeli military campaign began against the Iranian regime.

The memorandum also commits Tehran and Washington to negotiating a final agreement within 60 days, with the option of extending talks by mutual consent.

Under the agreed framework, the United States would lift restrictions on maritime traffic and restore normal navigation within 30 days, while Iran would ensure the safe resumption of commercial shipping through the Persian Gulf and the Sea of Oman.

Washington would also begin withdrawing forces from surrounding areas within 30 days of a final agreement being reached.

The memorandum further outlines a US-backed economic rehabilitation plan for Iran valued at a minimum of $300 billion and commits Washington to eventually lifting sanctions under a timetable to be determined during final negotiations.

In the meantime, the US Treasury Department would issue waivers allowing Iranian oil and petrochemical exports to continue, while frozen Iranian assets could gradually be released as talks progress.

On the nuclear front, Iran reiterates that it will not develop nuclear weapons, while both sides agree that Iran’s stockpiles of enriched material and other nuclear-related issues will be addressed in a final accord.

Notably, Iran has said for decades that it does not seek nuclear weapons, despite its extensive record of illicit nuclear activity at covert sites and enriching uranium near weapons-grade, well beyond what is required for civilian use.

Pending a final agreement, under the memorandum Tehran would maintain the current status of its nuclear program, while Washington would refrain from imposing new sanctions or expanding its military presence in the region.

The memorandum also calls for the creation of a joint mechanism to oversee implementation of a future agreement and states that any final deal would ultimately be approved through a binding resolution of the United Nations Security Council.

Titled the “Islamabad Memorandum of Understanding between the United States of America and the Islamic Republic of Iran,” read the full document below:

1. The United States of America and the Islamic Republic of Iran and their allies in the current war, by signing this MOU [Memorandum of Understanding], declare the immediate and permanent termination of military operations on all fronts, including in Lebanon, and undertake from now on not to initiate any war or any military operation against each other, and to refrain from the threat or use of force against each other, and ensuring the territorial integrity and sovereignty of Lebanon. The final deal will confirm the permanent termination of the war on all fronts, including in Lebanon, and other provisions of this paragraph.

2. The United States of America and the Islamic Republic of Iran undertake to respect each other’s sovereignty and territorial integrity, and to refrain from interfering in each other’s internal affairs.

3. The United States of America and the Islamic Republic of Iran commit to negotiating and achieving the final deal in maximum 60 days extendable with mutual consent.

4. Immediately upon the signing of this MOU, the United States of America will begin the removal of its naval blockade and any disturbances or impediments against the Islamic Republic of Iran, and will fully end the naval blockade within 30 days. During this period, the traffic of vessels will be in proportion to the numbers of pre-war traffic being restored by the Islamic Republic of Iran. The United States of America further undertakes to remove its forces from the proximity of the Islamic Republic of Iran within 30 days after the final deal.

5. Upon the signing of this MOU, the Islamic Republic of Iran will make arrangements using its best efforts for the safe passage of commercial vessels with no charge for 60 days only from the Persian Gulf to the Sea of Oman and vice versa. The traffic of commercial vessels will immediately start and, considering the need for removing the technical and military obstacles and de-mining by the Islamic Republic of Iran, will be instated within 30 days. The Islamic Republic of Iran will conduct dialog with the Sultanate of Oman to define the future administration and maritime services in the Strait of Hormuz, in discussion with other Persian Gulf littoral states in line with the applicable international law and the sovereign rights of coastal states of the Strait of Hormuz.

6. The United States of America undertakes with regional partners to develop a definitive, mutually agreed plan with at least USD 300 billion for the reconstruction and economic development of the Islamic Republic of Iran. The mechanism for the implementation of this plan will be finalized as part of final deal within 60 days. All required licenses, waivers, and permissions needed for the relevant financial transactions will be granted by the United States of America.

7. The United States of America undertakes to terminate all types of sanctions against the Islamic Republic of Iran, including the United Nations Security Council resolutions, i.e. IAEA Board of Governors resolutions, and all unilateral U.S. sanctions, primary and secondary, in an agreed upon schedule as part of the final deal. The Islamic Republic of Iran and the United States of America acknowledge the critical importance of the sanctions termination issue above mentioned and express their intentions to immediately address these issues in the negotiations in order to achieve mutual agreement on them.

8. The Islamic Republic of Iran reaffirms that it shall not procure or develop nuclear weapons. The United States of America and the Islamic Republic of Iran have agreed to resolve the disposition of stockpiled enriched material pursuant to a mechanism that will be mutually agreed upon, in accordance with the schedule mentioned in paragraph seven with the minimum methodology to be down blending on site under the supervision of the IAEA. The two parties also agreed to discuss the issue of enrichment and other mutually agreed matters related to the Islamic Republic of Iran‘s nuclear needs, based on a satisfactory framework being agreed upon in the final deal. The final deal will confirm the provisions of this paragraph. The United States of America and the Islamic Republic of Iran acknowledge the critical importance of the nuclear issues above mentioned and express their intention to immediately address these issues in the negotiations in order to achieve mutual agreement on them.

9. Pending the final deal, the United States of America and the Islamic Republic of Iran agree to maintain the status quo. The Islamic Republic of Iran will maintain the current status quo of its nuclear program and the United States of America will not impose any new sanctions and will not deploy additional forces in the region.

10. The United States of America undertakes that immediately upon the signing of this MOU and until the termination of sanctions, U.S. Department of Treasury will issue waivers for the export of Iranian crude oil, petroleum products, and derivatives, and all associated services, including banking transactions, insurances, transportation, etc.

11. The United States of America undertakes to make fully available for use the frozen or restricted funds and assets of the Islamic Republic of Iran. Upon the implementation of this MOU, the United States of America and the Islamic Republic of Iran will mutually agree on the procedures related to the release of these funds during the negotiation. Such funds, whether retained in the original account or transferred, shall be made fully usable for payment to any ultimate beneficiary designated by the Central Bank of the Islamic Republic of Iran. The United States of America undertakes to issue all necessary licenses and authorizations accordingly.

12. The United States of America and the Islamic Republic of Iran agree that an executive mechanism will be established to monitor the successful implementation of this MOU and the future compliance of the final deal.

13. After signing this MOU, and subject to the beginning of the implementation of paragraphs 1,4,5,10 and 11 of this MOU, and the continuing implementation of these measures, the United States of America and the Islamic Republic of Iran will start negotiations regarding the final deal exclusively on the other paragraphs.

14. The final deal will be endorsed by a binding UNSC resolution.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com