
Dlaczego narracje antyizraelskie się opłacają
Ben M. Freeman
Najważniejsze wnioski
- Carlson i Owens (mamy również nad Wisłą takich błaznów wielu – przyp. tłumacza) mogą wcale nie potrzebować ukrytych sponsorów. W gospodarce opartej na popycie na oburzenie i kontrowersje ich występy często same w sobie stanowią nagrodę.
- Żydzi i Izrael są szczególnie atrakcyjnymi celami. Narracje antyizraelskie i antyżydowskie przyciągają uwagę, ponieważ często opierają się na silnie oddziałujących emocjonalnie motywach spiskowych.
- Znaczenie ma struktura bodźców. Współczesny ekosystem medialny coraz częściej premiuje komentatorów formułujących najbardziej prowokacyjne tezy.
Ekonomia oburzenia
Ilekroć Tucker Carlson lub Candace Owens wygłaszają szczególnie kontrowersyjną tezę, natychmiast pojawia się to samo pytanie: czy ktoś im za to płaci?
To zrozumiała reakcja. Oboje coraz częściej prezentują stanowiska, które jeszcze niedawno byłyby uznawane za skrajne nawet w środowiskach konserwatywnych. Powielają teorie spiskowe, udzielają głosu ekstremistom, wykazują zaskakującą wyrozumiałość wobec wrogich reżimów i przedstawiają wydarzenia polityczne poprzez narracje o ukrytych aktorach, skrywanych prawdach oraz potężnych siłach działających za kulisami.
Znacznie ciekawsze pytanie brzmi jednak: czy w ogóle muszą być opłacani?
Założenie leżące u podstaw wielu dyskusji o cynicznym zarabianiu na kontrowersjach (grift) jest takie, że musi istnieć ktoś ukryty finansujący przekaz i nagradzający takie zachowanie. Tymczasem w epoce cyfrowej mechanizm wynagradzania jest w dużej mierze jawny. To sama publiczność stała się mecenasem, a uwaga – walutą. Bodźcem nie musi być czek od zagranicznego rządu czy organizacji. Są nim wyświetlenia, subskrypcje, kontrakty sponsorskie, płatne wystąpienia i wpływy. W gospodarce opartej na ściąganiu uwagi najbardziej opłacalna pozycja często nie jest tą najbardziej zgodną z prawdą, lecz tą najbardziej prowokacyjną.
Dlaczego celem stają się Żydzi i Izrael
To pomaga wyjaśnić, dlaczego Izrael i Żydzi stali się tak atrakcyjnym tematem dla internetowych komentatorów. Konflikt izraelsko-palestyński jest jedną z najbardziej nacechowanych emocjonalnie kwestii w polityce międzynarodowej. Wywołuje oburzenie, generuje zaangażowanie i łatwo wpisuje się w narracje o władzy, krzywdzie oraz ukrytych motywach. Złożoność przegrywa z jednoznacznością. Niuanse przegrywają z oburzeniem.
Candace Owens jest być może najbardziej wyrazistym przykładem tego zjawiska. Poświęciła niezliczone godziny swoich materiałów twierdzeniom dotyczącym żydowskich wpływów, potęgi syjonizmu oraz rzekomych prób uciszania krytyków Izraela, czyniąc z tematów, które niegdyś pozostawały na marginesie, jeden z filarów swojej marki.
Choć często podkreśla, że jej krytyka dotyczy konkretnych osób lub instytucji, a nie Żydów jako całości, konstrukcja jej argumentacji jest dziwnie znajoma. Wydarzenia polityczne przedstawiane są jako dowód na istnienie ukrytej koordynacji. Krytyka staje się dowodem, że za kulisami działają potężne interesy. Im większy sprzeciw napotyka, tym częściej przedstawia go jako potwierdzenie, że ujawnia zakazane prawdy.
Ten schemat nie jest niczym nowym. Antyżydowskie teorie spiskowe od dawna opierają się na przekonaniu, że widocznymi wydarzeniami potajemnie kierują niewidoczni aktorzy. Media społecznościowe nie stworzyły takiego sposobu myślenia. Stworzyły natomiast bezprecedensowe możliwości czerpania z niego zysków.
To istotne dlatego, że idee antyżydowskie wyjątkowo łatwo dostosowują się do kultury teorii spiskowych. Przez stulecia Żydów przedstawiano jako ukrytą siłę stojącą za wydarzeniami politycznymi, gospodarczymi i społecznymi. Współczesne teorie spiskowe często odtwarzają te same założenia, zastępując dawne słownictwo współczesnymi odniesieniami do wpływów, sieci powiązań, władzy i kontroli. W rezultacie narracje dotyczące Żydów naturalnie wpisują się w internetowy ekosystem zbudowany wokół rzekomego ujawniania ukrytych prawd.
Ewolucja poglądów Carlsona przebiegała podobnym torem. Szczególnie uderzające jest to, że kiedyś jednoznacznie oceniał reżim irański. W 2012 roku określił Islamską Republikę Iranu jako „złą”, a jej przywódców jako „szaleńców”. Ponad dekadę później sprawia często wrażenie bardziej zainteresowanego krytykowaniem tych, którzy przeciwstawiają się Iranowi i jego sojusznikom, niż samego irańskiego reżimu.
Odzwierciedla to szerszy trend obecny w części internetowego ekosystemu medialnego. Rosnący sceptycyzm wobec zachodnich instytucji coraz częściej przekłada się na sympatię wobec tych, którzy się im przeciwstawiają. Jeśli Waszyngton wspiera Izrael, Izrael staje się podejrzany. Jeśli służby wywiadowcze ostrzegają przed Iranem, zagrożenie ze strony Iranu jest bagatelizowane. Jeśli dziennikarze dokumentują działania organizacji terrorystycznych, to ich relacje stają się przedmiotem podejrzeń.
Efektem jest sposób postrzegania świata, w którym narracje antyizraelskie z góry uznawane są za wiarygodne, podczas gdy dowody podważające te narracje poddawane są wyjątkowo rygorystycznej weryfikacji. Założenie nie sprowadza się już tylko do tego, że instytucje głównego nurtu czasem się mylą. Chodzi o przekonanie, że są one z natury zwodnicze, a prawdy należy szukać po przeciwnej stronie.
Uzależnienie od oczekiwań odbiorców i gospodarka uwagi
W pewnym momencie niewiedza przestaje być wiarygodnym wyjaśnieniem. Zarówno Carlson, jak i Owens wielokrotnie spotykali się z krytyką dotyczącą promowanych przez siebie narracji. Mimo to pozostają one centralnym elementem ich publicznego wizerunku, ponieważ generują właśnie tę uwagę, kontrowersje i zaangażowanie, od których zależą ich wpływy.
Dlatego spekulacje o tajnym finansowaniu często przesłaniają znacznie ważniejszy aspekt całego zjawiska. Współczesne zarabianie na kontrowersjach nie musi opierać się na ukrytym sponsorze. Tę rolę pełni sama publiczność. Rynek nagradza oburzenie. Algorytmy premiują kontrowersje. Najbardziej skrajne głosy często przyciągają największą uwagę, a uwagę można z niezwykłą skutecznością zamieniać na pieniądze, wpływy i władzę.
Pytanie nie brzmi więc, czy Tucker Carlson i Candace Owens otrzymują wynagrodzenie za promowanie coraz bardziej skrajnych narracji dotyczących Żydów i Izraela. Znacznie bardziej niepokojąca jest możliwość, że wcale tego nie potrzebują. W ekosystemie, w którym oburzenie przynosi zyski, a kontrowersje są nagradzane, odpowiednie bodźce już istnieją.
To właśnie czyni to zjawisko tak niebezpiecznym. Problem nie polega jedynie na tym, że rozpowszechniają się fałszywe informacje. Polega na tym, że system coraz bardziej premiuje tych, którzy robią to najskuteczniej.
Link do oryginału: https://honestreporting.com/why-anti-israel-narratives-pay/?utm_source=substack&utm_medium=email
Honest Reporting, 21 czerwca 2026
Ben M. Freeman
Założyciel współczesnego ruchu Jewish Pride, autor książek Jewish Pride: Rebuilding a People (2021), Reclaiming Our Story: The Pursuit of Jewish Pride (2022) oraz The Jews: An Indigenous People (2025). Jego działalność edukacyjna koncentruje się na żydowskiej tożsamości oraz historycznej i współczesnej nienawiści wobec Żydów. Od ponad piętnastu lat zajmuje się badaniami nad Zagładą. Rozgłos zyskał w czasie kryzysu związanego z oskarżeniami o antysemityzm w Partii Pracy pod przywództwem Jeremy’ego Corbyna w Wielkiej Brytanii i szybko stał się jednym z czołowych przedstawicieli swojego pokolenia w walce z nienawiścią wobec Żydów.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com









