Źródło zdjęcia: zrzut z ekranu wideo.
Wędrówki ludów – epizod hiszpański
Andrzej Koraszewski
Małe hiszpańskie miasto Ceuta niespodziewanie znalazło się na ustach światowych mediów. Miasto ma mniej niż sto tysięcy mieszkańców, a kilka dni temu odwiedziło je plus minus 60 tysięcy turystów bez paszportów. Premier Tusk napisał na X, że Hiszpania powinna prowadzić taką politykę imigracyjną jak Polska, a żona naszego ministra spraw zagranicznych opublikowała obszerny artykuł na łamach „The Atlantic”, informując, że skrajna prawica zrobiła z tego wydarzenia burzę w szklance wody. Większość przybyszów, którzy wdarli się do Hiszpanii, została zawrócona do Maroka. Masowa wycieczka kosztowała życie około stu osób (ale nadal nie ma dokładnych danych).
Jak podkreśla Anne Applebaum, ważna jest mapa. Istotnie, Ceuta znajduje się na przylegającym do Maroka niewielkim półwyspie i jest jedną z ostatnich pereł w koronie hiszpańskich kolonii. Hiszpania objęła ten półwysep w posiadanie w XV stuleciu i jest do niego bardzo przywiązana. Amerykańska żona polskiego ministra przypomina, że chociaż miasteczko jest hiszpańskie, to od Hiszpanii kontynentalnej oddzielają je morze i bariery administracyjne, więc żadnego zagrożenia dla Europy nie było, chociaż prawdą jest, że nowe rozporządzenia Madrytu utrudniają odsyłanie nieproszonych gości.
Historia (czy może histeria) podobno rozpoczęła się od obwieszczenia na TikToku o tym, jak łatwo dostać się z Maroka do Hiszpanii, a dokładniej do pozostałości jej kolonii na kontynencie afrykańskim. Autorka artykułu zauważa, że błyskawicznie pojawiły się liczne oferty sprzętu potrzebnego do szybkiego i sprawnego dotarcia drogą wodną do brzegów półwyspu. Władze Ceuty nie były na te masowe odwiedziny przygotowane, a władze marokańskie niespecjalnie przeszkadzały. Anne Applebaum wydaje się nie wykluczać, że mogły pomagać, chociaż zdecydowanie istotniejsze w jej rozważaniach jest minimalizowanie znaczenia tego wydarzenia, które – jak pisze – zostało przez skrajną prawicę nadmiernie wyolbrzymione.
Faktem jest, że Maroko zgłasza roszczenia do półwyspu. Jakąś rolę mogli tu również odegrać Algierczycy (których wśród przybyszów do Ceuty było całkiem sporo, ale nie mamy dokładnych danych). „Gazeta Wyborcza” wysłała do Ceuty swoją reporterkę, Emilię Bromber, która wysmażyła ociekający ckliwością, głodny kawałek o biednych muzułmanach, iżby ludzie dowiedzieli się, co zobaczyła na własne oczy. W samej Hiszpanii trwa burza, która może wpłynąć na scenę polityczną, ale – jak wiadomo – przewidywanie przyszłości jest niebezpiecznym zajęciem.
Jak pisze Ayaan Hirsi Ali na swojej stronie Substacka „Restopring the West,
„Kryzys na granicy Hiszpanii stał się kryzysem narodowym”. Jej zdaniem ta historia jest ostrzeżeniem przed kolejnymi naruszeniami granic, które łatwo zorganizować, kiedy państwo wycofuje się z egzekwowania prawa i wykonywania swoich funkcji. W hiszpańskim miasteczku wielotysięczny, dobrze zorganizowany tłum młodych mężczyzn bez trudu sforsował lądowe przejście graniczne, strzeżone przez kilku niczego niespodziewających się mundurowych. W tym samym czasie inni okrążali falochron drogą wodną. Oczywiście możemy szukać winnych, zastanawiać się, dlaczego nie zauważono aktywności w mediach społecznościowych w Maroku i praktycznie zupełnie otwartych przygotowań do tej akcji. Jak pisze autorka: „Czwartkowe wydarzenia wpisują się w tendencję widoczną od lat. Ich rezultat był całkowicie przewidywalny”.
We wspomnianym artykule Anne Applebaum znajduje się nawet informacja o fali syryjskich imigrantów sprzed dekady, chociaż autorka nie wspomina o roli, jaką odegrała w tej masowej inwazji nielegalnych imigrantów Turcja, gdzie przemyt ludzi stał się nie tylko niezwykle intratnym procederem, ale również częścią działań organów państwowych. (Bliżej domu, patrząc na granicę między Polską a Białorusią, mogliśmy zauważyć, jak tworzenie szlaków nielegalnej imigracji staje się świetnym narzędziem destabilizacji sąsiedniego kraju).
„Europejskie ramy prawne dotyczące azylu, stworzone po II wojnie światowej, powstały z myślą o zupełnie innej epoce. Miały służyć rozpatrywaniu wniosków niewielkich, jasno określonych grup dysydentów politycznych lub bezbronnych rodzin uciekających przed ukierunkowanymi prześladowaniami ze strony państwa. – pisze Hirsi Ali -To, z czym Hiszpania mierzy się obecnie, ma zasadniczo odmienny charakter: są to liczne, mobilne grupy młodych mężczyzn działających poza legalnymi kanałami, dążących do uzyskania dostępu do możliwości ekonomicznych z pominięciem standardowych procedur weryfikacji.”
Kolumbowy błąd Angeli Merkel powtarza dziś rząd Hiszpanii – problemy nielegalnej imigracji są tuszowane, a władze państwowe świadomie wybierają zarządzanie narracją zamiast otwartej debaty publicznej i prób stawienia czoła narastającym problemom. Lawinowo rośnie liczba nielegalnych imigrantów, brakuje integracji, lawinowo rosną koszty opieki socjalnej, a także przestępczość (czytaj: rabunki, pobicia i gwałty), której sprawcami są ludzie, którzy nie zamierzają respektować prawa goszczącego ich kraju.
Dobrze zorganizowana inwazja w hiszpańskiej enklawie zakończyła się odesłaniem gości do Maroka (podobno pozostało w mieście „zaledwie” kilka tysięcy), więc – jak pisze Ayaan Hirsi Ali – jest to przede wszystkim ostrzeżenie dotyczące charakteru tej współczesnej wędrówki ludów.
Brak egzekwowania prawa oznacza bezprawie.
„Sytuację pogarsza fakt, że Hiszpania wykonuje zaledwie około jedno na dziesięć wydanych nakazów deportacji. W ubiegłym roku socjalistyczny rząd wydał 53 695 decyzji o deportacji. Wykonano jedynie 5 705 z nich. Tak niski poziom egzekwowania prawa jest w praktyce przyznaniem, że rządy prawa kończą się na drzwiach sal sądowych.”
Równocześnie widzimy (podobnie jak wcześniej w innych krajach Europy Zachodniej) proces masowej legalizacji nielegalnych przybyszy. W Hiszpanii z ponad miliona złożonych wniosków zaakceptowano pół miliona, co – zdaniem hiszpańskich urzędników odpowiadających za imigrację – po zakończeniu procesu łączenia rodzin będzie oznaczać około trzech milionów legalnych już imigrantów, których skłonność i zdolność do integracji stoi pod znakiem zapytania.
„Poza bezpośrednimi wyzwaniami dla organów ścigania istnieje elementarna prawda, której europejscy przywódcy z uporem graniczącym z absurdem nie chcą uznać: rozbudowane państwo opiekuńcze i nieszczelne granice nie mogą współistnieć – pisze Ayaan Hirsi Ali. – Można mieć jedno albo drugie, ale nie oba jednocześnie. W całej Hiszpanii infrastruktura publiczna ponosi konsekwencje tego złudzenia. Usługi społeczne, szpitale i szkoły podstawowe dysponują ograniczonymi zasobami, tworzonymi i finansowanymi przez podatników. Gdy tysiące osób przybywają z naruszeniem prawa, natychmiast wymagają pomocy państwa, schronienia i obsługi administracyjnej. Państwo, które udaje, że jego zasoby są niewyczerpane, ostatecznie zniszczy system zabezpieczenia społecznego dla wszystkich.”
Anne Applebaum ma rację – nie jest prawdą, jakoby w ciągu jednej nocy 60 tysięcy afrykańskich imigrantów przedarło się do strefy Schengen. Nikt tego jednak nie twierdzi. Zobaczyliśmy pokaz gwałtownego przełamania granicy, który jest częścią większego obrazu – kryzysu, który od lat pogłębia się w wielu krajach Europy Zachodniej, więc teoretycznie może to być okazja do uczciwej debaty nad realnym problemem. Kraje, które nie potrafią zabezpieczyć własnych granic, stają się ziemią niczyją. Artystyczne i biurokratyczne zapewnienia, że wszystko jest w najlepszym porządku, często zyskują oklaski, ale rzeczywistości nie zmieniają. Niestety, wzmacniają czarnosecinnych obrońców prawa i sprawiedliwości i to w stopniu znacznie większym, niż pani Applebaum potrafi to sobie wyobrazić.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com





