Pryszczaci tfurcy cyfrowi AD 2026


Pryszczaci tfurcy cyfrowi AD 2026

Andrzej Koraszewski


Józef Kuśmierek urodził się w marcu 1927 roku. Chłopski syn, który pisał prosto z mostu: „Byłem stalinowcem, poglądy można zmienić”. Młodszy zaledwie o pół roku od Kuśmierka Leszek Kołakowski też był stalinowcem, ale przyznawał to inaczej, owijając swój błąd w bawełnę subtelności. Urodzony w 1934 roku Jacek Kuroń również był stalinowcem, też zmienił poglądy, a raczej dostrzegł, że za zasłoną pięknych słów kryją się kłamstwa, ale do końca chciał wierzyć, że Idea była dobra, tylko wykonanie paskudne, więc zalecał robotnikom, żeby nie palili partyjnych komitetów, tylko zakładali własne.

W literaturze mieliśmy „pokolenie pryszczatych” – młodych poetów i pisarzy, którzy debiutowali albo jeszcze podczas wojny, albo już po wojnie, afirmując otaczającą ich stalinowską rzeczywistość. Wiele autentycznych talentów, wiele niekłamanej wiary. Z czasem otrząsnęli się z wiary, albo rzucając swoje legitymacje partyjne, albo nadal wierząc, że ten komunistyczny Kościół da się zreformować. Porzucenie głębokiej wiary nie może być łatwe. Po drodze pojawiają się racjonalizacje łagodzące wyrzuty sumienia i koszty rozwodu z władzą.

Miałem szesnaście lat, kiedy czytałem głośny felieton Leszka Kołakowskiego zatytułowany „Czym jest socjalizm?”. Młody wówczas filozof wyjaśniał w nim, czym socjalizm nie jest, a kończył krótkim stwierdzeniem: „Socjalizm to dobra rzecz”. Tę „dobrą rzecz” trzeba było zmienić, więc pryszczaci zmienili się w rewizjonistów. Wchodziłem w dorosłość, chcąc wierzyć, że mają rację – komunizm sam nie upadnie, trzeba go próbować zmienić. Byłem naiwny.

Chcemy wierzyć, że rozumiemy otaczający nas świat. Mój ojciec powtarzał: „Uważaj, historia oszukuje każdego, w najlepszej wierze możemy wleźć w błoto”.

W 1956 roku partyjny beton z pomocą przedwojennej Falangi powrócił do hasła: „co złego, to Żydzi”. Berman, Minc, Lange i wielu innych mogli stanowić dowód i usprawiedliwienie własnego łajdactwa. Kłamstwo trwało nadal, stało się mniej bezczelne, mniej butne, mniej brutalne. Utalentowani lawiranci mogli nadal trzymać sztamę z władzą. Gałczyński skwitował to szyderczym epitafium: „Tu leży poeta, który walczył z klerem, no bo z kim miał walczyć? Z pezetpeerem?”. Tak więc Iwaszkiewicz miał się nadal dobrze, beztalencie Putrament zgoła wyśmienicie, Andrzejewski próbował odzyskać duszę po skurwieniu.

Kuśmierek chciał to wszystko zrozumieć na swój chłopski rozum, jeżdżąc i pijąc wódkę, nie na salonach, ale w wiejskich knajpach, a po powrocie wymyślał naczelnym redaktorom i ministrom, że nie chcą się zniżyć do rzeczywistości. Nie był pięknoduchem, nie dbał o zaszczyty, porzucił wszelką wiarę na rzecz namiętności sprawdzania faktów.

Małą stabilizację przerwał rok 1968, wirus antysemityzmu powrócił w przebraniu antysyjonizmu. Nowi pryszczaci zdobywali tytuły marcowych docentów, znów wielu wierzyło, chociaż pewnie przewagę mieli wierzący, że mnożenie kłamstw przynosi w socjalizmie większe zyski niż produkcja towarów.

Prawnuczka Iwaszkiewicza urodziła się w 1976 roku, dziś jest panią profesor (chyba raczej docent, bo przedstawia się jako Assistant Professor), odziedziczyła po pradziadku skłonność do oportunizmu. On miał wielki talent, potrzebny był władzy, która pozwalała publikować, więc nie przekraczał granic, zachowując elementarną przyzwoitość i miejsce na świeczniku.

Ludwika Wlodek studiowała socjologię, czy pobierała nauki u marcowych docentów? Antysyjonizmu uczyła się z brytyjskiego „Guardiana”, wszak to Europa, źródło godne zaufania, więc dziś na swojej stronie facebookowej Prawdy pisze:

„NAZA to używany przez izraelskie służby skrót oznaczający liczbę cywilów, którzy zginą przy okazji ‘zlikwidowania jednego celu’, czyli zabicia na przykład jednego członka Hamasu. Podczas pacyfikacji Strefy Gazy NAZA mogło wynosić nawet 500.

NAZA to też tytuł wyprodukowanego przez “Guardian” filmu dwójki izraelskich twórców – Yuvala Abrahama i Rachel Szor, który na festiwalu w Wenecji zebrał najdłuższą stojącą owację w historii.

Film składa się z relacji izraelskich żołnierzy, którzy opowiadają o tym, jak zabijali Palestyńczyków.”

Pani socjolog bije oklaski z oddali. Jest zatroskana, informuje: „Najważniejszym pytaniem filmu, które pozostaje częściowo bez odpowiedzi, jest jednak nie ‘jak’ (zamordowano kilkadziesiąt tysięcy niewinnych istnień), a ‘dlaczego’”.

Ludwika Włodek donosi, że Abraham i Szor nie mają wątpliwości, że Izrael dopuszcza się ludobójstwa. Ciekawa konstrukcja, badanie, czy doszło do zbrodni, podobno prowadzi się inaczej. Nie zamierzam jednak przekonywać, wskazywać na materiał zebrany przez ludzi takich jak John Spencer z West Point i dziesiątki innych rzetelnych badaczy. Wszak pani Włodek nawet nie wspomina o żadnej rzetelności, naukowczyni pisze o filmie, którego recenzja ją zachwyciła.

Pani socjolożka nie oglądała filmu, korzysta z autorytetu „Guardiana” i jedynie właściwie dobranych żydowskich głosów. Idąc jej śladem, dobieram inne polskie głosy, równie pryszczatych i umiarkowanie zainteresowanych sprawdzaniem faktów.

Uczona w socjologii woli anegdoty i silną wiarę. Assistant Professor nie różni się od innych tfurców cyfrowych.

Zofia Kozimor uczyła się w Łodzi i na Sorbonie, mieszka we Francji, donosi, że rozpętała się tam burza, bo jakaś aktorka powiedziała publicznie, że „Izrael dopuszcza się w Palestynie ludobójstwa, a Francja jest współwinna”. Tfurczyni cyfrowa jest oburzona, że telewizja usunęła te słowa z podcastu, a potem całą audycję. Poniekąd się zgadzam, być może zamiast milczącej cenzury lepiej byłoby rzucić rękawicę i dać szansę rzetelnej debacie z pytaniem:

„Izrael dopuszcza się w Palestynie ludobójstwa, a Francja jest współwinna”.

„Izrael nie dopuszcza się w Palestynie ludobójstwa, a Francja jest winna współudziału w szerzeniu kłamstwa”.

Spróbujmy rozważyć, które zdanie jest prawdziwe, oraz równie ważne pytanie, czy posiadacze mocnych poglądów opartych na mizernej wiedzy są gotowi do podjęcia próby analizy i samodzielnego myślenia, czy też ważniejsza jest dla nich intelektualna moda i grupowy konformizm?

Karol Wilczyński serwuje światu krzyczący plakat:

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „@wilczynski.karol SKANDAL w IZRAELU NETANJAHU WIEDZIAŁ O ATAKU HAMASU I ZATAIŁ TĘ INFORMACJĘ ALE to NIE WSZYSTKO...”

Autor podobno studiował filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, przedstawia się jako twórca cyfrowy i istotnie cyfrowo tworzy, korzystając z logiki zer i jedynek. Że co? Że są tu jakieś kontrowersje, że jego źródło zostało pozwane do sądu, a jego mniemanie jest oparte na plotce?

NAJWYRAŹNIEJ KIERUJE NIM POTRZEBA GŁĘBOKIEJ WIARY, DO KTÓREJ CI TFURCY BIEGNĄ TŁUMNIE PO MYŚLOWYCH SKRÓTACH. W Związku Radzieckim dysydentów nazywano „inaczej myślącymi”. Władimir Bukowski wyjaśniał swoim sędziom, że coś im się pomyliło, tak samo myślący to tylko bezmyślni członkowie stada, którzy zrezygnowali z myślenia na rzecz świętego spokoju i zysków z lojalności. Wirusy umysłu są przekazywane przez memy. Toczy się wojna na obrazki. „Nie ma takiej bzdury, w którą ludzie nie są w stanie uwierzyć” – pisał Lem. Być może nie o to chodzi, w co wierzą, byle wierzyć razem, byle wspólnie odmawiać modlitwy, wykonywać gesty. Wiara łączy, daje poczucie lepszości. Sceptycyzm i samotne dociekanie prawdy to zajęcie nie tylko czasochłonne, ale i niebezpieczne – skazuje na samotność, utratę bliskich, co gorsza, na rozterkę niepewności i nazbyt częstą konieczność przyznawania się do błędu. To nieludzkie. Przecież jesteśmy zwierzętami społecznymi. Tfurca cyfrowy jest nowym zjawiskiem tylko ze względu na dostęp do nowej techniki szerzenia absurdu, by budować mosty, więzi społeczne pięknych dwudziestoletnich buszujących w zbożu.

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „A free Palestine would be a Taliban like state. Is that what the progressive movement of the western left wants to create? SALMAN RUSHDIE WRITER”

Odpowiadając plakatowym memem na ich memy, mogę powiedzieć, że moja wiedza skłania mnie do podejrzenia, że Salman Rushdie ma rację. Nie jestem artystą ani prorokiem, nie zajmuję się jednak tym, co być może, ale tym, co jest.

Prawo karne studiowałem u profesora Jerzego Sawickiego. To prawnik, który reprezentował Polskę podczas procesu norymberskiego, główny oskarżyciel w procesie Arthura Greisera, namiestnika III Rzeszy w Kraju Warty. Po wydaniu wyroku kelner w sądowej jadalni szepnął z dumą profesorowi, że to on będzie wieszał niemieckiego zbrodniarza. Podejrzewam, że większość tych tfurców cyfrowych nie jest w stanie zrozumieć uczucia odrazy, jaką ta duma kata wywołała u Jerzego Sawickiego.

W swojej słynnej oskarżycielskiej mowie powiedział, że „Ziemia polska może być dla Greisera tylko grobem!” – nie oznaczało to gotowości wyjścia poza człowieczeństwo.

Nie jestem pewien, czy wyrażam się wystarczająco jasno.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The ethnic cleansers of Whitehall


The ethnic cleansers of Whitehall

Melanie Phillips


Britain’s “as-a-Jew” foreign secretary is a disgrace to his people.

Ed Miliband, U.K. Secretary of State for Foreign, Commonwealth and Development Affairs, arriving for a meeting at 10 Downing Street, July 6, 2024. Credit: Simon Dawson/Prime Minister of the United Kingdom via Wikimedia Commons.

The madness that has engulfed so much of the West since the Oct. 7, 2023 pogrom in Israel has now consumed Britain.

Anxious to reset government policy to turn public outrage at politicians into adoration of the Labour Party, the United Kingdom’s rookie prime minister, Andy Burnham, decided to reset relations with the State of Israel by sending them into the deep freeze.

Declaring that an economic boycott of the Israeli “settlements” would enable Britain to “stand up for its values,” Burnham has instead defined the values of the Labour Party as the promotion of lies, defamation and Jew-hate.

Announcing the boycott to a chilling chorus of cheering members of parliament, the foreign secretary, Ed Miliband, proceeded to misstate international law, defame Israeli Jews living in the disputed “West Bank” territories of Judea and Samaria as committing “rampant settler terrorism” and “ethnic cleansing,” and libel Israel as causing the “totally avoidable humanitarian catastrophe” in the Gaza Strip.

This was a tissue of wicked falsehoods and distortions. Neither the Israeli settlements nor the “occupation” are illegal under international law, whatever the kangaroo court run by the systemically anti-Israel United Nations may say.

It was obviously an outrageous inversion of reality to blame Israel for Gaza’s humanitarian catastrophe rather than Hamas, which used civilians as cannon fodder while Israel went to unprecedented lengths to supply them with aid that Hamas then stole.

As for “settler violence,” this is the latest libel to delegitimize Israel as a prelude to its destruction. There is a problem of unprovoked Jewish violence against Arabs in the “West Bank” territories of Judea and Samaria, but this is committed by at most a few hundred delinquent and nihilistic youths who hate both Arabs and the State of Israel.

They are a tiny minority of the half million Jews living in these areas, the vast majority of whom are law-abiding, upstanding people.

Far from being “settler terrorists,” as Miliband claimed, they’re under constant attack by local Arabs. Rocks are thrown at Israelis in their cars; Jewish farmers are having their fields torched and their flocks stolen; Jewish shepherds are finding their goats have been poisoned to death.

In the past few days, a Jewish “settler” was stabbed on a farm and seriously wounded. Over the years, dozens of Israelis in these areas have been murdered.

None of this is reported in Britain. The government’s response to this institutionalized terrorism against Jewish residents of Judea and Samaria is to trash their good name and then subject them all to collective punishment.

Like so many Jews with a tangential or non-existent connection to Judaism, he believes such lies to be unchallengeably true because his real religion is the creed of the left.

The charge that they are perpetrating ethnic cleansing of the Arabs is grotesque. In fact, it’s the Burnham government that’s demanding the ethnic cleansing of every Jew from their own land to create a fantasy state of Palestine that wouldn’t have a single Jew in it.

These sanctions will do no significant damage to Israel’s economy. But they’re certainly not “just symbolic,” as Britain told the Trump administration to head off any possible blowback.

Their real sting lies in the further demonization of Israel, a principal strategy in the Palestinian Arab and Islamist war to destroy the Jewish state.

By framing the “settlers” as terrorists involved in ethnic cleansing and unlawful occupation, Miliband has cemented the image of Israel as uniquely evil. This will further galvanize the Islamists, already delirious that their campaign to reframe Israel in the Western mind as the worst country in the world has succeeded beyond their wildest dreams.

Indeed, both Hamas and the Iranian regime have been purring with pleasure over Miliband’s statement.

As he defamed Israel and laid out how it would be punished for the crime of refusing to commit suicide, Miliband made an issue of one point in particular: his Jewishness.

The left-wing Miliband—the son of the prominent Marxist historian, Shoah survivor and militant atheist Ralph Miliband—has a tenuous, confused and fraught relationship with Judaism.

He started his statement by announcing that he was a “proud British Jew.” That came as a surprise to many. Obviously, he was using his Jewish identity to protect himself against the inevitable charge that what he was promulgating was—as U.S. Ambassador to Israel Mike Huckabee described this boycott—“Jew-hate.”

Worse still, he used the Holocaust and his murdered family as a shield behind which to lob his volleys of libels against the Jewish state, thus abusing the sacred memory of every Jew who was slaughtered in that all-too real genocide.

His statement certainly amounted to Jew-hate because, through its lies and distortions depicting Israel as positively evil, it subjected the Jewish state to malevolent behavior not used against any other country.

That’s exactly how Jews have always been treated by those intent upon their removal from the world. Laundering this derangement as purported “criticism” of Israel no longer passes any smell test.

Miliband thus joins a tragically long line of Jews throughout history who have led the pack in inciting hatred and attacks against the Jewish people.

These include Karl Marx, who envisaged a perfect society that would contain no Jews, and the 12th-century English convert from Judaism, Theodore of Cambridge, who spread the blood libel that Jews were killing gentile children to drink their blood.

They also include Tiberius Julius Alexander, the Roman general from a prominent Egyptian Jewish family, whose troops in 66 C.E. slaughtered 50,000 Jews in their homeland of Judea—the same Judea that Miliband so ludicrously described as “illegally occupied” by Jews.

Their direct successors are today’s Jews on the left in Britain and America, such as those involved with Yachad, IfNotNow, Jewish Voice for Peace and other anti-Israel, anti-Zionist groups. These are doing the dirty work of the Israel-exterminators for them by parroting the lies and distortions intended to delegitimize and destroy the Jewish state.

Burnham’s motivation for sanctioning the “settlements” is political; he aims to appease both the hard left and Britain’s increasingly powerful Muslim bloc.

But there are many in his party and in wider progressive circles who not only believe that the preposterous rubbish they spout about Israel is true, but who—appallingly—equate this with conscience and morality. That includes Jews on the left like Miliband. All believe the lethal fantasy that anti-Jewish and anti-Israel ideologies promote peace, social justice and the brotherhood of mankind.

Miliband maintains that these sanctions won’t increase attacks on Jews because he believes he’s simply attacking Israel’s excesses, which all decent Jews like him should oppose. In fact, those presumed excesses are all propaganda libels designed to depict Israel as utterly diabolical, emanating from the hard left and the Palestinian Arabs.

Yet those are the very people Miliband chose to listen to before constructing his package of lies. He talked to Yachad and also took advice from the Palestinian prime minister, Mohammed Mustafa, and the Palestinian ambassador to the United Kingdom, Husam Zomlot.

It would never have occurred to him to sanction these men for tyrannizing Palestinian Arab dissidents, supporting and rewarding terrorists, and teaching their community’s children that their highest calling is to murder Jews and steal their land. Instead, Miliband parroted their Orwellian propaganda as truths.

Like so many Jews with a tangential or non-existent connection to Judaism, he believes such lies to be unchallengeably true because his real religion is the creed of the left.

And because such people are Jews, their promotion of these lies convinces many that they must therefore be true. This process is also influencing increasing numbers of young Jews in Britain and America to turn against Israel.

The damage being done by these “as a Jew” foes of Israel is immeasurable. The Jewish community should treat them as pariahs. But in Britain, groups like Yachad are actually embraced by the Jewish establishment.

Jews are rightly very wary of sectarian splits. But we’re not talking here about theological arguments over the role of religious authority. We’re looking at Jews who have adopted the exterminatory agenda of the enemies of Israel and who are therefore endangering the entire Jewish people.

It’s time the Jewish community woke up to the vipers in their midst, who are undermining not just Israel but Judaism itself, and threw them out.


Melanie Phillips, a British journalist, broadcaster and author, writes a weekly column for JNS. Currently a columnist for The Times of London, her new book, Fighting the Hate: A Handbook for Jews Under Siege, has just been published by Wicked Son. Her previous book, The Builder’s Stone: How Jews and Christians Built the West and Why Only They Can Save It, was published in 2025. Access her work at: melaniephillips.substack.com.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Zmarł Jehuda Widawski, więzień Auschwitz, najstarszy w Izraelu ocalały z Holokaustu


Zmarł Jehuda Widawski, więzień Auschwitz, najstarszy w Izraelu ocalały z Holokaustu

adj/ mal/


Jehuda Widawski podczas głównych uroczystości upamiętniających 75. rocznicę likwidacji Litzmannstadt Getto, 2019 r. Fot. PAP/Grzegorz Michałowski

W wieku 107 lat zmarł Jehuda Widawski, najstarszy w Izraelu ocalały z Holokaustu. Widawski mieszkał w Łodzi, w czasie II wojny światowej naziści deportowali go do Auschwitz, gdzie zamordowano większość jego rodziny. Po wojnie wyjechał do Izraela. Wracał do Polski i poświęcił się renowacji żydowskich cmentarzy.

Widawski zmarł w niedzielę; był najstarszym żyjącym w Izraelu ocalałym z Holokaustu – podkreśliły izraelskie media.

Jehuda Widawski urodził się w Turku w 1919 r. w rodzinie przedsiębiorców tekstylnych. W 1933 r. rodzina przeniosła się do Łodzi i po zajęciu miasta przez Niemców została zmuszona do przeprowadzenia się do getta. Widawscy nadal produkowali tekstylia i zajmowali się działalnością społeczną, w tym prowadzeniem jadłodajni dla potrzebujących.

W sierpniu 1944 r. podczas likwidacji getta łódzkiego Jehudę deportowano do Auschwitz wraz z rodzicami, Abrahamem i Leą, oraz rodzeństwem. Jego rodzice i najstarszy brat Gabriel zostali zamordowani w komorze gazowej zaraz po przybyciu do obozu. Jehudę i jego młodszego brata Jehoszuę przeniesiono do obozu pracy przymusowej we Friedlandzie, gdzie doczekali wyzwolenia przez Armię Czerwoną w maju 1945 r. – przekazano we wspomnieniu muzeum Auschwitz-Birkenau.

W niemieckich obozach zabito także młodszego brata Jehudy, Chaima Moszego i jego młodszą siostrę Jochewed. Gdy Jehuda Widawski wrócił wraz z Jehoszuą i ich wujem po wojnie do Łodzi byli jedynymi ocalałymi członkami całej rodziny – dodał portal Times of Israel w sylwetce zmarłego.

Widawski wrócił do Łodzi w 1945 r. Odbudował rodzinne przedsiębiorstwo tekstylne, ożenił się, działał w organizacjach syjonistycznych, a w 1950 r. wyemigrował do Izraela, gdzie również zajmował się biznesem w różnych branżach.

W 1978 r. Widawski wrócił do Polski, by odszukać grób prababci na łódzkim cmentarzu żydowskim. Poruszony złym stanem nekropolii, poświęcił się badaniu, dokumentowaniu i renowacji żydowskich miejsc pochówku na terenie całej Polski. Jego praca przyczyniła się do zidentyfikowania ponad 3 tys. grobów i odrestaurowania tysięcy kolejnych.

Życie Jehudy Widawskiego było „wspaniałym świadectwem życia, pamięci i odrodzenia” – napisał prezydent Izraela Icchak Hercog w wiadomości na platformie X. Dodał, że Widawski powiedział niegdyś, że jego zemstą na nazistach było to, że „oni przegrali, a my mamy państwo Izrael”.

Holokaust był zorganizowanym przez nazistowskie Niemcy w czasie II wojny światowej ludobójstwem Żydów, w którym zabito ok. 6 mln z nich. Na świecie żyje jeszcze ok. 200 tys. ocalałych z Holokaustu, z czego ok. 110 tys. – w Izraelu. (PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Ćwierćwiecze bitwy o dusze


Ćwierćwiecze bitwy o dusze

Andrzej Koraszewski


Bin Laden ukrywał się długo pod opieką pakistańskich „sojuszników” Ameryki. Czy osobiście wymyślił ten zamach, czy realizował czyjś pomysł? Tego nie wiemy. Spektakularną bitwę na ziemi Wielkiego Szatana musiano planować długo. Dobór wykonawców – inteligentnych, zdolnych, dobrze wykształconych, gotowych poświęcić życie dla Allaha – wymagał pomocy najlepszych specjalistów. Czekała ich długa praktyka na symulatorach, staranna analiza systemu bezpieczeństwa na lotniskach. Organizatorzy musieli mieć pewność ich bezwzględnej wierności.

Zwycięstwo było wielkie – podniosło morale całej ummy, czyli „narodu islamskiego”. Wyznawcy Allaha upokorzyli Wielkiego Szatana. Zasiali strach wśród niewiernych. W wojnie o dusze czas nie ma znaczenia, a śmierć jest nagrodą, biletem do raju. Oni kochają życie, my kochamy wieczność – zapewniają muzułmańscy duchowni. Umieramy z imieniem Allaha na ustach. My chcemy Boga, w książce, w szkole, on naszym królem, on nasz Pan.

Po arabsku to brzmi inaczej – zasiej terror w sercach niewiernych – planeta ma się poddać.

Ci wspaniali mężczyźni we wspaniałych porwanych latających maszynach prawdopodobnie setki razy pokonywali te same trasy, wielokrotnie rozbijali się o te same budynki, zabijając siebie i tysiące innych. Kiedy wsiedli do prawdziwych samolotów, reszta była rutyną, robili to już tyle razy. Czy w symulatorach też odmawiali modlitwy? Nie można tego wykluczyć, to wręcz niemal pewne.

Zamach 11 września jest źródłem nieustającej chwały Allaha i jego bohaterów. Cios zadany Ameryce potwierdzał, że Allah jest największy. Zapytałem wykształconą młodą kobietę, czy kojarzy datę 11 września. Spojrzała na mnie niepewnie. Kiedy powiedziałem, że chodzi mi o zamach samolotami pasażerskimi w Ameryce, odpowiedziała, że coś czytała. Starszy przyjaciel pamiętał doskonale – usłyszał informację, jadąc w samochodzie, i nie mógł uwierzyć. Najbardziej rozwinięty kraj świata i banda fanatycznych obdartusów. Zapytałem innego znajomego, który często lata samolotami, czy wykrywacze metalu na lotniskach kojarzą mu się z islamem. Odpowiedział pytaniem, czy mam na myśli bandę Arafata i serię porwań samolotów przez jego ludzi. Te bramki nie budzą już zdziwienia ani pytań. W umysłach ludzi młodszych istnieją przecież od niepamiętnych czasów.

Systemy bezpieczeństwa mają zawsze jakieś luki. Terroryści mogą ich szukać bez końca, mają możliwość podejmowania niezliczonej liczby prób. Mają silną motywację, przekonanie o własnej wyższości moralnej, mają dostęp do ogromnych ilości pieniędzy. Najbardziej niebezpieczne wydaje się przekonanie, że fanatycy są ludźmi prymitywnymi, głupszymi od nas. W społeczeństwach totalitarnych ludzki potencjał kierowany jest na podbój świata. Taka obietnica apeluje do ludzkiej duszy. Będziesz panem życia i śmierci. Muzułmanie są najlepszym narodem Allaha, niewierni mogą się nawrócić albo zostać ścięci. Nic nowego, tyle że teraz to najmocniej wydaje się działać właśnie w tej kulturze. Tak niedawno najlepszymi byli blondyni o niebieskich oczach, współczujący ubogim komuniści, a jeszcze wcześniej inni, gotowi na męczeństwo dla Wielkiej Sprawy. Banalność zwykłego życia jest słabą inspiracją dla wzniosłej duszy.

Od starożytności zastanawiano się, gdzie dusza ma siedzibę w ciele – serce czy głowa? Przecież nie palec, chociaż palec może wskazać, kogo zabić, kogo tylko zniewolić, a przed kim uciekać. Nasi przodkowie nie mogli wiedzieć, że dusza jest w każdej komórce naszego ciała. Nasz jednostkowy lub, jak wolą uczeni, haploidalny genom to zestaw odziedziczonych cech, skłonności, które będzie wzmacniać lub osłabiać kultura. Jest tam stała mieszanka – skłonność do gniewu i tkliwości, przemoc i sadyzm tuż obok czułości, gwałtowność i namysł. Dusza może się zmieniać pod wpływem choroby, przypadkowych zdarzeń, obsesji spowodowanej traumą. Indoktrynacja jest narzędziem skutecznym. Chcemy wierzyć, że myślimy samodzielnie, że mamy własne poglądy, że jesteśmy dobrzy. Czasami uciekamy od siebie, budując nowe ja. Są byli komuniści, byli naziści, byli muzułmanie.

Dziwna rocznica. Ćwierć wieku terroru? Terror jest znacznie starszy, towarzyszy nam od zarania dziejów. Okrucieństwo ma sparaliżować silniejszego wroga. Jest metodą, do której trzeba dorobić moralną teorię.

11 września i 7 października łączy ta sama Idea – zasiej strach w sercach niewiernych – tak każe Księga religii pokoju. Mały chłopiec stoi z wielkim plakatem z napisem informującym, że dla pokoju na świecie Izrael musi zostać zniszczony.

Jak wyjaśnić, dlaczego sprzeciw wobec tej Wielkiej Sprawy jest dziś testem człowieczeństwa? Dlaczego kłamstwa o Izraelu apelują do najmroczniejszych zakątków duszy, zarówno w Afryce, jak i nad Wisłą? Kłamstwa o Żydach służą mobilizacji przeciw niewiernym, utrwalaniu przekonania, że niewierni sieją zepsucie, a Żydzi są niewiernymi bardziej niż ktokolwiek inny. Pies Pawłowa ślini się na dźwięk dzwonka, który słyszał tak często. Ten akurat dzwonek dzwonił od dziesiątków pokoleń, więc dusze reagują automatycznie. Ślinotok wiecznie żywy.

Allah jest największy, Bin Laden zwyciężył. W utrwalaniu zwycięstwa pomagają ludzie dobrej woli, ogromnie ekumenicznie, bez obaw, wręcz przeciwnie, zdobiąc co nieludzkie czarno-białą kefią.

W niedzielę idę na chrzest niemowlęcia. Kim będzie? W jakim świecie dożyje starości? Jak świat będzie obchodził setną rocznicę tamtego zamachu? Tak wiele pytań bez żadnej odpowiedzi.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Two screens, one choice: The lie of ‘Naza’ and the truth of ‘Fauda’


Two screens, one choice: The lie of ‘Naza’ and the truth of ‘Fauda’

Fiamma Nirenstein


While a libelous Israeli film was rewarded in Venice with a jury prize and a standing ovation, the popular TV series confronts viewers with the truth about Oct. 7.

Yuval Abraham and Rachel Szor pose with the Special Jury Prize for “Naza” at the 83rd Venice International Film Festival in Italy, on Sept. 12, 2026. Photo by Stephane Cardinale/Corbis via Getty Images.

I was there. And in a sense, I have been inside both films.

The first is “Naza,” an Israeli movie that won the Special Jury Prize at the Venice Film Festival and received an astonishing 25-minute standing ovation on Saturday.

Do not be deceived by the applause.

The creators are themselves Jews and Israelis. That creates a double deception: The film can be presented to international audiences not merely as an accusation against Israel, but as an accusation seemingly validated from within Israeli society itself.

Yet they employ against the Jews one of the oldest weapons in the arsenal of antisemitism: a blood libel.

I investigated the Israel Defense Forces’ war on the ground, including the deaths of civilians that “Naza” depicts as the consequence of a deliberate policy of cruelty and extermination.

The truth is the opposite.

Then there is the second screen: Netflix, where millions of viewers around the world are watching the TV series “Fauda.” It is a magnificent series, and in its latest season, it confronts an international audience with something many people have never truly understood: the horror of Oct. 7, 2023.

In the aftermath of the Hamas massacre, I visited the burned-out kibbutzim. I walked through the homes of murdered young people and saw blood in kindergartens. I saw the dead piled up. I listened to parents and children and heard testimony about rape and other atrocities.

These are the two screens now before us: the lie and the truth.

The reception given to “Naza” in Venice tells us something disturbing about a cultural milieu apparently eager to believe the worst accusations against the Jewish state. The anonymous voices in the film who claim that Israel made a decision to target civilians make accusations that my own experience contradicts. My witnesses are not anonymous.

At Tze’elim, I entered the high-tech command tents from which soldiers are directed building by building, house by house and tunnel by tunnel.

Asaf, a 51-year-old colonel, and other soldiers explained to me how instructions are issued in real time: Stop. Advance. Change route. Destroy. Avoid.

The purpose is twofold: to protect Israeli soldiers and to protect civilians.

That is the opposite of the picture presented by “Naza.”

Indeed, the more I have investigated Israel’s conduct of this war, the more convinced I have become of something extraordinary: Never in the history of warfare has an army done so much to try to protect the civilian population of its enemy. Never.

I also met the lawyers whose job is to determine, according to international law, whether a threat to life emanating from a tower, an underground tunnel or even a hospital makes a target lawful.

War is terrible. Civilians die. Gaza has suffered enormously. But suffering does not prove an Israeli policy of deliberately killing civilians. To turn the tragedy of war into an accusation that Jews deliberately thirst for innocent blood is something much older and darker.

That is why the applause in Venice matters. Twenty-five minutes of applause for a blood libel.

And then there is “Fauda.”

In episodes seven and eight, viewers encounter the Oct. 7 massacre in a way that millions around the world have never seen it before.

Most of the public has never watched the 53 minutes of footage from the massacre that many journalists and officials have seen, much of it recorded by the Hamas terrorists themselves. Perhaps they should have.

After Oct. 7, I spoke with Avida. Trapped in a shelter with one leg severed, he saw his wife, Dana, and 15-year-old Carmel murdered. Carmel told him: “Dad, bury me with my surfboard.” Avida survived with 13-year-old Hadar.

I spoke with Nir, the father of 6-year-old Amit, who had been kidnapped.

“He’s a Juventus fan,” he told me. “He’s smart. You’ll see, he’ll make it through, and then I’ll take him to Italy.”

At the same time, the Bibas children were in the hands of Hamas. They, too, became symbols of what happened when the terrorists crossed into Israel on Oct. 7.

Now the world has two screens before it.

On one, “Naza” receives a jury prize and prolonged applause in Venice for presenting Israel as a country that deliberately kills civilians.

On the other, “Fauda” brings millions of viewers face to face with the savagery that started this war.

Lie and truth.

Deuteronomy tells us: “I have set before you life and death, blessing and curse.”

Perhaps it is time to choose.

And perhaps it is time to choose the truth.


Fiamma Nirenstein is an Italian-Israeli journalist, author and senior research fellow at the Jerusalem Center for Security and Foreign Affairs (JCFA). An adviser on antisemitism to Israel’s Ministry of Foreign Affairs, she served in the Italian Parliament (2008-2013) as vice president of the Foreign Affairs Committee. A founding member of the Friends of Israel Initiative, she has written 15 books, including October 7, Antisemitism and the War on the West, and is a leading voice on Israel, the Middle East, Europe and the fight against antisemitism.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com