Archive | 2025/04/03

Długi cień nazistowskiej twierdzy

Hamas, część Bractwa Muzułmańskiego, organizacja zbrojona przez Katar, Turcję i Iran i wspomagana finansowo przez Unię Europejską, Amerykę i ONZ


Długi cień nazistowskiej twierdzy

Andrzej Koraszewski


Znana aktorka, do której mam sentyment i którą darzę dużym szacunkiem, zamieściła na swojej stronie apel o datki organizacji „Lekarzy bez granic”. Apel traktuje o tragicznej sytuacji w Gazie i potrzebie dostarczenia pomocy medycznej. Aktorka prosi o powstrzymanie się od komentarzy politycznych, obawiając się uwag rasistowskich i antysemickich. Tego samego dnia w innym miejscu czytałem sprawozdanie z rozmowy brytyjskiego dziennikarza z lekarzem, który jako członek tej organizacji pracuje w Gazie. Lekarz mówił swojemu rozmówcy, że oczywiście wszyscy lekarze i inny personel jego organizacji doskonale od lat wiedzieli o obecności Hamasu w szpitalach, o wydzielonych i zamkniętych częściach placówek medycznych, o tunelach, o wyrzutniach, o tym, że Gaza jest praktycznie militarną twierdzą. Na pytanie, dlaczego mówi o tym tylko anonimowo, lekarz odpowiada, że ujawnienie jego nazwiska oznaczałoby utratę pracy.

Podobne anonimowe głosy słyszeliśmy od pracujących na terenie Gazy dziennikarzy wielkich medialnych korporacji, co oznacza, że „Lekarze bez Granic”, wielkie redakcje, Czerwony Krzyż, UNRWA i inni z jakiegoś powodu ukrywają swoją wiedzę i świadomie współpracują z Hamasem.

Jedni ludzie potępiają Hamas, wiedząc o jego okrucieństwach i współczują mieszkańcom Gazy z powodu „nieproporcjonalnych” reakcji Izraela. Inni solidaryzują się z „Palestyńczykami” uważając, że faszystowski rząd Izraela popełnia ludobójstwo. Jeszcze inni identyfikują się z Hamasem i nie kryją swoich nadziei, że Hamas pewnego dnia zlikwiduje Izrael wraz z jego ludnością.

Mam wrażenie, że najważniejsze są postawy i poglądy ludzi dobrych i inteligentnych, ludzi budzących sympatię i szacunek, którzy ze zrozumiałych powodów i mając najlepsze intencje nie rozumieją i nie mogą zrozumieć, z czym właściwie walczy Izrael.

Słowa takie jak faszyzm i nazizm częściej służą jako wyzwiska niż są narzędziem analizy. Ilekroć używam określenia „islamonazizm” narażam się na zarzut przesady, obsesji, islamofobii. Czasem mam wrażenie, że częściej spotykam ten termin w publikacjach autorów ze świata arabskiego niż u autorów zachodnich (w zachodnich mediach głównego nurtu nigdy tego terminu nie widziałem).

W listopadzie 2015 saudyjski dziennikarz Abd Al-Rahman Al-Rashed pisał:

„Uważam, że problem związany jest z wadliwą diagnozą pierwotnego źródła. W terroryzmie nie chodziło ani o przywódców, ani o ich osobiste motywy, ale o ideologię szerzoną przez kaznodziejów, osobistości medialne, nauczycieli i wierzących głęboko w ekstremizm, którzy są bardziej niebezpieczni niż bin Laden i Zarkawi. Ci ludzie zdolni są do stworzenia alternatywnego przywództwa i organizacji pod innymi hasłami i na innych obszarach. Oni wynaleźli Abu Bakra Al-Bagdadiego jako alternatywę dla bin Ladena i Państwo Islamskie Iraku i Syrii (ISIS) jako alternatywę dla Al-Kaidy. Syria stała się nowym polem bitwy i filmy wideo bin Ladena zostały zastąpione przez Twittera, Facebooka i WhatsApp. Stali się jeszcze bardziej niebezpieczni.”

Saudyjski dziennikarz bez żadnych zastrzeżeń pisał, że dzisiejszy ekstremistyczny islam ma powiazania z faszyzmem i nazizmem, że jest oparty na koncepcjach dyskryminacji i eliminacji, że podobnie jak europejski nazizm wymaga od społeczeństwa absolutnej lojalności wobec ideologii i wrogości wobec innych, zarówno muzułmanów, jak i nie-muzułmanów. Pisze, że nie można zniszczyć islamskiego terroryzmu bez zakazania ich ideologii.

O historycznych i współczesnych powiązaniach islamskiego ekstremizmu z nazizmem jest ogromna literatura, ale ci, którzy ją znają, wydają się być bardzo nieliczni. Ci, którzy powinni ją znać, czyli eksperci z uniwersytetów i dostarczający nam informacji dziennikarze wydają się starannie unikać tej literatury.

Powiązania różnych ekstremistycznych grup islamskich z Bractwem Muzułmańskim są bardzo wyraźne, albo jak Hamas, partie polityczne rządzące w takich krajach jak Turcja czy Katar są otwarcie częścią Bractwa Muzułmańskiego, albo jak Talibowie, ekstremistyczne grupy w Pakistanie, Bangladeszu, czy w Afryce czerpią z ideologii Bractwa, podobnie jak reżim Islamskiej Republiki Iranu.

Samo Bractwo Muzułmańskie nie kryło swoich powiązań z niemieckim nazizmem i nigdy nie odcięło się od tej tradycji. Z inicjatywy tej organizacji pojawiło się kilka tłumaczeń Mein Kampf na arabski, turecki, urdu i perski. Duchową wspólnotę tych ideologii postrzegano w odrzuceniu demokracji, w systemie władzy podporządkowanej jednemu przywódcy, antyjudaizmie jako głównym zworniku ideologicznej wspólnoty z założeniem, że dehumanizacja Żydów, jest punktem wyjściowym do dehumanizacji pozostałych „wrogów Allaha”. (Dlatego też obok Mein Kampf najczęściej czytaną przez muzułmańskich ekstremistów książką z zachodniego świata są Protokoły Mędrców Syjonu.)

Moglibyśmy tu przypomnieć jak Adolf Eichmann w 1956 roku wyrażał swoje nadzieje, że jego dokonania zostaną ostatecznie docenione przez muzułmanów, lub jak Amin al-Husajni został powitany w Kairze po „ucieczce” po wojnie z aresztu we Francji. Gdzie znalazły schronienie setki oficerów SS. To wszystko jednak jest odległa historia, której zwykli ludzie mogą nie znać. Czy ktokolwiek obserwujący wiadomości mógł nie zauważyć wrzawy wokół rzekomego nazistowskiego salutu Elona Muska? Zapytaj dziesięć dowolnych osób ze swojego otoczenia, czy pamiętają tę wrzawę. Zapytaj te same osoby, czy kiedykolwiek widziały w mediach, które codziennie oglądają, zdjęcia terrorystów Hamasu, Hezbollahu, Huti oddających nazistowski salut i to tak, że nie ma najmniejszych wątpliwości, czy to jest nazistowski salut czy nie? Podejrzewam, że rezultat na próbie dziesięciu osób, tysiąca, czy stu tysięcy badanych byłby dokładnie ten sam.

Nazistowskie powiązania islamskich ekstremistów są świadomie i z premedytacją ukrywane, co może poważnie zniekształcać ważne sądy moralne normalnych, sympatycznych ludzi.

Taki zarzut brzmi podejrzanie, może zakrawać na teorię spiskową. Warto się zastanowić nad tym, co się nigdy nie przebija przez pancerz ochronny cenzury, (czy raczej autocenzury, bo przecież nie ma zakazu informowania, ani o nazistowskich salutach, ani o pochwałach Hitlera, ani o otwartych i zapisanych w konstytucjach zamiarach likwidacji Izraela i eksterminacji jego ludności, ani o programach nauki w szkołach, ani o indoktrynacji i szkoleniu Hamasjugend na letnich obozach, ani o kazaniach wzywających w świątek i piątek do męczeństwa).

Ostatnio słyszeliście (pewnie wiele razy), że Izrael zabija Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu, czy widzieliście gdzieś przypomnienie słów Alego Chameneiego z czerwca 2023 roku, że ponieważ reżim syjonistyczny jest w biernej i reaktywnej pozycji, a grupy oporu są silniejsze niż kiedykolwiek, zbliża się kres Izraela. To było na niespełna cztery miesiące przed ludobójczym atakiem Hamasu na Izrael. Wcześniej od kilku lat powtarzał , że trzeba uzbroić Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu tak jak już uzbrojono Palestyńczyków w Gazie. To nie była żadna tajemnica, te informacje podawała największa irańska gazeta. Jej główną część niektórzy mogli zobaczyć w postaci memu w mediach społecznościowych, ale nie w mediach głównego nurtu.

Gaza była uzbrojona po zęby i zmieniona w nazistowską twierdzę. Fakt, że to jest nazistowska twierdza z siecią tuneli, fabrykami broni i zmilitaryzowanym społeczeństwem, nie powinien być tajemnicą i nie był tajemnicą, albo ujmując to inaczej, ten fakt był tajemnicą wyłącznie dla zachodnich odbiorców wiadomości przekazywanych przez renomowane źródła.

Gaza była nie tylko największym na głowę ludności odbiorcą zachodniej pomocy „humanitarnej”, a społeczeństwa zachodnie były stałymi bywalcami nieustannych koncertów Wielkiej Palestyńskiej Orkiestry Symfonicznej pod batutą Antonio Manuela Guterresa.

W tej symfonicznej orkiestrze „Lekarze bez granic” to zaledwie piccolo, instrument dźwięczny, z charakterystycznym brzmieniem, drażniącym ckliwością koniuszki naszych nerwów.

Gaza stała się symbolem naszej więzi z islamonazizmem, naszej empatii dla „niewinnych ofiar ludobójczych izraelskich ataków”. Zapomniałeś już o wszechobecnym plakacie „Wszystkie oczy na Rafah”?

Dlaczego kazano nam wszystkim patrzeć na Rafah? Może dla tego, że Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości nigdy nie orzekł, że Izrael popełnił ludobójstwo, ale, że wkraczając do Rafah, gdzie schroniły się setki tysięcy uchodźców  z innych części Gazy „Izrael może popełnić ludobójstwo”.

Wielka Palestyńska Orkiestra Symfoniczna nigdy nie fałszuje, swoją muzyką zawsze wywołuje właściwe nastroje, budzi właściwe uczucia. Nie dowiedziałeś się już, że sam atak na Rafah nie spowodował praktycznie żadnych strat wśród cywilów.

Czy słyszeliście o Alice Wairimu Nderitu, która straciła pracę w ONZ, ponieważ odmówiła nazwania wojny Izraela z Hamasem ludobójstwem?

Pochodząca z Kenii Nderitu, została w 2020 roku zatrudniona na stanowisku przewodniczącej zespołu do spraw zapobiegania ludobójstwom. Jej czteroletni kontrakt nie został odnowiony, ponieważ – jak sama twierdzi – przeciwstawiła się naciskom, żeby powiedzieć, że w Gazie Izrael popełnia ludobójstwo, a jak twierdzi ONZ, nie przedłużono kontraktu z innych bliżej nieokreślonych powodów, ale z pewnością nie dlatego, że odmówiła powiedzenia, że Izraele popełnił ludobójstwo, bo przecież ONZ nigdy tego nie powiedział.

Wielka Palestyńska Orkiestra Symfoniczna, szybko pozbywa się muzyków, których ton narusza harmonię. Do szarych odbiorców wiadomości ze świata takie drobiazgi nie docierają, nic nie zakłóca doskonałego brzmienia. Ta historia jest ciekawsza od wezwań „Lekarzy bez granic” do datków na cierpiących mieszkańców Gazy. Urzędnik Biura Praw Człowieka ONZ, (który w lutym 2023 roku oświadczył w wywiadzie dla Sky New, że „Hamas nie jest dla ONZ organizacją terrorystyczną”), kiedy Alice Wairimu Nderitu wydała oświadczenie, że Izrael nie popełnia ludobójstwa w Gazie, wysłał do niej e-mail stwierdzający, że jej oświadczenie jest „jednostronne i może ono spowodować ryzyko utraty reputacji Organizacji Narodów Zjednoczonych jako niezależnego, neutralnego i bezstronnego organu”. Mail wysłany z kopiami do wszystkich świętych w orkiestrze spowodował burzę nie tylko wyzwisk, ale i zorganizowanych nacisków ze zbiorowymi domaganiami się zwolnienia czarnej owcy.

Nie powinniśmy się dziwić lekarzowi z organizacji „Lekarzy bez granic”, że o powszechnej wiedzy o zbrodniach Hamasu zdecydował się mówić tylko zastrzegając sobie anonimowość.

Cień nazistowskiej twierdzy, której władcy przysięgają, że nigdy nie przestaną zabijać Żydów, oskarżają Izrael o faszyzm i pozdrawiają się nazistowskim salutem, jest głębszy i dłuższy niż normalny odbiorca wiadomości może podejrzewać.

Możemy się długo zastanawiać nad pytaniem, co jest tego powodem, możemy zauważać mizerne zainteresowanie mediów setkami tysięcy protestujących przeciw nazizmowi w Turcji, czy jeszcze słabsze zainteresowanie protestującymi od lat przeciw nazizmowi w Iranie, czy dyskretne pominięcie faktu, że po dwóch skromnych demonstracjach przeciw Hamasowi w Gazie co najmniej jeden z jej uczestników został zadręczony na śmierć, a jego zmaltretowane zwłoki podrzucono pod drzwi jego rodzinnego domu.

W cieniu nazistowskiej twierdzy te obrazy są publiczności oszczędzane. Kultura wielkiej empatii wymaga niezależnego, neutralnego i bezstronnego podejścia do ideologii dziedziców nazizmu.

Nie dziwmy się znakomitej aktorce, że publikując apel o datki dla „Lekarzy bez granic” obawiała się antysemickich komentarzy.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Lawfare around the globe is a threat to democracy

Lawfare around the globe is a threat to democracy

Jonathan S. Tobin


Doubts about Qatargate are a reminder that liberal establishments are using courts to delegitimize opponents in France and Israel, just as they did in the United States against Trump.

Marine Le Pen, president of Rassemblement National parliamentary group, arrives at a session of questions to the government at the National Assembly, France’s lower house parliament, in Paris on April 1, 2025. Photo by Anne-Christine Poujoulat/AFP via Getty Images

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu had enough on his plate leading a country at war, a fractious governing coalition and coping with the distraction of a trial on corruption charges that has been going on for a staggering five years with no end in sight. Now he’s got another problem to deal with.

“Qatargate” is the latest addition to the list of issues facing Netanyahu. The scandal is based on the claim that two people who worked in the prime minister’s office were in “contact with a foreign agent” as well as engaged in “money laundering, bribery, fraud and breach of trust.”

That’s a shocking accusation, especially the part about his advisers allegedly being in cahoots with Qatar, a nation that is allied with Iran and Hamas, as well as a leading funder of Islamist fundamentalist schools and mosques around the world.

But if Netanyahu’s supporters smell a rat, it’s not because they suspect the accused of being traitors. On the contrary, both the prime minister and many of his backers see this as just another dishonest attempt on the part of his opponents to use the legal system to discredit or topple him.

Moreover, they are not alone in thinking this way about the rash of similar efforts to take down the leaders of right-wing and populist political parties among the world’s democracies by non-democratic means.

Qatargate is being analogized to the Russia collusion hoax that plagued President Donald Trump from 2017 to 2019; the attempt to impeach him over his threats to cut off aid to Ukraine; and the efforts to jail and/or bankrupt him during the four years between his first and second terms.

Nor is this phenomenon confined to the United States and Israel.

Lawfare in France

This week, Marine Le Pen, the leader of the right-wing Rassemblement National Party (RN) and the frontrunner in the 2027 French presidential race, was convicted of embezzlement and sentenced to prison. Yet rather than being accused of stealing money for personal gain, the indictment hinged on a technicality and a complicated chain of events concerning whether RN staffers who work for its representatives should have been paid by the European Parliament or by the party in France.

It’s far from clear that the RN’s conduct was very different from what other French parties do or anything that should have been labeled as embezzlement. It was, instead, widely perceived as an attempt by the French political and legal establishment to prevent Le Pen from running for president. The fact that the sentence handed down involved a five-year ban on running for office, coupled with the judge’s insistence that this part of his ruling be immediately enforced rather than only after appeals have been exhausted, made it appear even more partisan.

As far as the RN is concerned, what has happened to Le Pen is no different from the lawfare that was waged against Trump in the United States.

Last year, France’s leading neo-liberal centrist and far-left parties came together to deny RN control of the French parliament, despite the fact that they won the most votes and seats. Those factions have, under various parties, alternated in control over the French Republic for the last 70 years. And they have no intention of letting the upstart RN ascend to power.

The RN was founded by Marine’s antisemitic father, Jean-Marie Le Pen, and had more than a tinge of Vichy France fascism about it. Under his daughter, however, it has undergone a transformation. Following Marine Le Pen’s succeeding her father as its leader in 2011, it shed his racist point of view and expelled the elder Le Pen in 2015 (he died in January of this year).

It is now a vocal opponent of the spirit of antisemitism that is so much a part of contemporary French life. Jew-hatred in France is, as is the case elsewhere in Europe, driven by a red-green alliance of Marxists and Islamists. RN is against the mass immigration from the Middle East and North Africa, especially from former French possessions where Islam is a dominant force, which has enabled that troubling development.

Many French Jews are still reluctant to make common cause with the RN because of its past, as well as the historical association of the French right with antisemitism dating back to the Dreyfus Affair in 1894. But in what can be considered both a historic irony as well as a sign of the changing times, RN has become a crucial defender of the embattled Jewish community. It’s also a stalwart supporter of Israel in a country where the traditional hierarchy is either lukewarm at best or openly hostile to the Jewish state.

But what just happened in France is a theme playing out all across Europe, where a similar reaction to the way mass immigration has enabled what could be called the Islamization of societies and the marginalization of existing national cultures. In some places, like Hungary, the Netherlands and Italy, right-wing populist parties have ascended to government. Elsewhere, their opponents—whether traditional liberals, centrists or leftists—have done their best to anathematize them.

In Germany, that’s been made easier by the right-wing AfD Party’s failure to purge the ranks of their parliamentary candidates of those who evince nostalgia for their country’s Nazi past. But, as U.S. Vice President JD Vance pointed out in a seminal speech to the Munich Security Conference in February, the reason for the AfD’s rise is because they are speaking out in defense of national borders and against the impact of mass immigration enabled by both the traditional left and right.

Vance’s democracy lesson

The same point applies to Romania, where a right-wing party won the country’s national elections. Rather than accept the verdict of democracy, that victory was invalidated by the Central Election Bureau, which then denied its leader, Călin Georgescu, the right to run in the do-over balloting. That body gave no rationale for this anti-democratic decision, but it came two weeks after Georgescu’s political opponents, who were angry about his sympathy for Russia and hostility to Ukraine, had orchestrated his indictment for “incitement to actions against the constitutional order”; the “communication of false information”; and involvement in the establishment of an organization “with a fascist, racist or xenophobic character.”

One needn’t be sympathetic to Georgescu or Le Pen—or any of the other nationalist and populist parties in Europe that have come to the fore because of the impact of mass immigration—to understand two things.

One is that the accusation that the electoral success of contemporary right-wing political parties is a rerun of the Nazi rise to power in the 1920s and ’30s is tone deaf to the realities of the 21st century. Today, it is the left and their Islamist allies that are the primary source of European antisemitism.

The other is that the lawfare being employed in France and Romania is antithetical to democratic norms.

That was the point Vance made in Munich when he said: “We must do more than talk about democratic values. We must live them.” He went on to note that during the Cold War, it was the forces of an evil Soviet empire that “censored dissidents, that closed churches, that cancelled elections.” Sadly, he accurately noted that in 2025, the winners of the Cold War—the nations that were the self-described members and leaders of the “free world”—were acting in that manner.

That wasn’t something the gathering of foreign- and defense-policy elites from Europe and North America wanted to hear.

Characterizing lawfare against political opponents as a triumph of “the rule of law,” as liberal commentators in Europe and America have done, requires observers to ignore the obviously partisan nature of these cases. At stake here is not the efforts of a “reactionary international,” as French President Emmanuel Macron put it, threatening the independence of the courts. What we are witnessing is a dying establishment seeking to defend its power by any means necessary, even if it means traducing the basic principles of democracy.

Banana republic tactics

It may be, as The New York Times claimed, that the Romanian fiasco was a “propaganda coup” for Russia. But that’s only because what the authorities did there, as well as months later in France, unfortunately validated the claims of Moscow’s authoritarian leader, Vladimir Putin, that those in the West who oppose his tyranny at home and aggression against Ukraine are hypocrites when it comes to their supposed defense of democracy.

As Vance said, if Americans and Europeans want to stand up for democracy, they have to stop behaving like they are running banana republics by engaging in censorship of dissent and trying to jail their political foes, corrupt practices that the Biden administration also engaged in.

As Netanyahu has said, the same problem of a “deep state” that seeks to defeat political forces that oppose the liberal establishment by fair means or foul exists in Israel. He is in power by virtue of winning a clear majority in a democratic election. And despite everything that has happened since his victory in November 2022, including both the paralysis of the Jewish state by opponents of his judicial reform proposals and the catastrophe of Oct. 7, 2023, he has an even chance of extending his already record term of office when the country goes back to the polls, likely sometime in 2026.

And that is the context in which Qatargate must be understood.

The war on Netanyahu

At this stage, with little of the evidence of the alleged misconduct of Netanyahu’s staff being made public, it’s hard to know what to think about these charges. Most people act on the assumption that where there is smoke, there is fire—and that prosecutors and police, as well as the judicial system, can be trusted to get to the truth. Given the seriousness of these accusations, a wait-and-see approach to the issue seems prudent.

Yet even if we are inclined to give the investigators the benefit of the doubt, the notion that Netanyahu’s advisers were actually agents of Qatar seems, on its face, preposterous.

More to the point, there is a sense of déjà vu among many Israelis about all of this.

In 2016, when the investigation of Netanyahu on the charges on which he is still standing trial began, many observers assumed that at least some of the accusations being lodged against the prime minister were legitimate. Or rather, they assumed that they had to be since those making them had jobs in the legal system that normally inspire trust.

But once the investigation unfolded and the nature of the four separate cases that were brought against him was made plain, that assumption proved unfounded. The charges were so flimsy and clearly so partisan in nature that the only people who really treated them as legitimate were those whose hatred for Netanyahu was so great that they’d believe any accusation lodged against him.

There is a long tradition of Israel’s liberal establishment seeking to delegitimize the political right, dating back to the pre-state era. In recent years, that impulse to view the right as beyond the pale has taken on an even more desperate character. That’s a product of the way demography and the implosion of the once-dominant left-wing Labor Party over its catastrophic “land for peace” policies have led to the increasing electoral success of Netanyahu’s Likud Party, and its various religious and right-wing allies.

The Israeli left has used its stranglehold on a self-perpetuating majority on the country’s Supreme Court that seeks to dominate the country’s government, rather than merely act as a check on it as it does in other democracies, to hamstring Netanyahu. The determination of the country’s liberal elites to falsely demonize Netanyahu as a would-be authoritarian because of his efforts to reform the judiciary is not unlike the Democratic Party’s similarly disingenuous approach to Trump.

From Russia collusion to Qatar

This is why Netanyahu’s pushback against Qatargate and the other efforts to take him down should resonate for Americans who saw how the justice system in the United States was weaponized against Trump.

It is theoretically possible that Qatargate will, unlike Russia collusion, prove to be a real scandal as opposed to a partisan conspiracy theory. But the way the corruption cases against Netanyahu have imploded during the endless trial about them and the open animus that the legal establishment has for the prime minister, skepticism about such a scenario is far from unreasonable.

At this point, the claim that these efforts to take down populist or right-wing political leaders are solely about upholding the rule of law is risible. The political left—whether in the United States, Europe and Israel—is not so much interested in debating its opponents as they are in delegitimizing them. Asserting that any other point of view but one’s own is inherently undemocratic is the standard argument of tyrants, not the advocates for political freedom.

Democracy is in peril in 2025. But as Vance rightly argued, the main threat to it now comes from the practitioners of lawfare, who are the loudest in claiming to be its defenders.


Jonathan S. Tobin is editor-in-chief of the Jewish News Syndicate, a senior contributor for The Federalist, a columnist for Newsweek and a contributor to many other publications. He covers the American political scene, foreign policy, the U.S.-Israel relationship, Middle East diplomacy, the Jewish world and the arts. He hosts the JNS “Think Twice” podcast, both the weekly video program and the “Jonathan Tobin Daily” program, which are available on all major audio platforms and YouTube. Previously, he was executive editor, then senior online editor and chief political blogger, for Commentary magazine. Before that, he was editor-in-chief of The Jewish Exponent in Philadelphia and editor of the Connecticut Jewish Ledger. He has won more than 60 awards for commentary, art criticism and other writing. He appears regularly on television, commenting on politics and foreign policy. Born in New York City, he studied history at Columbia University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


In Harrowing Account, Israeli Ex-Hostage Describes Abuse, Starvation, Witnessing Execution of Fellow Captive

In Harrowing Account, Israeli Ex-Hostage Describes Abuse, Starvation, Witnessing Execution of Fellow Captive

Debbie Weiss


Israel former hostage Eliya Cohen recounting his experience in Hamas captivity in Gaza. Photo: Screenshot

Israeli former hostage Eliya Cohen, who was abducted by Hamas terrorists at the Nova music festival on Oct. 7, 2023, said in an interview this week that his 505 days in captivity in Gaza were marked by near-starvation and physical and psychological torment.

Among the most traumatic moments for Cohen was witnessing the execution of a fellow captive and being stripped naked on a weekly basis only to be told he “wasn’t thin enough.”

Cohen’s account, relayed to Israel’s Channel 12 news on Tuesday, was one of the most chilling testimonies to date. 

Cohen and his fiancée, Ziv, had fled the Nova festival in southern Israel and taken refuge in a roadside bomb shelter. The shelter, which would later be referred to as the “bunker of death,” was attacked by terrorists who threw grenades inside. Another person hiding in the bunker, Aner Shapira, hurled grenade after grenade back outside. But the eighth exploded, killing Shapira and the others. 

“I jumped on Ziv … and the first thing that came out of my mouth was: ‘Ziv, I love you,’” Cohen recalled. 

Cohen and Ziv survived the blast, but they were soon captured. On the way to Gaza, one of the captives in the truck announced his intention to escape. Cohen said he and the others tried to convince him to change his mind. “We told him not to. But he jumped off the truck, and they stopped driving and shot him dead,” he said.

When they arrived in Gaza, Cohen was taken to a house where a man claiming to be a medic approached him. “He said he’d remove the bullet from my leg,” Cohen recalled. He denied Cohen’s request for painkillers, instead, shoving a cloth into the hostage’s mouth and warning him not to scream, fearing that the noise might attract attention from civilians outside. The medic then used tweezers to extract the bullet. “It was completely agonizing,” Cohen recalled.

Cohen, who returned home severely malnourished, left behind another captive, Alon Ohel. Ohel’s fate became clear when Cohen, after being told of his own release, was informed that Ohel would not be joining him. “Alon panicked and started crying,” Cohen recalled in an interview. Cohen offered to switch places, but his captors refused. “I truly thought the second stage would come in a matter of days,” Cohen said about the Gaza ceasefire and hostage-release deal. “He’s blind in one eye.”

Cohen’s departure was bittersweet. He recalled their last moment together, saying, “I told him, ‘Don’t forget your family. They’re the most important thing in the world.’” Cohen made a promise to Ohel: “I wouldn’t forget him. Until I see him back home, this isn’t over.” Even after his release, Cohen said he is haunted by Ohel’s absence. 

“Until I see him back home, this isn’t over,” Cohen said.

The conditions in captivity were deplorable, and starvation was a daily reality for Cohen and the others. For most of their imprisonment, food was scarce, rationed to barely enough to survive. Cohen described a daily struggle for sustenance: “We fought for survival. We got one pita a day with two spoonfuls of fava beans, peas, or something similar.” Many times, they were given less food than promised, and the captors showed little remorse, telling the hostages to “share it among yourselves.”

“We fought for survival,” Cohen said. “You’d think twice before going to the bathroom because just standing up made you dizzy.” 

Twice a week, they were ordered to take off all their clothes. Their captors would taunt, “You’re not thin enough, time to cut your food rations.”

Hunger was a constant struggle, he said, and the captors seemed to take pleasure in their suffering. “We’d beg for extra food, and sometimes it worked,” Cohen said. “There’s no way to describe the feeling when we managed to touch their hearts, and they’d give us a small chocolate bar to share between the four of us.”

Cohen and the others were kept in chains for two months at a time, often so tightly that the restraints cut into their skin. “They bound them so tightly they cut into my legs,” Cohen explained. “I felt like a caged animal in some dark, remote place.” At the end of the two months, he was allowed to shower, after which he preferred to rechain himself rather than face the increased discomfort from their captors tightening the chains even further.

Nevertheless, Cohen said that the food deprivation was the worst of it. 

“You can handle being humiliated, you can handle being cursed at, you can handle your legs being in chains,” he said. “But hunger is a daily struggle because, beyond being hungry, you are also fighting for your life. Every night, you go to sleep thinking, ‘What am I going to do tomorrow to get that piece of pita bread?’”

Among those Cohen and Ohel were held with were Hersh Goldberg-Polin, Almog Sarusi, and Ori Danino. Cohen later learned that they were executed by Hamas after a failed rescue attempt by the Israel Defense Forces.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com