Dlaczego Żydzi są nazywani „narodem wybranym”?


Dlaczego Żydzi są nazywani „narodem wybranym”?

Rachel O’Donoghue


Od twierdzenia Any Kasparian, że Izraelczycy są znienawidzeni na całym świecie za „myślenie, że jesteście wybranym narodem Boga”, po oderwane od rzeczywistości stwierdzenie Rogera Watersa, że Izraelczycy dążą najpierw do przejęcia Bliskiego Wschodu, a następnie do „panowania nad światem przez resztę wieczności”, ponieważ postrzegają siebie jako „naród wybrany”, a wszystkich innych jako „nie-ludzi” — zapewne natknąłeś się na podobne tyrady w mediach społecznościowych.

Niewiele pojęć w judaizmie było tak uporczywie zniekształcanych jak określenie „Naród Wybrany”.

Jest ono rutynowo wykorzystywane jako broń przeciwko Żydom i Izraelowi, przywoływane jako rzekomy dowód żydowskiego supremacjonizmu lub hierarchii rasowej. W tej narracji żydowska tożsamość zostaje sprowadzona do roszczenia o wrodzoną wyższość, co stoi w bezpośredniej sprzeczności z fundamentalnym nauczaniem Toryi, że wszyscy ludzie zostali stworzeni na obraz Boga.

To zniekształcenie nie jest przypadkowe. Odzwierciedla szerszą tendencję do wtłaczania żydowskiej historii i teologii w kategorie, które do nich nie pasują — zwłaszcza w nowoczesną optykę rasową, która jest zarówno historycznie, jak i koncepcyjnie nietrafna.

Ta optyka staje się szczególnie groteskowa w cieniu Holokaustu, który sam bywa często zawłaszczany we współczesnym dyskursie. Oskarżenie zostaje odwrócone: ofiary ideologii rasowej przedstawia się jako jej spadkobierców, a „wybraństwo” ukazuje się jako dowód wykluczenia, czystości lub dominacji.

Po pierwsze, ten argument ignoruje podstawowy fakt: Żydzi nie stanowią rasy. Społeczności żydowskie obejmują różne kontynenty i kultury — od etiopskich przez indyjskie po europejskie i bliskowschodnie — połączone nie jednorodnością rasową, lecz wspólną historią, prawem i tradycją.

Co ważniejsze, błędnie rozumie samo znaczenie tego terminu.

Co zatem naprawdę oznacza bycie „wybranym”?

Pojęcie to wywodzi się z Tory, najdobitniej z Księgi Wyjścia 19:6, na górze Synaj, gdzie Izraelici zostają określeni jako „naród święty” i zawierają przymierze z Bogiem poprzez otrzymanie Dziesięciu Przykazań. Powraca ono w Księdze Powtórzonego Prawa 7:6, gdzie są nazwani „ludem szczególnej własności”.

Jednak „wybrany” w tym kontekście nie oznacza przywileju w nowoczesnym sensie. Oznacza zobowiązanie.

Jest to określenie związane z przymierzem — wiążącym zobowiązaniem do przestrzegania określonego zbioru praw, wymogów etycznych i odpowiedzialności. Dalekie od wynoszenia Żydów ponad innych, nakłada ono ciężar: życia zgodnie z wymagającym ramami moralnymi i religijnymi oraz bycia wzorem etycznego postępowania.

Idea ta sięga czasów Abrahama w Księdze Rodzaju i powstania Izraelitów. W tradycji żydowskiej Abraham to postać, która rozpoznaje jednego Boga i odrzuca pogański świat wokół siebie. Ma to znaczenie, ponieważ starożytny Bliski Wschód był w przeważającej mierze politeistyczny. Egipcjanie czcili rozległy panteon bogów o różnych mocach i dziedzinach; religia mezopotamska koncentrowała się wokół wielu bóstw ucieleśnionych w posągach kultowych przechowywanych i obsługiwanych w świątyniach, a Grecy podobnie zwracali się do różnych bogów w różnych sferach życia i natury.

W tradycji żydowskiej Abraham jest pierwszym wielkim monoteistą — postacią, która rozpoznaje jednego Boga w świecie zdominowanym przez kult bożków. To przekonanie staje się fundamentem żydowskiej wiary i praktyki, najpełniej wyrażonym w centralnej deklaracji jedności Boga, stanowiącej podstawę żydowskiej modlitwy.

Bóg, którego rozpoznaje Abraham, nie jest bóstwem lokalnym ani ograniczonym, lecz Stwórcą wszystkiego: nieba i ziemi, dnia i nocy oraz wszelkich istot żywych. Już sama ta idea stanowiła radykalne zerwanie z religijnymi normami starożytnego świata.

Rozumie się również, że Abraham zapłacił za to przekonanie cenę. Odrzucił bożki swoich czasów, zerwał ze społeczeństwem wokół siebie i opuścił ojczyznę w odpowiedzi na Boże wezwanie, wchodząc w życie naznaczone wiarą i niepewnością.

I to jest kluczowy punkt, który często bywa pomijany. Biblijna opowieść nie dotyczy narodu biernie wybranego jako lepszy, lecz rodziny, a później narodu, który wchodzi w wiążącą relację z jednym Bogiem i przyjmuje wynikające z niej zobowiązania.

To zobowiązanie miało konsekwencje daleko wykraczające poza sam naród żydowski. Dwie z największych religii świata — chrześcijaństwo i islam — wyrastają z tej tradycji. Obie zakorzenione są w idei jednego Boga i czerpią bezpośrednio z kluczowych elementów Biblii hebrajskiej. Koncepcja monoteizmu etycznego, po raz pierwszy sformułowana w tradycji żydowskiej, nie pozostała ograniczona do jednego narodu. Ukształtowała religijny krajobraz znacznej części świata.

„Wybraństwo” nie jest więc ideą abstrakcyjną ani skierowaną do wewnątrz. Jego wpływ ma charakter globalny.

W Biblii relacja między Bogiem a ludzkością nie jest statyczna. Jest dynamiczna, a czasem sporna. Bóg nie jest przedstawiany jako odległy czy arbitralny, lecz jako istota, z którą ludzie mogą się spierać, błagać i rozumować.

Najwyraźniej widać to w historii zniszczenia Sodomy i Gomory, gdzie Abraham kwestionuje początkowy osąd Boga, dowodząc, że niewinni nie powinni ginąć razem z winowajcami. Epizod ten jest uderzający nie dlatego, że Abraham „wygrywa”, obniżając próg do dziesięciu sprawiedliwych, lecz dlatego, że w ogóle podejmuje spór. Ustanawia on model moralnego zaangażowania, a nie biernej uległości.

W innych miejscach Biblia wielokrotnie pokazuje, że przymierze wiąże się z warunkami. Izraelici nie są przedstawiani jako bezwarunkowo wyniesieni, lecz jako rozliczani. W historii zwiadowców brak wiary prowadzi do tego, że całe pokolenie zostaje pozbawione wstępu do Ziemi Obiecanej. Nawet Mojżesz nie jest wolny od konsekwencji.

Przekaz jest spójny. „Wybrany” nie oznacza gwarancji. Oznacza związanie zobowiązaniami. W nowoczesnym kontekście odpowiedzialność ta obejmuje budowanie sprawiedliwego społeczeństwa, sprzeciw wobec ucisku i ochronę słabszych; poszanowanie godności ludzkiej w prawie, gospodarce i czasie wojny; ochronę stworzenia zamiast jego eksploatacji; oraz dążenie do prawdy i uczciwości w życiu publicznym, nawet gdy jest to kosztowne.

Nie jest to też przymierze całkowicie zamknięte. Biblia hebrajska uznaje sprawiedliwych spoza narodu żydowskiego, a prawo żydowskie od dawna utrzymuje, że konwertyci są w pełni częścią narodu, bez niższego statusu. Wejście do przymierza nie ma charakteru rasowego, lecz określane jest przez zobowiązanie.

Zwrot „Naród Wybrany” stał się retoryczną bronią, używaną do oskarżania Żydów o światopogląd, który ich tradycja odrzuca.

Przymierze zobowiązania zostaje przedstawione jako roszczenie do wyższości. System oparty na prawie, powściągliwości i odpowiedzialności zostaje wypaczony w coś rasowego i wykluczającego.

Jednak to zniekształcenie nie wytrzymuje krytyki. „Wybrany” w judaizmie nie oznacza wyniesienia. Oznacza zobowiązanie.

A odmowa zrozumienia tego nie jest porażką intelektualną. Jest wyborem.

Link do oryginału: https://honestreporting.com/why-are-jews-called-the-chosen-people-misunderstanding-misuse-and-a-convenient-distortion/?utm_source=substack&utm_medium=email

Honest Reporting, 19 kwietnia 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Renewed US-Iran hostilities likely, Iranian commander says


Renewed US-Iran hostilities likely, Iranian commander says

JNS Staff


The U.S. Defense Department estimates that Tehran has lost almost $5 billion due to the blockade.

The guided-missile destroyer USS Spruance (foregound) sails in front of the aircraft carrier USS Abraham Lincoln (not seen) and behind a cargo ship (in photo’s background) during a transit of the Singapore Strait on Aug. 15, 2024. Credit: Mass Communication Specialist 2nd Class Kassandra Alanis/U.S. Navy Photo.

“A renewed conflict between Iran and the United States is likely,” a senior Iranian military officer said on Saturday in the wake of President Donald Trump’s statement that he was “not satisfied” with Tehran’s latest proposal to end the conflict.

“Evidence has shown that the United States is not committed to any promises or agreements,” AFP quoted IRGC Brig. Gen. Mohammad Jafar Asadi, as saying in an interview published by the Islamic Revolutionary Guard Corps-affiliated Fars News Agency.

Asadi is deputy commander of the Khatam al-Anbiya Central Headquarters, Iran’s highest operational military command, which is responsible for planning, coordinating and controlling joint operations between the Islamic Revolutionary Guard Corps and the Artesh (regular army).

On Friday, Iran’s judiciary chief Gholamhossein Mohseni Ejei said the Islamic Republic had “never shied away from negotiations,” but that it would not accept an “imposition” of peace terms, AFP reported.

Also on Friday, Trump told reporters at the White House that the Iranian regime wants to “make a deal because they have no military left.”

However, Tehran is “asking for things that I can’t agree to,” he added.

The president attributed the stalemate in negotiations to Iran’s “extremely disjointed” leadership, which was effectively decapitated during the joint U.S.-Israeli war on the Islamic Republic launched on Feb. 28.

Speaking at a rally in The Villages, Fla., on Saturday, Trump said that America is “in a war because, I think you would agree, we cannot let lunatics have a nuclear weapon.

According to Axios, U.S. Special Envoy Steve Witkoff had submitted a counter-proposal to Tehran that includes a section on its nuclear program, demanding no movement of enriched uranium from bombed facilities or resumption of activity there during negotiations.

Iran’s storage capacity problem

In a separate report on Saturday, Axios said that the U.S. military has denied the Islamic Republic close to $5 billion in oil revenue since imposing a blockade on Iranian ports, according to U.S. Defense Department estimates.

Some 53 million barrels of Iranian oil on 31 tankers are currently stranded in the Gulf waters, the report cited Pentagon officials as saying.

This has prompted Iran to use older tankers as floating storage, with some vessels attempting “a costlier and longer route to deliver oil to China for fear of U.S. maritime interdiction,” the officials added.

Gregory Brew, an analyst with the Eurasia Group, told Axios that Iran is “probably several weeks, or perhaps as much as a month, away from running out of storage.” If that happens, it could be forced to shut down its oil wells, which has the potential to permanently destroy the flow of oil from the ground.

A senior Iranian official told Bloomberg on Saturday that the country has begun curbing production of oil as a result.

However, the report added that Tehran has plenty of experience in dealing with the situation after years of sanctions and economic disruptions. The official was cited as saying that Iranian engineers have learned how to idle wells without lasting damage and restart them quickly.

Hamid Hosseini, spokesman for the Iranian Oil, Gas and Petrochemical Products Exporters’ Association, said, “We have enough expertise and experience. We’re not worried,” the report continued.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Shabbos Kestenbaum: Administrators Have a Duty to Protect Jewish Students and Continue to Fail


Shabbos Kestenbaum: Administrators Have a Duty to Protect Jewish Students and Continue to Fail

Shabbos Kestenbaum


The campus of Smith College in April 2024. Photo: Instagram/Screenshot

Across the country, we’re watching the same play staged, with the same script. Earlier this month, students at Ohio University passed a BDS referendum. Last week, a different BDS referendum passed at UC Berkeley. At Smith College, the Advisory Committee on Investor Responsibility considered a BDS proposal on April 16 and then went silent on its timeline. On April 22, at San Diego State, the student government held its final vote and passed a BDS resolution.

Four campuses, four tests, and the question for every administrator is the same: Will you stand up now, or will you do what Harvard did and let the crisis metastasize? I know the answer when administrators fail.

As a former Harvard student, I watched an institution ignore more than 40 written appeals to its antisemitism task force. I filed a federal Title VI lawsuit as a last resort. A federal judge rejected Harvard’s motion to dismiss. Harvard adopted the International Holocaust Remembrance Alliance (IHRA) definition of antisemitism in January 2025 as part of a related settlement, and my case settled four months later. But none of that had to happen. If Harvard had rejected the ideological premises of the BDS movement clearly and early, rather than treating them as legitimate academic discourse, the crisis that engulfed its campus might have been contained.

The four campuses now facing BDS votes should learn from Harvard’s failure, not repeat it.

Ohio University represents the worst kind of response: the response that isn’t. When a BDS referendum passed on campus, the university’s only pushback came through Senior Director of Communications Dan Pittman, who told Jewish outlets that the university “will neither consider, nor act upon, any resolution or referendum that proposes illegal actions.” The statement was never posted on the university’s official channels. The president’s office has said nothing publicly. A quiet quote buried in the Jewish press is not a condemnation. It is a hope that the story will disappear. American Jewish students at Ohio University deserve a public, forceful, unambiguous rejection from President Lori Stewart Gonzalez, delivered on university letterhead and posted to the university’s own website.

UC Berkeley now faces the same test. On April 18, the student government’s referendum passed, yet Chancellor Rich Lyons has not publicly rejected the result. Berkeley has already lived through the consequences of administrative hesitation. In March 2026, Berkeley Law paid $1 million to settle a federal discrimination lawsuit after its “Jewish-free zones” and harassment of American Jewish students became national news. The university has been sued once for antisemitism. It should not need to be sued twice before its chancellor states plainly that the endowment will not be conscripted as a political weapon.

Smith College has an easier task and has somehow found a way to fail at it. In March 2024, the Advisory Committee on Investor Responsibility rejected an earlier BDS proposal, finding Smith’s exposure to the targeted companies “negligible and entirely indirect.” On April 16, the committee considered a second, nearly identical proposal. Smith spokesperson Deb McDaniel stated that she “was not aware” of any formal timeline for the board to vote on the matter. That is the institutional equivalent of closing the blinds. Smith does not need a new study, a new committee, or a summer recess before delivering the same answer it delivered last year. The trustees should reaffirm the 2024 decision on the merits, in public, before the next academic year begins. Every week of silence is a week in which American Jewish students at Smith spend wondering whether their college has quietly switched sides.

This week, San Diego State University passed its BDS resolution, and the administration must clearly demonstrate that no divestment demand will be acted upon. President Adela de la Torre should not wait for the student government to humiliate itself on camera before defending the university’s fiduciary duty. American Jewish students at SDSU are entitled to know where their president stands, and they are entitled to know it in public, in writing, and this week.

These four cases share a single feature: Administrators who know the right answer and are hoping someone else will deliver it for them. Brown’s Corporation rejected divestment in October 2024. Bowdoin rejected it in March 2025. Dartmouth’s committee rejected it nine to zero. Columbia’s president said the university “will not divest from Israel.” Every institution that has engaged the question seriously has reached the same conclusion. The problem is not that the case against BDS is weak. The problem is that too many administrators would rather be quietly correct than publicly brave.

Quiet is not an option anymore. A 2026 study found that 42 percent of American Jewish students have experienced antisemitism on campus, and 34 percent hide their Jewish identity out of fear. These numbers are not abstractions. They are the direct product of administrative timidity in the face of a movement whose explicit goal is the delegitimization of the Jewish state and the isolation of American Jewish students on American campuses.

On Oct. 7, 2023, young American Jews woke up. We are not going back to sleep. We are watching Ohio University, UC Berkeley, Smith College, and San Diego State. We expect administrators who were hired to protect students to do their job.


Shabbos Kestenbaum is a political commentator at PragerU and a former lead plaintiff in a civil rights lawsuit against Harvard University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


UNIFIL manipuluje danymi


UNIFIL manipuluje danymi

Elder of Ziyon


UNIFIL zgłosił ponad 10 000 izraelskich naruszeń rezolucji 1701 od czasu zawieszenia broni w listopadzie 2024 roku. Ta liczba (lub jeszcze wyższe) jest szeroko przytaczana jako dowód na to, że Izrael nie przestrzega porozumień.

Ile naruszeń Hezbollahu UNIFIL zgłosił w tym samym okresie?

Tu sprawy zaczynają się komplikować.

Liczba dotycząca Izraela jest precyzyjna, skumulowana i przygotowana pod nagłówki. Rzecznik UNIFIL przekazał ją agencjom informacyjnym w okolicach pierwszej rocznicy zawieszenia broni: ponad 8100 naruszeń w przestrzeni powietrznej, ponad 2600 działań naziemnych na północ od Niebieskiej Linii, ponad 1000 trajektorii ostrzału.

Liczba dotycząca Hezbollahu nie pojawia się nigdzie w porównywalnej formie. Nie została wspomniana podczas tej samej konferencji prasowej.

Okresowe raporty Sekretarza Generalnego ONZ dotyczące rezolucji 1701, przedstawiane Radzie Bezpieczeństwa, klasyfikują co prawda broń powiązaną z Hezbollahem na południe od rzeki Litani jako naruszenia — sformułowania są jednoznaczne. Raporty podają liczby: 194 składy broni odkryte w jednym okresie, 225 w kolejnym, ponad 360 pod koniec 2025 roku. Może to więc sprawiać wrażenie, że UNIFIL bezstronnie raportuje naruszenia do ONZ.

Nie jest to nawet bliskie prawdy, jeśli przyjrzeć się temu, co uznaje się za pojedyncze „naruszenie”.

W przypadku Izraela pojedynczy lot bojowy liczony jest według liczby samolotów, a nie jako jedno zdarzenie. Większość naruszeń nie dotyczyła zresztą izraelskich myśliwców, lecz dronów — a pojedynczy lot drona nad Libanem może zostać policzony jako wiele naruszeń. Dron utrzymujący się w powietrzu przez wiele godzin, zmieniający kierunek lub wysokość, dzielony jest na odrębne trajektorie — każda stanowi osobny wpis w rejestrze. Jedna misja rozpoznawcza wzdłuż Niebieskiej Linii może sama wygenerować pięć lub dziesięć naruszeń.

Porównajmy to z tym, jak UNIFIL raportuje odnajdywane składy broni. Każdy skład liczony jest jako jeden, niezależnie od tego, czy zawiera trzy stare karabiny, czy tysiąc rakiet. Pudełko po butach z zardzewiałymi magazynkami do AK i tunel wypełniony przeciwpancernymi pociskami Kornet to oba przypadki „jednego składu”.

Naruszenia izraelskie liczone są w najmniejszych możliwych jednostkach. Naruszenia Hezbollahu — w największych możliwych agregatach.

Jest jeszcze gorzej. UNIFIL liczy tylko to, o czym wie bezpośrednio lub poprzez LAF (Libańskie Siły Zbrojne). Tymczasem Hezbollah otwarcie chwali się, że wprowadza w błąd władze libańskie, ujawniając przestarzałe składy, które można zniszczyć, podczas gdy rzeczywiste, aktywne magazyny podziemne oraz składy ukryte w domach cywilnych przy granicy pozostają nietknięte. Dowódca, który powiedział NPR: „dawaliśmy im puste skrzynki albo kilka starych rzeczy do wysadzenia”, opisywał dokładnie ten materiał, który składa się na ponad 360 zgłoszonych przez UNIFIL „składów”. Jedyny wskaźnik, którym UNIFIL mierzy zgodność Hezbollahu, jest wskaźnikiem, którym Hezbollah jawnie manipuluje.

100 naruszeń w jednej szkole

Gdyby UNIFIL liczył naruszenia Hezbollahu w taki sam sposób, w jaki liczy naruszenia Izraela, wówczas każdy karabin, każdy granat, każdy RPG, każda rakieta, każdy pocisk moździerzowy, każda wyrzutnia, każdy ładunek wybuchowy, każdy Kornet byłby osobnym naruszeniem rezolucji 1701 — bo nim jest. Przedwojenny arsenał Hezbollahu na południe od Litani szacowano w źródłach otwartych na dziesiątki tysięcy rakiet, tysiące pocisków przeciwpancernych, dziesiątki tysięcy RPG i broni strzeleckiej, a także znaczne ilości moździerzy, granatów i ładunków wybuchowych. Siły Obronne Izraela przejęły już ponad 85 000 sztuk broni i wyposażenia wojskowego podczas częściowego przeszukania około 30 wiosek. Donoszono, że batalion inżynieryjny 603A znalazł i zniszczył ponad 1000 obiektów infrastruktury terrorystycznej, z „niekończącą się” ilością broni, w zaledwie pięć tygodni działań. Ostrożne szacunki liczby pojedynczych egzemplarzy broni na południe od Litani — z których każdy stanowi naruszenie 1701 — sięgają setek tysięcy. Jeśli doliczyć pojedyncze jednostki amunicji i naboje — milionów. Nie jest to bardziej absurdalne niż liczenie jednego drona patrolującego Niebieską Linię jako dziesięciu naruszeń, jak czyni UNIFIL.

A broń to tylko połowa problemu. Rezolucja 1701 zakazuje obecności „jakiegokolwiek uzbrojonego personelu, zasobów lub broni” poza LAF i UNIFIL na tym obszarze. Każdy uzbrojony bojownik Hezbollahu na południe od Litani stanowi osobne naruszenie, niezależnie od tego, co posiada. Samą jednostkę Radwan szacowano przed wojną na kilka tysięcy bojowników rozmieszczonych na południu, a łączna liczba uzbrojonego personelu Hezbollahu w tym rejonie była znacznie wyższa. To kolejne tysiące naruszeń, których UNIFIL nigdy nie policzył.

Nie znajdzie się żadnej konferencji prasowej, na której UNIFIL stwierdziłby, że Hezbollah naruszył rezolucję 1701 setki tysięcy razy.

UNIFIL manipuluje danymi. Maksymalizuje liczbę naruszeń Izraela i minimalizuje liczbę naruszeń Hezbollahu — zarówno pod względem liczby, jak i charakteru. I to jeszcze zanim uwzględni się długą, udokumentowaną historię przymykania oczu na to, co Hezbollah faktycznie budował w południowym Libanie — osiemnaście lat, podczas których zgromadził arsenał dziesiątek tysięcy rakiet i pocisków, sieć tuneli porównywalną z Gazą oraz infrastrukturę jednostki Radwan w odległości metrów od pozycji UNIFIL, podczas gdy UNIFIL niemal niczego nie raportował.

Krążąca w światowych mediach liczba 10 000 nie jest dowodem na niewłaściwe działania Izraela. Jest dowodem na stronniczość — i bezużyteczność — UNIFIL.


Link do oryginału:

Elder’s Substack
UNIFIL cooks the books
UNIFIL has reported over 10,000 Israeli violations of Resolution 1701 since the November 2024 ceasefire. This number (or larger ones) are widely quoted as evidence of Israel not adhering to agreements…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Jewish American Heritage Month: US Jews face a unity test – opinion


Jewish American Heritage Month: US Jews face a unity test – opinion

WILLIAM C. DAROFF

An American Jewish man praying / (photo credit: REUTERS)

May marks Jewish American Heritage Month, a time to reflect on a history marked by movement from margin to belonging.

Jews arrived in North America in 1654, when a small group landed in New Amsterdam – now New York City – seeking something rare in Jewish history: the ability to live openly, to build families and institutions, and to participate fully in civic life without surrendering their identity. That promise did not always hold. But it proved real and durable enough to take root.

Over more than three and a half centuries, Jewish Americans helped shape the country they joined. In law, science, culture, and public life, they became participants in the American project rather than observers at its edges. They shaped American constitutional life, advanced scientific discovery, and defined elements of American culture.

That record reflects a deeper alignment between the Jewish experience and American possibility: a shared emphasis on learning, responsibility, community, and the belief that the future can improve on the past.

But the story does not move in a straight line.

Members of the congregation listen to remarks by US President Barack Obama (not pictured) on Jewish American History Month at the Adas Israel Congregation synagogue in Washington May 22, 2015. (credit: REUTERS/JONATHAN ERNST)

Jewish Americans have faced periods of exclusion and hostility, from formal barriers in universities and professions to open antisemitism. Each time, the response did not retreat. It drove adaptation: building institutions, strengthening communal life, and deepening engagement with the broader society.

Antisemitism no longer hidden in the US

In the aftermath of the October 7 massacre, those patterns have reasserted themselves with force. Antisemitism no longer sits at the margins. It appears on campuses, in public spaces, and in civic life, often framed in political language but unmistakable in its targets. Assumptions that once felt settled no longer hold.

American Jewish history does not turn on any single difficult moment. It turns on what follows: the capacity to endure, to adapt, and to keep building. In that sense, the American Jewish experience reflects something larger.

For over 3,500 years, Jewish history has followed a similar arc, facing disruption, responding with resilience, and rebuilding with purpose. The American chapter does not stand apart from that story. It continues under conditions that remain exceptional in Jewish life.

The freedoms that drew earlier generations remain intact. The institutions that sustained Jewish life still stand. The broader American framework, imperfect but resilient, continues to offer possibilities that remain rare in Jewish history.

This is more than a celebration. It is a recognition of continuity. The story of Jewish life in America has always paired challenge with achievement, and its trajectory reflects how each generation responds.

The designation of Jewish American Heritage Month reflects that progress, established through bipartisan legislation and formally recognized in 2006 by President George W. Bush, affirming that Jewish contributions are not peripheral to the American story but integral to it, and as someone who worked closely with Senator Arlen Specter, Congresswoman Debbie Wasserman Schultz, and the White House at the time, nearly twenty years ago, to make that recognition official, I view it as part of a broader, ongoing effort to ensure that role is understood.

We are not where we began. The distance traveled matters.

The task now is clear: confront present challenges without losing sight of what we have built, and ensure that the next generation inherits not only resilience, but the conditions that sustain it.

One thread runs through this history: cohesion. American Jewish life has never been monolithic. Religious, political, and cultural differences persist. But at decisive moments, a sense of shared fate prevails. Unity without unanimity defines that balance.

Institutions were built to sustain a broader communal fabric: federations, schools, synagogues, community centers, and civic organizations grounded in the idea that Jewish continuity is a collective responsibility.

That instinct toward unity now faces a real test. Disagreement is inevitable and often healthy. Fragmentation carries risk, especially under external pressure. The strength of American Jewish life depends on the ability to hold differences within a framework of mutual obligation: to argue, even sharply, without losing sight of a shared inheritance and a common future.

At a time of renewed uncertainty, that balance is not a luxury. It is a necessity. The future of American Jewish life will depend on whether we sustain it.


The writer is CEO of the Conference of Presidents of Major American Jewish Organizations, the umbrella organization for the American Jewish community. His opinions do not necessarily represent those of the Conference’s 50 Jewish organizations from across the political spectrum. Follow him @Daroff


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com