Moja babcia – zdjęcie zrobione w Tel Awiwie w 1933 roku
Moja babka, Palestynka
Forest Rain
Moja babka, Dvora Marcia, była Palestynką. Mam dokumenty, które to potwierdzają.
Chodziła do szkoły w Palestynie. Dorastała w Palestynie. Wyszła za mąż, miała dwóch synów i wraz ze swoim (pierwszym) mężem działała w Irgun Haszomer, chroniąc żydowską ziemię przed kradzieżą przez Beduinów. Moja babka pracowała jako główna sekretarka na Izraelskiej Giełdzie Diamentów i pełniła funkcję łączniczki między członkami różnych izraelskich podziemnych organizacji oporu, pomagając przekazywać wiadomości między nimi – wszystko dla jednego celu… wyzwolenia Palestyny.
Od rzeki do morza, Palestyna musi być wolna!
Wolna od Brytyjczyków. Wolna, by powrócić do swojego naturalnego stanu. Powrócić do tego, czym zawsze była – Izraelem, Syjonem.
Moja babka pojechała do Ameryki, by lobbować na rzecz utworzenia Państwa Izrael. Rozprowadzała ulotki i występowała w radiu. Przemawiała z pasją przed różnymi audytoriami, zbierając fundusze i budując świadomość na temat losu mieszkańców Palestyny.
Moja babka była bojowniczką o wolność. Nie terrorystką – prawdziwą bojowniczką o wolność, walczącą o prawo swojego narodu, narodu żydowskiego, do życia w wolności w swojej ojczyźnie.
To właśnie głos mojej babki w radiu skłoniło mojego dziadka, by jej poszukał. Czuł, że musi ją poznać. Kiedyś zapytałam go, dlaczego on – wychowany w niepraktykującej rodzinie chrześcijańskiej – był tak zainteresowany i poruszony apelem mojej babki o wyzwolenie Palestyny i pomoc narodowi żydowskiemu w odbudowie ojczyzny.
Odpowiedział: „Bo uważałem, że żydowska krew jest warta więcej niż arabska ropa naftowa”.
Potem powiedział mi, że kiedy w końcu ją odnalazł, wystarczyły mu trzy sekundy, by zrozumieć, że musi się z nią ożenić. Niedługo później rzeczywiście został jej drugim mężem.
Moi dziadkowie tańczyli na ulicach Nowego Jorku, świętując koniec mandatu brytyjskiego i oficjalne utworzenie Państwa Izrael. Wkrótce potem opuścili Amerykę i przenieśli się do Izraela. Moja matka urodziła się w Jafie.
Moja babka, Palestynka, miała już izraelską córkę.
W czasach, gdy świat wydaje się popadać w obłęd, wszystko stoi na głowie. Czarne jest białe, góra jest dołem, a fakty, które kiedyś były dla wszystkich oczywiste, nagle stały się skrajnie zagmatwane i zbyt skomplikowane, by je pojąć.
Palestyna.
Palestyna to nazwa nadana Ziemi Izraela wyłącznie po to, by odciąć naród żydowski od Judei, od Izraela, od Syjonu. Stało się to w II wieku n.e., kiedy Rzymianie stłumili powstanie Szymona Bar Kochby (132 r. n.e.) i przejęli kontrolę nad Jerozolimą oraz Judeą, którą przemianowano na Palaestina, próbując osłabić żydowską identyfikację z ziemią Izraela. Po I wojnie światowej nazwa „Palestyna” została nadana terytorium mandatu brytyjskiego; obejmowało ono nie tylko dzisiejszy Izrael, ale także dzisiejszą Jordanię. W okresie poprzedzającym niepodległość Izraela w 1948 roku międzynarodowa prasa często określała mianem Palestyńczyków Żydów, a nie Arabów, mieszkających na terytorium mandatowym.
Słowa nadają rzeczywistości znaczenie i kształt, dlatego nazwy mają ogromne znaczenie. Oczywiste jest, że Żydzi należą do Judei, ale kto należy do Palestyny?
Palestyna jest i zawsze była nazwą motywowaną politycznie. To nazwa mająca na celu poniżenie i zniszczenie żydowskiego związku z naszą ojczyzną.
Nazywanie Izraela „Palestyną” było pierwotną mową nienawiści.
A dziś, jakby znikąd, nagle pojawił się nowy naród zwany „Palestyńczykami”, który domaga się „Palestyny” dla siebie. I większość ludzi na świecie akceptuje tę narrację, wzmacniając opowieść będącą wypaczeniem historii i szyderstwem z wysiłków mojej palestyńskiej babki oraz tysięcy innych ludzi takich jak ona, którzy starali się przywrócić Palestynie jej należny status i uznanie za to, czym naprawdę i zawsze była – Izraelem.
To prawdopodobnie największy chwyt medialny w historii świata. I wszyscy go zaakceptowali. Świat uznał, że istnieje „naród palestyński”, a termin ten nie oznacza już tego, co oznaczał zawsze – Żydów.
Świat się zgadza, że każdy naród ma prawo do samostanowienia (chyba że chodzi o Kurdów albo Tybetańczyków). Nagle więc rozsądne wydaje się oddanie „Palestyny” „Palestyńczykom”.
Kiedy nadawano nazwę Palestine miastu w Teksasie, jej założyciele nie myśleli o narodzie arabskim. Tak samo mieszkańcy Palestine w Illinois. Myśleli o Syjonie, kraju, na którym wzorowali się założyciele Ameryki.
„Palestyńska narracja” to jedna wielka kampania reklamowa, którą świat połknął wraz z haczykiem, żyłką i ciężarkiem. Opiera się ona na założeniu, że jeśli wystarczająco często powtarza się kłamstwo, ludzie zaczynają w nie wierzyć. A jeśli uwierzy wystarczająco wielu – staje się ono faktem.
Fakty są jednak takie, że istnieją Żydzi i istnieją Arabowie. Są izraelscy Arabowie, jordańscy Arabowie, Syryjczycy, Libańczycy i Egipcjanie. Są arabscy muzułmanie i arabscy chrześcijanie.
Arabscy „Palestyńczycy” to narodowość wymyślona po to, by ułatwić i usprawiedliwić oczyszczenie Izraela z Żydów.
„Palestyńczycy” kradną moją historię, by ukraść moją ziemię. Kradzież mojej ziemi jest o krok od mojego unicestwienia. Bez Izraela nie ma narodu żydowskiego. „Palestyńczycy” przywłaszczają sobie moją historię jako własną. Zaprzeczają moim korzeniom, by zaprzeczyć mojej przyszłości.
Słowa mają moc. Każdy, kto używa terminologii definiowanej przez Arabów pragnących ustanowić Państwo Palestyna, jest współwinny.
Za każdym razem, gdy mówisz „Palestyńczyk” i nie masz na myśli Żydów dążących do wyzwolenia swojej ziemi spod okupacji, jesteś współwinny. Za każdym razem, gdy wypowiadasz słowo „Palestyna”, zaprzeczasz mojej przeszłości, moim korzeniom, a co gorsza – zaprzeczasz mojej przyszłości.
Dosłownie wymazujesz Izrael z mapy.
Wszyscy byliśmy współwinni. Czas zmienić język i powrócić do faktycznych, historycznych definicji. Zanim będzie za późno (o ile już nie jest).
To naprawdę nie jest takie skomplikowane. Palestyna zawsze była Izraelem. Palestyńczykami byli Żydzi.
Z miłości do Syjonu – moja babka była Palestynką.
Link do oryginału:
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com






