Jak komunizm zabija życzliwość

Członkowie Czerwonej Gwardii podczas marszu w Szanghaju, 1967. (Źródło: Wikipedia.)


Jak komunizm zabija życzliwość

Rob Henderson


W 1974 roku Simon Leys opublikował książkę „Chinese Shadows” pod pseudonimem, aby chronić się przed promaoistowskimi intelektualistami. Opisał w niej sposoby myślenia, które dziś mają się znakomicie w Ameryce.

Komunizm zyskuje w Ameryce na popularności. Co więcej, jest otwarcie wychwalany.

Na nieco ponad miesiąc przed wyborami do Kongresu co najmniej ośmioro kandydatów otwarcie prezentujących socjalistyczne poglądy ma duże szanse na zdobycie mandatów. W sondażach zdecydowanie wyprzedzają swoich przeciwników w stanach od Nowego Jorku po Kolorado.

Uważacie, że socjalizm nie ma nic wspólnego z komunizmem? Zastanówcie się jeszcze raz. Niemal połowa członków kierownictwa Demokratycznych Socjalistów Ameryki (DSA) określa siebie mianem komunistów. Jak informował tego lata Stu Smith: „Członkowie o komunistycznych przekonaniach politycznych mają obecnie znaczący wpływ na kierownictwo DSA”. W biuletynie z grudnia 2025 roku członkowie frakcji Red Star Caucus, działającej w ramach DSA, świętowali 132. rocznicę urodzin Mao Zedonga.

Wszystko to rodzi naturalne pytania: skąd bierze się ta rewolucyjna fascynacja? I dokąd nas zaprowadzi, skoro stopniowo przenika do kręgów sprawujących władzę?

Najlepszym przewodnikiem, który pomoże zrozumieć te kwestie, jest książka opublikowana ponad 50 lat temu pod pseudonimem. Autor obawiał się bowiem, co mogliby mu zrobić promaoistowscy intelektualiści, gdyby odkryli, kto ją napisał.

Simon Leys, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Pierre Ryckmans, był belgijsko-australijskim badaczem chińskiej sztuki i literatury. W 1974 roku opublikował książkę „Chinese Shadows”, będącą świadectwem kulturowego i politycznego spustoszenia, jakie zaobserwował w Chinach w latach następujących po rewolucji kulturalnej.

Książka pełna jest spostrzeżeń, które dziś wydają się niepokojąco aktualne. Jedno z nich, do którego jeszcze wrócę, jest najbardziej przejmującą rzeczą, jaką kiedykolwiek przeczytałem o tym, co terror polityczny robi z ludzką duszą. Niemal wszystkie te obserwacje opisują sposoby myślenia, które nie umarły wraz z Mao. Przeciwnie, są dziś obecne w Ameryce.

Zacznijmy od odrobiny historii.

Rewolucja kulturalna rozpoczęła się dlatego, że Mao Zedong chciał pozbyć się rywali w kierownictwie partii komunistycznej. Zwrócił się więc do radykalnych studentów, dając im przyzwolenie na atakowanie wszelkich autorytetów z wyjątkiem jego własnego.

Funkcjonariusze partyjni podżegali tych młodych bojowników, którzy napadali na domy „wrogów klasowych” i czynili z nich społecznych wyrzutków. Nastąpiły przemoc, grabieże, usankcjonowanie nienawiści oraz publiczne oskarżanie członków rodzin, przyjaciół, sąsiadów i współpracowników.

Kiedy rozmiary katastrofy stały się niemożliwe do ukrycia, Mao i przedstawiciele reżimu odcięli się od własnych bojowników, twierdząc, że za okrucieństwa odpowiadała „skrajna lewica”.

Brzmi znajomo?

Amerykanie byli świadkami łagodniejszej wersji tego zjawiska latem 2020 roku. Zamieszki i grabieże spowodowały wówczas straty szacowane na miliard do dwóch miliardów dolarów. W tym samym czasie wpływowi przedstawiciele świata polityki i mediów bagatelizowali zniszczenia.

Niektórzy czołowi politycy szybko zaczęli przekonywać, że za zniszczenia nie odpowiadali mieszkańcy ich własnych społeczności. Gubernator Minnesoty Tim Walz, późniejszy kandydat Demokratów na wiceprezydenta w 2024 roku, szacował, że 80 procent sprawców przybyło spoza stanu. Z kolei burmistrz Minneapolis Jacob Frey oświadczył, że „ludzie, którzy to robią, nie są mieszkańcami Minneapolis”.

Dokumentacja policyjna dotycząca zatrzymań wykazała coś przeciwnego.

Choć skala wydarzeń była inna, mechanizm pozostawał ten sam: najpierw pobłażanie, a następnie nieszczere odcinanie się od sprawców, kiedy szkody zostały już wyrządzone.

Na tym podobieństwa się nie kończą.

Leys pisał, że w XX wieku rządy komunistyczne często wybielały własną historię i swoich przywódców, niesłychanie oszczędnie posługując się prawdą.

Na przykład Mao wychował się w zamożnej rodzinie właścicieli ziemskich, ale przedstawiano go jako „przedstawiciela klasy robotniczej”. Natomiast wrogów reżimu, nawet tych, którzy dorastali w skrajnej nędzy, niezmiennie opisywano jako ludzi „wywodzących się z bogatych rodzin kapitalistycznych”.

I oto pojawia się Zohran Mamdani, syn profesora prestiżowego uniwersytetu należącego do Ligi Bluszczowej oraz wielokrotnie nagradzanej reżyserki. Prowadził kampanię wyborczą na burmistrza jako rzecznik nowojorskiej klasy robotniczej.

Ruch socjalistyczny, który za nim stoi, opiera się w mniejszym stopniu na robotnikach, a w większym na ludziach z wyższym wykształceniem.

W tych kręgach przynależność klasowa jest przede wszystkim kwestią politycznego kostiumu, który się przywdziewa, a nie obiektywnych warunków materialnych własnego życia. Propagandyści Mao doskonale to rozumieli. Podobnie jak zespół Mamdaniego odpowiedzialny za media społecznościowe.

Chociaż podobieństw między książką Leysa a współczesnością jest mnóstwo, jeden fragment szczególnie zasługuje na zapamiętanie.

Pochodzi z części, w której Leys zauważa, że komunizm przekształcił chińską kulturę – niegdyś gościnną, serdeczną i pełną ludzkiego ciepła – w kulturę chłodną, wysterylizowaną i wyobcowaną.

„Reżim maoistowski jedynie powtórzył doświadczenia sowieckie” – pisze Leys, przytaczając opis życia pod rządami Józefa Stalina autorstwa rosyjskiej pisarki Nadieżdy Mandelsztam:

„Niegdyś było wielu dobrych ludzi, a nawet ci niedobrzy udawali dobrych, ponieważ tak wypadało. […] Wszystko, co widzieliśmy w naszych czasach – wywłaszczenie kułaków, walka klasowa, nieustanne «demaskowanie» ludzi, doszukiwanie się ukrytych motywów każdego działania – nauczyło nas, że możemy być wszystkim, byle tylko nie być dobrymi”.

Innymi słowy, życzliwość trzeba pielęgnować, a dzieje się tak tylko wtedy, gdy istnieje na nią zapotrzebowanie. Reżim, który nagradza donosicielstwo, będzie produkował donosicieli.

Odrzućcie tę drobną i szybko przemijającą satysfakcję, jaką daje przyłączenie się do internetowej nagonki. Okażcie współczucie ofierze przemocy, nawet jeśli nie podzielacie jej przekonań.

Dlaczego życzliwość umiera pod rządami komunizmu?

W Chinach Mao pierwszym sygnałem było to, że sama życzliwość stała się podejrzana. Współczucie było dozwolone, ale wyłącznie wobec właściwych ludzi. Można było litować się nad biednym chłopem, pod warunkiem że nie posiadał żadnego majątku. Nie wolno było natomiast współczuć córce właściciela ziemskiego.

W 1942 roku marksistowski pisarz Wang Shih-wei skrytykował szczególne przywileje, z jakich korzystali przywódcy partyjni w Yan’anie. Zakończył swój esej przeprosinami za to, że tak wiele pisał o „uczuciach” i „ludzkim cieple”. Czy nie było to, zastanawiał się, przejawem jego „drobnomieszczańskiej sentymentalności”?

Pięć lat później został stracony.

Ten sam mechanizm występował w stalinowskim Związku Radzieckim.

W książce „The Status Game” brytyjski autor Will Storr opisuje ludzi wysyłanych do odbierania chłopom ziemi i dobytku w ramach przymusowej kolektywizacji.

Pouczano ich: „Wyrzućcie przez okno swój burżuazyjny humanitaryzm i postępujcie jak bolszewicy godni towarzysza Stalina”.

Jeden z tych ludzi, Lew Kopielew, poruszony krzykiem dzieci, karcił samego siebie za odczuwanie litości.

Jak pisze Storr: „Prestiż zdobywało się przez aktywne tłumienie naturalnego ludzkiego współczucia”.

Społeczeństwo, które gloryfikuje okrucieństwo, będzie miało go coraz więcej.

Dzisiaj mamy własną klasyfikację określającą, komu wolno współczuć.

Kiedy w grudniu 2024 roku Brian Thompson, dyrektor generalny UnitedHealthcare, został zastrzelony na chodniku na Manhattanie, 41 procent wyborców poniżej trzydziestego roku życia uznało to zabójstwo za dopuszczalne. Domniemany zabójca stał się dla nich bohaterem.

Kiedy we wrześniu ubiegłego roku zamordowano Charliego Kirka, wielu progresywistów spierało się o to, czy zasługiwał na żałobę.

Logika w obu przypadkach przypominała mechanizm opisany przez Leysa.

Najpierw ustalamy, kogo można uznać za ofiarę. Następnie decydujemy, kto zasługuje na współczucie. Jeśli ktoś należy do niewłaściwej kategorii, właściwą reakcją staje się okrucieństwo, a nie życzliwość.

Co Leys proponuje nam w zamian?

Pokładał nadzieję w zwykłych ludziach.

Opisuje na przykład spotkanie z młodym kustoszem muzealnym na zapleczu sklepu z dziełami sztuki. Kustosz rozwinął przed nim kilkanaście zakazanych obrazów. Od czasu do czasu zaglądali tam pracownicy sklepu, żeby obejrzeć malowidła, „jak gdyby świadomi, że uczestniczą w jakimś potajemnym rytuale”.

Leys pragnął, jak sam pisał, „podziękować im za to, że byli po prostu sobą” – ludźmi gotowymi zaryzykować karę dla samej przyjemności obcowania z pięknem.

Leys wymyślił nawet pewien test, który pozwalał mu sprawdzić, kto spośród otaczających go ludzi jest zdolny do samodzielnego myślenia.

Pytał, w którym miejscu Chin najbardziej chcieliby mieszkać.

Większość udzielała obowiązującej odpowiedzi: tam, gdzie mogliby najlepiej „służyć ludowi”.

Od czasu do czasu ktoś jednak odpowiadał, że w regionie słynącym z przyjemnego klimatu albo w konkretnym mieście, w którym mieszkali członkowie jego rodziny.

Leys zwracał uwagę na takich ludzi, ponieważ odważyli się przyznać, że kochają jakieś miejsce lub jakąś osobę z własnych, osobistych powodów.

Jak zauważył George Orwell w 1946 roku, troska o zwyczajne sprawy, niemające nic wspólnego z ideologią, może sprawić, że „pokojowa i przyzwoita przyszłość stanie się odrobinę bardziej prawdopodobna”.

Odrzućcie tę drobną i szybko przemijającą satysfakcję, jaką daje przyłączenie się do internetowej nagonki. Okażcie współczucie ofierze przemocy, nawet jeśli nie podzielacie jej przekonań. Dostrzegajcie ludzi, którzy nie dali się zniewolić ideologii, i zaprzyjaźniajcie się z nimi.

Wszystkie te postawy warto dziś przyjąć.

Leys nie bez powodu pisał pod pseudonimem.

Ówczesna zachodnia inteligencja, w znacznej mierze promaoistowska, była wściekła, że uczciwie opisywał swoje obserwacje dotyczące reżimu. Ostatecznie jego przeciwnicy wytropili go i ujawnili jego prawdziwą tożsamość.

Nie był zaskoczony.

Doszedł do wniosku, że zachodnie pochwały komunizmu były „abstrakcyjną projekcją ideału, utopią, która pozwala im potępiać wszystko, co złe na Zachodzie, bez konieczności podejmowania wysiłku samodzielnego myślenia”.

Członkowie DSA, którzy wznosili toasty z okazji 132. rocznicy urodzin Mao, nigdy nie mieszkali w kraju, którym rządził. Leys mieszkał.

Mao obiecywał usunąć reakcyjne siły uciskające masy. W rzeczywistości zniszczył muzea, biblioteki, intelektualistów, powieściopisarzy – a także samą życzliwość.

Leys ukrywał swoje nazwisko, aby móc powiedzieć prawdę o reżimie, który karał za uczciwość i życzliwość.

Każdy porządek społeczny kształtuje takie postawy, jakie nagradza.

Pytanie, które warto sobie zadać, brzmi: jakie postawy nagradzamy dzisiaj?


Link do oryginału:

The Free Press
How Communism Kills Kindness
Communism is on the rise in America. More than that: It is being celebrated…
Read more

The Free Press, 25 września 2026

Rob Henderson jest autorem bestsellerowej książki „Troubled: A Memoir of Family, Foster Care, and Social Class”. Uzyskał doktorat z psychologii na Uniwersytecie Cambridge i jest starszym pracownikiem naukowym Manhattan Institute.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Netanyahu’s Secret UAE Visit Matters for the Middle East


Netanyahu’s Secret UAE Visit Matters for the Middle East

Vaasu Sharma


Israel’s Prime Minister Benjamin Netanyahu speaks during a ceremony commemorating Israel’s Remembrance Day for fallen soldiers, or Yom HaZikaron, at the Military Cemetery on Mount Herzl in Jerusalem, April 21, 2026. Photo: ILIA YEFIMOVICH/Pool via REUTERS

The most significant diplomatic developments in the Middle East are not always announced publicly. Sometimes their importance is revealed only after the meeting has taken place.

One such event is Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu’s secret visit to Abu Dhabi and his meeting with UAE President Sheik Mohamed bin Zayed Al Nahyan. Later, the UAE confirmed the visit, saying the two leaders discussed bilateral relations and measures to enhance and develop them. Additionally, reports suggest that the discussions were significantly influenced by regional security, with Iran being a particular focus.

Two distinct narratives have emerged around Netanyahu’s visit, and they must be differentiated. The first pertains to allegations made by journalists Shlomi Eldar and Ruthie Yuval that MBZ forewarned Netanyahu of a potential significant Hamas attack prior to Oct. 7, 2023. Netanyahu has vigorously disputed the claim and termed the article untrue. The second is related to the strategic relationship between Israel and the UAE, and the broader regional context in which the meeting took place. This is the more critical issue in terms of comprehending the visit’s significance.

The UAE has consistently pursued its own diplomatic calculations, maintaining communication with various Israeli political actors rather than establishing a relationship with a single government. As Israeli political analyst Amit Segal (2026) notes, Emirati officials have engaged with multiple Israeli political figures, reflecting Abu Dhabi’s preference for maintaining long-term strategic relationships rather than becoming directly involved in Israeli political competition.

There have nevertheless been points of friction. Still, Netanyahu’s visit should therefore be understood not simply through the prism of Israeli domestic politics, but within the broader strategic relationship that has developed between Jerusalem and Abu Dhabi.

The more significant narrative, however, transcends the political sensitivities associated with the visit. It is rooted in the strategic scenario that is drawing Israel and the UAE closer. Both nations are increasingly finding themselves in a regional security landscape that is influenced by Iran, its military capabilities, proxy networks, and the vulnerability of critical infrastructure and maritime routes.

For the UAE, this threat is particularly geographical. The Strait of Hormuz serves as a crucial lifeline for both the Emirates and the world economy. Any extended interruption to the waterway can have a direct impact on the UAE’s economic security, trade, and energy exports. The crisis with Iran has illustrated how rapidly regional tensions may turn into direct security and economic dangers for Gulf governments.

On the other hand, Israel confronts the Iranian challenge from a distinct perspective; however, the fundamental concern is the same. Tehran’s missile and nuclear prowess, its array of regional proxies, and its endeavors to augment its influence throughout the Middle East have become a vital element in Israel’s security assessments. Iran has become more than just a diplomatic issue for both Jerusalem and Abu Dhabi, it is part of a broader strategic calculus of military force, intelligence, maritime security, and regional power

This convergence is significant because it provides the Israel-UAE relationship with a strategic foundation that extends beyond the initial logic of normalization. Their collaboration is progressively motivated not solely by the economic benefits each nation can derive from the other, but also by their joint capabilities to address a shifting regional security landscape.

Pakistan is affected by this evolving regional environment as well. For decades, Islamabad has depended heavily on its Gulf contacts while portraying itself as a key player in the larger Muslim world. Saudi Arabia and the United Arab Emirates have played critical roles in Pakistan’s economic and diplomatic development. However, the evolution of Israel-UAE relations illustrates that Gulf governments are increasingly willing to pursue their own strategic interests, even if those objectives do not line with Pakistan’s long-held political aspirations.

For India, the advancement of relations between Jerusalem and Abu Dhabi holds a uniquely different importance. New Delhi has maintained robust strategic partnerships with Israel and the UAE. Over the last decade, cooperation between the two countries has grown in counterterrorism, intelligence, defense technology, trade, investment, and marine security. India’s interests in the region are therefore intersected by a more profound strategic relationship between the UAE and Israel.

The geographical connection is particularly vital in this scenario. India’s energy security and commercial interests are inextricably linked to the Gulf, and its marine interests span the Arabian Sea, the Gulf of Aden, and the larger Indian Ocean. Therefore, expanding security cooperation among Israel, the UAE, and other regional partners may have repercussions that extend beyond West Asia. For New Delhi, the emerging regional architecture presents opportunities for increased collaboration without necessitating that India become a member of a formal alliance structure. Concurrently, India can pursue its own strategic autonomy while engaging with Israel, the UAE, and other Gulf states.

The significance of Netanyahu’s visit lies in what it reveals about the relationship between Israel and the UAE. What began with diplomatic normalization has developed into a relationship increasingly shaped by shared security concerns, economic interests, and strategic calculations. Despite political differences, both countries have continued to see value in maintaining close engagement as the regional threat environment evolves. The visit therefore reflects a relationship that is moving beyond normalization toward deeper strategic coordination. For Israel and the UAE, the partnership is increasingly defined not only by what they can build together, but also by the security challenges they increasingly face together.


The author is a graduate student at the University of Haifa.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Chicago Museum Returns Nazi-Looted Painting to Heirs of Dutch Jewish Owner


Chicago Museum Returns Nazi-Looted Painting to Heirs of Dutch Jewish Owner

Shiryn Ghermezian


Outside the Art Institute of Chicago. Photo: Diego Delso via Wikimedia Commons

The Art Institute of Chicago is returning a 1913 painting to the family of its original Jewish owner after it was sold by force during the Nazi occupation of The Netherlands, the museum announced on Tuesday.

“Woman with a Fan” by Cubist theorist and artist Jean Metzinger will be returned to the heirs of Jewish art collector Emanuel Lewenstein, who died in 1930. The colorful painting depicts a woman’s face and clothing in “a succession of basic shapes set in distinct spatial planes,” according to the museum.

The Art Institute of Chicago said that since acquiring the painting in 1959, it has “consistently conducted research into the painting’s provenance.” Finally, with research help from the Mondex Corporation, the museum discovered new information revealing that “Woman with a Fan” was part of Lewenstein’s art collection, which Nazis forced the sale of in Amsterdam.

“Based on this new understanding of the painting’s history, the Art Institute concluded that it should be returned to the Lewenstein heirs,” the museum said.

“This return reflects our commitment to take decisive action when new research clarifies the provenance of a work,” said Dr. Jacques Schuhmacher, the museum’s executive director of provenance research. “Our collaboration and shared research with Mondex were crucial to returning this painting to the Lewenstein heirs.”

Founded in 1993, the Modex Corporation is a Toronto-based company that aids in the restitution of looted art and other cultural artifacts forcibly taken during the Holocaust. It was founded in 1993, five years before the 1998 Washington Conference Principles on Nazi-Confiscated Art.

“It is gratifying to see this painting returned to the Lewenstein family heirs, and the Art Institute of Chicago is to be congratulated for being an invaluable partner in making this return a reality,” said Ambassador Stuart Eizenstat, counsel for Mondex and the architect of the Washington Principles on Nazi-Confiscated Art as well as the 2009 Terezin Declaration on Holocaust Era Assets and Related Issues. “Their proactive and collaborative work with the Mondex Corporation is truly a model for how a museum should apply research, provenance, and restitution practices,” he added. 

The Art Institute of Chicago said provenance research is an “institutional priority” at the museum, and its department dedicated to such research is one of the largest of its kind in the United States.

Born in The Netherlands, Lewenstein had a vast art collection that was managed by his wife and then inherited, after her passing in 1937, by their two children, Robert and Wilhelmine Lewenstein. When Robert and Wilhelmine fled The Netherlands to escape Nazi persecution, their family’s art collection was forced to remain behind. In October 1940, the collection was taken and offered for sale at the Frederik Muller auction house in Amsterdam, which was known at the time for organizing the sales of artwork looted by the Nazis during the war, according to the Modex Corporation. The company said the family’s artwork was forcibly sold, and it remains unclear who brought the Lewenstein collection to the auction and received proceeds for its sale. The painting was reportedly donated to the Art Institute of Chicago by Mr. and Mrs. Sigmund Kunstadter.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Nazywanie ich „izraelskimi osadnikami” pomija najważniejszą część historii

Niegdyś w całej Jerozolimie oraz Judei i Samarii istniały liczne żydowskie domy, synagogi i społeczności – dopóki nie zostały zniszczone lub pozbawione swoich mieszkańców.


Nazywanie ich „izraelskimi osadnikami” pomija najważniejszą część historii

Melissa Brodsky


Niegdyś w całej Jerozolimie oraz Judei i Samarii istniały liczne żydowskie domy, synagogi i społeczności – dopóki nie zostały zniszczone lub pozbawione swoich mieszkańców.


timesofisrael.com

Grota Patriarchów, znana Żydom pod biblijną nazwą Groty Machpela, to zespół jaskiń położonych w sercu Starego Miasta w Hebronie, 30 kilometrów na południe od Jerozolimy. Fot. Dan Rosenstein/Unsplash.

Niniejszy artykuł gościnny napisała Melissa Brodsky, autorka zajmująca się edukacją medialną, współczesnym antysemityzmem i historią.

Zielona Linia (linia demarkacyjna wyznaczona na mocy porozumień rozejmowych z 1949 roku, po wojnie arabsko-izraelskiej w 1948 roku) przecięła pola, drogi, wsie i dzielnice, ale oddzieliła również ludzi od nieruchomości, których nadal byli prawowitymi właścicielami.

Żydzi posiadali domy na Starym Mieście w Jerozolimie oraz w dzielnicach otaczających Szymon Ha-Cadik. Żydowskie rodziny mieszkały na północ od Jerozolimy, w Atarot i Newe Jaakow, a także na południe od miasta, w czterech osadach Gusz Ecjon. Działki należące do Żydów były rozproszone po całej Wschodniej Jerozolimie, Hebronie, Betlejem, Silwanie, Beit Dżali, Beit Iksa, Beit Safafa i innych miejscowościach, które znalazły się pod kontrolą Jordanii.

Część tych nieruchomości należała do prywatnych rodzin. Inne działki były własnością banków, fundacji religijnych, Żydowskiego Funduszu Narodowego, Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie oraz organizacji żydowskich.

Były tam gospodarstwa rolne, domy, sklepy, synagogi, cmentarze, szkoły i niezabudowane grunty. Kiedy wojna arabsko-izraelska dobiegła końca, a w 1949 roku ustalono linię rozejmową, tysiące dunamów ziemi (dunam to jednostka powierzchni odpowiadająca mniej więcej jednej czwartej akra) należącej do Żydów znalazły się po jordańskiej stronie granicy. Większość właścicieli znalazła się po jej drugiej stronie.

Dzielnica Żydowska na Starym Mieście w Jerozolimie skapitulowała przed Legionem Arabskim 28 maja 1948 roku.

Następnego ranka amerykański wicekonsul w Jerozolimie przesłał do Waszyngtonu warunki kapitulacji. Około 2000 kobiet, dzieci, osób starszych i mieszkańców należących do społeczności religijnej miało zostać ewakuowanych do części Jerozolimy kontrolowanej przez Żydów, pod nadzorem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Około 300 mężczyzn w wieku poborowym miało zostać przewiezionych do Ammanu jako jeńcy wojenni. Spośród około 150 rannych osoby z poważnymi obrażeniami miały zostać przekazane Czerwonemu Krzyżowi, natomiast pozostali mieli trafić do niewoli.

Ewakuacja przez Bramę Syjońską trwała do późnych godzin nocnych. Następnego ranka w dzielnicy nie było już żydowskiej ludności cywilnej. Społeczność, która przetrwała panowanie osmańskie, Mandat Brytyjski, zamieszki i powtarzające się okresy przemocy, została całkowicie usunięta.

Jej budynki pozostały. Były tam domy i sklepy, dziedzińce i jesziwy, instytucje dobroczynne oraz synagogi. Wielka kopuła Churwy, zabytkowej ortodoksyjnej synagogi żydowskiej, przez dziesięciolecia górowała nad dzielnicą, a nieopodal stała Tiferet Jisrael, kolejna duża XIX-wieczna synagoga. Mniejsze domy modlitwy były rozsiane wzdłuż ulic, przy których Żydzi mieszkali od pokoleń.

Niszczenie rozpoczęło się natychmiast. Po upadku dzielnicy wysadzono synagogę Churwa. Zniszczono również Tiferet Jisrael. W ciągu 19 lat jordańskiego panowania inne synagogi burzono, niszczono, ograbiano z wyposażenia lub przekształcano na inne cele. Późniejsze relacje różnią się co do ich liczby, ponieważ w odmienny sposób uwzględniano synagogi i mniejsze domy modlitwy. Jednak kiedy Żydzi powrócili w 1967 roku, znaczna część dawnego religijnego krajobrazu Dzielnicy Żydowskiej już nie istniała.

Kilka kilometrów na północ od Jerozolimy żydowscy rolnicy budowali społeczność rolniczą w Atarot (biblijnej miejscowości wspomnianej w Księdze Jozuego) już w latach poprzedzających I wojnę światową. Zakupy ziemi w okolicach Kalandii pod żydowskie osadnictwo rozpoczęły się w 1912 roku. Po wojnie społeczność rozwijała się hodując stada bydła mlecznego, zakładając sady, pola uprawne, budując domy i zakładając cmentarze. Rolnicy przewozili mleko i płody rolne do Jerozolimy drogą, która stawała się coraz bardziej niebezpieczna w miarę nasilania się ataków na osadę.

Atarot zostało już poważnie zniszczone podczas arabskich zamieszek w 1929 roku. W czasie arabskiego powstania w latach 1936–1939 pięciu członków społeczności zginęło w atakach na osadę i drogę prowadzącą do Jerozolimy. Do 1948 roku siły arabskie coraz bardziej izolowały osadę, sprawiając, że połączenie z Jerozolimą stało się niebezpieczne.

Kobiety i dzieci ewakuowano w kwietniu. 14 maja pozostałym mieszkańcom nakazano opuścić Atarot i wzmocnić obronę pobliskiego Newe Jaakow, pozostawiając gospodarstwa i domy, które budowali przez dziesięciolecia. Następnego dnia patrzyli, jak Atarot płonie.

Nie byli jednak bezpieczni również w Newe Jaakow. Siły arabskie zaatakowały także tę osadę, a 16 maja jej obrońcy wycofali się pieszo w kierunku Góry Skopus. W ciągu 48 godzin dwie żydowskie społeczności na północ od Jerozolimy zostały pozbawione mieszkańców.

Rodziny z Atarot przez wiele miesięcy przenosiły się z miejsca na miejsce, aż ostatecznie osiedliły się w dawnej wiosce niemieckich templariuszy Wilhelma, którą przemianowały na Bnei Atarot. Ich dawna osada została niemal całkowicie zrównana z ziemią. Ocalały lotnisko i cmentarz.

Rodziny utraciły miejsce, w którym mieszkały. Nie przestały jednak być właścicielami ziemi.

Szacunki dotyczące żydowskich nieruchomości, które znalazły się pod kontrolą Jordanii, sięgają około 30 000 dunamów, ale dokładniejsze zestawienie zachowało się w dokumentach Komisji Pojednawczej Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Palestyny. 17 marca 1966 roku specjalista ONZ do spraw gruntów Frank Jarvis sporządził zestawienie ziem należących do Żydów, zidentyfikowanych w dokumentacji komisji na obszarze Judei i Samarii (znanym również jako Zachodni Brzeg), znajdującym się pod kontrolą Jordanii. Łączna powierzchnia wyniosła 16 684,421 dunama.

Ponad połowa tej powierzchni znajdowała się w okręgu jerozolimskim. Kolejne 3031,759 dunama odnotowano w okręgu Hebronu, a 2928,095 w okręgu Betlejem. Mniejsze posiadłości znajdowały się w Nablusie, Tulkarmie i Ramallah. Z całej tej powierzchni 6676 dunamów należało do czterech dawnych żydowskich osad Gusz Ecjon.

Wśród właścicieli znajdowały się osoby prywatne, Żydowski Fundusz Narodowy, Palestine Jewish Colonization Association, Anglo-Palestine Bank, Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie oraz żydowskie fundacje religijne. W wykazie nieruchomości figurowały również żydowskie cmentarze w Hebronie i Nablusie. Poszczególni Żydzi posiadali ziemię we Wschodniej Jerozolimie, Silwanie, Beit Dżali, Beit Iksa, Beit Safafa, Hebronie i innych miejscach.

Niektóre z tych nieruchomości zakupiono jeszcze w czasach Imperium Osmańskiego, inne w okresie Mandatu Brytyjskiego. Zielona Linia pojawiła się później. Rozejm wojskowy nie unieważniał aktów własności.

Jordania przejęła brytyjski system z czasów wojny służący do kontrolowania majątku należącego do obywateli państw nieprzyjacielskich i dostosowała go do sytuacji po 1948 roku. Izrael był teraz państwem wrogim. Dlatego nieruchomości zakupione przez Żydów wiele lat, a nawet dziesięcioleci wcześniej, mogły zostać przekazane pod zarząd jordańskiego Zarządcy Mienia Nieprzyjacielskiego, jeśli ich właściciele stali się obywatelami Izraela.

Ktoś mógł kupić działkę jeszcze w czasach istnienia Imperium Osmańskiego, zachować ją przez cały okres Mandatu Brytyjskiego i nadal figurować w księdze wieczystej jako jej właściciel. Jednak gdy taka osoba uzyskała obywatelstwo izraelskie, Jordania mogła przejąć kontrolę nad nieruchomością, zarządzać nią, wydzierżawiać ją i pobierać z niej czynsz.

Nakazy objęcia nieruchomości zarządem publikowano w oficjalnym dzienniku urzędowym Jordanii. Jeden z takich nakazów, wydany w kwietniu 1954 roku, obejmował nieruchomości należące do Yony Berna, Yony Friedmana, Palestine Electric Corporation, Shlomo ben Avrahama Abu Jadida działającego w imieniu fundacji religijnej Hayy Olam, Żydowskiego Funduszu Narodowego, Pinhasa Liebkina i innych. Objęto nim również żydowskie cmentarze w Hebronie i Nablusie.

Nieruchomości Anglo-Palestine Bank przekazano pod zarząd jordańskiego Zarządcy Mienia Nieprzyjacielskiego w 1963 roku. Jeszcze w październiku 1966 roku, niespełna osiem miesięcy przed końcem jordańskiego panowania w Jerozolimie, Jordania wydawała nakazy dotyczące nieruchomości należących do Żydów w tym mieście.

Objęcie nieruchomości jordańskim zarządem nie oznaczało automatycznego wygaśnięcia prawa własności pierwotnego właściciela. Zarządca mógł kontrolować nieruchomość i oddawać ją w najem lub dzierżawę, podczas gdy wpis własności pozostawał niezmieniony. Jedną niewielką nieruchomość w Hebronie wynajmowano za pięć dinarów jordańskich rocznie.

Jeszcze w 1960 roku Jordania próbowała ustalić, jakie dokładnie nieruchomości znajdowały się pod jej kontrolą. W marcu tego roku jej przedstawiciel zwrócił się do Komisji Pojednawczej ONZ o dokumenty rejestrowe dotyczące żydowskich nieruchomości w Szufat i Nebi Jaakub w okręgu jerozolimskim. Ekspert ONZ do spraw gruntów przeszukał archiwa komisji, ale stwierdził, że nie posiada ona tych dokumentów.

Jedenaście lat po zawarciu rozejmu Jordania nadal poszukiwała dokumentów własności Żydów, którzy nie mogli już dotrzeć do swojej ziemi.

Jordania nie ograniczała się do ujmowania żydowskich nieruchomości w państwowych rejestrach. Budynki otrzymywały nowych mieszkańców, działki oddawano w dzierżawę, a grunty przeznaczano na projekty rządowe i przedsięwzięcia związane z uchodźcami. Lokalnych uchodźców arabskich zakwaterowano w części dawnej Dzielnicy Żydowskiej po wypędzeniu jej żydowskich mieszkańców. W innych miejscach nieruchomości należące do Żydów wykorzystywano do celów wyznaczanych przez jordańskie władze, ponieważ właścicieli nie było już na miejscu, by sprawować nad nimi kontrolę.

W Atarot jordański zarządca zezwolił agencji ONZ do spraw Palestyńczyków (UNRWA) na wykorzystanie 68 dunamów ziemi należącej do Żydów pod budowę Centrum Kształcenia Zawodowego w Kalandii. Amerykańskie dokumenty dyplomatyczne pokazują, jak bardzo rosła wartość tej nieruchomości. Ziemia wyceniana w 1948 roku na około 200 dinarów jordańskich za dunam była w 1961 roku warta około 1000 dinarów za dunam.

W praktyce układ był dość prosty: żydowscy właściciele znajdowali się po drugiej stronie granicy, której nie mogli przekroczyć. Jordania kontrolowała ich ziemię. UNRWA korzystała z 68 dunamów tej ziemi.

Brama Mandelbauma, lata 50. XX wieku. Jedyne oficjalne przejście między Jerozolimą Wschodnią a Zachodnią, gdzie kontrolowane przejście zastąpiło otwarty ruch pod nadzorem wojskowym. Źródło: Sven Simon Archives/United Archives via Getty Images

Izraelscy policjanci rozmawiają z jordańskim żołnierzem w pobliżu Bramy Mandelbauma, na linii zawieszenia broni przebiegającej przez Jerozolimę w latach 1949–1967. Fot. Wikipedia.

Żydzi przez stulecia chowali swoich zmarłych na Górze Oliwnej. Spoczywały tam całe pokolenia jerozolimskich rodzin, a także rabini, uczeni, przywódcy społeczności i Żydzi, którzy przybywali z zagranicy, aby zostać pochowanymi na wzgórzu z widokiem na Stare Miasto. Po 1948 roku cmentarz znalazł się pod kontrolą Jordanii.

Artykuł VIII izraelsko-jordańskiego porozumienia rozejmowego, podpisanego 3 kwietnia 1949 roku, przewidywał uzgodnienie rozwiązań umożliwiających swobodny dostęp do miejsc świętych i instytucji kulturalnych oraz korzystanie z żydowskiego cmentarza na Górze Oliwnej. Jednak przez dziewiętnaście lat jordańskiego panowania we Wschodniej Jerozolimie Żydzi mieszkający w Izraelu nie odzyskali normalnego dostępu do cmentarza.

Cmentarz został również fizycznie zbezczeszczony. Po 1967 roku stwierdzono, że tysiące nagrobków zniknęły, zostały połamane lub usunięte ze swoich pierwotnych miejsc. Izraelscy śledczy udokumentowali wykorzystanie kamieni nagrobnych do budowy dróg, nawierzchni, instalacji wojskowych, latryn i innych obiektów. Izrael poinformował później Radę Bezpieczeństwa ONZ, że spośród około 50 000 nagrobków wyrwano 38 000. Liczba ta pochodziła z obliczeń izraelskiego rządu, ale usuwanie i ponowne wykorzystywanie nagrobków zostało udokumentowane na fotografiach oraz w dochodzeniach przeprowadzonych po 1967 roku.

Rodziny mieszkające w Zachodniej Jerozolimie mogły żyć w zasięgu wzroku góry, na której pochowano ich rodziców i dziadków, a mimo to nie mogły odwiedzać ich grobów. Porozumienie rozejmowe gwarantowało dostęp. Jordania nigdy nie zapewniła normalnego dostępu do cmentarza przez dziewiętnaście lat sprawowania nad nim kontroli.

Żydowskie nieruchomości w Hebronie istniały na długo przed powstaniem Izraela i ustanowieniem Mandatu Brytyjskiego. Żydzi mieszkali w tym mieście od stuleci i posiadali tam domy, sklepy, nieruchomości religijne oraz ziemię.

24 sierpnia 1929 roku arabscy uczestnicy zamieszek zamordowali w Hebronie 67 Żydów. Domy i synagogi zostały zaatakowane i splądrowane, a władze brytyjskie ewakuowały ocalałą ludność żydowską. Niewielka liczba Żydów powróciła w 1931 roku, lecz podczas arabskiego powstania w 1936 roku władze brytyjskie ponownie usunęły pozostałych członków społeczności.

Do 1948 roku w Hebronie nie było już społeczności żydowskiej. Nadal jednak istniały tam żydowskie nieruchomości. Jordańskie rejestry mienia nieprzyjacielskiego obejmowały żydowskie posiadłości w okręgu Hebronu, w tym cmentarz. W zestawieniu ONZ z 1966 roku zidentyfikowano ponad 3000 dunamów ziemi należącej do Żydów w tym okręgu. Część należała do instytucji, a część do prywatnych właścicieli, których związki z Hebronem sięgały czasów na długo przed wytyczeniem Zielonej Linii.

Żydzi zostali wypędzeni. Ich nazwiska pozostały w rejestrach nieruchomości.

Na południe od Jerozolimy znajdowały się cztery żydowskie osady Gusz Ecjon: Kfar Ecjon, Masuot Jicchak, Ein Curim i Rewadim. Przez wiele miesięcy znosiły oblężenie i ataki, zanim 13 maja 1948 roku, dzień przed ogłoszeniem niepodległości Izraela, upadł Kfar Ecjon.

Upadek zakończył się masakrą. Po kapitulacji obrońców żołnierze Legionu Arabskiego i miejscowe nieregularne oddziały arabskie zabili wielu ocalałych żydowskich obrońców i mieszkańców. Szacunki są różne, ale tego dnia w Kfar Ecjon zamordowano ponad 100 Żydów. Pozostałe trzy osady poddały się Legionowi Arabskiemu następnego dnia, a ich ocalali mieszkańcy trafili do niewoli. Wszystkie cztery społeczności zostały następnie zniszczone.

Obszar należącej do nich ziemi był znaczny. W zestawieniu ONZ z 1966 roku czterem dawnym osadom przypisano 6676 dunamów nieruchomości należących do Żydów, co czyniło Gusz Ecjon jednym z największych skupisk żydowskiej własności ziemskiej pod kontrolą Jordanii.

Przez 19 lat społeczności te istniały gdzie indziej. Ocaleni odbudowywali swoje życie na terytorium Izraela, podczas gdy miejsca, w których niegdyś stały ich domy, pozostawały po drugiej stronie Zielonej Linii. Jeszcze w 1966 roku ich nieruchomości figurowały jako własność żydowska w raporcie ONZ dotyczącym gruntów.

Historia własności nieruchomości w Szejch Dżarrah rozpoczęła się na długo przed procesami sądowymi, które ostatecznie uczyniły tę dzielnicę znaną na całym świecie. W 1876 roku żydowskie fundacje wspólnotowe zakupiły ziemię w pobliżu tradycyjnego grobowca Szymona Sprawiedliwego (Szymon Ha-Cadik). Żydowskie rodziny osiedliły się później wokół grobowca i w sąsiednim Nachalat Szymon, tworząc społeczności poza murami Starego Miasta na dziesięciolecia przed ustanowieniem Mandatu Brytyjskiego.

Przemoc w 1948 roku zmusiła żydowskich mieszkańców do opuszczenia tych terenów. Ich nieruchomości znalazły się pod kontrolą jordańskiego Zarządcy Mienia Nieprzyjacielskiego. 25 sierpnia 1954 roku zarządca wydzierżawił ziemię jordańskiemu ministerstwu mieszkalnictwa i budownictwa na 33 lata za czynsz wynoszący jednego dinara jordańskiego rocznie. Ministerstwo otrzymało prawo budowania tam domów i wynajmowania ich uchodźcom.

16 listopada 1954 roku Jordania i UNRWA zawarły kolejne porozumienie. UNRWA przekazała 55 636 dolarów na budowę domów dla 28 palestyńskich rodzin uchodźców, a jej raport roczny odnotował realizację projektu. W porozumieniu teren budowy opisano jako dawną własność żydowską.

Te 28 rodzin zostało wysiedlonych podczas wojny w 1948 roku z miejsc, które znalazły się w granicach Izraela. Zgodnie z jordańskim porozumieniem miały zostać skreślone z list osób otrzymujących pomoc UNRWA i płacić symboliczny czynsz za domy. We wrześniu 1956 roku jordański minister mieszkalnictwa zawarł z mieszkańcami indywidualne umowy przewidujące możliwość uzyskania prawa własności po spełnieniu określonych warunków.

Jordania nigdy nie sfinalizowała przeniesienia tych praw w rejestrze gruntów przed utratą Wschodniej Jerozolimy w 1967 roku.

To zaniedbanie stało się później centralnym punktem wieloletnich sporów sądowych. Jordania przedstawiła następnie dokumenty wspierające roszczenia miejscowych arabskich mieszkańców, podczas gdy izraelskie sądy uznały, że prawo własności nigdy nie zostało im prawnie przekazane. Sądy uznały również prawa najmu ustanowione w okresie jordańskiego panowania.

Spór o Szejch Dżarrah nie rozpoczął się więc od przybycia Izraelczyków do arabskiej dzielnicy w pierwszej dekadzie XXI wieku. Żydowska własność istniała tam jeszcze przed Mandatem Brytyjskim. Żydzi zostali wypędzeni z tych nieruchomości w 1948 roku. Jordania przejęła nad nimi kontrolę jako nad mieniem nieprzyjacielskim, wydzierżawiła je swojemu ministerstwu mieszkalnictwa i osiedliła tam palestyńskie rodziny uchodźców. Obiecane przeniesienie prawa własności na te rodziny nigdy nie zostało sfinalizowane.

Ta historia nie rozstrzyga wszystkich późniejszych kwestii prawnych, ale jej pominięcie całkowicie zmienia obraz wydarzeń.

Miejsce to, ze względu na obecność Jaskini Patriarchów, ma ogromne znaczenie dla judaizmu. Jaskinia Patriarchów jest miejscem pochówku Abrahama, Izaaka, Jakuba i ich żon. To starożytne miejsce jest głównym celem pielgrzymek i modlitw Żydów. / Stare Miasto w Hebronie.

Po wojnie sześciodniowej w czerwcu 1967 roku Izrael zdobył Wschodnią Jerozolimę i Zachodni Brzeg, kończąc 19 lat jordańskiego panowania. Żydowskie nieruchomości, które znajdowały się pod zarządem jordańskiego Zarządcy Mienia Nieprzyjacielskiego, przeszły teraz pod kontrolę Izraela. Rodziło to pytania, czy należy zwrócić je dawnym właścicielom oraz co zrobić w sytuacjach, gdy od lat mieszkali w nich inni ludzie.

Miejscowi Arabowie (znani jako „Palestyńczycy”) również utracili nieruchomości podczas wojny w 1948 roku, w tym domy i ziemię znajdujące się w granicach Państwa Izrael. Izraelczycy zarządzali znaczną częścią tego majątku za pośrednictwem Zarządcy Mienia Nieobecnych Właścicieli, na podstawie ustawy o mieniu nieobecnych właścicieli z 1950 roku. Ma to tutaj znaczenie, ponieważ po 1967 roku oba systemy zarządzania nieruchomościami rozwijały się w odmienny sposób.

Izraelska ustawa o sprawach prawnych i administracyjnych z 1970 roku stworzyła mechanizm umożliwiający zwrot dawnym właścicielom lub ich następcom prawnym niektórych żydowskich nieruchomości we Wschodniej Jerozolimie, które pozostawały pod jordańskim zarządem. Palestyńczycy zasadniczo nie otrzymali analogicznego mechanizmu pozwalającego odzyskać nieruchomości utracone na terytorium Izraela w 1948 roku. Ta różnica pozostaje jednym z argumentów podnoszonych przez Palestyńczyków przeciwko systemowi restytucji nieruchomości we Wschodniej Jerozolimie.

Izraelska argumentacja prawna koncentruje się na rzeczywistym zakresie ustawy z 1970 roku: obejmowała ona nieruchomości, które pozostawały pod zarządem jordańskiego zarządcy w chwili przejęcia Wschodniej Jerozolimy przez Izrael. Nieruchomości, których własność Jordania zgodnie z prawem przeniosła na kogoś innego, stanowiły odrębną kwestię. Sprawa Szejch Dżarrah stała się skomplikowana, ponieważ Jordania obiecała rodzinom uchodźców, że ostatecznie uzyskają prawo własności, lecz – zgodnie z późniejszymi ustaleniami izraelskich sądów – nigdy nie sfinalizowała jego przeniesienia.

Walka prawna rozpoczęła się niemal dwie dekady później.

W latach 1948–1967 żydowskie nieruchomości pozostawały rozproszone po terytorium, z którego ich właściciele zostali wypędzeni lub od którego zostali w inny sposób odcięci. Domy zyskały nowych mieszkańców. Ziemię oddawano w dzierżawę. Synagogi niszczono. Cmentarze obejmowano zarządem jako mienie nieprzyjacielskie. Nagrobki na Górze Oliwnej wyrywano z ziemi. Atarot i Newe Jaakow zniknęły. Dzielnica Żydowska została pozbawiona mieszkańców. Gusz Ecjon zniszczono po bitwie, która zakończyła się zabiciem ponad 100 Żydów w Kfar Ecjon.

Właściciele nie zniknęli jednak z dokumentów.

W marcu 1966 roku specjalista ONZ do spraw gruntów Frank Jarvis nadal mógł zsumować powierzchnię żydowskich nieruchomości, które jego dokumentacja identyfikowała po jordańskiej stronie Zielonej Linii.

16 684,421 dunama.

Wiele lat po zawarciu rozejmu w aktach własności nadal widniały ich nazwiska.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Odtajniono dokumenty o wspieranej przez USA powojennej imigracji nazistów do Kanady


Odtajniono dokumenty o wspieranej przez USA powojennej imigracji nazistów do Kanady

Z Toronto Anna Lach (PAP)


Raport Alit Rodal, kanadyjskiej historyczki pochodzącej z Ukrainy, powstał na zlecenie komisji, której szefował sędzia Jules Deschenes (na zdjęciu). Fot. Photographie La Rose/ Archival by La Presse, Public domain, via Wikimedia Commons

Kanada, która w czasie zimnej wojny przyjęła nazistowskich zbrodniarzy jako legalnych imigrantów, była naciskana w tej sprawie przez Stany Zjednoczone -wynika z opublikowanych informacji z archiwalnych dokumentów odtajnionych wyrokiem kanadyjskiego sądu.

Żydowska organizacja charytatywna Bnai Brith udostępniła w czwartek niepublikowane dotąd informacje z raportu historyczki Alti Rodal z 1986 r. w sprawie podejrzeń, że Kanada przyjmowała nazistowskich zbrodniarzy. Liczący 618 stron raport „Nazistowscy zbrodniarze wojenni w Kanadzie. Historyczny i polityczny kontekst od lat 40. do czasów współczesnych” został prawie w całości odtajniony wyrokiem sądu z 1 września.

W dokumencie opisano np., że kanadyjska policja federalna (RCMP) podejrzewała co najmniej 35-40 osób, które dysponowały sfałszowanymi dokumentami przygotowanymi w USA – podała Bnai Brith w komunikacie.

„Historycy uważają, że tajny program wojskowy USA, później związany z CIA, odpowiadał za plan przesiedleń, który pomógł nazistowskim zbrodniarzom wojennym uciec przed sprawiedliwością w zamian za pomoc podczas zimnej wojny” – podkreśliła organizacja. 

Na początku lat 50. RCMP odrzuciła 52 wnioski, w których potencjalni imigranci posługiwali się amerykańskimi dokumentami, „niemniej uważa się, że USA przeprowadzały »znaczne grupy« ludzi przez kanadyjski system imigracyjny” – napisano w komunikacie.

Raport Alit Rodal, kanadyjskiej historyczki pochodzącej z Ukrainy, powstał na zlecenie komisji, której szefował sędzia Jules Deschenes, a która od 1985 r. zajmowała się badaniem informacji o obecności zbrodniarzy wojennych w Kanadzie.

Rząd udostępnił część raportu w lutym 2024 r. 1 września sąd orzekł na wniosek Bnai Brith, że dokument ma zostać odtajniony w całości, z niewielkimi wyjątkami. Rząd federalny nie odwołał się od tej decyzji. 

Komisja Deschenes’a, dla której pracowała Rodal, sporządziła listę z nazwiskami ok. 900 osób, które mogły być nazistowskimi zbrodniarzami wojennymi, a po wojnie zamieszkały w Kanadzie. Rząd odrzucał wnioski o udostępnienie niejawnych części dokumentów, powołując się na interes państwa i relacje międzynarodowe.

Bnai Brith kontynuuje działania na rzecz upublicznienia drugiej, niejawnej części raportu Komisji Deschenes’a, w której mogą znajdować się właśnie nazwiska  nazistowskich zbrodniarzy.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com