UNIFIL manipuluje danymi


UNIFIL manipuluje danymi

Elder of Ziyon


UNIFIL zgłosił ponad 10 000 izraelskich naruszeń rezolucji 1701 od czasu zawieszenia broni w listopadzie 2024 roku. Ta liczba (lub jeszcze wyższe) jest szeroko przytaczana jako dowód na to, że Izrael nie przestrzega porozumień.

Ile naruszeń Hezbollahu UNIFIL zgłosił w tym samym okresie?

Tu sprawy zaczynają się komplikować.

Liczba dotycząca Izraela jest precyzyjna, skumulowana i przygotowana pod nagłówki. Rzecznik UNIFIL przekazał ją agencjom informacyjnym w okolicach pierwszej rocznicy zawieszenia broni: ponad 8100 naruszeń w przestrzeni powietrznej, ponad 2600 działań naziemnych na północ od Niebieskiej Linii, ponad 1000 trajektorii ostrzału.

Liczba dotycząca Hezbollahu nie pojawia się nigdzie w porównywalnej formie. Nie została wspomniana podczas tej samej konferencji prasowej.

Okresowe raporty Sekretarza Generalnego ONZ dotyczące rezolucji 1701, przedstawiane Radzie Bezpieczeństwa, klasyfikują co prawda broń powiązaną z Hezbollahem na południe od rzeki Litani jako naruszenia — sformułowania są jednoznaczne. Raporty podają liczby: 194 składy broni odkryte w jednym okresie, 225 w kolejnym, ponad 360 pod koniec 2025 roku. Może to więc sprawiać wrażenie, że UNIFIL bezstronnie raportuje naruszenia do ONZ.

Nie jest to nawet bliskie prawdy, jeśli przyjrzeć się temu, co uznaje się za pojedyncze „naruszenie”.

W przypadku Izraela pojedynczy lot bojowy liczony jest według liczby samolotów, a nie jako jedno zdarzenie. Większość naruszeń nie dotyczyła zresztą izraelskich myśliwców, lecz dronów — a pojedynczy lot drona nad Libanem może zostać policzony jako wiele naruszeń. Dron utrzymujący się w powietrzu przez wiele godzin, zmieniający kierunek lub wysokość, dzielony jest na odrębne trajektorie — każda stanowi osobny wpis w rejestrze. Jedna misja rozpoznawcza wzdłuż Niebieskiej Linii może sama wygenerować pięć lub dziesięć naruszeń.

Porównajmy to z tym, jak UNIFIL raportuje odnajdywane składy broni. Każdy skład liczony jest jako jeden, niezależnie od tego, czy zawiera trzy stare karabiny, czy tysiąc rakiet. Pudełko po butach z zardzewiałymi magazynkami do AK i tunel wypełniony przeciwpancernymi pociskami Kornet to oba przypadki „jednego składu”.

Naruszenia izraelskie liczone są w najmniejszych możliwych jednostkach. Naruszenia Hezbollahu — w największych możliwych agregatach.

Jest jeszcze gorzej. UNIFIL liczy tylko to, o czym wie bezpośrednio lub poprzez LAF (Libańskie Siły Zbrojne). Tymczasem Hezbollah otwarcie chwali się, że wprowadza w błąd władze libańskie, ujawniając przestarzałe składy, które można zniszczyć, podczas gdy rzeczywiste, aktywne magazyny podziemne oraz składy ukryte w domach cywilnych przy granicy pozostają nietknięte. Dowódca, który powiedział NPR: „dawaliśmy im puste skrzynki albo kilka starych rzeczy do wysadzenia”, opisywał dokładnie ten materiał, który składa się na ponad 360 zgłoszonych przez UNIFIL „składów”. Jedyny wskaźnik, którym UNIFIL mierzy zgodność Hezbollahu, jest wskaźnikiem, którym Hezbollah jawnie manipuluje.

100 naruszeń w jednej szkole

Gdyby UNIFIL liczył naruszenia Hezbollahu w taki sam sposób, w jaki liczy naruszenia Izraela, wówczas każdy karabin, każdy granat, każdy RPG, każda rakieta, każdy pocisk moździerzowy, każda wyrzutnia, każdy ładunek wybuchowy, każdy Kornet byłby osobnym naruszeniem rezolucji 1701 — bo nim jest. Przedwojenny arsenał Hezbollahu na południe od Litani szacowano w źródłach otwartych na dziesiątki tysięcy rakiet, tysiące pocisków przeciwpancernych, dziesiątki tysięcy RPG i broni strzeleckiej, a także znaczne ilości moździerzy, granatów i ładunków wybuchowych. Siły Obronne Izraela przejęły już ponad 85 000 sztuk broni i wyposażenia wojskowego podczas częściowego przeszukania około 30 wiosek. Donoszono, że batalion inżynieryjny 603A znalazł i zniszczył ponad 1000 obiektów infrastruktury terrorystycznej, z „niekończącą się” ilością broni, w zaledwie pięć tygodni działań. Ostrożne szacunki liczby pojedynczych egzemplarzy broni na południe od Litani — z których każdy stanowi naruszenie 1701 — sięgają setek tysięcy. Jeśli doliczyć pojedyncze jednostki amunicji i naboje — milionów. Nie jest to bardziej absurdalne niż liczenie jednego drona patrolującego Niebieską Linię jako dziesięciu naruszeń, jak czyni UNIFIL.

A broń to tylko połowa problemu. Rezolucja 1701 zakazuje obecności „jakiegokolwiek uzbrojonego personelu, zasobów lub broni” poza LAF i UNIFIL na tym obszarze. Każdy uzbrojony bojownik Hezbollahu na południe od Litani stanowi osobne naruszenie, niezależnie od tego, co posiada. Samą jednostkę Radwan szacowano przed wojną na kilka tysięcy bojowników rozmieszczonych na południu, a łączna liczba uzbrojonego personelu Hezbollahu w tym rejonie była znacznie wyższa. To kolejne tysiące naruszeń, których UNIFIL nigdy nie policzył.

Nie znajdzie się żadnej konferencji prasowej, na której UNIFIL stwierdziłby, że Hezbollah naruszył rezolucję 1701 setki tysięcy razy.

UNIFIL manipuluje danymi. Maksymalizuje liczbę naruszeń Izraela i minimalizuje liczbę naruszeń Hezbollahu — zarówno pod względem liczby, jak i charakteru. I to jeszcze zanim uwzględni się długą, udokumentowaną historię przymykania oczu na to, co Hezbollah faktycznie budował w południowym Libanie — osiemnaście lat, podczas których zgromadził arsenał dziesiątek tysięcy rakiet i pocisków, sieć tuneli porównywalną z Gazą oraz infrastrukturę jednostki Radwan w odległości metrów od pozycji UNIFIL, podczas gdy UNIFIL niemal niczego nie raportował.

Krążąca w światowych mediach liczba 10 000 nie jest dowodem na niewłaściwe działania Izraela. Jest dowodem na stronniczość — i bezużyteczność — UNIFIL.


Link do oryginału:

Elder’s Substack
UNIFIL cooks the books
UNIFIL has reported over 10,000 Israeli violations of Resolution 1701 since the November 2024 ceasefire. This number (or larger ones) are widely quoted as evidence of Israel not adhering to agreements…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Jewish American Heritage Month: US Jews face a unity test – opinion


Jewish American Heritage Month: US Jews face a unity test – opinion

WILLIAM C. DAROFF

An American Jewish man praying / (photo credit: REUTERS)

May marks Jewish American Heritage Month, a time to reflect on a history marked by movement from margin to belonging.

Jews arrived in North America in 1654, when a small group landed in New Amsterdam – now New York City – seeking something rare in Jewish history: the ability to live openly, to build families and institutions, and to participate fully in civic life without surrendering their identity. That promise did not always hold. But it proved real and durable enough to take root.

Over more than three and a half centuries, Jewish Americans helped shape the country they joined. In law, science, culture, and public life, they became participants in the American project rather than observers at its edges. They shaped American constitutional life, advanced scientific discovery, and defined elements of American culture.

That record reflects a deeper alignment between the Jewish experience and American possibility: a shared emphasis on learning, responsibility, community, and the belief that the future can improve on the past.

But the story does not move in a straight line.

Members of the congregation listen to remarks by US President Barack Obama (not pictured) on Jewish American History Month at the Adas Israel Congregation synagogue in Washington May 22, 2015. (credit: REUTERS/JONATHAN ERNST)

Jewish Americans have faced periods of exclusion and hostility, from formal barriers in universities and professions to open antisemitism. Each time, the response did not retreat. It drove adaptation: building institutions, strengthening communal life, and deepening engagement with the broader society.

Antisemitism no longer hidden in the US

In the aftermath of the October 7 massacre, those patterns have reasserted themselves with force. Antisemitism no longer sits at the margins. It appears on campuses, in public spaces, and in civic life, often framed in political language but unmistakable in its targets. Assumptions that once felt settled no longer hold.

American Jewish history does not turn on any single difficult moment. It turns on what follows: the capacity to endure, to adapt, and to keep building. In that sense, the American Jewish experience reflects something larger.

For over 3,500 years, Jewish history has followed a similar arc, facing disruption, responding with resilience, and rebuilding with purpose. The American chapter does not stand apart from that story. It continues under conditions that remain exceptional in Jewish life.

The freedoms that drew earlier generations remain intact. The institutions that sustained Jewish life still stand. The broader American framework, imperfect but resilient, continues to offer possibilities that remain rare in Jewish history.

This is more than a celebration. It is a recognition of continuity. The story of Jewish life in America has always paired challenge with achievement, and its trajectory reflects how each generation responds.

The designation of Jewish American Heritage Month reflects that progress, established through bipartisan legislation and formally recognized in 2006 by President George W. Bush, affirming that Jewish contributions are not peripheral to the American story but integral to it, and as someone who worked closely with Senator Arlen Specter, Congresswoman Debbie Wasserman Schultz, and the White House at the time, nearly twenty years ago, to make that recognition official, I view it as part of a broader, ongoing effort to ensure that role is understood.

We are not where we began. The distance traveled matters.

The task now is clear: confront present challenges without losing sight of what we have built, and ensure that the next generation inherits not only resilience, but the conditions that sustain it.

One thread runs through this history: cohesion. American Jewish life has never been monolithic. Religious, political, and cultural differences persist. But at decisive moments, a sense of shared fate prevails. Unity without unanimity defines that balance.

Institutions were built to sustain a broader communal fabric: federations, schools, synagogues, community centers, and civic organizations grounded in the idea that Jewish continuity is a collective responsibility.

That instinct toward unity now faces a real test. Disagreement is inevitable and often healthy. Fragmentation carries risk, especially under external pressure. The strength of American Jewish life depends on the ability to hold differences within a framework of mutual obligation: to argue, even sharply, without losing sight of a shared inheritance and a common future.

At a time of renewed uncertainty, that balance is not a luxury. It is a necessity. The future of American Jewish life will depend on whether we sustain it.


The writer is CEO of the Conference of Presidents of Major American Jewish Organizations, the umbrella organization for the American Jewish community. His opinions do not necessarily represent those of the Conference’s 50 Jewish organizations from across the political spectrum. Follow him @Daroff


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel’s Eurovision Delegation Departs for Austria Led by Singer Noam Bettan


Israel’s Eurovision Delegation Departs for Austria Led by Singer Noam Bettan

Shiryn Ghermezian


Noam Bettan, Israel’s representative for the Eurovision Song Contest 2026, poses in this undated handout photo. Photo: Courtesy of Kan, Timor Elmalach/Handout via REUTERS

The Israeli delegation for the 70th Eurovision Song Contest, led by Israel’s representative in the competition Noam Bettan, departed the Jewish state on Friday morning and traveled to Austria for the annual event taking place this month.

Israel’s national airline El Al shared photos on Facebook of Bettan aboard the plane taking him to Vienna, where he will compete in the Eurovision with his original song “Michelle.” The song features lyrics in Hebrew, French, and English. Bettan, 27, will perform the track at the Eurovision with five dancers on stage, Israel’s national broadcaster Kan announced.

The Ra’anana native, whose parents are French, will represent his home country in the Eurovision this year after winning the latest season of the Israeli televised singing competition “Hakochav Haba” (“The Next Star”) in January.

“I am very happy and excited to represent our beautiful country in the biggest music competition in Europe, on the biggest stage in the world,” Bettan said before taking off on Friday morning, as reported by Kan. “I am coming with an open heart, and I want to give all the light and love I receive from everyone, back to the whole world … We have given our souls to bring the most amazing performance possible on stage with lots of surprises. There is going to be great joy on stage! It is a great privilege and responsibility, and I will do everything to represent with honor.”

El Al CEO Levi Halevi said he is confident Bettan will be successful in the competition. “Noam is going to represent us in a challenging time when it is of great significance to represent the country with honor around the world,” he added.

The first semi-finals for the Eurovision, in which Bettan will perform, will take place on May 12, followed by another semi-final on May 14. The grand final will be held on May 16.

Thirty-five countries are participating from around the world. Ireland, Slovenia, and Spain have announced they will not air the 70th Eurovision Song Contest or compete because of Israel’s participation. Iceland and the Netherlands will also not compete in the Eurovision this year due to Israel’s inclusion, but they will broadcast the competition.

Eurovision Song Contest Asia will launch in November 2026 and will be hosted in Bangkok, Thailand.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


1 maja – burzliwa historia Święta Pracy

1 maja 1978 r. Pochód w Warszawie. Fot. PAP / Zbigniew Matuszewski


1 maja – burzliwa historia Święta Pracy

Michał Szukała


Od pochodów i strajków lewicy niepodległościowej w czasie zaborów, przez burzliwe świętowanie w II RP i propagandowe defilady w PRL po pielgrzymki ludzi pracy na Jasną Górę – tak 1 maja obchodzono w Polsce na przestrzeni lat Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy zwany Świętem Pracy.

„Ja też śpiewam. A kolor jego jest czerwony. A kolor jego jest czerwony, bo na nim robotnicza krew. A kolor jego jest czerwony, bo na nim robotnicza krew! Tłum jak wielkie zwierzę. (…) Ja mieszkam w tłumie. Jestem Jonaszem, w kieszeni mam wypełnioną ołowiem pałkę. Tłum waży sześćset ton, tyle, co cztery płetwale, sześćset ton ludzkiego cielska, a kolor jego jest czerwony, bo na nim robotnicza krew. Idziemy Wolską, w stronę Starego Miasta, idziemy powoli i śpiewamy. Z okien czasem ktoś powiewa flagą, czerwoną, biało-czerwoną, krzyczy: »Niech żyje!«. Na Chłodnej dołączają do nas bundowcy i Poalej Syjon Lewica, chwilowo w stanie rozejmu, pochody mieszają się ze sobą, pamiętam to tak dokładnie, chwila zamieszania, pokrzykiwania przodowników i pochód formuje się ponownie, polskie transparenty, transparenty w jidysz, a ja zaraz za Szapirą, Szapiro rozluźniony i uważny, idziemy dalej. Za naszą bojówką bojówka Bundu, prawilne, zadziorne chłopaki, potem bojówka Poalej Syjon” – tak plastycznie opisywał pochód 1 maja w powieści „Król” Szczepan Twardoch. 

Niektórzy bohaterowie „Króla” idący ulicami Warszawy połowy lat trzydziestych mogli mieć w pamięci pochody z czasów panowania rosyjskiego, gdy przedstawiciele lewicy niepodległościowej ryzykowali nie tylko ranami odniesionymi w walkach z przeciwnikami politycznymi, ale także śmiercią z rąk rosyjskiej żandarmerii.

„Święto Funkcjonariuszy Pracy”

Obchody Międzynarodowego Dnia Solidarności Ludzi Pracy na ziemiach polskich są związane z rozwojem ruchu robotniczego w ostatnich dekadach XIX wieku. W 1886 r. policja stłumiła strajk robotników w Chicago. Co ciekawe, powodem protestu w McCormick Harvester Co. nie było łamanie praw pracowników, lecz planowana modernizacja fabryki, która oznaczała zwolnienie dużej części załogi. 1 maja rozpoczęły się starcia z policją. 4 maja jeden z robotników rzucił w funkcjonariuszy bombą. Zginęło jedenastu robotników i siedmiu policjantów. Sąd skazał siedmiu przywódców zamieszek na kary śmierci (wyrok wykonano wobec czterech). 

Trzy lata później kongres II Międzynarodówki uznał rocznicę rozpoczęcia tych krwawych zamieszek za Święto Funkcjonariuszy Pracy. Socjaliści określali skazanych jako męczenników bitwy o prawa robotnicze. Ogłoszony przy tej okazji hymn „Na dzień 1 maja” wykorzystywał melodię „Warszawianki” Wacława Święcickiego (później nazywanej „Warszawianką 1905”).

Ruch socjalistyczny na ziemiach polskich odradzał się w tym czasie po klęsce I Proletariatu. Pierwsze pochody i strajki organizowały II Proletariat i Związek Robotników Polskich. W 1891 r. w Łodzi i Żyrardowie doszło do starć z wojskiem, a następnie do represji władz carskich. Z późniejszych demonstracji największe rozmiary przybrały wystąpienia w okresie rewolucji 1905 r. Na 1 maja wydawano również specjalne ulotki i jednodniówki. 

Największy autorytet polskiej lewicy niepodległościowej, Bolesław Limanowski, z perspektywy Paryża w kolportowanej w Warszawie odezwie podsumowywał dotychczasowe efekty rewolucji: „Ten niespodziewany w swej potędze przejaw woli ludowej zatrwożył i najeźdźców, i wyzyskiwaczy. Najeźdźcy zaczęli przemawiać do ludu w jego ojczystym języku, który przedtem pogardliwie psim nazywali. Wyzyskiwacze spostrzegli, iż trzeba poczynić robotnikom ustępstwa, pomiarkować nieco swoją chciwość”. 

W przesłaniu Limanowski akcentował wątki niepodległościowe: „Musimy przygotować się należycie do wymiatania śmieci z kraju, kiedy na nas zawołają: już pora. A gdy wymieciemy śmiecie z kraju, to mając broń w ręku, nie pozwolimy, aby ktoś nieproszony gospodarzył w naszym domu, ale sami zostaniemy gospodarzami w naszej Rzeczypospolitej i urządzimy się tak, jak nam będzie najlepiej”.

„Czerwony sztandar”, „Warszawianka 1905”

W zupełnie innym tonie, już u zarania niepodległości utrzymane były pierwszomajowe odezwy organizacji lewicowych, które nie dążyły do budowy własnego państwa. 1 maja 1918 r. Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy wzywała do strajku generalnego wymierzonego w okupantów z Niemiec i Austro-Węgier oraz „na chwałę robotnikom rosyjskim, ich potężnemu zwycięstwu nad caratem i burżuazją, ich przesławnej rewolucji socjalnej”. Ostatecznym celem miało być zjednoczenie z rewolucją bolszewicką w Rosji.

Nieprzypadkowo więc w czasach II Rzeczypospolitej 1 maja na ulicach toczyły się walki nie tylko pomiędzy ugrupowaniami lewicowymi a Narodową Demokracją, ale również zwolennikami lewicy niepodległościowej i Komunistycznej Partii Polski. Oddzielne pochody organizowała też żydowska partia Bund. 

W niektórych regionach własne uroczystości miały również środowiska chłopskie. Były one wyjątkowo okazałe ze względu na udział orkiestr ludowych. Wszystkie pochody i wiece były chronione przez uzbrojone (czasami w broń palną) bojówki partyjne.

W największych ośrodkach przemysłowych – Warszawie, Łodzi i na Górnym Śląsku – robotnicy zbierali się w swoich fabrykach lub dzielnicach i wspólnie dołączali do wielkiego marszu w centrum miasta. „W fabryce Lilpopa o godz. 9 otwarto bramę dla umożliwienia publiczności wzięcia jak najliczniejszego udziału w obchodzie. […] Następnie uformował się pochód w liczbie ponad 3000 osób, reprezentujących fabryki Lilpopa, Franaszka oraz dzielnicę Wola i podmiejską Chrzanów. W pochodzie zwracał uwagę liczny oddział rowerzystów, młodzież ze sztandarami oraz kobiety i dzieci” – pisano w jednej z relacji w latach trzydziestych. 

Niekiedy w pochodach z tamtego czasu niesiono portrety teoretyków socjalizmu – Karola Marksa i Fryderyka Engelsa – oraz Ignacego Daszyńskiego i zamordowanego przez włoskich faszystów przywódcę socjalistów Giacoma Matteottiego. Od wieców odbywających się w innych krajach Europy te organizowane przez polską lewicę niepodległościową odróżniały również śpiewane pieśni: „Międzynarodówkę” zastępowano „Czerwonym sztandarem” i „Warszawianką 1905”. Stołeczne zgromadzenia PPS kończyły się z reguły na placu Dąbrowskiego, gdzie przywódcy formacji wygłaszali płomienne przemówienia.

„W oparciu o przymierze ze Związkiem Radzieckim”

„1 maj w roku bieżącym jest świętem o wyjątkowym znaczeniu. Tradycyjne święto pracy w warunkach odzyskanej niepodległości, w momencie odbudowy naszej państwowości, w momencie dobijania potwora hitlerowskiego w jego własnym, zbójeckim gnieździe – urasta do roli święta ogólnonarodowego” – stwierdzało wydawane na warszawskiej Pradze „Życie Warszawy” w 1946 roku. Artykuł „Święto 1 Maja w Polsce Odrodzonej” jest manifestem ideologicznego przesłania komunistów w pierwszych latach ich władzy. 

1 maja, podobnie jak początkowo tolerowane Święto Konstytucji 3 Maja, miał być wykorzystywany do propagowania ideałów „wolności, demokracji, postępu”. Walka o nie miała być kontynuacją walki z „reżimem sanacji” oraz okupantem niemieckim. „Tylko konsekwentne odgrodzenie się od sanacyjno-ozonowych tradycyj – tylko gruntowne wykorzenienie ich w naszym społeczeństwie – może być warunkiem, że cele, jakie postawiliśmy przed sobą na drodze do Polski demokratycznej, będą w pełni zrealizowane” – podkreślano w artykule podpisanym przez ppłk. Stefana Matuszewskiego, ministra informacji i propagandy w rządzie tymczasowym. „W oparciu o przymierze ze Związkiem Radzieckim potrafimy w całej pełni zapewnić naszemu demokratycznemu Państwu siłę i rozkwit w przyszłości” – dodawał Matuszewski.

Mimo że stolica była w gruzach, propagandowy dziennik wydawany na Pradze zapowiadał uroczystości mające odbyć się na lewym brzegu Wisły. „Już wczoraj w godzinach popołudniowych Warszawa przybrała odświętną szatę. Gmach Opery na Placu Teatralnym i cały szereg ocalałych wśród ruin domów udekorowano portretami Prezydenta Bieruta, Premiera Osóbki-Morawskiego, gen. broni Roli-Żymierskiego i opasano olbrzymimi wstęgami i wieńcami zieleni. Wieczorem na głównych arteriach Warszawy po raz pierwszy od dłuższego czasu zajaśniały żarówki elektryczne latarni ulicznych. […] Radosny nastrój tłumów biorących udział w tej wieczornej manifestacji w przeddzień Święta 1 Maja, jasno oświetlone ulice stolic, artystycznie wykonane dekoracje usunęły nieco w cień smutny obraz gruzów i ruin Warszawy” – opisywali redaktorzy „Życia Warszawy”. 

1 maja pierwsza defilada w Polsce rządzonej przez komunistów przeszła od placu Teatralnego, przez Krakowskie Przedmieście do skrzyżowania z Alejami Jerozolimskimi. Gazeta „szacowała” liczbę manifestantów na 100 tysięcy.

Poza powtarzającymi się „rytualnymi” przemówieniami podkreślającymi wagę przyjaźni ze Związkiem Sowieckim i „przemian demokratycznych” przedstawiciele nowej władzy ostrzegali „wrogów ludu”. „Usiłuje jeszcze bruździć reakcja. My umiemy doskonale odróżnić nieznanych żołnierzy i bojowników, którzy ginęli pod gruzami Warszawy w walce z Hitlerem, od przywódców, od tej złej kliki, przez którą Warszawa została zniszczona. Niech reakcja nie usiłuje zainkasować zasług tych, którzy nie dla niej ginęli, lecz ginęli dla Polski” – mówił reprezentujący PPR minister oświaty Stanisław Skrzeszewski.

Co charakterystyczne dla pierwszego okresu istnienia „Polski ludowej”, obok informacji o obchodach 1 maja zamieszczano zapowiedzi uroczystości w rocznicę Konstytucji 3 maja. W mszy za ojczyznę w ocalałym kościele seminaryjnym miały wziąć udział władze państwowe i wojsko.

„Zobacz, dziecko, to nasz wódz, nauczyciel, przyjaciel”

W kolejnych latach wraz z umacnianiem się nowego systemu obchody 1 maja stawały się coraz bardziej masowe i przymusowe dla robotników, uczniów i „inteligencji pracującej”. Oficjalne ogłoszenie 1 maja świętem państwowym było tylko formalnym potwierdzeniem tego procesu. „Dla zadokumentowania osiągnięć i zwycięstw klasy robotniczej, przodującej siły Narodu, budującego socjalizm, jako wyraz umocnienia się władzy ludowej, w hołdzie dla tysięcy bojowników wolności i postępu, dla zamanifestowania solidarności narodu Polskiego z siłami postępu i pokoju na całym świecie, w 60-tą rocznicę pierwszego obchodu międzynarodowego święta proletariatu w Polsce stanowi się, co następuje: Dzień 1 maja jest dniem święta państwowego, wolnym od pracy” – głosiła ustawa z kwietnia 1950 r. o ustanowieniu 1 maja świętem państwowym.

Propaganda komunistyczna w okresie stalinizmu wydaje się dokładnym odzwierciedleniem zapisów ustawy z kwietnia 1950 r. Podczas wielkiego pochodu 1 maja 1950 r. szczególnie wiele transparentów i słów poświęcono „współpracy i przyjaźni” ze Związkiem Sowieckim. Symbolem „budowy socjalizmu” były liczne hasła zapewniające o wykonaniu tzw. planu sześcioletniego. Wzorem pochodów moskiewskich ważnymi aktorami ich polskich odpowiedników byli przodownicy pracy przepasani szarfami informującymi o przekroczeniu norm prac. Na niektórych wiecach byli obecni weterani ruchu z czasów przewrotu 1905 r. „Cześć wielkim rewolucyjnym tradycjom 60-letnich walk pierwszomajowych” – głosił jeden z transparentów. Konsekwentnie pomijano ich ówczesne barwy partyjne. Przynależność do niepodległościowego PPS kłóciłaby się z czczonymi przez komunistów „tradycjami internacjonalistycznymi” przeciwnej odbudowie niepodległości Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy.

1 maja był także okazją do budowy polskiego odpowiednika stalinowskiego kultu jednostki. W „Polskiej Kronice Filmowej” z maja 1950 r. można było obejrzeć relację z wizyty delegacji młodzieży szkolnej u prezydenta RP Bolesława Bieruta. „Prezydent życzył swym gościom – przodownikom w nauce – żeby w przyszłości stali się również przodownikami pracy” – relacjonował lektor PKF Andrzej Łapicki. Mimo że podczas uroczystości w ogrodach Belwederu uczestniczyli też premier Józef Cyrankiewicz i sowiecki marszałek w polskim mundurze Konstanty Rokossowski, to Bierut był jedynym bohaterem tego wydarzenia. W PKF z 1953 r., szczytowego okresu polskiego stalinizmu, kamera uchwyciła scenę, w której matka pokazywała kilkuletniemu synowi Bieruta na trybunie honorowej. „Zobacz, dziecko, to nasz wódz, nauczyciel, przyjaciel” – głosił komentarz. Zbliżało to dyktatora do propagandowego wizerunku nieżyjącego już wówczas przywódcy ZSRS.

„Prawdę dziś mówi »Miś«”, „Czytajcie »Świerszczyk«, bo nie kłamie”

Po przełomie roku 1956 r. ideologiczne natężenie propagandy nieco zelżało. Zniknęło też wiele „rekwizytów” epoki stalinowskiej – portrety przywódców ZSRS (poza wizerunkami „wodza rewolucji” Włodzimierza Lenina) i hołubieni przez propagandę przodownicy pracy. Rezygnacja z uczestnictwa w pochodzie nie wiązała się również z dużym ryzykiem utraty pracy. W przemówieniu Władysława Gomułki nie pojawiały się wątki dotyczące konieczności nasilenia walki z „krajami imperialistycznymi”, ale raczej podjęcia współzawodnictwa. „O tempie naszego marszu naprzód w ostateczności decyduje bowiem człowiek – jego poziom, jego praca, jego patriotyzm, jego poczucie społeczne, jego twórcza i dalekosiężna myśl” – zaznaczał nowy lider PZPR. Gomułka nie odniósł się w żaden sposób do entuzjazmu społecznego października 1956 r., który wyniósł go do władzy. Wydaje się, że był to jeden z kolejnych przejawów końca odwilży.

Rozczarowanie rządami Gomułki i wydarzenia roku 1968 skłoniły środowiska studenckie do protestu przeciwko represjom. Do najbarwniejszego doszło we Wrocławiu, gdzie studenci przemaszerowali przed trybuną honorową z hasłami: „Prawdę dziś mówi +Miś+” oraz „Czytajcie +Świerszczyk+, bo nie kłamie”. Ironicznie skandowano także imię I sekretarza, naśladując w ten sposób zwyczaje partyjne. Podobnie było w maju 1971 r., kilka miesięcy po masakrach na Wybrzeżu.

Atmosfera 1 maja w latach siedemdziesiątych miała być w zamierzeniu władz partii bardzo swobodna. Polska Kronika Filmowa ukazywała święto 1 maja raczej jako radosny dzień skupiający przedstawicieli wszystkich profesji. Szczególnie okazale wyglądał warszawski pochód 1 maja 1975 r. – u szczytu okresu gierkowskiej prosperity. Propagandowa narracja PKF niemal całkowicie pomijała ideologiczny wymiar święta. Przypominano jedynie o sukcesach ostatniego czterolecia. „Na VII Zjazd Partia przyjdzie z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i programem dalszego rozkwitu Polski”. Kamery pokazywały ujęcia z wnętrza pochodu. Skupiały się one nie tylko na robotnikach reprezentujących kluczowe zakłady przemysłowe, ale również na hołubionych przez władzę luminarzach polskiej kultury, szczególnie popularnych aktorach i reżyserach filmowych. Ogromną siłę przyciągania miały też imprezy odbywające się po zakończeniu wiecu, na których można było kupić „towary deficytowe” – słodycze czy owoce cytrusowe.

„Precz z komuną”, „Nie stój z boku, chodź na pochód”

W 1981 r. do oficjalnych obchodów przyłączali się działacze „Solidarności”. Biuro Polityczne KC PZPR odnotowało wiele przypadków „nacjonalizmu i antyradzieckości”. Od roku 1982 wiele świąt 1 maja przeradzało się w zamieszki. W 1985 r. oficjalny pochód w Gdańsku został niemal całkowicie rozbity nie przez „Solidarność”, która zorganizowała niewielki marsz prowadzony przez Lecha Wałęsę, lecz anarchistyczny Ruch Społeczeństwa Alternatywnego. W 1986 r. opozycji udało się zmniejszyć frekwencję na pochodach dzięki akcji telefonów do zakładów pracy – rozmówcy podszywali się pod działaczy miejscowych komitetów partyjnych i zawiadamiali, że z powodu katastrofy w Czarnobylu obchody odwołano. W latach osiemdziesiątych ciężar autentycznego święta pracy przejęły organizowane przez ks. Jerzego Popiełuszkę pielgrzymki ludzi pracy na Jasną Górę.

Wyjątkowy wymiar miały obchody z 1 maja 1989 r. W atmosferze pierwszej w dziejach PRL prawdziwej kampanii wyborczej ulicami Warszawy przeszedł legalny pochód opozycji, który wyruszył sprzed grobu ks. Popiełuszki przy żoliborskim kościele św. Stanisława Kostki. Na trasie prowadzącej na Podzamcze skandowano m.in. hasła: „Precz z komuną” i „Nie stój z boku, chodź na pochód”. Niezwykle blado wyglądał z kolei zorganizowany przez władze wiec na placu Zwycięstwa. „Wartki bieg wydarzeń odmienia naszą rzeczywistość. Łatwo nieraz o utratę równowagi, poczucia kierunku, a my musimy iść tylko naprzód, usuwać wszystko to, co się przeżyło, bronić tego, co trwałe, rozwijać to, co jest jutrem socjalizmu” – stwierdził I sekretarz KC PZPR Wojciech Jaruzelski. Zaledwie kilka miesięcy później miało się okazać, że był ostatnim przywódcą swojej partii, który przemawiał 1 maja. W 1989 r. tradycję pochodów, które były już tylko cieniem dawnych uroczystości, udało się podtrzymać m.in. w Bydgoszczy, Poznaniu i Szczecinie. Gdzie indziej ograniczano się do wieców i festynów.

„O zachowanie godności pracy ludzkiej”

Po 1989 r. widoczny w sferze publicznej stał się również religijny wymiar obchodów tego dnia. 1 maja jest także Świętem Józefa Rzemieślnika. Proklamował je papież Pius XII 1 maja 1955 r. W nauczaniu Kościoła kształtowanym od pontyfikatu Leona XIII znaczenie pracy jest jednym z najważniejszych elementów rozważań o społeczeństwie. „Praca ludzka stanowi klucz, i to chyba najistotniejszy klucz, do całej kwestii społecznej, jeżeli staramy się ją widzieć naprawdę pod kątem dobra człowieka” – podkreślał papież Jan Paweł II w encyklice „Laborem exercens”. Najważniejszym ośrodkiem kultu św. Józefa w Polsce jest Narodowe Sanktuarium pod jego wezwaniem w Kaliszu. 1 maja przybywa tam Ogólnopolska Pielgrzymka Pracowników i Pracodawców, organizowana przez NSZZ „Solidarność”.

Ustawa z roku 1950 w niezmienionym kształcie obowiązywała przez ponad pół wieku. W styczniu 2007 r. Sejm RP uchwalił jej nowelizację. „W hołdzie wszystkim tym, którzy swoją pracą tworzyli wielkość Naszej Ojczyzny, wspierali jej rozwój i budowali przyszłość dla następnych pokoleń, dla podkreślenia wartości pracy ludzkiej – rozumianej jako moralny obowiązek człowieka, ale też jako doskonalenie świata nas otaczającego – dokonującej się poprzez wszechstronny rozwój osoby ludzkiej, w trosce o zachowanie godności pracy ludzkiej i wiążącej się z tym wolności i mądrości” – brzmi nowa preambuła uzasadniająca zachowanie Święta Pracy.(PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Wynik sekcji zwłok wskazuje, że ks. Jerzy Popiełuszko zmarł wskutek uduszenia 19 października 1984 r.

Od lewej: dyrektor Zakładu Medycyny Sądowej Collegium Medicum UJ dr hab. Tomasz Konopka oraz przewodniczący Rady Naukowej Muzeum Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki prof. Paweł Skibiński podczas konferencji prasowej nt. „Sądowo-lekarska analiza przyczyn i okoliczności śmierci ks. Popiełuszki” w siedzibie Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie, 24 kwietnia 2026 r. Fot. PAP/Tomasz Gzell


Wynik sekcji zwłok wskazuje, że ks. Jerzy Popiełuszko zmarł wskutek uduszenia 19 października 1984 r.

iżu/ agz/


Wynik sekcji zwłok wskazuje, że ks. Jerzy Popiełuszko zmarł wskutek uduszenia 19 października 1984 r. – przekazał w piątek kierownik Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie dr hab. Tomasz Konopka, odnosząc się do teorii, zgodnie z którą kapelan „Solidarności” został zamordowany 25 października 1984 r.

Na piątkowej konferencji prasowej, poświęconej sądowo-lekarskiej analizie przyczyn i okoliczności śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, dr Konopka przedstawił wyniki analizy dokumentacji zgromadzonej podczas śledztwa i procesu sądowego w 1984 r. i w 1985 r. oraz opinie biegłych wytworzone po 2000 r.

Specjalista przeanalizował również kilkunastogodzinny, filmowy zapis sekcji zwłok księdza Popiełuszki przeprowadzonej w Zakładzie Medycyny Sądowej w Białymstoku po wydobyciu z jego ciała Wisły.

O konsultację w tej sprawie poprosiła doktora Konopkę Rada Naukowa Muzeum Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie, w związku z pojawiającymi się w przestrzeni publicznej alternatywnymi wersjami zabójstwa. Jedną z nich przedstawił prokurator Andrzej Witkowski, który prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki dwukrotnie. Najpierw, w latach 1990-1991, w Departamencie Prokuratury Ministerstwa Sprawiedliwości, a następnie, w latach 2002-2004, w strukturach Instytutu Pamięci Narodowej. Według Witkowskiego, ks. Popiełuszkę zamordowano dopiero 25 października 1984 r., po kilkudniowych torturach i przetrzymywaniu w bunkrze w Kazuniu.

W opinii dr. Konopki ksiądz Popiełuszko zmarł wskutek uduszenia w noc po porwaniu 19 października 1984 r. Jak zastrzegł, gdyby ks. Popiełuszko był rzeczywiście przetrzymywany w bunkrze od 19 do 25 października, to na jego rękach musiałyby pojawić się odleżyny po skrępowaniu rąk, a na odzieży znajdowałyby się ślady oddawania kału i moczu, czego nie stwierdzono w czasie sekcji zwłok. Dodał, że ślady na ciele nie wskazują również na to, że ks. Popiełuszko był przed śmiercią torturowany.

– Jeżeli stosowano tortury, to co najwyżej psychiczne albo przesłuchania. Prawdziwe tortury zostawiają rzeczywiste obrażenia. Na ciele zmarłego nie było żadnych ran, złamań żeber, zębów, ani nosa. Były tylko podbiegnięcia krwawe w skórze i mięśniach – zaznaczył.

Dr Konopka podkreślił, że przeciw teorii o przetrzymywaniu ks. Popiełuszki w bunkrze świadczy również fakt, że w miejscach obrażeń nie ma nacieku leukocytarnego, czyli skupiska białych krwinek w tkankach, co jest odpowiedzią układu immunologicznego na uszkodzenie. Zaznaczył, że naciek leukocytarny pojawia się po 4-5 godzinach od urazu, a więc jest widoczny jedynie jeżeli ofiara przeżyje co najmniej 4-5 godzin po pobiciu.

– Brak nacieku, którego w tym przypadku szczegółowo poszukiwano w różnych narządach, oznacza, że ksiądz Popiełuszko został pobity mniej niż 4-5 godzin przed śmiercią. Gdyby został zabity 25 października, to by oznaczało, że nie był bity przy porwaniu ani w kolejnych dniach, bo wtedy wylewom krwawym towarzyszyłby jednoznaczny naciek leukocytarny, a nawet cechy gojenia – zastrzegł dr Konopka.

Ekspert przypomniał, że w 2002 roku, w odpowiedzi na pojawiające się w przestrzeni publicznej teorie, że ks. Popiełuszko został zamordowany później niż 19 października, Instytut Pamięci Narodowej zwrócił się do trzech kierowników Zakładu Medycyny Sądowej z Warszawy, z Katowic i Wojskowej Akademii Medycznej, o wydanie opinii w sprawie czasu zgonu. Wówczas biegli – Władysław Nasiłowski, Aleksander Dubrzyński i Jan Dzida – przyjęli na podstawie odnotowanego w protokole sekcyjnym słabego stężenia pośmiertnego, że czas zgonu mógł być krótszy niż przyjmowano to wcześniej.

Dr Konopka wyjaśnił, że stężenie pośmiertne, czyli zesztywnienie mięśni, wykształca się w czasie 6 do 7 godzin od momentu śmierci, przez następne dwie czy doby utrzymuje się niezmienione, po czym zaczyna ustępować i zanika całkowicie po kolejnych kilku dniach, w miarę postępu rozkładu zwłok. – W niniejszym przypadku stopień rozkładu zdecydowanie wyklucza zachowanie nawet słabego stężenia pośmiertnego – zaznaczył dr Konopka.

Jednocześnie zastrzegł, że sztywność kończyn opisana przed sekcją zwłok, która została zinterpretowana jako szczątkowe, ustępujące stężenie pośmiertne, to w przypadku zwłok wyłowionych z zimnej wody stężenie tkanki tłuszczowej spowodowane zimnem, będące efektem skrzepnięcia tłuszczu.

– O tym, że nie było to typowe stężenie pośmiertne, można się przekonać oglądając film z sekcji zwłok, gdzie po sprawdzeniu stężenia w stawach biodrowych (…) sprawdzono jeszcze stężenie w stawach kolanowych. Widać wtedy, że ta sztywność jest inna niż przy rzeczywistym pośmiertnym stężeniu mięśni – mówił.

Dr Konopka dodał, że temperatura w Wiśle we Włocławku w tamtym momencie wynosiła około 6-9 stopni. W wodzie o takiej temperaturze taki stopień rozkładu odpowiada okresowi minimum 10 dni, co oznacza, że ciało ks. Popiełuszki znajdowało się tam od 19 października.

Dodał, że na długi czas od śmierci wskazują dowody gnicia: smugi dyfuzyjne na głowie, spełzanie naskórka z włosami, nasiąknięcie barwnikiem krwi błon wewnętrznych dużych tętnic, zatarcie struktury i brudnoczerwone zabarwienie trzustki, wątroby, nerek.

Zdaniem członka Rady Naukowej Muzeum bł. Jerzego Popiełuszki Pawła Kęski pojawianie się „rozmaitych teorii” na temat śmierci ks. Popiełuszki jest wynikiem „niedostatecznego rozliczenia się ze sprawą PRL-u”.

– Nie ma w ogóle poważnych badań historycznych nad mechanizmami tej epoki, czyli lat 80. Jeżeli chcemy kompetentnie mówić o śmieci księdza Jerzego Popiełuszki to się w ogóle nie ma do czego odwołać (…). Mamy taki problem, że prokuratura prowadzi swoje badania od bardzo wielu lat, nie ma ostatecznych wniosków, dokumenty są niedostępne, więc badania naukowe się nie toczą. Jesteśmy skazani na poziom publicystyczny, który się nie opiera na twardych fundamentach. W związku z tym różne teorie wędrują od lewa do prawa i po prostu jest dużo kontrowersji – ocenił.

Zaznaczył, że opinia doktora Konopki nie oznacza zakończenia dyskusji w tej sprawie. Jednocześnie wyraził nadzieję, że przeniesie ją na poziom naukowy, jakiego ta sprawa od dawna się domaga.

Ks. Jerzy (Alfons) Popiełuszko urodził się 14 września 1947 r. we wsi Okopy. Od maja 1980 r. był wikariuszem w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Po powstaniu Solidarności stał się jej duchowym przywódcą. Od kwietnia 1982 r. odprawiał w ostatnie niedziele miesiąca msze św. w intencji ojczyzny, gromadząc rosnącą liczbę wiernych. Liturgie stały się manifestacją wolności.

19 października 1984 r. ks. Popiełuszko wracał z Bydgoszczy, gdzie odprawił mszę św. w kościele Świętych Polskich Braci Męczenników. W pobliżu wioski Górsk został uprowadzony.

Pogrzeb bł. ks. Jerzego odbył się 3 listopada 1984 r. i zgromadził około miliona osób. Papież Benedykt XVI 6 czerwca 2010 r. zaliczył duchownego do grona błogosławionych. (PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com