Eskalacja dyplomacji w czasach zarazy


Eskalacja dyplomacji w czasach zarazy

Andrzej Koraszewski


Lato w Polsce, czyli w Pcimiu, Dobrzyniu lub innej Warszawie. Świat w zasięgu ręki. Satelity, światłowody, ciągły strumień pseudoinformacji, pędzącej z szybkością światła. Co wybrać, co odsiać, co sądzić i jakie znaczenie ma to moje sądzenie?

Krwawa wojna w Ukrainie, dziwna wojna w cieśninie, a wybory tuż-tuż. Dla tyrana wybory to sprawa bez znaczenia, teatr nadzorowany przez reżysera. Dla demokraty sprawa gardłowa. W demokracji trzeba wszystko wyborom podporządkować.

Czytam, że strach Zachodu przed eskalacją tylko podsyca agresję tyranów. To prawda, ale natychmiast pojawia się pytanie, co to takiego ten Zachód? Pisze zawodowy izraelski analityk David Rebel, że „od Ukrainy po Iran – powtarzająca się powściągliwość Zachodu nauczyła agresorów, że mogą kontynuować swoje działania, nie płacąc za nie odstraszającej ceny”.

Dlaczego Ukraina i Iran? Czy jest możliwe, że to, co dzieje się teraz w Afryce, ma równie ważne znaczenie dla „Zachodu”? Chiny, Rosja, Iran – niektórzy uważają te trzy kraje za dzisiejsze państwa osi, ale aliantów brak. „Zachód” jest terminem płynnym. Kojarzy się z demokracją, a demokracja jednym kojarzy się z wolnością, innym z rozwojem gospodarczym, a jeszcze innym z nieustannym cwaniactwem.

Chwilami odnosi się wrażenie, że Ameryka ma dość występowania w obronie europejskiej wolności. Ukraina to problem europejski. Zachodnia Europa to kolebka tego, co z jakiegoś powodu nazywamy „Zachodem”, a w tej kolebce coraz częściej na ulicach wielkich miast słyszymy mrożący krew w żyłach okrzyk „Allahu akbar”.

Tymczasem w Polsce, na rubieżach Europy Zachodniej, lawinowo rosną nastroje antyukraińskie. Świadomie i po mistrzowsku podsycane przez Rosję, trafiają na podatny grunt debilnego nacjonalizmu prawicy z różnych konfederacji i lewicy różnych Millerów, Czarzastych i Zandbergów.

W Europie byliśmy najbardziej zdecydowanym sojusznikiem Ukrainy. Czy to już czas przeszły, czy tylko coraz dalej idąca próba osłabienia tego sojuszu?

David Rebel pisze: „Rosja i Iran to bardzo różne reżimy, prowadzące bardzo różne wojny, a jednak oba wyciągnęły tę samą lekcję: Zachód może być silniejszy, ale siła niewiele znaczy, gdy przeciwnicy są przekonani, że boisz się jej użyć”.

Izraelski analityk cicho przypomina, że rosyjska agresja nie zaczęła się w lutym 2022 roku. Po rozpadzie ZSRR rosyjska armia uderzała w wielu miejscach, groziła jeszcze częściej, wojna z Gruzją jest dziś właściwie zapomniana, zajęcie Krymu w 2014 roku spowodowało krótką eskalację dyplomacji w postaci skrzywionych min, którym towarzyszyły liczne głosy „Zachodu”, że właściwie nic się nie stało, a Putin mógł mieć swoje powody. Zachód ma wiele głów i mówi wieloma językami.

David Rebel przypomina, że Rosja, w odróżnieniu od nazistowskich Niemiec, nigdy nie została rozliczona ani ze zbrodni wobec innych narodów, ani ze zbrodni wobec własnego społeczeństwa.

Współczesna Rosja nie jest Związkiem Radzieckim, a Władimir Putin nie jest komunistą. Moskwa odziedziczyła jednak część radzieckiego aparatu bezpieczeństwa, imperialnego światopoglądu i kultury politycznej. Choć ideologia Rosji się zmieniła, wiele radzieckich metod przetrwało.”

Przez pewien czas mogło się wydawać, że kto jak kto, ale polska klasa polityczna doskonale rozumie, iż połknięcie Ukrainy przez Rosję może być tylko początkiem imperialnych planów Putina. Frontalny atak na Ukrainę był testem, jak mało znaczą gwarancje „Zachodu” udzielone Ukrainie z okazji namawiania jej do rezygnacji z broni atomowej.

W trwającej ponad cztery lata wojnie Ukraina jest stale wykrwawiającym się państwem buforowym między Rosją a Zachodem. Radykalny wzrost pomocy militarnej i gospodarczej dla Ukrainy mógłby przybliżyć moment, w którym rosyjski dyktator musiałby zacząć zastanawiać się, jak się z tej awantury wycofać. Dyktator nie jest jednak ani głupi, ani osamotniony.

Na zupełnie innym planie prowadzi wojnę kognitywną, której celem jest ustawiczna destabilizacja zachodnich społeczeństw, wzmacnianie antyamerykańskich nastrojów w Europie, podsycanie amerykańskiej irytacji na Europę, walka z rzekomym zachodnim imperializmem i rasizmem i, oczywiście, antysyjonizm jako niezawodny środek na wzmocnienie kretynizmu, czyli stara gra lewicy, która nie umiała wyprodukować porządnych grabi, ale osiągnęła mistrzostwo na polu propagandy.

W ramach dyplomacji NATO zapewnia dyktatora, że Ukraina nigdy nie zostanie jego członkiem, Unia Europejska zapewnia, że właściwie uznaje prawo Ukrainy do obrony swoich granic, a nawet dostarcza trochę broni, ale drugiego sortu i z zastrzeżeniem, żeby jej przypadkiem nie używać do atakowania rosyjskiej armii na rosyjskiej ziemi.

Putin patrzy na giełdy, dostaje przeglądy zachodniej prasy, często rozmawia z prezydentem Chin. Czy mówią sobie szczerze, co myślą o Republice Islamskiej? Wątpię. Prawdopodobnie o niczym nie mówią szczerze, ale niektóre zdania mogą być zbliżone do szczerości i odrobinę różnić się od oficjalnych oświadczeń. Na tym polu mamy jednak tylko domysły. Wnioskujemy z fusów, jakimi są działania na forum ONZ. Troska o przetrwanie Islamskiej Republiki Iranu jest chwilowo ważna dla jednego i drugiego.

Walka o cieśninę Ormuz jest dla Putina żyłą złota w czasie teraźniejszym (Rosja jest jednym z nielicznych krajów mających pozytywny bilans w handlu z Chinami), na nieco dłuższą metę daje nadzieję, że za dwa lata rządy w USA przejmą demokraci, a w dalszej perspektywie, że islam skutecznie zdestabilizuje Zachód. Chwilowo kontrolowane podtrzymywanie konfliktu zarówno w cieśninie Ormuz, jak i na Morzu Czerwonym trzęsie rynkami energii, a to wpływa na eskalację dyplomacji i pustych słów, które kwitowane są złośliwymi uśmiechami w Moskwie i w Pekinie.

Czytałem niedawno futurologiczny esej, w którym Europa Zachodnia pojawia się jako emirat.

Obecnie Islamska Republika Iranu jest w sojuszu z niewiernymi w Chinach, z niewiernymi w Rosji i z niewiernymi w Korei Północnej. Oczywiście gardzi nimi i jej przywódcy prawdziwie wierzą, że z boską pomocą islam podbije świat. Były komunistyczny aparatczyk Putin chodzi do cerkwi, nie wiemy, czy modli się o odzyskanie przez Rosję rangi drugiego mocarstwa świata, ale zapewne jest świadomy, że to jego marzenie jest związane z generalną zmianą układu sił, w którym tym pierwszym mocarstwem byłyby Chiny. Trudno uniknąć myśli o krótkotrwałym, ale intensywnym sojuszu Stalina z Hitlerem, kiedy Rosja miała pozytywny bilans handlowy z Niemcami, gdyż zaopatrywała niemiecką armię i niemiecki przemysł w energię.

Tymczasem chińscy ateiści ćwiczą masową reedukację muzułmanów na skromną lokalną skalę. Wyobrażanie sobie świata za sto lat wydaje mi się stratą czasu. Obserwacja tego, co się dzieje w czasie teraźniejszym, skłania do obaw, że im więcej wkładamy w to pracy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę z ogromu tego, co jest przed naszym wzrokiem ukryte. A jednak ta eskalacja dyplomacji skłania do ponurego wniosku, że państwa osi zyskują coraz większą przewagę.

Szukając odpoczynku, czytałem opowieść o Miguelu de Cervantesie, który przez pięć lat był niewolnikiem w Algierii. Kiedy w wieku 33 lat dostał się w łapy muzułmańskich rozbójników, nie był ani sławny, ani nie pochodził z bogatej rodziny, więc długo czekał na wykupienie.

Moją uwagę zwrócił przytoczony przez autora eseju cytat z Don Kichota:

Wolność, Sancho, jest jednym z najcenniejszych darów, jakimi Niebo obdarzyło człowieka; nie dorównują jej żadne skarby, które kryje ziemia ani skrywa morze; dla wolności, podobnie jak dla honoru, można i należy ryzykować życie; niewola zaś jest największym złem, jakie może spotkać człowieka.”

Ciekawe, że tym razem odebrałem go inaczej niż ponad 70 lat temu, kiedy pierwszy raz czytałem tę zdumiewającą książkę.

Mam wrażenie, że żyjemy w czasach zarazy, zwanej ucieczką od wolności.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘Baseless’ to say State Dept didn’t vet charity with history of terror ties, senior department official says


‘Baseless’ to say State Dept didn’t vet charity with history of terror ties, senior department official says

Mike Wagenheim


World Vision conducts “rigorous risk management including recurring sanctions screening, multi-phase partner vetting and independent financial audits,” the senior official told JNS.

World Vision headquarters in Washington, D.C. Credit: Chris Light via Wikimedia Commons.

The U.S. State Department is doing a good job vetting the nonprofits with which it works, a senior Foggy Bottom official told JNS, after the department drew criticism for working with a U.K. charity, World Vision, with a history of ties to Islamic terrorism.

JNS reported that the State Department was working with World Vision as part of what it called a “historic” $2 billion distribution of global health foreign assistance. It made the announcement despite an Israeli court convicting World Vision’s Gaza operations manager of funneling up to $50 million to Hamas in 2022.

The Senate Finance Committee probed World Vision in 2019 and found that the Christian charity transferred $125,000 to Islamic Relief Agency, which the U.S. Treasury Department sanctions for terror ties, in 2014 as a sub-grantee for a U.S. Agency for International Development-backed humanitarian project in Sudan. The Senate panel called World Vision’s vetting procedures “borderline negligent.”

A senior State Department official told JNS that the department “actively conducts counterterrorism vetting of implementers and their employees to ensure U.S. taxpayer funds and department-managed award activities never provide support intentionally or inadvertently to terrorists, their supporters or their affiliates.”

The department’s vetting process “safeguards our programs while ensuring the department can continue delivering initiatives that advance U.S. national security and foreign policy priorities.”

Washington’s collaboration with World Vision and two other charities, which it announced on Aug. 6, “reflects the Trump administration’s commitment to partnering with organizations that have demonstrated operational capacity, extensive in-country networks, and a proven track record of delivering results in the world’s most difficult environments,” the State Department official told JNS.

The White House Faith Office led the initiative, and members of Congress and Office of Management and Budget officials attended the announcement event, which demonstrated “coordination across the administration,” the official told JNS.

The senior official said that World Vision “reached 35.6 million people through 104 separate disaster responses, with an operational footprint spanning more than 100 countries” last year.

World Vision denied that its employee, who was convicted of funding Hamas, did anything wrong.

A World Vision spokesman told JNS that “regarding Gaza, World Vision immediately suspended operations in 2016, commissioned a thorough independent forensic investigation that found no evidence of aid diversion or ties to Hamas, and has not operated in Gaza since.”

“World Vision has previously briefed U.S. government stakeholders, including the Department of State, on these matters,” the charity’s spokesman told JNS.

No U.S. funding would go to Gaza for the newly announced initiative, as World Vision no longer operates there.

“World Vision condemns terrorism and the misuse of humanitarian aid, and we take seriously our responsibility to operate with strong compliance, oversight and accountability in complex humanitarian settings,” the World Vision spokesman told JNS.

“In the Sudan matter, World Vision did not knowingly work with a sanctioned organization,” the spokesman said. “We suspended payments when concerns arose, we sought U.S. government guidance, and we have since strengthened vetting, escalation and blocked-party screening processes.”

JNS asked World Vision for an unredacted copy of its legal team’s audit of the Gaza case. World Vision has declined to share that with Congress.

‘Hit the ground running’

In 2020, the Senate Finance Committee said that after the Islamic Relief Agency incident, World Vision “created additional screening methods in an effort to prevent future disbursements of U.S. tax dollars to sanctioned entities,” including extra layers of legal review.

JNS asked World Vision if it added any more vetting processes in response to the Gaza case.

“World Vision was selected based on their demonstrated operational capacity, extensive in-country networks and long track record of delivering health and humanitarian assistance in complex environments,” the senior State Department official told JNS.

“World Vision is able to leverage in-kind and private donations and volunteer networks to keep overhead costs low, which in turn helps stretch American taxpayer dollars,” the official said.

The senior official told JNS that World Vision and its partner faith-based organizations can use their strong local relationships and networks to “hit the ground running in affected communities, without having to start from scratch.”

Former charities that have received State Department funding have used just 35% to 40% of the funding for frontline health services, and the rest has gone to overhead and management costs. World Vision spends 80% on health services, according to the senior U.S. official.

“The proposal that the department received reflected a unique capability to perform the global rapid response and humanitarian assistance services required for this project,” the official told JNS. “The proposal demonstrated a proven history of success, responding to natural disasters and complex humanitarian crises.”

The State Department told JNS that it disagrees with a senior Trump administration official, with close ties to the Office of Management and Budget, who told JNS that Jeremy Lewin, acting U.S. undersecretary of state for foreign assistance, humanitarian affairs and religious freedom, “failed to do his homework” in partnering with World Vision.

The Trump administration official told JNS that World Vision is “severely compromised by ties to Islamist terrorists and a radical left-wing climate change agenda” and cited Lewin’s “obsession in funding communist U.N. agencies.” (The latter referred to a funding partnership with the United Nations Office for the Coordination of Humanitarian Affairs.)

The senior State Department official told JNS that its “assertion the Trump administration-led State Department has not applied the same rigorous vetting for World Vision that we have used across the board is unsubstantiated.”

“We expect all organizations that have received U.S. funding to cooperate with the appropriate U.S. authorities to facilitate the proper administration of justice and prevent the occurrence of fraud and abuse,” the senior official said. “Any implication on the contrary is simply false.”

Under Lewin, the State Department has worked to defund the U.N. Relief and Works Agency, or UNRWA, whose employees participated directly in the Oct. 7 attacks and whose staff have long documented ties to Palestinian terror.

“I write in absolute shock at the anonymous attacks on my colleague Jeremy Lewin, whose record from defunding UNRWA to supporting faith-based community organizations speaks unmistakably to his dedication to an America First agenda, not the falsehoods now being leveled against him,” Yehuda Kaploun, a rabbi and State Department special envoy for monitoring and combating antisemitism, told JNS.

Kaploun called Lewin a “hero” for his work helping the Jewish community, most of which goes unrecognized.

“Those who hide behind anonymity to impugn the character of a man who has earned genuine admiration for his service to this country should have the courage to attach their names to their accusations,” Kaploun said.

JNS asked the State Department why it thinks that World Vision’s work outside of Gaza is viable, while the terror-tied UNRWA needs to be dismantled both inside and outside of the Strip.

The senior State Department official told JNS that comparing World Vision and UNRWA “is invalid for many reasons.”

UNRWA, which operates across Gaza, Judea and Samaria, Jordan, Lebanon and Syria, “has accumulated decades-long controversies over antisemitic educational materials, militant exploitation of schools, employee affiliations to Hamas and corruption,” the official said.

The senior official told JNS that “members of organizations designated by the United States as foreign terrorist organizations infiltrated UNRWA,” which has “repeatedly and intentionally exploited U.N.-controlled aid channels for the purpose of furthering the activities of Hamas.”

The Senate panel probe of World Vision “found no evidence” that the charity knew Islamic Relief Agency was sanctioned, the senior State Department official said. “Following this finding, World Vision took accountability, strengthened its vetting standards and compliance.”

The Senate investigation determined there was no evidence that World Vision knew of Islamic Relief Agency’s sanctioned status, but it also found that “World Vision had access to the appropriate public information and should have known how, but failed to, properly vet” Islamic Relief Agency. It also decried the charity for its “attempt to shift the blame to the federal government for their own inability to properly vet a subcontractor.”

“Our review demonstrates this failure occurred because World Vision’s system for vetting prospective sub-grantees was borderline negligent and ignored elementary-level investigative procedures, such as failing to conduct basic secondary research that is widely available to the public on the internet via free search engine,” the panel found.

Despite changes that World Vision made after the Islamic Relief Agency incidents, Senate panel staff still have “reservations concerning World Vision’s ability to avoid situations similar” to the Islamic Relief Agency, the Senate report concluded.

“World Vision’s posture during and after this episode gives the impression they have externalized the responsibility for vetting the groups and organizations with which they choose to affiliate,” it added.

‘Outrageously given the stiff-arm’

Sen. Chuck Grassley (R-Iowa), who has led much of the investigatory work of World Vision, wrote to the law firm DLA Piper, which represents World Vision, in April 2024 that the charity was refusing to provide Congress with an unredacted copy of the audit of its internal forensic investigation.

Grassley noted that the charity shared that information with other national governments and with some U.S. government entities.

“World Vision’s refusal to be fully transparent to the public is ironic considering World Vision’s Aug. 6, 2016, press release where it called for a ‘fair and transparent legal process’ regarding Halabi’s arrest,” Grassley wrote.

The law firm told Grassley that a “copy of the final report was provided to the U.S. State Department and to the U.S. Agency for International Development.”

Grassley wrote that Congress was “outrageously given the stiff-arm” by a charity that is tax-exempt in the United States and that received $200 million of U.S. appropriated funds in 2023.

“World Vision has an obligation to be fully transparent to Congress and the American people, and its failure to do so is without any legitimate basis,” Grassley wrote. (JNS sought comment from Grassley and USAID.)

World Vision conducts “rigorous risk management, including recurring sanctions screening, multi-phase partner vetting and independent financial audits,” the senior State Department official told JNS.

The World Vision spokesman told JNS that the charity is “committed to constant improvement in our systems and our controls to ensure resources reach their intended beneficiaries.”

“We believe our record demonstrates both our transparency and the significant measures we took to strengthen compliance, oversight and accountability,” the spokesman said. “Our work focuses on meeting the needs of vulnerable children and families, and we remain committed to transparency and accountability in order to safeguard aid.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israeli wounded in Jordan Valley terror attack


Israeli wounded in Jordan Valley terror attack

JNS Staff


IDF troops seized the suspect in the area of the attack on Sunday afternoon.

Israeli soldiers conduct searches near al-Auja in the Jordan Valley following a stabbing attack, Aug. 23, 2026. Credit: IDF.

Following a joint pursuit by Israeli security forces, IDF soldiers seized the suspected terrorist who carried out a stabbing attack in the Al-Auja area north of Jericho in the Jordan Valley, on Sunday.

The successful capture was facilitated by IDF intelligence input and a joint pursuit by the IDF and the Israel Security Agency (Shin Bet).

The terrorist had stabbed a 24-year-old Israeli man, according to the Israel Defense Forces and emergency responders.

Magen David Adom paramedics and IDF personnel treated the victim at the scene for a penetrating injury before evacuating him to Shaare Zedek Medical Center in Jerusalem. The victim was described as moderately wounded. 

A Magen David Adom ambulance is parked at the scene where a 24-year-old Israeli man was wounded in a stabbing attack near al-Auja in the Jordan Valley, Aug. 23, 2026. Credit: Magen David Adom.

A preliminary investigation found that the victim had stopped his vehicle on Route 90 near a shopping center and was standing outside when the terrorist attacked him from behind, stabbed him in the shoulder and fled, police said.

Israeli security personnel then launched a hunt for the terrorist, setting up road blocks and conducting searches across the surrounding area.

The military said it remained in close contact with local residents and security officials throughout the operation. 
.

The Israel Police said that officers from the Jordan Valley station and Judea and Samaria District forensic investigators opened an inquiry into the stabbing, collecting evidence at the scene.


This is a developing story.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Krótka historia Izraela. Bryk dla opornych.


Krótka historia Izraela. Bryk dla opornych.

Beata Lewkowicz (Nowakowska)


Ze szczególną dedykacją dla wszystkich, którzy publicznie wyrażają głęboki żal, że austriacki malarz nie dokończył dzieła. Pamiętajcie, że ten fatalny pacykarz, zbrodniarz i generalnie ludzkie ścierwo dawno już zgnił, a jego dusza (w co niestety osobiście nie wierzę, ale to dla tych, którzy wierzą) smaży się w piekle – a Izrael żyje. Jest. I będzie również wtedy, kiedy i wy dołączycie do swojego idola w zaświatach.

.

Ci, którzy są jedynie lekko oporni z powodu mody, wpływu znajomych, braku odpowiednich źródeł informacji, etc. – mam nadzieję, że podejmiecie minimalny wysiłek emocjonalny oraz intelektualny i spróbujecie przezwyciężyć opór własnej materii.


A więc, drodzy Oporni – zaczynamy.

Teoretycznie historia państwa Izrael zaczyna się 14 maja 1948 roku, kiedy to Dawid Ben-Gurion odczytał Deklarację Niepodległości. Tylko że historia Izraela nie zaczęła się w 1948 roku. Izrael nie powstał dlatego, że pewnego ranka grupa europejskich Żydów znalazła sobie na Bliskim Wschodzie atrakcyjną działkę i postanowiła ją „skolonizować”. Było dokładnie odwrotnie – Żydzi chcieli stworzyć własne państwo właśnie tam, ponieważ stamtąd pochodzili.

Na tej ziemi ukształtował się naród żydowski, tutaj istniały starożytne królestwa Izraela i Judy, Jerozolima była politycznym i religijnym centrum Żydów na długo przed powstaniem chrześcijaństwa, a tym bardziej islamu. Tutaj znajdowała się Świątynia. Stąd pochodzą podstawowe teksty, symbole i tradycje judaizmu. Po podbojach rzymskich i kolejnych żydowskich powstaniach ogromna część Żydów znalazła się w diasporze, choć obecność żydowska na tej ziemi nigdy całkowicie nie zanikła.

Mam szczerą nadzieję, że część z was, drodzy Oporni, miała do czynienia chociażby z takimi podstawowymi dziełami, jak Biblia (jeżeli jesteście katolikami lub nawet jeśli nie jesteście, bo w końcu to literatura i historia w jednym) i zdajecie sobie sprawę, że archetypem europejskiej kultury, która nie bez kozery nazywa się judeochrześcijańską, są postacie pochodzące prosto z żydowskiej historii, jak Mojżesz, Salomon lub Dawid. I że geografia tych wydarzeń to właśnie dzisiejszy Bliski Wschód. A konkretnie Izrael – Judea, Samaria, Betlejem, Nazaret, Galilea, jezioro Genezaret, rzeka Jordan, Jerozolima. To są nazwy związane z kulturą i historią żydowską.

Skąd wzięła się nazwa Izrael? Według Księgi Rodzaju patriarcha Jakub po całonocnym zmaganiu z tajemniczą boską istotą otrzymał imię Izrael – „ten, który zmaga się z Bogiem”, istotne jest również, że z tego zmagania wyszedł żywy – a więc ostał się, przetrwał. Jego potomkowie zostali nazwani synami Izraela, czyli Izraelitami. Od tego samego imienia pochodzi późniejsza nazwa starożytnego Królestwa Izraela, a po tysiącach lat – współczesnego Państwa Izrael.

A skąd pochodzi słowo „Żyd”? Otóż od imienia Juda (Jehuda), który był według Biblii jednym z synów Jakuba-Izraela. Od niego pochodziło plemię Judy, a od plemienia Królestwo Judy, ze stolicą w Jerozolimie. Po upadku północnego Królestwa Izraela, a szczególnie po niewoli babilońskiej, określenie Jehudim – pierwotnie mniej więcej „ludzie z Judy/Judejczycy” – zaczęło być używane szerzej wobec członków żydowskiej wspólnoty. Stąd przez greckie Ioudaios i łacińskie Iudaeus wywodzą się odpowiedniki słowa „Żyd” w wielu językach.

A więc wszystko zaczęło się bardzo, bardzo, bardzo dawno temu.
Gdybym chciała opowiedzieć całą historię biblijną, musiałabym właściwie zacząć od Adama i Ewy, a potem przejść przez Seta, Noego, Sema, Abrahama, Izaaka, Jakuba, jego dwunastu synów, Mojżesza, niewolę egipską i Exodus. Tę część historii zostawiam jednak Biblii, a dokładniej Torze. Drodzy Oporni, gdybyście nie wiedzieli – Tora i Biblia mają, o zgrozo, całkiem sporo wspólnego, bo Tora to dokładnie pięć pierwszych ksiąg chrześcijańskiego Starego Testamentu.

Wiemy natomiast, że ludność semicka żyła w różnych okresach w Egipcie, a źródła i archeologia potwierdzają kontakty oraz przemieszczanie się ludzi między Egiptem a Kanaanem.

Ale że gdzieś w końcu trzeba postawić granicę bryku, zacznę od archeologicznych konkretów.
Jedno z najstarszych pozabiblijnych świadectw istnienia ludu nazywanego Izraelem pochodzi z około 1208 roku p.n.e. – to egipska stela faraona Merenptaha, która wymienia „Izrael” wśród ludów Kanaanu.
W kolejnych stuleciach istniały tutaj dwa żydowskie królestwa – Izrael na północy i Juda na południu, że stolicą w Jerozolimie. Północne królestwo zostało podbite przez Asyrię pod koniec VIII wieku p.n.e. Juda przetrwała jeszcze ponad sto lat.

W 586 roku p.n.e. Babilończycy pod wodzą Nabuchodonozora II zdobyli Jerozolimę, zburzyli Pierwszą Świątynię i zmusił część Żydów do przyniesienia się do Babilonii. Tak rozpoczęła się znana między innymi właśnie z Biblii (a w każdym razie być powinna) niewola babilońska.

Ale Babilonia również nie była wieczna.

W 539 roku p.n.e. zdobył ją perski król Cyrus Wielki. Pozwolił deportowanym ludom wracać na swoje ziemie. Część Żydów wróciła więc do Judy, a w Jerozolimie odbudowano Świątynię. Rozpoczął się trwający niemal sześć stuleci okres Drugiej Świątyni.

Potem przybyli Grecy. Po podbojach Aleksandra Wielkiego ziemia ta znalazła się pod panowaniem kolejnych władców hellenistycznych. W II wieku p.n.e., za Antiocha IV, próby narzucenia Żydom hellenistycznych praktyk religijnych i ingerencja w kult w Świątyni doprowadziły do buntu Machabeuszy.
I Żydzi wywalczyli własną państwowość.

Powstało państwo dynastii Hasmoneuszy, które przez dziesięciolecia było niezależnym żydowskim królestwem. Czyli na długo przed rokiem 1948 istniało tutaj nie tylko żydowskie życie religijne i społeczność żydowska, ale również żydowskie państwo.

W 63 roku p.n.e. do Jerozolimy wkroczył rzymski wódz Pompejusz (ten od triumwiratu z Cezarem i Krassusem) i rozpoczęła się epoka dominacji Rzymu. Później rządził tu Herod Wielki (ten od rzezi niewiniątek), zależny od Rzymian król Judei, który przebudował i rozbudował Drugą Świątynię.
A rzymskie panowanie stawało się coraz trudniejsze do zniesienia. W 66 roku n.e. Żydzi rozpoczęli wielkie powstanie przeciw Rzymowi. Cztery lata później nadeszła katastrofa – w 70 roku n.e. wojska rzymskie dowodzone przez Tytusa zdobyły Jerozolimę i zburzyły Drugą Świątynię.

Po upadku Jerozolimy jednym z ostatnich miejsc żydowskiego oporu pozostała Masada – potężna twierdza na skale nad Morzem Martwym. W 73 lub 74 roku Rzymianie po długim oblężeniu zbudowali ogromną rampę i wdarli się do twierdzy. Według Józefa Flawiusza jej żydowscy obrońcy, nie chcąc dostać się do rzymskiej niewoli, wybrali zbiorową śmierć. Masada po wielu stuleciach stała się jednym z najważniejszych symboli izraelskiej pamięci i oporu – „Masada nigdy więcej nie upadnie”.

Po kolejnym powstaniu Szymona Bar-Kochby w latach 132-135, cesarz Hadrian brutalnie rozprawił się z Żydami. Rzymska prowincja Judea została włączona do prowincji nazwanej Syria Palaestina. Sama nazwa Palaestina była starsza i miała grecko-rzymskie korzenie, nie oznaczała istnienia państwa palestyńskiego.
Przez następne stulecia ziemia zmieniała władców – Rzymianie, Bizantyjczycy, Arabowie, krzyżowcy, kolejne dynastie muzułmańskie, mamelucy, a od 1517 roku Turcy osmańscy.

Kiedy więc nadszedł wiek XIX, na tych terenach nie istniało żadne „państwo Palestyna”, które za chwilę miało zostać podbite/skolonizowane przez Żydów. Obszar ten należał do Imperium Osmańskiego. Mieszkali na nim Żydzi (co za niespodzianka, prawda?), Arabowie, chrześcijanie i inne społeczności.
A co przez ten czas działo się z Żydami?

Otóż Żydzi rozproszyli się po ogromnej części świata, ale przede wszystkim po Europie, Afryce Północnej i Bliskim Wschodzie. Powstały wielkie społeczności żydowskie, które przez stulecia żyły pod władzą chrześcijańską albo muzułmańską. I najczęściej wydawało im się, że są u siebie tylko do chwili, kiedy ktoś – cesarz, król, car – uznał, że jest inaczej.

W średniowiecznej chrześcijańskiej Europie Żydzi podlegali ograniczeniom, dotyczącym miejsca zamieszkania, wykonywanych zawodów i posiadania ziemi. Bywali tolerowani i chronieni przez władców, a potem tenże sam albo następny władca mógł ich ograbić i wypędzić, jeżeli przyszła mu na to ochota. Najczęściej była to ochota na żydowskie złoto.

Podczas pierwszej krucjaty w 1096 roku krzyżowcy dokonali masakr społeczności żydowskich między innymi w miastach nad Renem – Wormacji, Moguncji i Spirze. Zanim dotarli do Jerozolimy, dla rozgrzewki mordowali Żydów w Europie.

W 1144 roku w angielskim Norwich znaleziono ciało chłopca, Williama. Miejscowych Żydów oskarżono o zamordowanie go w rzekomym rytualnym odtworzeniu męki Chrystusa. Z tej i podobnych historii wyrósł jeden z najbardziej obłąkanych, a zarazem najtrwalszych antysemickich mitów Europy – oszczerstwo krwi, czyli wiara, że Żydzi mordują chrześcijańskie dzieci, ponieważ ich krwi potrzebują do żydowskich obrzędów, szczególnie do wypieku macy na Pesach. Judaizm oczywiście nie tylko nie zna takiego obrzędu (to historia dla opornych, więc czuję się w obowiązku stwierdzać również truizmy), ale religijne prawo żydowskie wręcz zakazuje spożywania krwi. Przez następne stulecia podobne oskarżenia będą wracać w kolejnych krajach i wielokrotnie kończyć się pogromami, co oznacza nie mniej nie więcej jak masowe morderstwa i napaści na społeczność żydowską.

Jak w 1190 w Yorku, gdy około 150 Żydów schroniło się przed przed oszalałym z nienawiści i żądzy krwi tłumem w wieży zamkowej zwanej Clifford’s Tower. Otoczeni i pozbawieni możliwości ucieczki, w części wybrali śmierć z własnych rąk, a wieża została podpalona. Ci, którzy odmówili samobójstwa i zdecydowali się wyjść z wieży, licząc na obiecaną możliwość przyjęcia chrztu i ocalenia, zostali zamordowani przez tłum. Zginęła niemal cała znajdująca się tam społeczność.

W 1290 król Edward I (ten, który dręczył Szkotów i William Wallace’a czyli Bravehearda) wypędził finalnie Żydów z Anglii. Oficjalnie będą mogli wrócić dopiero po ponad trzech i pół wieku.
Podobne rzeczy działy się się gdzie indziej.

1306 nastąpiło wypędzenie Żydów z Francji. Król Filip Piękny tak bardzo potrzebował pieniędzy, że najpierw wygnał Żydów, a potem wziął się za zakon templariuszy – podobno rzucona na niego z płonącego stosu przez ostatniego wielkiego mistrza zakonu templariuszy klątwa spowodowała, że jeszcze tego samego roku umarł. Później pozwolono im wrócić, następnie znowu ich wypędzono. Schemat „możecie mieszkać – już nie możecie – możecie wrócić” powtarzał się w różnych częściach Europy.
A potem nadeszła jedna z największych katastrof średniowiecza, czyli Czarna Śmierć.

W latach 1348-1351 Europa umierała na dżumę i szukała winnego. A ponieważ Żydzi byli pod ręką, a wiedza o przyczynach epidemii żadna – Żydzi zostali oskarżeni o zatruwanie studni. Doszło do masakr całych społeczności – w Strasburgu w 1349 roku setki Żydów zostały zamordowane.

A teraz przenieśmy się do Hiszpanii. Żydzi mieszkali na Półwyspie Iberyjskim od starożytności. Po muzułmańskim podboju w VIII wieku powstała tam jedna z najważniejszych społeczności żydowskich świata. Hiszpańskich Żydów nazywano Sefardyjczykami, od hebrajskiego Sefarad – Hiszpania.

Pod rządami muzułmańskimi ich sytuacja zmieniała się w zależności od miejsca i epoki. Jako niemuzułmanie mieli status podporządkowany (dhimmi) i podlegali ograniczeniom, ale bywały okresy, w których żydowska kultura rozkwitała niezwykle intensywnie. Żydzi byli lekarzami, kupcami, tłumaczami, uczonymi, poetami i urzędnikami. Później, za Almohadów w XII wieku, sytuacja stała się znacznie gorsza – pojawiły się przymusowe konwersje, prześladowania i ucieczki, dlatego rodzina Majmonides, jednego z najważniejszych żydowskich filozofów i uczonych średniowiecza musiała uciekać z Kordoby przed prześladowaniami.

Wraz z postępami chrześcijańskiej rekonkwisty coraz więcej Żydów znalazło się pod władzą chrześcijańskich królów. Początkowo byli im często bardzo potrzebni jako lekarze, finansiści, poborcy podatkowi, administratorzy i ludzie posiadający kontakty handlowe. Byli chronieni przez monarchów, ale właśnie ich związek z dworem i poborem podatków czynił ich również wygodnym celem społecznej nienawiści.

W XIV wieku sytuacja zaczęła się gwałtownie pogarszać, bo Europa przeżywała epidemie, kryzysy gospodarcze i religijne napięcia, wiece antyżydowskie kaznodziejstwo stawało się coraz agresywniejsze. Żydów oskarżano o bogacenie się kosztem chrześcijan, lichwę, profanowanie hostii i inne wyobrażone zbrodnie religijne.

Szczególnie obrzydliwa rolę odegrał Ferrand Martínez, archidiakon Éciji, który lata wygłaszał w Sewilli gwałtowne antyżydowskie kazania, domagał się niszczenia synagog i podburzał przeciw Żydom.
W 1391 roku eksplodowała przemoc.

Zaczęło się właśnie w Sewilli. Tłum zaatakował dzielnicę żydowską, Żydów mordowano, rabowano ich domy, niszczono synagogi i zmuszano ludzi siłą do przyjmowania chrztu. Fala pogromów rozlała się następnie na kolejne miasta Kastylii i Aragonii między innymi Kordobę, Toledo, Walencję i Barcelonę. W wyniku tego pojawiła się nowa grupa, bardzo ważna dla dalszej historii Hiszpanii, czyli conversos – Żydzi, którzy przeszli na chrześcijaństwo, oraz z czasem ich potomkowie. Pogardliwie nazywano ich również marranos. Oczywiście nigdy im nie zapomniano i nie wybaczono pochodzenia. Chociaż wielu conversos awansowało społecznie, zdobywało wykształcenie, stanowiska kościelne i urzędy, to jednak zaczęło wywoływać niechęć „starych chrześcijan”. Pojawiła się idea limpieza de sangre czyli „czystości krwi”. Nie wystarczało już być chrześcijaninem. Zaczęło mieć znaczenie, kim byli twoi przodkowie. To jest bardzo ważny moment w historii antysemityzmu, bo niechęć zaczęła przesuwać się od czysto religijnego „Żyd jest zły, ponieważ wyznaje judaizm” w kierunku czegoś znacznie trudniejszego do uniknięcia – nawet jeśli zostałeś chrześcijaninem, nadal podejrzewano cię z powodu żydowskiego pochodzenia. Kiedyś w odległej przyszłości tę ideę doprowadzi do perfekcji niejaki Adolf Hitler.

W 1478 roku Ferdynand Aragoński i Izabela Kastylijska uzyskali zgodę papieża na utworzenie hiszpańskiej inkwizycji. Jednym z jej głównych zadań stało się ściganie conversos podejrzewanych o potajemne praktykowanie judaizmu. Tak, tak – nie polowanie na czarownice i szukanie heretyków którzy mogliby uważać, że Ziemia jest okrągła, ale ściganie Żydów.

A potem nadszedł 1492 rok. Ferdynand i Izabela zdobyli Grenadę, ostatnie muzułmańskie państwo na Półwyspie Iberyjskim i w kilka miesięcy później wydali edykt z Alhambry.
Żydzi, którzy nadal wyznawali judaizm, dostali wybór – chrzest albo wyjazd.

Ogromna liczba wybrała wygnanie.

Wtedy właśnie Sefardyjczycy rozproszyli się po ogromnym obszarze – Imperium Osmańskim, Afryce Północnej, Italii, Niderlandach i innych częściach Europy oraz basenu Morza Śródziemnego. Później ich potomkowie docierali również do obu Ameryk.

Sułtan osmański Bajazyd II przyjął wielu wypędzonych Żydów. Tradycja przypisuje mu złośliwą uwagę, że Ferdynand uchodzi za mądrego króla, choć zubożył własne państwo, wzbogacając jego.
W Imperium Osmańskim powstały wielkie sefardyjskie społeczności w Salonikach, Konstantynopolu i Smyrnie. Część wygnańców dotarła także do ziemi Izraela. Safed w XVI wieku stał się jednym z najważniejszych centrów żydowskiego życia religijnego na świecie.

Wyjeżdżający czy raczej uciekający z Hiszpanii Żydzi zabrali ze sobą język, tzw. ladino, czyli język judeohiszpański, wywodzący się ze średniowiecznej hiszpańszczyzny i zapisywany przez stulecia również alfabetem hebrajskim.

Sefardyjczycy zostali wyrzuceni z Hiszpanii, ale nie zniknęli. Przenieśli swoją kulturę do Afryki Północnej, Imperium Osmańskiego i z powrotem także do ziemi swoich przodków.

To bardzo istotny szczegół, bo diaspora nie oznaczała wyłącznie Żydów rozproszonych w Europie, jak zdaje się uważać większość Opornych.

W 1497 roku również w Portugalii dochodzi do przymusowych konwersji i likwidacji jawnego życia żydowskiego. Kolejni Żydzi i potomkowie przymusowo ochrzczonych uciekają później do Amsterdamu, Hamburga, Londynu, Imperium Osmańskiego i obu Ameryk.

Tymczasem inna wielka część europejskich Żydów – Aszkenazyjczycy – stopniowo przesuwa się z Europy Zachodniej i Środkowej przede wszystkim na wschód. Od średniowiecza kolejne prześladowania, pogromy i wypędzenia wypychały Żydów z części Europy Zachodniej i niemieckiej, i ogromne społeczności powstały na ziemiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, bo Polska i Litwa przez długi czas oferowały Żydom warunki znacznie lepsze niż wiele państw Europy Zachodniej.

Ale i tutaj bezpieczeństwo nie było trwałe.

Póki w Europie Środkowej i Wschodniej panował pokój i dobrobyt, póty Żydzi byli tolerowani.
Wraz z najazdami Tatarów, powstaniem Chmielnickiego i szwedzkim Potopem skończyła się także względnie bezpieczna epoka polskich Żydów.

Podczas powstania Chmielnickiego w 1648 roku Kozacy i miejscowa ludność ruska (ukraińska) dokonywali masowych mordów na Żydach, których utożsamiano z polską szlachtą i jej systemem gospodarczym. Niszczono całe gminy, mordowano, torturowano i gwałcono. Szczególnie krwawe były masakry w Niemirowie i Tulczynie w 1648 roku.. Zginęły dziesiątki tysięcy Żydów, dokładna liczba ofiar jest przedmiotem sporów historyków.

W żydowskiej pamięci wydarzenia te, określane jako Gezerot Tach we-Tat (katastrofy lat 1648–1649), stały się jednym z największych symboli prześladowań Żydów przed XX wiekiem.
Po rozbiorach ogromna część Żydów zamieszkujących terytoria Rzeczpospolitej nagle staje się poddanymi Imperium Rosyjskiego.

Rosja stworzyła strefę osiedlenia, ograniczając obszary, na których większość Żydów może legalnie mieszkać.

Zrozumienie tego, co działo się z Żydami na świecie, powinno, przynajmniej teoretycznie, pomóc zrozumieć Opornym, dlaczego Żydzi zaczęli wracać do swojej kolebki – na ziemie starożytnego Izraela i Judy.

Dlaczego? Bo kiedy w XIX wieku narodził się nowoczesny nacjonalizm i kolejne narody europejskie zaczęły mówić o własnych państwach, Żydzi mieli za sobą kilkanaście stuleci doświadczenia życia jako mniejszość zależna od cudzej decyzji, bo cudzych interesów i cudzego widzimisię.

Anglia mogła ich wypędzić. Hiszpania mogła ich wypędzić. Francja mogła ich wypędzić, przyjąć z powrotem i wypędzić ponownie. W jednym kraju mogli przez pokolenia stworzyć kwitnącą społeczność, a następnie w ciągu kilku lat ją stracić.

W 1881 roku, po zabójstwie cara Aleksandra II, przez Imperium Rosyjskie przeszły kolejne pogromy. Żydzi byli bici, mordowani i rabowani. Wtedy żydowski lekarz z Odessy Leon Pinsker, wcześniej zwolennik asymilacji, doszedł do wniosku, że może problemem nie jest znalezienie jeszcze jednego kraju, który zgodzi się Żydów przez jakiś czas tolerować.

Może Żydzi potrzebują własnego.

W 1882 roku opublikował „Autoemancypację”. Jego myśl jest prosta: Żydzi muszą przestać być wyłącznie tolerowaną mniejszością zależną od cudzej dobrej woli. Potrzebują politycznej samodzielności.
Powstały organizacje Chowewej Syjon czyli Miłośników Syjonu. Rozpoczęła się pierwsza większa fala żydowskiej imigracji do ziemi przodków.

Żydzi zaczęli KUPOWAĆ ziemię od jej właścicieli i zakładać osady rolnicze.
A wtedy na scenie pojawił się Theodor Herzl.

Herzl był zasymilowanym żydowskim dziennikarzem z Wiednia. Obserwował europejski antysemityzm, aferę Dreifussa i doszedł do podobnego wniosku, że można mówić językiem kraju, w którym się mieszka, zdobyć wykształcenie, zrobić karierę i uważać się za pełnoprawnego obywatela, a mimo to pewnego dnia usłyszeć: jesteś Żydem, więc nie jesteś jednym z nas.

I w 1896 Herzl opublikował „Państwo żydowskie”, a rok później zorganizował w Bazylei pierwszy Kongres Syjonistyczny.

Syjonizm stał się zorganizowanym ruchem politycznym. Jego celem było stworzenie prawnie zabezpieczonej ojczyzny dla narodu żydowskiego w jego historycznej ziemi. Herzl prowadził negocjacje z politykami i monarchami. Inni syjoniści zbierali pieniądze, kupowali ziemię, tworzyli instytucje.
W 1901 powstał Jewish National Fund.

W 1909 żydowskie rodziny założyły na wydmach obok Jaffy Tel Awiw., a Eliezer Ben-Jehuda i inni odrodzili hebrajski jako język codziennego życia.

Zanim więc powstało państwo, powstawało społeczeństwo zdolne je stworzyć: miasta, gospodarstwa, szkoły, organizacje polityczne, związki zawodowe, system ochrony zdrowia, instytucje naukowe i struktury samoobrony.

Do I wojny światowej niemal cały obszar Bliskiego Wschodu nadal należał do Imperium Osmańskiego. Turcja jednak przegrywa wojnę, imperium się rozpada, a jego bliskowschodnie terytoria zostają podzielone głównie między Brytyjczyków i Francuzów. Obszar, na którym później powstanie Izrael, przechodzi pod administrację brytyjską.

W 1917 roku brytyjski minister spraw zagranicznych Arthur Balfour zadeklarował poparcie rządu brytyjskiego dla ustanowienia tam „narodowego domu dla narodu żydowskiego”, z zastrzeżeniem praw istniejących społeczności nieżydowskich.

Po I wojnie światowej zwycięskie państwa Ententy wykroiły z dawnego Imperium Osmańskiego nowe jednostki polityczne. Jedną z nich była brytyjska Palestyna i w 1922 roku Liga Narodów formalnie powierzyła Wielkiej Brytanii Mandat Palestyny. Dla Opornych – słowo „Palestyna” oznaczało konkretną jednostkę administracyjną zarządzaną przez Wielką Brytanię, a nie niepodległe państwo palestyńskie. Co ciekawe, wielu miejscowych Arabów wcale nie uważało się wtedy za jakiś „Palestyńczyków”, lecz za Arabów z południowej Syrii. Palestynę uważali za konstrukt syjonistyczny. Jeszcze w 1937 roku Auni Abd al-Hadi, jeden z ważniejszych arabskich polityków Mandatu, mówił przed Komisją Peela: „Nie ma takiego kraju jak Palestyna. ‘Palestyna’ to termin wymyślony przez syjonistów. Nie ma Palestyny w Biblii. Nasz kraj przez stulecia był częścią Syrii!”. Żydzi tymczasem bez problemu posługiwali się nazwą „Palestyna” i nazywali swoje instytucje palestyńskimi. W 1948 roku stworzyli jednak własne państwo i nazwali je Izrael, a określenie „Palestyna” po prostu porzucili. I tę osieroconą przez Żydow nazwę „Palestyna”, której wcześniej nie chcieli – przejęli Arabowie. Wiele to mówi o rzekomej palestyńskiej tożsamości narodowej, o której teraz tyle słyszymy.

Brytyjczycy następnie arbitralnie wyłączyli ziemie na wschód od Jordanu spod postanowień dotyczących żydowskiej siedziby narodowej. Powstała tam Transjordania – późniejsza Jordania.
W międzyczasie miejscowi Arabowie nie chcieli państwa żydowskiego.

Nie będę tego nazywać enigmatycznie „narastającymi napięciami”, bo napięcie nikogo jeszcze nie zamordowało. To był (i jest) po prostu konflikt religijny. Jak zwykle islam kontra inne religie i wyznające je ludy, a ponieważ Żydzi wykazują wyjątkowo uparte przywiązanie do swojego wyznania i swojej tożsamości – to dla Arabów są śmiertelnym wrogiem.

1920 – Jerozolima. Podczas muzułmańskiego święta Nabi Musa arabscy działacze podburzali zgromadzony tłum przeciw Żydom i syjonizmowi. Wśród nich był Amin al-Husajni, pochodzący z wpływowej jerozolimskiej rodziny arabskiej działacz nacjonalistyczny, który rok później zostanie wielkim muftim Jerozolimy i jednym z najważniejszych przywódców arabskiego ruchu przeciw syjonizmowi, a następnie osobistym przyjacielem i doradcą ds. Holokaustu znanego nam już Adolfa Hitlera. Tłum ruszył na żydowską część Starego Miasta, bito Żydów, plądrowano ich domy i sklepy, dochodziło również do gwałtów. Zginęło 5 Żydów, 216 zostało rannych. Brytyjczycy przez kilka dni nie zdołali opanować przemocy, a część arabskich policjantów pomagała napastnikom.

1921 – Jaffa. Dwie konkurencyjne żydowskie grupy socjalistyczne pokłóciły się i pobiły podczas pierwszomajowych demonstracji. Wśród Arabów rozeszła się pogłoska, że Żydzi atakują Arabów. Arabski tłum ruszył więc na Żydów – już nie na uczestników bójki, lecz na przypadkowych żydowskich mieszkańców, ich domy, sklepy i hostel dla nowo przybyłych imigrantów. Zginęło 47 Żydów, 146 zostało rannych. Wśród zamordowanych był pisarz Josef Chaim Brenner.

I wreszcie rok 1929 – Hebron. Arabski tłum zaatakował wielowiekową społeczność żydowską. Zamordował 67 Żydów. Byli zabijani w swoich domach i na ulicach. Niektórzy Arabowie ratowali swoich żydowskich sąsiadów, ukrywając ich przed napastnikami. Po masakrze społeczność żydowska Hebronu została ewakuowana. To oczywiście eufemizm, bo praktycznie zostają po raz kolejny wygnani.
Tymczasem w Europie pojawił się Adolf Hitler.

W 1933 doszedł do władzy. Żydowska imigracja gwałtownie rosła. Dla coraz większej liczby ludzi wyjazd nie był już realizacją ideologicznego marzenia o Syjonie.

Był ucieczką.

W 1936 roku doszło do zbrojnej rebelii Arabów przeciw Brytyjczykom i rozwijającej się żydowskiej siedzibie narodowej. Politycznie przewodził jej Arabski Komitet Wyższy z Aminem al-Husajnim na czele. Żądano zatrzymania żydowskiej imigracji i sprzedaży ziemi Żydom. Późniejsza brytyjska Komisja Peela wskazała jako jedną z głównych przyczyn rebelii arabską „nienawiść i strach przed ustanowieniem Żydowskiej Siedziby Narodowej”. Arabowie atakowali Brytyjczyków, żydowskie osiedla i transport, mordowali żydowskich cywilów oraz Arabów uznanych za współpracowników lub przeciwników rebelii.
Brytyjska Komisja Peela w 1937 roku zaproponowała podział ziemi na państwo żydowskie i arabskie. Przywództwo żydowskie zaakceptowało zasadę podziału jako podstawę dalszych rozmów. Arabskie przywództwo ją odrzuciło.

I właśnie wtedy, w maju 1939 roku, po trzech latach arabskiej rebelii, Brytyjczycy wydali tzw. Białą Księgę MacDonalda i w znacznej mierze

ulegli arabskim żądaniom. Ograniczyli żydowską imigrację do 75 tysięcy osób w ciągu następnych pięciu lat, a późniejszą uzależnili od zgody Arabów. Ograniczyli również możliwość kupowania ziemi przez Żydów. Brytyjczycy chcieli uspokoić Arabów i zabezpieczyć swoje interesy na Bliskim Wschodzie przed zbliżającą się wojną.

Moment trudno byłoby wybrać gorzej, bo za chwilę Żydzi będą rozpaczliwie próbowali wydostać się z Europy, a świat w ogromnej części nie będzie chciał ich przyjąć.

Niemcy i ich współpracownicy zamordują sześć milionów europejskich Żydów.

Wielki mufti Amin al-Husajni, spędzi część wojny w Berlinie, spotka się z Hitlerem, będzie współpracował propagandowo z państwami Osi, a po wojnie bezproblemowo wywinie się ze wszystkiego. Jego przyjaciele Francuzi, jak zawsze próbujący flirtować z Arabami, umożliwią mu „ucieczkę” do Egiptu. Dożyje spokojnie lat siedemdziesiątych i umrze w Bejrucie, który jeszcze wtedy, w roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym czwartym nadal będzie Paryżem Bliskiego Wschodu, bo bracia „Palestyńczycy”, jeszcze nie zdążą go doprowadzić do katastrof. Co za ironia.

Po Zagładzie syjonistyczny argument sprzed kilkudziesięciu lat nabrał przerażająco konkretnego znaczenia – jeżeli Żydzi nie mają własnego państwa, nie mają również miejsca, którego nikt nie może przed nimi zamknąć.

Po II wojnie światowej imperialna moc Korony zaczęła słabnąć, imperium brytyjskie zaczęło
się rozpadać, a utrzymywanie Mandatu stało się coraz kosztowniejsze i bardziej krwawe. Brytyjczycy, atakowani również przez żydowskie organizacje podziemne i niezdolni do pogodzenia Arabów z Żydami odpuścili. W 1947 roku przekazali problem ONZ, która 29 listopada 1947 zaproponowała podział terytorium na państwo żydowskie i arabskie.

Wydawać by się mogło, że będzie to osiągalny kompromis.

Żydzi nie dostają wszystkiego, czego chcieli, ale mówią tak. Arabskie przywództwo mówi nie.
Natychmiast zaczęły się walki. Konflikt przerodził się w wojnę domową między społecznością żydowską i arabską jeszcze pod formalnymi rządami Brytyjczyków. Arabskie oddziały atakowały żydowski transport i osiedla, blokowane były drogi, w tym droga do Jerozolimy. Żydowska Hagana przechodziła stopniowo od obrony do ofensywy. Brytyjczycy tymczasem konsekwentnie się wycofywali.

W czasie wojny setki tysięcy miejscowych Arabówo opuściłao swoje domy. Jedni uciekli przed walkami i ze strachu, w części miejsc doszło do ewakuacji zarządzanych przez stronę arabską, w innych ludność została zmuszona do odejścia przez siły żydowskie lub izraelskie. Nie istnieje jedna przyczyna wspólna dla całego exodusu. Arabowie nazwą później te wydarzenia Nakbą – katastrofą – i uczynią je jednym z fundamentów swojej narracji narodowej. Cóż – prawdziwe katastrofy miały miejsce na Bliskim Wschodzie wielokrotnie i polegały na cyklicznym wypędzaniu Żydów. Ale do tego jeszcze wrócimy.

W Europie po II wojnie światowej były miliony uchodźców i przesiedleńców – Żydów ocalałych z Zagłady, Niemców wypędzonych z Polski, Czechosłowacji i innych państw, Polaków przesuniętych ze wschodu na zachód. Zasadniczym modelem było ich przesiedlenie, naturalizacja i integracja w nowych państwach, choć pamięć o utraconych domach oczywiście pozostała.

W przypadku Arabów, którzy opuścili obszar wojny 1948 r., powstał natomiast system, który nie doprowadził do analogicznego wygaszenia problemu. UNRWA została utworzona specjalnie dla uchodźców arabskich, a jej system rejestracji obejmuje także potomków pierwotnych uchodźców. Dlatego liczba osób objętych tym statusem wzrosła z kilkuset tysięcy do kilku milionów.

W praktyce większość arabskich uchodźców nie opuściła nawet obszaru dawnego Mandatu Palestyny. Przemieścili się z terenów, które znalazły się w granicach Izraela, na tereny tego samego dawnego Mandatu – przede wszystkim do Judei i Samarii, zajętych przez Jordanię, oraz do Gazy, kontrolowanej przez Egipt.

14 maja 1948 roku, kilka godzin przed formalnym wygaśnięciem brytyjskiego Mandatu, Dawid Ben-Gurion odczytał w Tel Awiwie Deklarację Niepodległości i ogłosił powstanie Państwa Izrael. Po niemal dwóch tysiącach lat bez własnej państwowości Żydzi znów mieli własne państwo na ziemi, z której wywodzi się ich naród. Stany Zjednoczone uznały Izrael jeszcze tego samego dnia, Związek Radziecki trzy dni później. Ta miłość jednak nie przetrwała próby czasu.

Następnego dnia na Izrael napadły armie Egiptu, Transjordanii, Syrii, Iraku i Libanu. Do wojny po stronie arabskiej dołączyły również siły saudyjskie. Jednodniowe państwo musiało walczyć o to, żeby drugiego dnia nadal istnieć. Istniało trzeciego, czwartego i poprzez kolejne dni. Wygrało wojnę z państwami arabskimi, które próbowały zdusić je właściwie w chwili narodzin.

Dni przerodziły się tygodnie, tygodnie w miesiące, a miesiące w lata.

Jednocześnie państwo arabskie przewidziane przez ONZ nie powstało. Judeę i Samarię wraz ze Wschodnią Jerozolimą zajęła Transjordania, późniejsza Jordania. Gazę kontrolował Egipt.

Jordania w 1950 roku formalnie zaanektował Judeę i Samarię. Aneksja nie uzyskała szerokiego uznania międzynarodowego.

Właśnie w okresie jordańskiego panowania rozpowszechniło się określenie obecnie używane w opozycji do historycznej nazwy tych ziem, Judea i Samaria, podkreślającej związki tych terenów z Izraelem – West Bank, Zachodni Brzeg, czyli po prostu ziemie królestwa leżące na zachód od rzeki Jordan.

Przez następnych 19 lat Jordania i Egipt nie stworzyły na kontrolowanych przez siebie ziemiach odrębnego państwa arabskiego, przewidzianego w planie ONZ. Zdumiewające, nieprawdaż? Czyżby chodziło o nie tyle o dobro braci Arabów, ile o utrwalenie wiecznego lewara na Izrael?
Wojna się skończyła. Ale pokój nie nadszedł.

W 1949 roku Izrael podpisał osobne układy rozejmowe z Egiptem, Libanem, Transjordanią i Syrią. Irak nie podpisał własnego układu, jego wojska wycofały się, a zajmowane przez nie pozycje przejęła Jordania. Wyznaczono linie rozejmu, tzw. Zieloną Linię. Nastąpił rozejm, nie pokój i nie ostatecznie ustalone granice.

W latach 50. przez granice Izraela zaczęli przedostawać się arabscy fedaini – uzbrojone grupy dokonujące napadów, sabotażu i zamachów na terytorium Izraela. Przenikali przede wszystkim z kontrolowanej przez Egipt Gazy, ale także z terytorium Jordanii, oraz z innych sąsiednich państw. Atakowali izraelskie miejscowości i transport, podkładali miny i mordowali cywilów. Izrael odpowiadał zbrojnymi operacjami odwetowymi.

Równocześnie nastąpił ogromny exodus Żydów z krajów arabskich i muzułmańskich. W ciągu następnych dekad około 850 tysięcy Żydów opuszcza te kraje w bardzo różnych okolicznościach – wskutek wypędzeń, prześladowań, presji i strachu. Wielka część trafia do Izraela. Żydów wywodzących się ze społeczności Bliskiego Wschodu określa się dziś najczęściej jako Mizrachijczyków – Mizrahim, czyli dosłownie „Wschodnich”. Obok nich przybywają również liczni Żydzi sefardyjscy z Afryki Północnej.

Dlatego Izrael bardzo szybko przestał pasować nawet demograficznie do wygodnego obrazka „europejskich białych kolonizatorów”. Cóż z tego, skoro ten fakt umyka lewicowej opinii publicznej najwyraźniej aż do dzisiaj.

W 1956 roku doszło do tzw. kryzysu sueskiego. Prezydent Egiptu Gamal Abdel Naser znacjonalizował Kanał Sueski, uderzając w interesy Wielkiej Brytanii i Francji. Izrael miał własne powody do wojny – Egipt blokował Cieśninę Tirańską dla izraelskiej żeglugi, z kontrolowanej przez Egipt Gazy działali fedaini, a Naser sprowadzał ogromne ilości broni z bloku sowieckiego, nie ukrywając tego, że traktuje Izrael jako przeciwnika i wroga. Izrael zaatakował więc Egipt i zajął Synaj, a następnie do działań wojennych włączyły się Wielka Brytania i Francja. Pod silnym naciskiem USA i ZSRR wszystkie trzy państwa wycofały się, a Izrael opuścił Synaj w 1957 roku.

Pod koniec lat 50. pewien Egipcjanin, niejaki Jasir Arafat, który później będzie się identyfikował jako Palestyńczyk, oraz Chalil al-Wazir i ich współpracownicy stworzyli organizację Fatah, której celem było oczywiście „wyzwolenie Palestyny” poprzez – jakżeby inaczej – likwidację Izraela. Nie, nie, nigdy nie chodziło o stworzenie państwa arabskiego obok Izraela – to zawsze miało być zamiast. Arafat w młodości był związany ze środowiskiem Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie, z którego wywodził się również Ahmed Jasin, późniejszy twórca Hamasu. Arafat poszedł jednak w stronę świeckiego nacjonalizmu, Jasin – islamizmu. Fanatyzm religijny okazał się być w przyszłości solidniejszą bazą do nienawidzenia Izraela.
W 1964 roku, w Kairze, powstała OWP. I bynajmniej nie wyłoniła się spontanicznie z piasków pustyni. Powołanie organizacji było inicjatywą Ligi Państw Arabskich, z Egiptem Nasera w roli głównej. Pierwszym przewodniczącym został Ahmad asz-Szukajri. Związek Radziecki, który kilkanaście lat wcześniej poparł powstanie Izraela, zdążył już w tym czasie zmienić stronę – zbroi arabskich przeciwników Izraela i coraz mocniej wiąże właśnie z nimi swoją bliskowschodnią politykę. Z czasem Moskwa nawiąże bliskie stosunki z OWP, a KGB będzie wspierało i szkoliło palestyńskie organizacje terrorystyczne. Według Iona Pacepy, jednego z najwyższych rangą oficerów wywiadu bloku sowieckiego, który uciekł na z Rumunii Zachód, KGB nie tylko szkoliło Arafata, pomagało budować jego polityczny wizerunek i wykorzystało, ale poniekąd nawet wykreowało ruch pro palestyński jako narzędzie sowieckiej wojny propagandowej z Izraelem i Zachodem.

Data powstania OWP jest zresztą warta zapamiętania, organizacja ta powstała bowiem trzy lata PRZED 1967 rokiem. Izrael nie kontrolował wtedy Judei i Samarii. Kontrolowała je Jordania. Nie kontrolował Gazy – kontrolował ją Egipt.

W 1967 roku prezydent Egiptu Naser wprowadził wojska na Synaj, zażądał wycofania sił ONZ i
zamknął Cieśninę Tirańską dla izraelskiej żeglugi. Egipt zawarł porozumienie wojskowe z Jordanią. Syria pozostała w konflikcie z Izraelem. Państwa arabskie zmobilizowały wojska.

5 czerwca Izrael uderzył pierwszy, atakując egipskie lotnictwo i w ciągu kilku godzin w ogromnej mierze niszcząc je na ziemi, co dało mu olbrzymią przewagę i było jednym z kluczy do zwycięstwa w sześć dni, w czasie których pokonał Egipt, Jordanię i Syrię (które w międzyczasie dołączyły do wojny przeciw Izraelowi, próbując wykorzystać okazję) – i stąd oczywiście wzięła się nazwa „wojna sześciodniowa”.

Od Egiptu zdobył Synaj i Gazę, od Syrii – Wzgórza Golan, a od Jordanii Judeę i Samarię oraz Wschodnią Jerozolimę. Nie odebrał więc Judei i Samarii „państwu palestyńskiemu”, bo takiego państwa po prostu nie było.
Nie istniało. Izraelska armia walczyła tam z armią jordańską, która kontrolowała te ziemie od 1948 roku.
Międzynarodowe prawo humanitarne kwalifikuje późniejszą izraelską kontrolę jako occupation. Ale to nic innego tylko termin techniczny, oznaczający w prawie wojennym efektywną kontrolę terytorium zajętego w konflikcie. Nie oznacza, że w 1967 roku Izrael podbił istniejące państwo palestyńskie – bo to nigdy się nie wydarzyło. Powtórzę – teren poprzednio zajmowała Jordania i to z nią walczył Izrael. Przypomnę również, że według prawa międzynarodowego Jordania zajmowała ten obszar nielegalnie.

Po roku 1967 terroryzm stał się światową wizytówką Arabów palestyńskich, zwanych teraz przez świat Palestyńczykami. Doszli oni bowiem do jakże niestety słusznego wniosku, że porwania samolotów, ataki na międzynarodowe cele i branie zakładników dają im coś, czego wcześniej nie mieli – światową publiczność. Terroryzm stał się również narzędziem propagandy.

1968 – lot El Al 426. Trzech terrorystów LFWP porwało samolot lecący z Rzymu do Tel Awiwu i zmusiło go do lądowania w Algierze. Izraelczycy i załoga byli przetrzymywani przez ponad miesiąc jako karta przetargowa w negocjacjach o uwolnienie arabskich więźniów.

1970 – Dawson’s Field. LFWP przeprowadził niemal jednoczesną serię porwań samolotów pasażerskich. Setki pasażerów stały się zakładnikami, a po zwolnieniu większości z nich terroryści wysadzili trzy puste samoloty na oczach światowych mediów.

1972 – lotnisko Lod. Trzech członków skrajnie lewicowej Japońskiej Armii Czerwonej, działających wspólnie z LFWP, otwarło ogień i rzucało granaty w terminalu. Zamordowali 26 osób i ranili około 80. Jak na ironię większość zabitych stanowili chrześcijańscy pielgrzymi z Portoryko.

Dwóch zamachowców zginęło, trzeci, Kōzō Okamoto, został schwytany. Niestety później, na skutek absurdalnych wymian setek „niewinnych palestyńskich więźniów” został uwolniony i dożył sędziwego wieku w Libanie. W 1985 roku Izrael wypuścił go w ramach słynnej umowy Dżibrila, w której za trzech izraelskich żołnierzy uwolniono 1150 więźniów – wśród nich również przyszłego założyciela Hamasu Ahmeda Jasina.

Drodzy Oporni – pamiętajcie, że morderca Okamoto jest uznawany za bohatera i ku jego czci pisane są rzewne laurki, np. przez Omara Farisa, głównego guru propalestyńskiej hucpy, przyjmowanego na salonach przez przedstawicieli polskiego rządu i Sejmu. To tak na marginesie.

1972 – Monachium. Ośmiu terrorystów Czarnego Września wdarło się do kwater izraelskiej reprezentacji podczas igrzysk olimpijskich. Dwóch Izraelczyków zamordowali na miejscu, dziewięciu wzięli jako zakładników. Nieudana niemiecka próba odbicia zakończyła się śmiercią wszystkich dziewięciu. Łącznie zamordowanych zostało jedenastu izraelskich sportowców i trenerów.

1974 – Ma’alot. Trzech terrorystów Demokratycznego Frontu Wyzwolenia Palestyny zajęło szkołę i wzięło ponad stu zakładników, głównie dzieci. Żądali uwolnienia więźniów. Podczas izraelskiej próby odbicia szkoły terroryści strzelali do dzieci i rzucali w nie granatami. Zamordowali 22 uczniów i troje dorosłych zakładników.

1976 – Entebbe. Terroryści LFWP i ich niemieccy wspólnicy porwali samolot Air France ze 248 pasażerami i skierowali go do Ugandy, gdzie chronił ich reżim Idi Amina. Oddzielili Izraelczyków i Żydów od większości pozostałych pasażerów. Izrael wysłał komandosów ponad trzy tysiące kilometrów i w brawurowej nocnej operacji odbił 102 zakładników. Zginął dowódca oddziału Jonatan Netanjahu, starszy brat Benjamina Netanjahu.

1978 – Coastal Road. Terroryści Fatahu wylądowali na izraelskim wybrzeżu, zamordowali przypadkowo napotkaną kobietę, przejęli autobus i wzięli jego pasażerów jako zakładników. Ostrzeliwali ludzi i samochody na trasie do Tel Awiwu. Zamordowali 38 izraelskich cywilów, w tym 13 dzieci.

To kalendarium terroru jest ważne, bo określenie „konflikt izraelsko-arabski” kompletnie tego doświadczenia nie oddaje. Przez dziesięciolecia Izraelczycy i Żydzi są atakowani w domach, autobusach, samolotach, na lotniskach i nawet podczas igrzysk olimpijskich w Europie.

Cofnijmy się teraz trochę – do roku 1973.

6 października 1973 roku Egipt i Syria niespodziewanie zaatakowały Izrael w dzień święta Jom Kipur.
Urząd premiera pełniła wówczas już Gołda Meir. Izrael otrzymał wiarygodną informację, że Egipt i Syria tego dnia zaatakują. Szef sztabu David „Dado” Elazar proponował uderzenie wyprzedzające, ale Gołda Meir odmówiła. Obawia się, że jeżeli Izrael znowu uderzy pierwszy, zostanie uznany za agresora i może stracić niezbędne wsparcie Stanów Zjednoczonych. Amerykanie wywierali na Izrael dużą presję, zachowane dokumenty dokumenty zawierają między innymi komunikat Kissingera, że „nie może być uderzenia wyprzedzającego”.

Gołda Meir powiedziała tego ranka znamienne słowa, odnosząc się właśnie do 1967 roku: „To nie jest 1967. Nie uwierzą nam.” Egipt i Syria zaatakowały kilka godzin później. Izrael został potężnie uderzony jednocześnie na Synaju i Wzgórzach Golan i poniósł w pierwszych dniach bardzo ciężkie straty.

Izrael jednak odzyskał inicjatywę. Na północy odparł wojska syryjskie ze Wzgórz Golan, przeszedł do kontrataku i dotarł na odległość około 40 kilometrów od Damaszku. Na południu izraelskie wojska pod dowództwem Ariela Szarona przekroczyły Kanał Sueski, znalazły się na jego zachodnim, egipskim brzegu i okrążyły egipską III Armię. Gdy 24 października weszło w życie zawieszenie broni, izraelskie oddziały znajdowały się około 100 kilometrów od Kairu.

Izrael ostatecznie obronił się i militarnie odwrócił przebieg wojny, ale zwycięstwo z 1973 roku nie przypominało triumfu z 1967. Zginęło ponad 2600 izraelskich żołnierzy, a pierwsze dni wojny obnażyły katastrofalne błędy izraelskiego wywiadu i dowództwa. Wojna zniszczyła poczucie bezpieczeństwa społeczeństwa Izraela, powstałe po zwycięstwie w wojnie sześciodniowej.

A wtedy Egipt zrobił coś zaskakującego. Prezydent Egiptu Anwar Sadat doszedł do wniosku, że zamiast następnej wojny spróbuje negocjacji. Egipt i Izrael formalnie pozostawały w stanie wojny od 1948 roku. W 1977 roku Sadat zrobił coś, co jeszcze kilka lat wcześniej wydawałoby się niewyobrażalne – przyleciał do Izraela i przemówił w Knesecie. Premierem Izraela był wówczas Menachem Begin. Rozpoczęły się negocjacje, w których pośredniczył prezydent USA Jimmy Carter. Niezbyt entuzjastyczny przyjaciel Izraela. W ich wyniku w roku 1979 Egipt uznał Izrael – a Izrael zgodził się oddać Egiptowi cały Synaj. Cały. A więc ponad 60 tysięcy kilometrów kwadratowych. Izrael usunął stamtąd również własne osiedla. Egipt dostał ziemię, Izrael dostał pokój. Sadat zapłacił za swoją decyzję najwyższą cenę. W 1981 roku został zamordowany podczas parady wojskowej przez egipskich islamistów przeciwnych między innymi pokojowi z Izraelem.

To pokazuje dobitnie, że twierdzenie „Izrael nigdy nie oddaje zdobytej ziemi i nie chce pokoju” po prostu nie wytrzymuje zderzenia z historią.

Rok 1987 – Hamas też nie spadł z nieba. Podczas pierwszej intifady szejk Ahmed Jasin i jego współpracownicy stworzyli Hamas, wywodzący się z palestyńskiego środowiska Bractwa Muzułmańskiego. W 1988 roku Hamas opublikował tzw. kartę, w której konflikt z Izraelem przedstawił jako religijny, odrzucił jakiekolwiek pokojowe rozwiązanie i w której roiło się od jawnie antysemickich treści, jak artykuł 11 stwierdzający, że Hamas uważa „ziemię Palestyny” za islamski waqf poświęcony przyszłym pokoleniom muzułmanów aż do Dnia Sądu i że nie wolno zrzec się żadnej jej części. Artykuł 13 odrzucał rozwiązania pokojowe i konferencje międzynarodowe jako sprzeczne z zasadami Hamasu.

Wybiegając nieco w przyszłość – w dokumencie politycznym Hamasu z 2017 r. pojawi się już sformułowanie zupełnie jednoznaczne geograficznie, że Hamas odrzuca jakąkolwiek alternatywę dla „pełnego i całkowitego wyzwolenia Palestyny, od rzeki do morza” (from the river to the sea). Czyli de facto likwidację Izraela. Co zresztą jest raczej ciekawe, bo dokument ten bywa przedstawiany jako „złagodzenie” stanowiska Hamasu. Czy ja już wcześniej przypadkiem nie napisałam, że nigdy nie chodziło o dwa państwa żyjące mniej lub bardziej pokojowo obok siebie, tylko o jedno istniejące wyłącznie zamiast? Tak? No to widocznie się powtarzam, tak jak wielokrotnie powtarzał się Hamas, ale choćby powtórzył to jeszcze i tysiąc razy, to wybiórczy słuch lewicowych, zachodnich liberałów zawsze będzie wychwytywał jedynie gruchanie gołąbka pokoju.

W 1993 w Oslo premier Izraela Icchak Rabin i przywódca OWP Jasir Arafat podjęli próbę zakończenia konfliktu. Tzn. Rabin ją podjął, a Arafat tylko udawał. Jak zwykle.

OWP uznała prawo Izraela do istnienia w pokoju i bezpieczeństwie oraz zadeklarowała wyrzeczenie się terroryzmu (haha). Izrael uznał OWP za reprezentację Palestyńczyków.

W wyniku porozumień powstała Autonomia Palestyńska, która przejęła administrację nad częścią Gazy oraz Judei i Samarii, przez świat wrogo nastawiony do Izraela uparcie nazywanymi Zachodnim Brzegiem.
W 1994 Izrael podpisał pokój z Jordanią.

Ale – Hamas odrzucił Oslo i rozpoczął serię zamachów samobójczych.
A w 1995 roku żydowski ekstremista i ortodoks Jigal Amir zamordował Rabina za zawarcie porozumienia z Arabami.

I nadzieje się skończyły – na pokój, na spokój, na normalność.

I w roku 2000, po fiasku kolejnych negocjacji, rozpoczęła się tzw. druga intifada. A „intifada” jest słowem, pod którym bardzo łatwo schować rzeczywistość, która wygląda tak – zamachowcy samobójcy, sformatowani przez islamskie pranie mózgu w poszukiwaniu męczeństwa, dającego im wejściówkę do raju wysadzają się w autobusach, restauracjach, kawiarniach, hotelach i na ulicach.

2001 – Dolphinarium w Tel Awiwie: 21 zabitych.

2001 – pizzeria Sbarro w Jerozolimie: 15 zabitych.

2002 – hotel Park w Netanji, podczas kolacji sederowej: 30 zabitych.

A to tylko kilka z wielu zamachów, po prostu te największe. Poza nimi były niezliczone ataki na mniejszą skalę – strzelaniny, ataki nożem, koktajle Mołotowa i kamienie rzucane w izraelskie samochody, próby zabijania pojedynczych Izraelczyków. Zginęło około 1000 osób.

W odpowiedzi Izrael przeprowadził operację Defensive Shield i zaczął budować fizyczną barierę bezpieczeństwa, co spowodowało poważne konsekwencje dla miejscowych Arabów (bo już nie mogą pracować w Izraelu tak łatwo jak przedtem i jednocześnie podkładać bomb, rzucać się z nożami na przechodniów lub wjeżdżać w nich samochodami) i ogromne kontrowersje międzynarodowe (bo przecież Izrael nie powinien histeryzować i odgradzać się od swojego pokojowego i łagodnego sąsiada. Zamachy? Jakie zamachy? No nie przesadzajmy!).

Jednocześnie (cóż za zaskoczenie – czyżby to na skutek „odgradzania” budzącego „kontrowersje”?) liczba skutecznych zamachów samobójczych gwałtownie spada.

W sierpniu 2005 Izrael opuścił Strefę Gazy. Premier Ariel Szaron podjął decyzję o jednostronnym wycofaniu. Izrael zlikwidował wszystkie 21 żydowskich osiedli w Gazie i
wycofał stałą obecność wojskową. Około ośmiu tysięcy Izraelczyków zostało przesiedlonych, w przeważającej części wbrew własnej woli, przez izraelskich żołnierzy i policję. Historia Gush Katif skończyła się nieodwołalnie. Domy zostały zrównane z ziemią, groby ekshumowano. A trzeba wiedzieć, że w judaizmie nie powinno się zakłócać spokoju zmarłych, nie powinno się ruszać ziemi, w której są kości. Więc było to ogromne poświęcenie. Szkoda tylko, że na nic się nie przydało.

Już kilka godzin po przejęciu tego terenu przez miłujących pokój Gaza w stronę Izraela poleciały pierwsze rakiety. I to był koniec mrzonek Szarona o pokoju za ziemię.

W 2006 Hamas wygrał wybory parlamentarne i już w 2007 siłą przejął Gazę, wypierając Fatah.
Zaczęła się epoka, której nie można streścić zdaniem „i dochodziło do kolejnych starć”.

Przez następne lata na Izrael spadły tysiące rakiet i pocisków moździerzowych. Najpierw szczególnie ucierpiały miejscowości przy granicy, takie jak Sderot. Mieszkańcy mieli czasem kilkanaście sekund od alarmu do uderzenia. Późniejsze rakiety miały coraz większy zasięg. Zagrożone były Aszkelon, Aszdod, Beer Szewa, następnie Tel Awiw i Jerozolima. Izrael zbudował więc schrony i system alarmowy, a następnie Iron Dome, który od 2011 roku przechwytuje rakiety zmierzające w kierunku terenów zamieszkanych.
W tym miejscu warto sobie uświadomić fakt, który później wielokrotnie będzie się przewijał i będzie wykorzystywany przeciwko Izraelowi.

Mała liczba zabitych przez rakiety nie oznacza małej liczby ataków. Oznacza, że Izrael wydał ogromne pieniądze i wykorzystał technologię, schrony i system ostrzegania, żeby jego mieszkańcy od tych rakiet nie ginęli. Dla porównania – do Strefy Gazy płynęły wręcz niewyobrażalne pieniądze z całego świata, rzekomo na pomoc mieszkańcom – i zostały wykorzystywane do zbrojenia oraz rycia tuneli, nie były inwestowane w rozwój państwa, nie były inwestowane w obronę i ochronę mieszkańców. I w dużej części zostały też oczywiście rozkradzione, budując ogromne fortuny hamasowskich i fatahowskich bonzów.
Po przejęciu Gazy przez Hamas rozpoczął się powtarzający się przez następne lata schemat – ostrzał rakietowy Izraela, izraelskie operacje przeciw Hamasowi, zawieszenie broni i kolejna eskalacja. Do dużych wojen dochodziło w latach 2008-09, 2012, 2014 i 2021. W 2014 roku Izrael walczył również z siecią tuneli Hamasu prowadzących z Gazy na jego terytorium. W 2021 roku w ciągu zaledwie jedenastu dni Hamas i Palestyński Islamski Dżihad wystrzeliły w kierunku Izraela ponad cztery tysiące rakiet.

Wtedy wydarzyło się coś, co jeszcze niedawno wydawało się mało prawdopodobne – część państw arabskich uznała, że nie zamierza dłużej uzależniać własnych stosunków z Izraelem od rozwiązania konfliktu palestyńskiego. Łączyły je z Izraelem wspólne interesy gospodarcze, technologiczne i – co bardzo ważne – wspólny przeciwnik, czyli Iran. Administracja Donalda Trumpa wykorzystała tę zmianę i doprowadziła do Porozumień Abrahamowych.

W 2020 roku stosunki z Izraelem znormalizowały Zjednoczone Emiraty Arabskie i Bahrajn, później Maroko; rozpoczął się również proces dotyczący Sudanu. Izrael miał już trwający od dziesięcioleci pokój z Egiptem i Jordanią.

Arabowie i Izraelczycy mogli więc uznać się wzajemnie, handlować, współpracować i utrzymywać normalne stosunki.

W 2023 roku Stany Zjednoczone prowadziły rozmowy zmierzające do normalizacji stosunków między Izraelem a Arabią Saudyjską. Gdyby do niej doszło, jedno z najważniejszych państw świata arabskiego nawiązałoby stosunki z Izraelem. Dla Hamasu byłaby to polityczna katastrofa.
I właśnie to trzeba było rozwalić za wszelką cenę.

Nadszedł poranek 7 października 2023

O świcie Hamas rozpoczął potężny ostrzał rakietowy, a jednocześnie tysiące terrorystów, zarówno będących jego członkami jak i mieszkańcami Gazy, wdarło się do południowego Izraela. Zaatakowali kibuce, miejscowości, bazy wojskowe i festiwal Nova. Mordowali ludzi w domach i na drogach. Zabijali całe rodziny. Dochodziło do przemocy seksualnej. Około 1200 osób zostało zabitych, a 250 uprowadzonych do Gazy.

Izrael poniósł jedną z największych klęsk wywiadowczych i wojskowych w swojej historii. Pogrom na własnej ziemi. I rozpoczął wojnę przeciw Hamasowi. Oraz, jak się finalnie okazało – przeciwko całemu światu.

Można dyskutować o sposobie prowadzenia tej wojny, konkretnych decyzjach izraelskiego rządu, przyszłości Gazy, osiedlach w Judei i Samarii, Netanjahu i o stu innych rzeczach. Ale 7 października nie spadł z nieba. Za nim stoi ponad sto lat konkretnych decyzji, prób porozumienia, odmów, wojen i przemocy. Hebron. Wojna 1948 roku. Fedaini. OWP. Monachium. Ma’alot. Coastal Road. Sbarro. Zamachowcy samobójcy. Rakiety z Gazy.

Ale są tam również – podział zaakceptowany przez Żydów w 1947 roku, zwrot całego Synaju Egiptowi, Oslo, pokój z Jordanią, całkowite usunięcie żydowskich osiedli z Gazy i Porozumienia Abrahamowe.
Historia Izraela jako państwa formalnie zaczyna się w 1948 roku.

Tylko że jeśli zacznie się ją opowiadać od 1948 roku, to właściwie od pierwszego zdania opowiada się ją od środka.

Powyższy tekst jest, jak to już określiłam w tytule brykiem, czyli skrótem, czyli streszczeniem i jako taki z definicji wiele rzeczy upraszcza, a niektóre pomija. Na pewno brakuje tutaj wielu nazwisk, wydarzeń z historii Izraela, istotnych szczegółów – proszę mi to wybaczyć, bo jestem jedynie amatorką, która stopniowo nauczyła się rozumieć i kochać Izrael.

Chciałabym, żeby ten tekst został przeczytany przez ludzi ze zrozumieniem, bez uprzedzeń. Ale kiedy czytam kolejny komentarz, wyrażający żal, że austriacki malarz nie dokończył swojej roboty, kolejne wezwania do de facto unicestwienia wszystkich Żydów i państwa Izrael – z moich nadziei nie zostaje wiele.
Chciałabym, aby ludzie zrozumieli Izrael, aby spróbowali zrozumieć zarówno Żydów, jak i to malutkie państwo położone w samym oku bliskowschodniego cyklonu. Żeby dostrzegli w nim to, co widzę ja – nie Żydowka i nie Izraelka – niezłomność, piękno, ciągłość.

Żeby dostrzegli również, że w ciągu zaledwie kilku dziesięcioleci zbudowano tam nowoczesne, demokratyczne państwo, które przyjęło miliony imigrantów, stworzyło silną gospodarkę, naukę, kulturę i technologie należące do światowej czołówki.

Nie ziszczoną utopię, nie ideał – ale zwykłe państwo, które ma takie samo prawo do istnienia jak każde inne.

I żeby się od tego państwa raz na zawsze odpieprzyli.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Wielka Brytania: Były policjant ukarany grzywną w wysokości 1355 dolarów za udostępnianie w Internecie żartów o islamie


Wielka Brytania: Były policjant ukarany grzywną w wysokości 1355 dolarów za udostępnianie w Internecie żartów o islamie

Robert Spencer


Rzecz w tym, że Gray nawet nie był autorem tych żartów. Po prostu je udostępnił. A wszystkie te żarty zawierają w sobie element prawdy. Islam rzeczywiście zezwala na małżeństwa z dziećmi, a muzułmanie przestrzegający szariatu – którzy mogą częściej unikać bekonu niż muzułmanie ignorujący szariat – z większym prawdopodobieństwem będą również poważnie traktować przewidziane przez szariat przyzwolenie na małżeństwa z dziećmi. I tak, brytyjskie władze zachowywały się skandalicznie, rozdając muzułmańskim migrantom darmowe świadczenia i zapewniając im zakwaterowanie w hotelach wysokiej klasy. Fakt, że wskazywanie na to przez Graya jest przestępstwem, stanowi kolejny symptom głębokiego i najprawdopodobniej śmiertelnego kryzysu Wielkiej Brytanii.

„Prawo o bluźnierstwie powróciło – mówi były policjant ukarany grzywną za obraźliwe wpisy”, Will Bolton, „Telegraph”, 15 sierpnia 2026 r.:

„Kiedy Stephen Gray, emerytowany policjant, dowiedział się, że zostaną mu postawione zarzuty karne za udostępnianie w Internecie wpisów krytycznych wobec islamu, jego pierwszą troską nie był on sam…

Powiedział:

Przypuszczam, że niektóre z tych wpisów mogły być w złym guście. Niektóre mogły zdenerwować jedną czy dwie osoby, ale ani przez sekundę nie sądziłem, że policja, Prokuratura Królewska i sądy uznają je za rażąco obraźliwe. Ani przez sekundę.

Gray został oskarżony w związku z ponownym udostępnieniem dwóch rzekomo obraźliwych obrazków.

Na pierwszym znajdowały się słowa „czas na masowe deportacje” obok zdjęcia mężczyzny z Bliskiego Wschodu, mającego około 30 lat, oraz napis „Children in Need” [„Dzieci w potrzebie”].

Obrazek opatrzony był podpisem: „12-letni Mohammed niedawno przybył do Dover. Prosimy o datki, które pomogą mu przenieść się z hotelu trzygwiazdkowego do pięciogwiazdkowego, oferującego lepsze menu halal, darmowe Wi-Fi i Sky oraz położonego bliżej szkoły dla dziewcząt”.

Drugi obrazek przedstawiał plaster bekonu oraz mężczyznę w turbanie, a obok widniał podpis: „Ciekawostki o bekonie! Ludzie, którzy jedzą bekon, mają mniejsze szanse na poślubienie 9-latki!”.

Ostatecznie sędzia sądu rejonowego, który rozpatrywał jego sprawę, orzekł, że pierwszy wpis nie był rażąco obraźliwy i odnosił się do kwestii politycznej, która była przedmiotem debaty w parlamencie.

Drugi obrazek doprowadził jednak do skazania. Sędzia orzekł, że wpis nie miał charakteru politycznego; dotyczył religii i był rażąco obraźliwy.

„Zażartowałem”

Składając zeznania podczas procesu, Gray zwrócił uwagę, że sam nie stworzył tych obrazków, lecz jedynie udostępnił je ponownie, podobnie jak tysiące innych osób.

Wpisy nie były skierowane do żadnej konkretnej osoby, a człowiek, który jako pierwszy zgłosił je policji, był niemuzułmańskim sąsiadem Graya, z którym ten wcześniej popadł w konflikt w zupełnie innej sprawie.

Gray powiedział:

Zażartowałem, ironicznie zażartowałem z islamu. Ostatecznie tylko tym to było. Żartem. Z całą pewnością nigdy, ani przez sekundę, nie pomyślałem, że zostanie to uznane za znieważające.

Po uznaniu go za winnego Gray – który przy wsparciu Free Speech Union (FSU) odwołuje się od wyroku – został również zobowiązany do zapłaty ponad 1000 funtów grzywny i kosztów…

Lord Young of Acton, sekretarz generalny FSU, powiedział:

Ściganie ludzi za żartowanie z islamu, szczególnie gdy żarty te zawierają ziarno prawdy, oznacza osiągnięcie nowego dna.

Nikt, kto zażartowałby w podobny sposób z Jezusa, nie zostałby postawiony przed sądem. Przepisy dotyczące bluźnierstwa zniesiono w Anglii 18 lat temu i sądy nie powinny ich wskrzeszać i stosować wyłącznie wobec jednej religii.

Jeśli Partia Pracy chce uczynić obrażanie muzułmanów przestępstwem, ale nie obrażanie chrześcijan, hinduistów, sikhów czy buddystów, Andy Burnham powinien uwzględnić to w następnym przemówieniu tronowym króla. Powodzenia z przepchnięciem tego przez parlament”…


Link do oryginalu: https://jihadwatch.org/2026/08/uk-ex-policeman-fined-1355-for-sharing-jokes-about-islam-online

Jihad Watch, 18 sierpnia 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com